Wróć do katalogu

Lakier do paznokci

Krótkie opowiadanie z życia studentów.

Pani Bum Bum, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Być może było to dla nich za wcześnie i jeszcze do końca nie zdawali sobie sprawy z powagi tej decyzji. Jednak zaistniała sytuacja wymagała jakiegoś działania z ich strony, skonkretyzowania oczekiwań, którym okazała się decyzja wspólnego życia. Kiedy już przeprowadzili się do nowego mieszkania, wszystko zaczęło się jakoś układać. Praktycznie całe dnie na uczelni, późnym popołudniem nauka i wieczorem upragniony odpoczynek. Często obchodzili się bez ciepłych obiadów, na które nie było czasu, a nie raz i funduszy. Najważniejsze były opłaty za 3pokojowe mieszkanie i odkładanie pieniędzy na nadchodzące zmiany ,dlatego Adam pracował dorywczo jako magazynier w supermarkecie. - Nie sądzę, żeby to nam wyszło na dobre.- obawiała się Marta. -Prawie się nie widujemy, zamieszkaliśmy razem po to, żeby żyć ze sobą, a nie mijać się w drzwiach. Wiem, że jest ciężko, ale musisz tez spojrzeć na siebie, nie masz czasu na naukę. Ile tak pociągniesz? - Kochanie, zamieszkaliśmy razem nie tylko dlatego, że spodziewamy się dziecka, ale dlatego, że się kochamy i chcemy się pobrać. Będziemy rodziną. Żeby tak było musimy przetrwać również gorsze chwile. Jesteśmy razem po to, aby się wspierać i uporać z problemami. Z tym też damy sobie radę. Jeszcze trochę. -Co z Twoim egzaminem? -Nie martw się, zdążę ze wszystkim. Idę do pracy. Tak, Marta nie miała wątpliwości co do szczerości słów swojego chłopaka. Jednak siedząc przy ledwie działającej farelce pomyślała, że być może się pospieszyli. Nikt nie powiedział, że trzeci rok studiów to za wcześnie na dziecko, nikt jednak temu nie zaprzeczył. Biorąc z szafy ciepły sweter, który uszyła babcia, wzrok jej przyciągnął stojący na półce za szybą malinowy lakier do paznokci. Pamiętała, że użyła go kiedy po raz pierwszy spotkała się z Adamem. Wiedziała, że czasy te były tak odległe jak i żywiołowość, która wtedy w nich mieszkała. * * * Pod koniec weekendu przyszedł czas na naukę. Adam zdawał sobie sprawę z tego, że nie zdąży nauczyć się na wtorkowe zaliczenie. Udawał przed Martą, że ze wszystkim sobie radzi, nie chcąc jej denerwować, szczególnie ze względu na stan w jakim się znajdywała. - Nie wiem jak to wszystko pogodzić, mam dużo zaległości, a przecież nie rzucę roboty, ledwo stoimy z kasą. – zwierzył się podczas rozmowy z kolegą przed poniedziałkowymi zajęciami. - Wiesz, w takich sytuacjach sprytni potrafią sobie poradzić. I z nauką i z kasą. -Nie rozumiem? -Ej młody, nie udawaj. Mam układy, mogę Ci pomóc. Są pewne środki dzięki którym kucie wyda się przyjemniejsze i łatwiejsze, a Ty się wyluzujesz w takiej stresowej sytuacji. No i dorobisz, jeśli zajmiesz się tym tak jak ja. Mówię Ci, same profity. -He, nie wiem o co Ci dokładnie chodzi, ale domyślam się i chyba źle trafiłeś z takimi propozycjami. – nie chcąc dłużej prowadzić niecodziennej rozmowy Adam zaczął oddalać się pokazując pożegnalny gest. -Taa.. A to taki opłacalny biznes. Jeszcze wrócisz, zobaczysz. Jakby co to wiesz gdzie mnie znaleźć. Nawet nie przyszło mu to wcześniej do głowy. Nigdy nie był duszą towarzystwa, nie chodził często na imprezy jak inni jego koledzy, więc nie miał z tym bezpośredniego kontaktu. Wszelkie informacje o uczeniu się na „fecie” posiadał ewentualnie z Internetu. Stwierdził, że nie powie Marcie o tej rozmowie.

- Co powiesz na wspólną kolację? Przyszło stypendium, zostawię te pieniądze na święta, ale raz możemy sobie pozwolić na małe wyjście. - To świetny pomysł, tylko że musielibyśmy przełożyć to na środę. Muszę iść do sklepu, przyszedł nowy towar przed świętami.. Płacą dwa razy więcej. - Cóż, dobrze, możemy tak zrobić. Ale czy nie przemęczasz się? - W porządku, jeszcze trzy tygodnie i odpoczniemy. A Ty zrób sobie małą przerwę od tej nauki, mały urodzi się geniuszem jeśli tyle wiedzy będziesz przyswajać. Wszystko będzie dobrze, kocham Cię. - Ja Ciebie też, wracaj szybko. Faktycznie Adam poprawił Marcie humor, pomimo że było to kłamstwo. Jednak czasem wolała słuchać dobrych kłamstw niż złej prawdy. Stało się tak, że spędził cały wieczór w pracy. Poniedziałkowa noc, rano poprawka z egzaminu. Zmęczenie sięgało zenitu, a presja rosła. Mimo, że nie chciał tego robić, zadzwonił do Wojtka. Tego od amfy. Siedząc przed białą ścieżką myślał: tylko raz, żeby się z tym uporać. Nikt nie zauważy. Uporał się z tym, zaliczył na czwórkę. Cieszył się bardzo, a Marta była w szoku, że znalazł czas żeby opanować ten materiał. - To niemożliwe, tak się poświęcasz i dajesz sobie świetnie radę! Może powinnam znaleźć sobie też jakąś pracę? To dopiero trzeci miesiąc, nie zaszkodziłoby nam.. - Wybij to sobie z głowy. Jak widzisz daję radę więc nie masz się o co martwić. Proszę Cię tylko żebyś dbała o siebie i o swoje studia. To już końcówka, mamy trochę pieniędzy odłożonych. Dobiegamy do finału. A poza tym mam niespodziankę! Dostałem parę stów premii, możemy świętować! Była pozytywnie zaskoczona tym napływem optymizmu w jego głosie. – To wspaniale! Nie spodziewałam się! Wszystko zaczyna się układać. - Dokładnie. Nie mam nauki ani pracy, a więc ubieraj się! Po kinie skoczymy po butelkę wina, jak dawniej. To był bardzo udany wieczór. Spojrzeli na siebie bez pryzmatu otaczającej ich rzeczywistości. Marta znów pomalowała paznokcie malinowym lakierem, a Adam przez chwilę studiował ich odcień. Nie było farelki i nie uszczelnionych okien. Było czerwone wino i malinowe feromony. Nadszedł kolejny egzamin, znowu wspomógł się tymi samymi białymi ścieżkami. Potem następny i następny.. Dni mijały, a Adam nie wspomagał się już nimi tylko przed egzaminami. Zaczynały być zauważalne jego podkrążone oczy, które Marta z początku uznawała za oznaki przepracowania i całonocnej nauki. Schudł, dość mocno. Widziała jego zszarzałą cerę i martwiła się o częste migreny. Dziwiły ją liczne premie, które przynosił do domu. Męczyły ich codzienne kłótnie. Wiedziała, że to już piąty miesiąc ciąży, nie była świadoma, że to już drugi miesiąc drogi Adama, która…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych