Lessia Style.
wszyscy jesteśmy jednakowi. To doświadczenia życiowe sprawiają, że jesteśmy tacy różni od siebie. Gdzie jest haczyk?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lessia Style.
******************************************
Jadąc taksówką naszła mnie myśl na rozważanie swojej sytuacji życiowej.
*******************************************
-Cześć.-
Przywitałam się jak porządny, wychowany człowiek. Teraz wypada się przedstawić.
-A, więc nazywam się Lessia.-
Tak wiem. Bardzo oryginalnie. Nie śmiejcie się, ale zawsze te imię mnie przerażało i przerażać będzie.
Kompleks? Być może, przyzwyczaiłam się już do tego, że moja mama słynie z dziwnych pomysłów, uwielbia przyrodę, sztukę i piękno, a najbardziej kocha film Pt. ''Lessie wróć'' Ciągle przy nim beczy jak małe dziecko, które narobiło w gacie. Domyślam się już skąd pochodzi me dziwaczne imię, które noszę na świecie tylko ja i pies.
Jak, do cholery, można nazwać tak swoje dziecko?!
Te pytanie oczywiście nie oczekuje odpowiedzi, a wyprzedzając wasze odpowiem już teraz. Tak, przyznaje się. Mój tata jest pantoflarzem, ale to dobry człowiek.
Cieszę się tylko, że nie jestem chłopcem, bo z opowieści mojego taty kochanego taty, który mi bardzo współczuje, choć zgodził się na to dziwaczne imię, wynika, że byłabym nazywana... Bambek.
Boże, gdzie jesteś i czemu nie reagujesz?
Zresztą... Nie będę użalać się nad swoim losem Chociaż... Może i warto. Przecież po to z sobą, czy z wami, rozmawiam.
Sama nie wiem i zastanawiam się, jaki narrator, jaki czas, przeszły czy teraźniejszy ma być w tym dziwnym opowiadaniu, pamiętnikowaniu, choć jak wolicie narzekaniu o moim i waszym życiu. Pomęczę was, poznęcam się trochę i zamiast wystawić kawę na ławę daje wam wybór.
Bardzo lubię się drażnić wybaczcie mi to.
Teraz opiszę, to, co widzę. Przejdę do spraw teraźniejszych i pozwólcie, że wezmę się zjedzenie kanapki.
Właśnie stoję przed wielkim akademikiem, do którego mam się zamiar wprowadzić.
Patrząc na ten wielki budynek z chęcią zawołałabym "Mamusiu!", Ale byłoby to sprzeczne z tym, co powiedziałam wcześniej i dziwnie poczułby się Taksówkarz, który wypakowując moje bagaże usłyszałby z mojej strony takie wyznania.
Czas brać swoje manatki, zapłacić za miłą usługę panu i pomaszerować w wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy, zarejestrować się, pokazać papiery, odebrać klucze do mojego... Przytulnego... Spokojnego... Wspaniałego... Ciepłego...
Łóżka, szafki kawałka ścianki.
Tak jak myślałam. Popatrzyłam się obojętnie po całym pokoju.
-Hej nie przejmujcie się to tylko ja, no... chciałam wam powiedzieć, że miło was poznać i żebyście nie odrywały się od swoich prac społeczno-kulturowych i nie zawracały sobie zbytnio mną głowy. A teraz Kimnę się trochę, więc wywiadu dziś nie będzie - mówiąc bardzo szybko odwróciłam się speszona w stronę czterech dziewcząt, które teraz patrzą na mnie z miną jakby przed chwilą zjadły cytrynę.
Mina ta ma zapewne wyraża ich myśli, które brzmią zależnie od rodzaju inteligencji danej osoby, czyli patrząc na nie mogę domyśleć się, jakie zdania znajdują się w ich główkach. Myślę, że są one głupie.
Popatrzyły na mnie dziwnie i wróciły do swoich zajęć. Malowania paznokci, czesania i lakierowania włosów.
Rzuciłam swoje graty na ziemię obok jedynego szarego łóżka. Moja niezawodna intuicja podpowiedziała mi, że to, a nie inne łóżko należy przez najbliższy rok szkolny do mnie, bo o ile dobrze pamiętam różowej pościeli, która była na pozostałych nie zamawiałam.
W co ja się wpakowałam. Jestem szalona tak jak moja matka. Nie, teraz to przesadziłam.
Przecież znajduje się tylko w budynku, który posiada około 3000 uczniów, walczę razem z nimi o przetrwanie w jednym z akademików w Polsce, nikogo nie znam, dom, w którym do tej pory mieszkałam znajduje się 200 km ode mnie, mam rozdwojoną jaźnie na wszystkie strony świata, a na dodatek przyszedł mi sms od mojego taty, że będę miała brata, któremu już bardzo współczuję, bo wiem, jakie imię będzie nosił.
Na dodatek nie mogę mu pomóc i wiem już, dlaczego chcieli się mnie pozbyć.
Ludzie na starość głupieją.
Paranoja!
Teraz, czego mi najbardziej potrzeba to krótkiej drzemki po długiej, wyczerpującej podróży. Zakładam słuchawki i zamiast głupich plotek o chłopakach,
ble, ble, ble ...!
Moich nowych "przyjaciółek", które moje słowa wzięły na poważnie i naprawdę nie przejmują się losami nowej koleżanki puszczam rockowy kawałek unoszący się w moich uszach, a teraz w waszych głowach*
(PIOSENKA- sum41-speak of the devil)
i zasypiam.
Dajcie mi spokój na parę minut...
**************************************************
Lessia Style.
*************************************************
Wyobraźcie sobie jak chcecie ten wielki akademik z paroma piętrami, piwnicami, różnymi zakamarkami z długimi korytarzami z pielęgniarką i ogromną jadalnią a z okien po drugiej stronie widać budynek zwany szkołą. Uruchomcie swoją wyobraźnię, bo jak zwykle liczycie na mnie.
Lenie z was.
W ogóle to powinnam się na was obrazić.
Mieliście dać mi spokój na parę minut, a zostawiliście mnie na kilka dni.
Co, wygodnie tak?!
Wiem, męczące jest patrzenie się cały czas a tą samą osobę, która gubi się w każdym napotkanym korytarzu, próbując poznać kogoś ciekawego, a na dodatek jej gadulstwo nie dopuszcza do głosu narratora.
...
Tak, więc pierwszy tydzień za mną i nie jest wcale tak źle.
Nauka?! Kucie na pamięć?
Nie jest w tej szkole najważniejszą rzeczą. Liczy się talent, zwinność i inteligencja. Trzeba rozumieć i mieć swoje pasje wtedy jest się docenianym przez nauczycieli.
Może, dlatego jest to najlepszy i najbardziej rozwinięty akademik w Polsce, cieszący się dużą popularnością i dobrym imieniem.
Szkoła o różnych kierunkach. Od przedmiotów ścisłych, sportowych do artystycznych.
Jestem na kierunku architektury i malarstwa. Nawet mi się tu podoba, co jest bardzo dziwne, bo jestem bardzo wybredną osobą. Jeszcze się gubię i nie trafiam do pokoju, ciągle się spóźniam na lekcje tak jak zresztą wszyscy.
Zanudzam już. Zmienię ten temat.
Trzeba wziąć się w garść, a nie znowu zaczynać się mazgaić.
Tylko ta szkoła jest strasznie dziwna, a może powiem inaczej.
W niej straszy...
A tak na poważnie dziwni są tu ludzie. Gdy przechodzisz korytarzem patrzą, do jakiego gatunku należysz, jakiego rodzaju jesteś człowiekiem i czy przypadkiem, gdzieś ukradkiem nie dłubiesz w nosie.
Poważnie mówię.
Każdy wzrok idąc korytarzem czuję na swoich plecach. Te oczo-gały wydają się takie straszne, tak jakby oceniały człowieka po wyglądzie, stwarzały sobie swoja własną historię na jego temat, przesyłały informację dalej, do mózgu, mózg później do strun głosowych, z których wydobywa się głos. Ton głosu zależy od osoby, która posiada te gałki. Może to być pisk, jęk, zachwyt lub chichot, Brecht, wrzask.
Zachwycanie i patrzenie się na biednych ludzi z pierwszych klas jest takie dziwne.
Ale ja też jestem dziwna. Bo też tak robię.
Gapię się, chociaż jeszcze za to nie oberwałam.
Jak na razie nie mam na co narzekać. Nie bija mnie, nie śmieją się ze mnie ani nie przeżywają. O dziwo tylko się patrzą, ale rok szkolny się jeszcze nie skończył i wszystko może się zdarzyć.
Może trochę przesadzam, jak zresztą zawsze, ale to nie moja wina.
Jestem żywym dowodem na to, że trzeba czytać dzieciom na dobranoc, bo jak się tego nie robi, w przeszłości dziecko będzie miało różne konsekwencje. W moim przypadku wyobraźnia stała się tak duża, że źle oddziałuje na psychikę.
...
Ludzie to zwierzęta trzymające się w grupach, muszą działać wspólnie, by osiągnąć jakiś cel. Nie liczę oczywiście tych paru wyjątków, które żyją w osobności, bo im tak wygodnie, albo mają za dużo kompleksów i wolą pozostawać w cieniu. O dziwo dają sobie radę, ale ogółem mówiąc człowiek musi żyć w stadzie, by przetrwać.
W tej szkole takich stad jest wiele. Odróżniają się kolorami, niektóre mają nawet gadżety i logo!
O! Na przykład te stado dzikich samców, które idzie nieśmiałym krokiem naprzeciwko mnie z ładnymi, wyprostowanymi, białymi koszulami z schludną fryzurką i wielkimi teczkami. Ta grupa nazywana jest zwykle molami książkowymi. Ich logo to zapewne wieczne pióro, gadżetem są okulary, a barwą plemienia myślę, że jest kolor mundurkowaty. Ulubione zwierzę to zapewne sowa, a hasło do bazy 2+2=4.
Ale zostawmy tych grzecznych chłopców w spokoju.
Po prawej stronie widzę luzaków. Włoski postawione na żelu, oryginalne ciuszki, wypolerowane paznokcie... Ci cudowni chłoptasie machają kozacko do naiwnych dziewcząt, które uśmiechają się wdzięcznie i podnoszą ręce chichotają na ucho swojej psiapsiółce.
Dziewczynki takie słodkie, dwie z mojego pokoju, są tak zafascynowane tym, że mają powodzenie, nie wiedząc, że to był zwykły zakład o piwo, która pierwsza odmacha.
Gdy mam świadomość o tych wszystkich głupich zagrywkach chłopaków i naiwności różowych laluń codziennie, od nowa, staje się coraz większą feministką.
Nie żałuje tych dziewczyn. Ich głupotę trudno wyleczyć, a mi się nie chce wszystkiego tłumaczyć może, dlatego że zostałabym znienawidzona, bo otworzyłam otwarte oczy.
Czy jestem oczogołem?
Jestem.
I co z tego? Nie przejmuje się za bardzo tą pustą, ale rozsądną wadą. Wszyscy przecież wiemy, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie i zasada "oko za oko ząb za ząb"
Jeżeli oni chcą mnie zjeść ja też powinnam nasycić się żywym mięsem.
W życiu rządzą prawa dżungli. Silniejszy zjada słabszego. Muszę pamiętać że jestem na górze. Inaczej mogę być strawiona nawet przez pasożyty.
...
Omijam różnych, tych, co jarają przez całe życie, cwaniackie dziewczyny, które chcą być w centrum uwagi i kogoś pobić, tych, co siedzą cicho i płaczą po kontach, też.
Idę na lekcje, gapiąc się na tych dziwnych ludzi, jak na grzeczną uczennicę przystało. Idę do swoich przyjaciół, którzy wyróżniają się uśmiechem przez całą dobę. Inni nazywają nas inaczej, ale to ich sprawa. Przezwiska tak jak dzikie zombie, wampiry atakują bardzo nas śmieszą.
Z podniesioną głową, ze słuchawkami na uszach, z książkami, zeszytami, kartkami w rękach, które spadły mi przed chwilą na ziemię idę spokojnie na lekcje. Znowu się spóźnię, bo jakiś dupek wyszedł zza rogu wpadając na mnie i nawet jego ślepia nie pozwoliły mu uniknąć tego tragicznego wypadku.
-Uważaj jak leziesz wiedźmo!- Krzyknął na mnie jakiś buc i zaczął zbierać zeszyty, książki i kartki, które spadły mu na ziemię tak jak zresztą i moje.
-Jesteś bezczelny! Wryłeś się ma mnie jakbyś chciał się dupić i jeszcze z wielka morda na mnie! Dżentelmen za 2 złote! – Oburzyłam się i zaczęłam zbierać swoje cenne porozrzucane rzeczy.
-Z tobą? Chyba sobie żartujesz?! W życiu nie dotknąłbym rozkładającego się trupa!- Popatrzył na mnie pewny siebie i uśmiechnął się do kolegów stojących obok.
-Myślisz, że bym chciała?! Nawet rozkładający się trup patrząc na twoje spodnie widzi, że leczysz się z kompleksów! Więc podziękowałabym za to, co niewidzialne.- Powiedziałam ironicznym tonem. Po tych słowach na jego twarzy pojawił się znak zapytania, a gdy usłyszał głośny śmiech kolegów zdenerwował się.
- Jeszcze się policzymy.- Spojrzał mi prosto w twarz z groźną miną.
- Mam nadzieję, że nie za szybko. Pozwól mi, że poczekam, aż urośnie- popatrzyłam się z lekkim, niepoważnym uśmiechem, który dał do zrozumienia, że rozmowa zaczyna przeistaczać się w kłótnię.
-Taka cwana jesteś?! Jestem zdolny do wszystkiego, więc uważaj na słowa, bo nawet taka mała, pyskata wampirzyca jak ty będzie przede mną uciekać!
-Grozisz mi czy coś proponujesz? Chyba koleś niejasno się wyraziłam. Wampirzyce nie mają łóżka, bo nie śpią po nocach i nie jest im potrzebne. Więc nic z tego nie będzie. Sorry, ale nasz związek nie miałby szans i masz rację….Jeżeli będziesz mnie tak dalej molestować i wpadać na mnie jak niewyżyty chłopak, który nie ma jaj i nawet nie umie przeprosić naprawdę będę uciekała, ale tylko dla twojego dobra. Nie chce Ci robić nadziei.-Powiedziawszy ostatnie zdanie, by jeszcze bardziej go zdenerwować i usłyszeć głośny śmiech kolegów, który go jeszcze bardziej kompromitował, podnosząc lewa brew do góry, odwróciłam się na pięcie i poszłam.
Czułam na swoich plecach jego wzrok. Satysfakcja spowodowała uśmiech na mej twarzy, a po chwili złość.
Weszłam do Sali. Wykładowca na szczęście nie zaważył mojego spóźnienia, lub przyzwyczaił się, że młodzi ludzie przychodzą 10 minut po dzwonku.
-Hej.- Przywitałam się krótko do czterech osób, które są mi najbliższe w tej szkole. Usiadłam koło nich.
-Znowu się spóźniłaś- powiedział drażniącym się tonem Bartek.
-Znowu się spóźniłaś.- Powtórzyłam tak samo jak papuga.
-Co się stało?.- Zapytała Ola, zdziwiona moim niecodziennym zachowaniem.
-Do tej szkoły chodzą sami debile.- Odpowiedziałam. Bartek popatrzył się na mnie zdziwiono-obrażony, więc dla rozjaśnienia sytuacji opowiedziałam to, co zdarzyło się przed paroma minutami.
-Ha, ha już wiecie, dlaczego noszę obcisłe spodnie.- Powiedział po mojej historii rozbawiony Janek. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Widzę, że towarzystwo bardzo rozbawione- powiedział do nas profesor-, więc moi drodzy na jutro napiszecie mi referat na temat życiorysu Jana III Sobieskiego- dodał, nie przejęliśmy się tym zbytnio.
Prawie, co lekcje dostajemy jakieś uwagi, przyzwyczailiśmy się.
Mijają kolejne nudne lekcje.
Na parapecie spostrzegłam muchę. Zaczęłam się z niej głośno śmiać, za co dostałam kolejną karną pracę domową.
Głupia mucha.
Chciała łatać z jednym skrzydełkiem. Uparta jest. Chce przetrwać, choć nie ma szans.
Nudno tu. Z nudów, nawet ją zabiłam. Z nudów czy z litości, Bez znaczenia. Nie mam już prawie, co opisywać. Nauka. Koniec lekcji. Akademik. Obiad. Nauka? Nudy. Kolacja. Idę spać.
***
Przed sekundą w całym akademiku unosił się mój krzyk. Był bardzo głośny. Jeżeli komuś zepsuł się budzik, a chciałby wstać o godzinie siódmej wystarczy do mojego łóżka wlać dużo kisielu.
Gwarantowana skuteczność.
-Zabiję!- Powtarzałam głośno groźbę do dziewczyn, które powoli się budziły i wstawały z łóżek.
-Co się stało? – Zapytała zdziwiona Daria? Chyba tak ma na imię. Dziewczyny popatrzyły na moje łóżko i na mnie. Wszystko oblepione z zielonego kisielu wygląda bardzo komicznie.
- I z czego rżycie? Kogo to sprawka?- Byłam zła. W ciągu paru sekund znienawidziłam kisiel.
-A skąd mamy to wiedzieć?- Zapytała jedna z nich i zaczęła z uśmiechem na twarzy pakować do torby zeszyty na dzisiejsze lekcje.
-Myślicie, że jesteście takie zabawne? – Zapytałam wkurzona i zaczęłam z trudem zdejmować z siebie jabłkową maź.
-Przecież to nie my! – Powiedziała znowu chyba Daria śmiejąc się niepoważnie. Nawet nie umieją ukryć swojego kłamstwa. Głupie dziołchy.
- Jasne. Co za idiotki! -Powiedziałam głośno do siebie wstając z łóżka i wywracając się na śliskiej podłodze wywołując u dziewcząt jeszcze większy rechot.
Prysznic.
Jest to jedyna rzecz, o której teraz myślę. Szybko otworzyłam drzwi do łazienki. Czy to na pewno kisiel? Próbować nie chcę. Woda zmywa ze mnie tą lepką substancję. Kto byłby na tyle odważny i głupi żeby zrobić mi taki kawał? Drzwi zamykane są na klucz, więc nie jest to raczej możliwe, żeby ktoś z zewnątrz bawił się w takie ryzykowne żarty.
- Dobrze się bawicie? – Zapytałam wychodząc z łazienki cała ironicznie rozbawiona.
-Przecież już mówiłam Ci, że to nie my! – Powtórzyła to zdanie wciąż ta niby Daria broniąc wszystkie swoje koleżanki.
-To, że jesteście różowymi pindami to wiem, ale nie podejrzewałam, że jesteście aż takie prymitywne. Dziewczyny, co się z wami dzieje! Przecież potraficie załączy prostownice do włosów, co jest sprzeczne z inteligencją osób, które robią takie żarty! – Wyszłam szybko trzaskając drzwiami. Widząc te sztuczne zdziwione miny.
Te moje pechowe szczęście. Musiałam trafić do pokoju landrynek.
Zadanie na dziś. Kupić mnóstwo budyniu, ciastek i próbować tego nie zjeść.
Co się dzieje z tymi ludźmi?
Prezentują sobą taką dziecinadę. Nie widzę żadnego argumentu, dlaczego tak postąpiły i to jest w tym najgłupsze. Nie rozumiem takiego zachowania. Czy nie można spokojnie żyć? Czy nie maja odwagi, by powiedzieć mi po prostu” Nie lubimy cię”
Aż mnie mózg boli od tego wszystkiego, jest za mało pofałdowany, by pojąc takie osoby.
Boże.
Wyznaczyłeś granice ludzkiej mądrości, ale żeby dać belkę do granicy głupoty to już nie łaska.
Wiem, że to może być dla Ciebie zabawne, ale zlituj się nade mną.
Właśnie weszłam do budynku, w którym staram się uczyć i dowiadywać nowych rzeczy, by być mądrzejszą osobą.
- Cześć. - Powiedział ironicznie śmiejącym się głosem ktoś, kto znowu wytrącił mnie z mojego wewnętrznego monologu.
-Smakował kisiel?- Dodał po chwili ten wspaniałomyślny „kolega”, który nie dawno wpadł na mnie na korytarzu. W głowie mi zakipiało z nerwów, chcąc popatrzyć na z nienawiścią, rzucić się na niego i wybić mu te wszystkie białe ząbki. Całą jego twarz byłaby zakrwawiona i pobiegłby szybko z płaczem do higienistki.
- Tak był bardzo smaczny - uśmiechnęłam się nie dając po sobie poznać, że bardzo tym swoim żartem zalazł mi za skórę
- Skąd wiedziałeś, że lubię kisiel?- Zapytałam zalotnie widząc jego zdumienie. Zamilkł na chwilę próbując myśleć, co odpowiedzieć.
-Hm, ale ja już ci mówiłam. Nic z tego nie będzie. Nie wiem, dlaczego robisz z siebie idiotę i bawisz się w jakieś głupie żarto-podrywy.- Powiedziałam tonem, który brzmiał tak jakbym go tłumaczyła.
- Myślisz, że się na to nabiorę? Przecież słyszałem twój krzyk i słowo, które powtarzałaś cały czas grożąc swoim koleżanką z pokoju. „Zabiję!”, ”Zabiję” aaa… – błysnął swoją inteligencją i zaczął mnie naśladować.
– A aktorka z Ciebie niezła, ale i tak nie nabierzesz mnie na takie zagrywki. Rachunki już wyrównałem i zaspokoiłem ciekawość zobaczenia twojej wściekłej miny. Więc nie podchodź mi już więcej pod nogi.- Powiedział z satysfakcją.
- Jesteś strasznym dzieckiem, ale wiesz, co ci powiem? Ja jestem jeszcze gorszym. Ta gra dopiero się zaczęła. - Powiedziałam popychając go, a jego koledzy groźnie zawyli przedrzeźniając mnie.
- Grozisz mi czy coś proponujesz?- Zaczął się ze mną drażnić odwracając kota ogonem. Co za dupek. Musi kogoś podręczyć z młodszych klas, a jego ambicja pozwala mu tylko na dziewczynę. Poszłam przed siebie bez słowa zostawiając prostych ludzi.
-Co się stało? - Zapytał Janek widząc moją czerwoną gębę i moje pulsujące żyły na głowie. Oczywiście mówiąc w przenośni. Jego głos zabrzmiał jakby wiedział już, o co chodzi.
- Dziś obudziłam się cała w kisielu. – Powiadomiłam go, a on chciał powstrzymać swój parsk śmiechu patrząc z powagą na moją groźną minę, lecz nie udało mu się to.
-Z czego rżysz? Siano czujesz?!- Próbowałam się na nim wyżyć.
- Ma chłopak tupet. – Powiedział patrząc na niego jak odchodzi z kumplami.
- Zemszczę się.- Powiedziałam i na chwilę zawiesiłam się powoli dochodząc do siebie po ciężkim szoku.
Gdy obmyślałam tak plan zemsty, Janek uśmiechnął się lekko do siebie próbując zasłonić swoją twarz ręką. Popatrzyłam chwilę na niego i trzepłam go w łeb, by się opamiętał.
Poszliśmy na lekcje.
Nudy. Znowu jakieś latające muchy. Obmyślam plan zemsty. Nudy. Nudne lekcje. Koniec nudnych lekcji. Akademik. Obiad. Edukacja. Próba zrobienia zadania karnego na temat Jana III Sobieskiego. Stwierdzenie po 10 minutach udręki, że mam to w dupie.
Piszę, znowu piszę w swoim cennym zeszycie.
Pogawędka ze znajomymi.
- Daj sobie z tym spokój! Ta wasza zawziętość jest bardzo dziecinna. Daruj sobie! – Próbowała przetłumaczyć mi Ola, że to, co robię jest poniżej mojego poziomu inteligencji.
- Chłopakowi się nudzi i szuka osoby, którą można pomiatać. Nie dam mu się. Ze mną się nie zadziera.- Dalej upierając się na swoim wyciągnęłam kartkę i długopis z szafki Zuzi. W tym pokoju czuję się bardziej komfortowo niż w swoim. Ciągle tu przebywam. Zaczęłam rysować zdziwaczałe kreski i kółka zwane przeze mnie „Tajnym projektem zemsty”.
-Jej się nie da zrozumieć- powiedział Bartek do Janka, gdy próbował zaglądnąć, co rysuję. Zaczęli gadać sobie coś pod nosem i na ucho.
-Idziemy na piwo!- Zaproponowali zdaniem oznajmującym i po chwili podali nam, dziewczynom, kurtki. Oczywiście nie miałyśmy nic do gadania. Wzięłyśmy nasze rzeczy. Zbliżająca się zima dawała na dworze swe znaki.
-Nigdzie nie idę.- Odezwała się po chwili Zuza patrząc na wielką śnieżyce za drzwiami.
-Nie marudź. Przytule cię i będzie cieplutko.- Odpowiedział Bartek na jej narzekania i puścił do niej oczko.
-Ja też nigdzie nie idę. Przynieście to piwo tutaj.- Powiedziałam a dziewczyny przytaknęły mi głową na znak, że się zgadzają. Nie mieli już nic do gadania. Musieli iść w tą, zimowaną zimę i za chwilę przyjść. Nie zdążyli nawet zaprzeczyć, bo w ciągu paru sekund zniknęłyśmy im z oczu.
-Alkoholicy- Podsumowała ich Ola wchodząc do swojego pokoju kładąc się na łóżko. Ci dwaj roztrzepańcy pewnie marzną teraz przy jakimś monopolowym. Położyłam się i razem z dziewczynami czekając na chłopaków gapiłam się w sufit.
***
-Jaziem ze mną kundej bujy! Chał! Penetruje Wsystkie dziujy! Chał!- Po godzinie siedzenia w pokoju chłopaków niektórym, a w szczególności mnie zaczęła odbijać palma. Właśnie zaczęliśmy odrabiać lekcje na temat Sobieskiego. Nie wiem, co się stało przed godziną. Nie chce wiedzieć. Teraz żyję chwilą.
-Lessio jak ty ładnie śpiewasz. Pochwalił mnie żartobliwie Bartek.
-Ja mam pomysł! Jak nam się tak nudzi to załóżmy sobie swój własny zespół- Zaproponował Janek. Wszyscy popatrzyli się na niego jak na idiotę. Nie spodziewali się, że może wpaść na taki genialny pomysł.
-Ja jestem za – powiedziała Ola patrząc się na nas z zaciekawieniem, co odpowiemy. Wszystkich pasjonuje muzyka, więc można by się nią pobawić. Nasze miny zamieniły się z niepoważnych w zdziwione. Wszyscy się zgodzili.
-Musimy zapisać na nasz nowy pomysł by go nie zapomnieć.- Powiedział Janek i napisał na ścianie „Kundej bujy”.
-Co to ma być?!- Zapytała zszokowana Ola patrząc na dziwny napis.
-Tak będzie nazywać się nasz zespół. Poinformował nas, a my tym, razem popatrzyliśmy się na niego jak na idiotę i innego znaczenia nie mieliśmy na myśli.
-Chyba sobie żartujesz!? Musi by bardziej groźna i budzić respekt!- Oburzył się Bartek i wydarł z ręki Janka marker. Po chwili zaczęli zamazywać sobie nawzajem nowo powstałe wyrazy głośno przy tym komentując swojego przeciwnika. Żaden nie dawał za wygraną. Bartek wymyślał różne dziwaczne nazwy, a Janek upierał się przy swojej.
Po paru minutach tej głupoty miałam już dość.
-Może rzućcie monetą?- Zaproponowałam patrząc na biedną, zamazaną ścianę. Janek wyciągnął z kieszeni złotówkę i znowu zaczęli się kłócić tym razem o to, kto ma orła, a kto reszkę…
-Zakręćcie butelką i będzie po problemie!- Krzyknęła rozgniewana Ola mając już ich po dziurki w nosie. Usiedli na podłodze i w spokoju czekali na wyrok. Zakręciłam butelka, a jej zakrętka skierowała się w stronę… Janka. Podskoczył z radością wymachując swoimi kikutami na wszystkie możliwe strony. Rozbawiony zaczął ćwiczyć swój taniec radości. Bartek musiał pogodzi się z porażką. Popatrzył na przedmiot, który go zawiódł.
-Zagramy w butelkę?- Zapytał po chwili udając, że nic się nie stało.
-Pewnie!- Powiedziała Zuza i wszyscy usiedliśmy na podłodze tworząc okrąg.
-Ale jest jeden warunek. Beż żadnych zboczonych gierek i kar na ten temat- ostrzegła wszystkich Ola i zakręciła butelką.
Wypadło na Bartka.
-Mogę wymyślić karę?- Zapytał błagalnym tonem Janek. Byłyśmy ciekawe, co tym razem wymyśli, więc zgodziłyśmy się. Bartek przewrócił tylko oczami żałując, że zaproponował tą zabawę.
-Masz wylizać z podłogi moje szczochy!- Rozkazał uradowany.
-Pojebało Cię?- Zapytał wykonawca tej okrutnej kary.- Po moim trupie!- Dodał po chwili.
-Nie psuj zabawy!- Rozkazał człowiek bez serca dalej upierając się przy swojej karze. Bartek zamyślił się na chwilę nie wiedząc, co zrobić.
-Teraz? Tu? Na tej podłodze? W tym miejscu?- po chwili namysłu zadał setki podobnych pytań obserwując kiwanie głową Janka, które oznaczało odpowiedzi twierdzące.
-Jesteś tego pewny?- Zapytał, a ja podejrzewałam w jego głosie jakiś haczyk.
-Tak- odpowiedział bez namysłu.
-ha, ha dobra! Tylko jest jeden problem! Tu żadnych szczochów nie ma! Więc kara się nie liczy! Zła interpretacja! Przykro mi!- Powiedział zadowolony z siebie, że cudem uniknął kary. Napuszył się i uniósł się dumą. Teraz on zatańczył swój taniec radości.
-No dobra podaruje ci, ale następnym razem nie będę się już nad tobą litował- oznajmił mu próbując ukryć swoja gafę.
-Ta kara powinna się nie liczyć, była za chamska.- Powiedziała Zuzia i wszyscy zaczęli się śmiać.
-Teraz ja!!- Krzyknęłam nie wierząc w swoje szczęście. Zakręciłam zadowolona butelką. Wkręciłam się w ta głupią grę dla przedszkolaków.
- Janek! Ha, ha!- Wydarłam się zadowolona ze swojego losowego wyboru.
-Ja wiem!- Ryknęłam znowu cała zafascynowana. Wszyscy oprócz Janka czekali zadowoleni na mój pomysł.
- Idziemy do sklepu Będziemy wszystko nagrywać tak, aby nikt nie widział, a ty będziesz robił z siebie głupka cały czas krzycząc „czekolada” Jak opętany. Cała twoja choroba będzie trwała około 15 minut. Musisz zaczepiać ludzi i powtarzać cały czas ten jeden wyraz. Nie możesz mówić nic innego. Nie próbuj się nawet wykręcać z tej kary!- Powiedziałam i popatrzyłam się na Bartka, który turlał się na podłodze ze śmiechu. Prawie wszyscy zgodzili się na tą wspaniała karę. Janek podpierał ścianę drapiąc się po swojej czuprynie przyjmując ze zdziwioną miną swoją karę.
-Głupia jesteś- podsumował mnie krótko, a w całym pokoju unosił się gigantyczny śmiech.
-Kara to kara. Chcesz zbezcześcić swój honor?- Zapytała Ola podnosząc się z podłogi.
-Ja mam kamerę. Oświadczył Bartek i wyciągnął ją ze swojej szafki.
-Idziemy!- Rozkazała Zuza i popchnęła Janka w stronę drzwi.
-Teraz?- Zapytał zszokowany. Popatrzyliśmy na siebie i krzyknęliśmy wyraz, który zadecydował o naszych losach. Po chwili znaleźliśmy się w sklepie.
-Czekolada…-powiedział cicho nieco speszony, a my nie umieliśmy powstrzyma się od śmiechu.
-Pamiętaj! Nie możesz powiedzieć nic więcej, Masz powtarzać ten wyraz cały czas i krzyczeć tak jakbyś miał wściekliznę na czekoladę. Dasz radę., Nie martw się.- Pocieszyłam go przypominając mu warunki umowy.
Odsunęliśmy się.
Zaczął się cyrk.
Włączyliśmy piosenkę. Staliśmy z boku.
Sklep niemały, więc prawdopodobnie nikt nie zauważy, że jesteśmy z chłopakiem, który zwariował.
Po chwili rozległ się głos wariata.
Chłopak tak wkręcił się w tą głupia zabawę, że nie wiedzieliśmy czy naprawdę zwariował czy może go opętało.
Zaczął rozdawać czekolady, pokazywać wszystkim czekolady, rozwalać z półek czekolady, straszyć małe dzieci czekoladami, otwierać i jeść czekolady przy tym straszliwie wrzeszcząc „czekolada”.
Nie zwracał uwagi na wstyd, jaki sobie przysporzył i na konsekwencje swoich czynów. Może postępował tak, dlatego, że alkohol robi z człowiekiem, co tylko mu się podoba lub mam kumpla, który jest szalony.
-Czekolada!- Krzyknął ostatni raz, skończywszy swoją karę, prosto w twarz dziewczynie, która przestraszyła się i uciekła dziwnie na niego patrząc. Po chwili zaczęła gonić nas ochrona.
Cudem uciekliśmy.
Od tego całego szaleństwa minęło sporo czasu. Wszyscy przeżywszy naszą nową wspaniała grę wypili po jeszcze jednym piwie i poszli spać.
Cudownie być małym dzieckiem.
***
Październik zaczął się dla mnie bardzo niekorzystnie, bo na kacu.
Zdziwiona wstałam i zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. Godzina 6:53. Z moim porannym planem zajęć nie powinnam spóźnić się na lekcje.
Dziś trzeba załatwić moją przeprowadzkę, tam gdzie powinno być moje miejsce i wymyślić bardzo oryginalną karę.
Prysznic. Wypicie szklanki soku pomarańczowego. Wygrzebanie z szafki ubiór na dzisiejszy dzień. Wypicie szklanki soku pomarańczowego. Zobaczenie w kalendarzu, jaki mamy rok i spostrzeżenie, że jest to kolejny nudny dzień. Koniec soku pomarańczowego.
Niech to szlag!
Przypomnienie sobie wczorajszego dnia. Poprawa humoru. Tak jak podejrzewałam tym razem nie spóźniłam się na lekcje.
-Mówię to już setny raz! Daj sobie spokój z ta idiotyczną nazwą!- Usłyszałam głos Bartka. Podejrzewam, że znów chodzi o to samo.
-Przegrałeś w butelkę? Przegrałeś! Więc uspokój swoją chorobę i pogódź się z porażką! Podchodzę powoli do dwóch upartych chłopaków i do znudzoną kłótnią dziewcząt, które stoją z boku i przewracają oczami na szkolnym korytarzu.
-Co jest? Znowu się kłócicie? Dajcie sobie spokój z tym zespołem-powiedziałam.
-Następna mądra się znalazła. Będziesz pisać teksty ja grac na perkusji, Janek na gitarze elektrycznej, Ola na basowej, a Zuza zajmie się akordeonem. A i jeszcze będziesz śpiewać.- Powiedział Bartek zapisując wszystko na kartce. Wszystkich zatkało, oprócz Janka, który oczywiście musi wyrazić swoje zdanie.
-Nie umiem grac na gitarze! Chcę na perkusji! Ty zawsze musisz mieć lepiej! Powiedział z pretensjami wydzierając swojemu koledze, a aktualnie przez kilka minut wrogowi, kartkę.
- Przecież nie umiesz gra na perkusji idioto!
- Ty też nie umiesz idioto!
-No i co z tego?! Jestem bardzo pojętnym uczniem i w przeciwieństwie do ciebie szybko się uczę!
-Zawsze musisz się rządzić!
-Jak na razie to Ty się tu rządzisz! Wymyśliłeś jakąś beznadziejną nazwę zespołu i myślisz, że ktoś nas będzie słuchał?! Głupi jesteś!
-Na pewno nie będą słuchać twoich ciągłych narzekań, więc może się uda! Będziemy mieć większe szansę, jeśli ja będę gra na bębnach!
Ta ich kłótnia i wymienianie swoich zdań z beznadziejnymi argumentami z minutę na minutę staje się coraz bardziej nudna i irytująca. Poczekałyśmy jeszcze chwilę, by skończyli. Nie skończyli.
-STOP! Janek wymyśliłeś nazwę to Bartek gra na perkusji! Ja mogę pisać teksty, ale śpiewać nie będę! Nie róbcie z igły widły, bo zaraz mnie szlag trafi! Jeszcze ktoś ma jakieś, „ale” oprócz tych dwóch napaleńców?!- Wtrąciłam się do kłótni cała podenerwowana.
-Akordeon?! Pogięło cię?!- Zapytała Zuza. Po chwili rozległ się dzwonek na lekcję. Odetchnęłam z ulgą w nadziei, że chłopcy szybko zapomną o swoim pomyśle, który okazał się totalna klapą.
Weszliśmy do klasy.
-TO może tak jak wczoraj zagramy w butelkę?- Zaproponował Janek wierząc, że znowu postawi na swoim.
-Ok. Po szkole w pokoju dziewcząt! – Zarządził Bartek z pewnością siebie.
-Właśnie pokój…- pomyślałam na głos szybko zmieniając temat. - Dziś wprowadzam się do waszego pokoju. Nie wytrzymuje już z tymi „Landrynami” - Powiedziałam po chwili do dziewczyn, które przyjęły moją oznajmująca propozycję z lekkim uśmiechem.
-Spoko.- Powiedziała Ola zapisując notatkę z języka polskiego.
Szkoła potrzebna jest po to, by uczyć. Tylko, dlaczego tak capi nudą?
…
Lubię ją, bo mogę popatrzeć sobie na kopulujące się na parapecie, robale i poznawać swoich rówieśników.
Nie lubię jej, gdy nie ma robali i poznałam już wszystkich, których chciałam poznać i tych, których mimo swojej woli znam.
Koniec szkoły. Polubienie pracowników akademika. Załatwienie swojej małej przeprowadzki.
-Mam dość!- Oświadczyłam dziewczynom, które znowu zajmowały się swoimi pracami społeczno-kulturowymi. Nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Zaczęłam pakować swoje rzeczy.
Już wszystko ustaliłam. Przeprowadzam się do pokoju numer 112 do Zuzi i Oli tam, gdzie moje miejsce. Te pindy odetchnęły z ulgą, gdy popatrzyły się na mnie wychodzącą z różowego pokoju.
Weszłam do drugie piętro. Uświadomiłam sobie, że od tej pory moje dotychczasowe życie całkowicie się zmieni.
-Gramy w butelkę!- Gdy weszłam do pokoju z walizkami, a Janek zobaczył moją osobę natychmiast wziął przedmiot swojego zbawienia do ręki.
- Uspokój się chłopcze! Daj mi się, chociaż rozpakować!- Powiedziałam kładąc na podłodze swoje graty.
-Życie jest za krótkie, by czekać! Siadaj i nie marudź!- Jego zapał i energia rozśmieszyły mnie i nie pozwoliły mi na spokojne zakwaterowanie się. Usiadłam jak kazał. Znudzona początkiem gry zakręciłam butelką. Najwidoczniej Janek ma w życiu gigantycznego pecha.
-Znowu ja?...- Zapytał z pretensjami, a Bartek uśmiechnął się diabelsko.
-Teraz się zemszczę! Masz wylizać z podłogi moje szczochy, które zaraz zrobię! – Rozkazał z satysfakcją.
-Nie no stary to był żart... Daj spokój…- powiedział wykręcając się z kary.
-To jest ohydne. Daruj sobie.- Powiedziała Zuza i popatrzyła się na Janka z litością.
- No dobra… Moje serce jest za dobre Zuziu…- powiedział w żartach rozmarzony Bartek.
-Ale to ja będę grac na perkusji.- Dodał po chwili i pokazał mu język.
Czasami zachowują się jak dzieci. Co ja mówię… Prawie zawsze zachowują się jak dzieci, a my jako dobre koleżanki musimy im ustąpić.
-Nie ma mowy! Ten zespół zejdzie przez ciebie na psy!- Oburzył się Janek.
-No i bardzo dobrze! Przynajmniej będzie pasować do twojej głupiej nazwy!- Znowu zaczęli się kłócić.
-Nie denerwuj mnie!
-To ty mnie nie denerwuj! Albo zlizujesz, albo ja gram na bębnach! -Rozkazał zdenerwowany jego przesadną dziecinnością.
-To sobie na nich graj!- Powiedział obrażony. Zakręcił butelką udając, że nic się nie stało.
-O nie…- moje szczęście tym razem mi nie dopisało. Główka butelki skierowała się w moją stronę.
Janek zaczął się śmiać najgłośniej ze wszystkich. Szepnął na ucho Bartkowi coś, co wywołało u niego jeszcze większy parsk śmiechu. Widocznie już się pogodzili.
-Mam karę!- Zakomunikował dumny z siebie Jan i chociaż nie widać było tego po mojej minie zaczęłam się stresować.
-Masz przebrać się za typowego plastika tak, by nikt cię nie rozpoznał przez cały tydzień szkolny. Musisz pokupować różne różowe ciuszki i dodatki za swoje kieszonkowe. Masz chodzić tak po szkole przez calutki tydzień szkolny! Liczę na twój gust, ale masz być „sexy blond” i chodzić cały czas na różowo!- Powiedział zadowolony głośno się przy tym śmiejąc.
-To już jest bezczelne chamstwo!- Podsumowałam jego zachowanie. Miałam głupszą minę od tego idioty, gdy to on był poszkodowany.
-Wiesz…możesz się poddać.- Zaproponowała Ola bardzo ironiczno-współczującym tonem.
-Chyba zwariowałaś! Mój honor nie pozwoliłby mi na poddanie się bez walki! Zrobię to!- Powiedziałam unosząc się swoją dumą.
-Więc dziewczyny idźcie do sklepu- powiedział Bartek nabijając się ze mnie. Poczułam niewielką tremę.
-Nie no… darujcie sobie…- popatrzyłam na zawartość mojego portfela i ogarnęła mnie panka. Na nic nie zdały się moje prośby.
Czasami zastanawiam się czy ich wadą jest głupota i upór czy może to, że mnie nie lubią.
Mszczą się na mnie, a przecież nic złego nie zrobiłam. Janek powinien by mi wdzięczny. Najadł się dużo czekolady.
-Zuza idź z nią sama ja muszę coś załatwić. Mam nadzieję, że mój pomysł niespodzianka będzie dobry.- - Powiedziała Ola wychodząc z pokoju.
…
Rozpaczam nad swoim losem poszukując najtańszych ciuszków w lumpeksach.
-Ta nie jest ohydna!- Powiedziałam po raz setny do Zuzy, która próbowała wybrać mi jak najnormalniejsze różowe bluzki.
-Tej na pewno nie ubiorę!- Orzekłam i rzuciłam ja na stertę szmat.
-Stoimy już tutaj przez dwie godziny i nie wybrałaś ani jednej bluzki!- Zdenerwowała się. Nie dziwie jej się. Do tej pory miała anielską cierpliwość.
-Jeśli tak dalej będziesz postępować przegrasz ten zakład, bo masz czas do jutra.- Powiedziała i podała mi kolejną bluzkę. Wkurzona nie spoglądając na nią wrzuciłam ją do pustego koszyka.
Po pięciu minutach wyszłam ze sklepu z wielką reklamówką różowych szmat.
-Widzisz? I po bólu- powiedziała Zuza szczęśliwa, że już skończyło się to utrapienie.
-I tak mnie poznaczą…muszę coś zrobić z twarzą…- pomyślałam głośno. Po chwili przed moim wzrokiem stanął punkowy sklep. Natychmiast zapomniałam o swoich problemach.
-Muszę tam wejść!- Krzyknęłam zafascynowana i pobiegłam w stronę wymarzonego budynku.
Wchodząc do środka poczułam się jak w raju. Szybko zaczęłam wybierać różnorodne dodatki. Po chwili weszła Zuza i zepsuła mi całą zabawę.
-Jak sobie chcesz, ale dla mnie już przegrałaś ten zakład- powiedziała patrząc na mój koszyk pełen wspaniałych rzeczy, które chciałam kupić.
-Masz rację… Muszę popracować nad swoimi słabościami…-powiedziałam i z rezygnacją odłożyłam koszyk. Idąc w stronę wyjścia od razu zauważyłam coś, co od razu wpadło mi w oko.
-Jestem genialna…-szepnęłam do siebie i wzięłam do ręki niebieskie soczewki. Podejrzewam, że moja podświadomość mnie nie zawiedzie, bo gdy wchodziłam do tego sklepu miała już założony cel. Podsunęła mi pod nos owe cudo, które całkowicie zmieniało moją twarz.
Po zrobionych zakupach, które były najgorsze w moim życiu, weszłam do mojego nowego pokoju i od razu zaczęłam się przebierać.
Moje oczy zamieniły się na niebieskie. Zdjęte kolczyki z całego ciała wylądowały w szkatułce. Powiedziałam też ”pa, pa” swoim… włosom?
Co ja zrobię z włosami?!
Patrząc w lustro ogarnęła mnie panika i chęć poddania się. Podobna jestem do siebie, Moje włosy są charakterystyczne dla Lessi.
-Pokaż się!- Z pokoju dochodziły głosy niecierpliwych osób.
-Nie.- Powiedziałam z wielkich fochem zdejmując z siebie różową szmatę.
-Nie rób cyrku. Wyłaź z tej łazienki- rozkazał Janek, który był najbardziej ciekaw mojego nowego imagu.
-Nie.- Zaprzeczyłam uparcie patrząc na swoją biedną pomalowaną na cukierkowatą twarz.
-Co się stało?- Zapytała zdziwiona moją postawą Zuza.
-Mam czarne włosy!- Zdałam sobie sprawę, jaki wielki popełniłam błąd. Zaczęłam okropnie ryczeć śmiejąc się z samej siebie. Moje starania na nic się nie zdały.
-Wyjdź i pokaż się, a my ocenimy czy jest tak źle.- Powiedział Bartek nie umiejąc powstrzymać swojej ciekawości.
Szybko ubrałam bluzkę i otworzyłam drzwi. Zrobiłam to w takim pośpiechu, by nie myśleć, że to wszystko robię z przymusu. Usłyszałam gigantyczny śmiech i gwizd.
-Hm…rzeczywiście…gdyby nie te włosy w życiu bym cię nie poznał, na prawdę.- Powiedział Janek po pięciu minutach śmiechu. Zrezygnowana usiadłam i zaczęłam myśleć, łapiąc się za głowę.
-Proszę.- Powiedziała zadowolona Ola podając mi blond perukę. Swoją genialnością tak bardzo mnie zaskoczyła, że nie zdążyła zauważyć, kiedy wylądowałam na jej szyi.
-kocham Cię! Zwierzyłam się jej i uściskałam z całych sił.
-Nie ma, za co- powiedziała skromnie- nie zgniataj jej tak, nie daję ci ją na zawsze, jest za droga!-
-Skąd ją masz?- Zapytałam nie mogąc, uwierzyć w swoje szczęście
-Moja mama miała raka i w domu mam pełno takich włosków….- Powiedziała po ciuchu zamyślając się powoli
-Miała?- Zadał głupie pytanie Janek, który jak zwykle pierwsze mówi, a później myśli.. Od razu pożałował tego, co palnął bezmyślnie. Nie musiał spoglądać na moją groźną minę, by zorientować się, że popełnił okropną gafę…
-Przymierze.- Uśmiechnęłam się do niej lekko szybko zmieniając temat, by nie odpowiadała.
Weszłam na chwilkę do łazienki. Schowałam moje czarne włosy i wyszłam.
-Aaa! Plastik w pokoju! Plastik! Ratuj się, kto może! Iłuuu…!- Ogłosił alarm Bartek. Zaczął się bawić w Strażaka, który gasi wielki pożar.
-Ty, uważaj, by ten plastik nie trzepnął cię tak porządnie w łeb! Jeszcze wyleciałby ten twój płyn mózgowo-rdzeniowy i ugasiłby pożar.- Ostrzegłam go i poraziłam wskazującym tipsem.
-Przepraszam madame- ukłonił się, podając mi niewidoczny bukiet kwiatów. Wzięłam go i rzuciłam na ziemię.
-Ty nikczemniku! To, co miałeś w rękach nie jest nic warte dla takiej osoby jak ja! Pf!- Krzyknęłam i udawałam złą.
- Poćwicz swój głos, by był bardziej milszy- zaproponował Janek.
-Jaki milszy? Jaki milszy? Jaki milszy?- Powtarzałam to pytanie zmieniając, co chwilę barwę głosu.
-Takim!- Przerwała moje ćwiczenie Zuza doradzając mi, jaki głos najbardziej nie pasuje do Lessi, albo ze zdenerwowania, bo nie mogła już dłużej tego słuchać.
-Dziękuje.- Powiedziałam swoją nową barwą głosu.
-A teraz ściągam te głupie przebranie i idę spać.- Dodałam po chwili zastanowienia.
Jutro pierwszy dzień darmowego cyrku.
I wiecie, co?
Cholernie boję się, czy nie zaśpię, bo muszę wstać o godzinę wcześniej niż zawsze.
***
Wstałam.
Nie byłam z tego powodu zadowolona, ale wstałam.
W nocy.
Jest ciemno i strasznie to przeżywam. Nienawidzę wstawać, szczególnie w taki koszmarny czas, jaki za parę godzin nastąpi. Powoli zaczęłam się stresować, bo doszłam do momentu, z którego nie mam już odwrotu.
…
Po godzinach udręki przekraczam próg pokoju wcześnie rano, by nikt nie zauważył skąd wychodzę.
Muszę wymyślić szczegóły planu przetrwania. Musi by idealny, by nikt nie zorientował się, że szalona Lessia się przebrała.
Z minuty na minutę staje się coraz bardziej genialna. Wariuje dążąc do swojego celu, by nie zbezcześcić swojego honoru.
Podobnie jak Hitler, tylko ja na samym końcu nie popełnię samobójstwa, bo uważam, że życie jest piękne, chociaż czasami dostaje przez nie kurwicy.
Wstrzymuje oddech.
Zrobiłam pierwszy krok, nie w szpilkach, za bardzo bym się poświęciła. Kupiłam różowe baleriny.
Popatrzyłam nieśmiało na ludzi.
Serce waliło mi niemiłosiernie.
Zagryzam wargę z nerwów, jak zwykle to robię. Cofam się nieśmiało… Wszyscy zagapili się na mnie. Poczekałam chwilę w napięciu…
Nie zorientowali się! Albo mam zaćmienie albo naprawdę się nie zorientowali!
To…to…Wspaniale!
Zrobiłam krok do przodu. Drugi. Trzeci. Nie poznali mnie. Nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę mnie nie poznali!
Nie mieści mi się to w głowie, że parę ciuszków może tak całkowicie zmienić oblicze człowieka.
W duchu cieszyłam się jak małe dziecko i skakałam z radości. Moja niewidoczna euforia dawała mi powód do dumy.
Ludzie spostrzegają mnie inaczej. Niektórzy uśmiechają się nieśmiało. Do tej pory nikt się do mnie nie uśmiechnął oprócz tych, co maja nierówno pod sufitem.
Rozglądam się po szkole. Poszukuję klasy, byle jakiej, pierwszej lepszej.
Z daleka, kątem oka zauważyłam tych, którzy są za to wszystko odpowiedzialni.
Śmieją się. Prawie umierają ze śmiechu. Nienawidzę ich.
Dzwonek na lekcje. Wchodzę do przypadkowej, na oko, pierwszej klasy.
-Cześć- przywitała mnie dziewczyna, która wyglądała podobnie do mnie. Stanęła koło ławki, którą zdążyłam sobie już oswoić.
-Jestem Wiola- powiedziała i uśmiechnęła się życzliwie podając mi rękę.
Imię…moje imię… zawsze chciałam, by było takie zwyczajne, pospolite. Zawiesiłam się na chwilę z pytaniem w głowie: ”jak będę się teraz nazywać?” Wiola czekała z cierpliwością na moją odpowiedź.
-Kasia- odrzekłam, a ona usiadła koło mnie.
Moja wyobraźnia zaczęła działać. Dzięki niej stałam się Kasią, której ojciec ciężko choruje i to jest wytłumaczenie, dlaczego jest trochę spóźnioną uczennicą. Miła, sympatyczna dziewczyna słuchająca techna.
Nauczycielom wytłumaczyłam, dlaczego nie jestem zapisana w dzienniku, a gdy któryś oburknął powiedziałam, że jest to zarządzenie dyrekcji. Nie wypytywali szczególnie. Kazali napisać tylko swoje imię i nazwisko na kartce.
Kasia Nowak.
Ładnie brzmi, prawda?
Lekcje. Całkiem inne niż do tej pory.
Nienawidzę biologii, ale od dziś chce zostać pielęgniarką. Chce babrać się w krwi i robi zastrzyki małym dzieciom, które cały czas panicznie ryczą. Boją się. Dławią się swoim płaczem i ciekną im gile z nosa. W mojej pracy mam się sztucznie uśmiechać do tych bachorków i wmawiać im, że to nie boli, a one za moje kłamstwo ugryzą mnie broniąc się przed igłą.
Moja przyszłość brzmi bardzo optymistycznie i ciekawie.
Wkręcam się w tą chorą grę i za bardzo się poświęcam. Mam pomysły, dzięki którym moje życie nie jest nudne. Prawie doganiam Hitlera.
…
Koniec.
Chcę jak najszybciej wyrwać się z tego piekła. Rażą mnie te osoby i to jak na mnie patrzą. Nie mam pojęcia czy ktoś mnie poznał. Przez dzisiejszy dzień żyję w ciągłym strachu. Nigdy w życiu się tak nie denerwowałam.
Widzę moje zbawienie. Jestem już coraz bliżej końca. Nie mogę doczekać się jutra. Nie mogę doczekać się następnego tygodnia. Idę w stronę wyjścia. Idę w stronę światła… Czuje się prawie zbawiona.
-Cześć- powiedziała do mnie osoba, która nie jest przeze mnie mile widziana. Miała wielki sztuczny uśmiech na twarzy.
Zaczęłam panikować i dziwnie się miotać.
Dlaczego ja mam takiego gigantycznego pecha?!
Od dziś, od tej przeklętej godziny 15:38 cała szkoła będzie się śmiała i uważała mnie za totalną idiotkę nie godną uwagi. Zaraz ten, którego tak bardzo nienawidzę zrobi mi ogromna siarę na cały świat, Wszyscy będą mnie wytykać palcami, a ja spalę się ze wstydu. Będe w telewizji w programie"najzabawniejsze zwierzęta świata" koło Joli R.
To będzie koniec Lessi.
To będzie koniec całego świata…
-Jestem Kuba, a Ty?- Zapytał sympatycznie znowu wytrącając mnie z mojego wewnętrznego monologu.
Czy on sobie ze mnie jaja robi?
-Kasia- odezwałam się nieśmiało swoim przeuroczym głosem z nadzieją, że mnie nie pozna.
-Nie wiedziałem cię tu wcześniej. Co sprowadza taka ślicznotkę do tej szkoły?- Zapytał się i zaczął mnie bajerować używając młodzieżowej książeczki, Pt. ”Jak poderwać laskę”. Gdy mnie tak obserwował patrząc się na mój dekolt i nogi miałam ochotę wybuchnąć swoim gigantycznym śmiechem.
Wpadłam na pomysł.
Nad moją głową uniosła się zapalona żarówka. Plan zemsty, nad którym tak bardzo długo myślałam sam wpadł mi do głowy.
Kuba będzie mnie podrywać, pozwolę mu na to. Po pewnym czasie się zawiedzie i załamie.
Złamię mu serce, ale nie będzie to moją wina. Jest to bardzo zabawne, bo sam się wpakuje w romans, który zakończy się dla niego porażką.
Zaczęłam grać, aktorka jest ze mnie chyba niezła, jeśli łykał moje słowa jak rybka haczyk. Opowiedziałam mu cała moją zmyśloną historię, a to, że byłam dla niego bardzo miła było częścią mojego wspaniałego pomysłu.
Będzie cierpiał na wieki wieków amen. Chłopcze przegrałeś.
Zemsta jest słodka.
- Miło się z Tobą gada, ale ja niestety muszę już iść. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy.- Powiedział i poszedł w przeciwna stronę puszczając mi oczko.
Zadowolona z mojego nowego planu powoli skierowałam się w stronę swojego pokoju. Otworzyłam drzwi nr 112.
-Trzeba podrobić dokumenty!- Krzyknęłam cała zafascynowana.
- Ty całkiem ocipiałaś! Ta twoja nieodpowiedzialność nie zna granic! Głowa cię boli? Zaczął wyrażać swoje zdanie na ten temat Janek.
- To chyba ciebie zabolał jak wymyślałeś dla mnie tą idiotyczną karę!- Orzekłam zdenerwowana.
- To było na żarty to nie jest karalne w świetle prawa.- Próbowała bronić go Ola.
Powiedziałam im swój nowy plan. Wszyscy wybuchli śmiechem, ale nie wszyscy byli z tego pomysłu zadowoleni.
-Więc jak masz na imię blondi?- Zapytał Bartek i zaczął się ze mnie nabijać.
-Mam na imię Kasia- powiedziałam wczuwając się w nową postać.
-jesteś rąbniętą psychuszką.- Powiedziała Ola, na co odpowiedziałam jej buziakiem wysłanym przez powietrze.
-Jak masz zamiar, podrobić te wszystkie dokumenty?- Zapytała Zuza.
-Właśnie nie mam pojęcia…- zaczęłam się śmiać ze swojej własnej głupoty.
-Ja coś, kiedyś słyszałem…- rozmyślał na głos Janek.
-No to mów!- Rozkazałam i zaczęłam się przebierać w normalne ciuchy.
-Ale ja nie wiem czy to dobry pomysł i nie opłaca się…- zaczął się tłumaczyć trochę zmieszany.
-Mów, albo się na tobie zemszczę i cię zbiję!-Zagroziłam żartobliwie
-No, bo chodzą ploty, że taki jeden z naszej szkoły podrobił dokumenty żeby tutaj być, ale nie mam pojęcia, czy to prawda…- powiedział.
-Więc jest jakaś nadzieja! Który to?- Zapytałam podekscytowana.
-Taki z czwartej klasy. Nie masz szans…- zaczął tłumaczyć, że to wszystko bez sensu. Po jego minie było widać, że bardzo żałował swoich słów, które zaczęły ten temat.
-Idziemy. – Powiadomiłam go. Bardzo zdziwił go fakt, że w ciągu sekundy znalazł się na głównym korytarzu.
-Który to?- Powtórzyłam swoje pytanie poszukując mojego zbawienia na prawie pustym holu.
-Kobieto! Jest godzina 13:09! Spóźniliśmy się na obiad!- Próbował zmienić temat zaczynając marudzić. Załamał się i zrobił smutną minę, z której mogłam odczytać pytanie; ”Dlaczego akurat mnie musiało spotkać takie nieszczęście?”
Nie wiem, czemu on tak lubi jeść, ale wiem, że natura obdarzyła go dziwnym metabolizmem, bo jest chudy jak patyk.
-Nie interesuje mnie teraz żarcie. Muszę podrobić dokumenty.- Wcale nie przejęłam się jego losem.
-Hm… wszyscy są na stołówce, więc na pewno go tam znajdziemy.- Próbował mnie podpuścić. Udawał, że bardzo przejmuje się moją sytuacją, a tak naprawdę myślał, co dziś na obiad.
-No to chodźmy na tą stołówkę…- dałam się nabrać na ten przejęty ton głosu, bo ... może sama byłam głodna.
Janek pobiegł jak pies spuszczony z kagańca po to, by się załatwić.
Na stołówkę przyszłam pięć minut po nim.
-No i gdzie on jest?- Zapytałam znajdując głodomora przy jedzeniu.
-Nie wiem, nie widzę go- odpowiedział obojętnie.
-To logiczne, że go nie widzisz jak ciągłe gapisz się, co nałożyć na talerz.- Powiedziałam zirytowana.
-Nie bądź taką jędzą, przecież powiedziałem, że ci pomogę to ci pomogę.- Powiedział nakładając sobie sałatkę.
-Kiedy? Jak zjesz?- Zapytałam zniecierpliwiona. On odpowiedział mi twierdząco kiwając głową. Buzię miał już zajętą kotletem. Patrząc z litością na tego człowieka zaczęłam nakładać sobie jedzenie.
Podeszłam do stolika zajętego przez ludzi, którzy dziwnie jedli.
-Smacznego- powiedziałam i zaczęłam konsumować tylko marny ryż z sałatką, bo moje mięso gdzieś znikło.
-Masz zryty mózg!- Powiedziałam do Bartka, który przed chwilą grzebał w moim talerzu.
-Oddawaj!- Rozkazałam i zaczęłam wydzierać mu kotleta z ręki.
Wyglądało to chyba trochę chyba dziwnie, bo wszyscy się na nas gapili. Szczególnie wysilił swoje gałki koleś, który zadarł ze mną pewnego dnia na korytarzu.
-Ooo! Popatrzcie jak zwierzątka boją się o jedzenie! Tak, tak, dobrze podejrzewacie. To jest walka o przetrwanie panowie i panie- podsumował naszą mała sprzeczkę unosząc się swoją inteligencją. Człowiek, którego nienawidzę zaczął się ze mnie nabijać.
-Ooo! Popatrzcie! Trzecie zwierzę chcę przyłączyć się do walki! Sorry, ale dla owadów to tylko kupa nadaje się do jedzenia, więc spadaj!- Powiedziałam zostawiając swój kotlet, który nie nadawał się już do jedzenia.
-Ten kotlet jest usmażony, więc, po co się o niego kłócisz. Jeżeli chcesz świeżej krwi to rzeźnia znajduje się nie daleko. Pan Władziu zaprasza!- Zaczął się ze mną drażnić.
-Jeżeli będę chciała świeżej krwi to wystarczy przywalić ci w ryj a nie iść taki kawał drogi! A ten pan Władziu to twój tata?- Zapytałam zdenerwowana
-Nie, nie jestem z nim spokrewniony. Kiedyś przeczytałem jego ulotkę, na której był duży napis „ŚWINIE”, więc pomyślałem, że mogłabyś należeć do jego bandy- popisał się swoją inteligencją.
-Po, co czytałeś jego ulotkę? A… rozumiem chciałeś zamówić pizze…- popatrzyłam na niego z litością.
-Nie. Chciałem tylko zadzwonić, by powiedzieć mu, że ma w mieście osobę, która może chrumkać razem z nim.
-Jesteś żałosny.- Powiedziałam i zaczęłam jeść pozostałości z mojego obiadu.
-A ty bardzo głodna. – Stwierdził zabierając mi talerz z przed nosa.
-Masz 10 sekund, by postawić go tam, gdzie stał- wstałam i zaczęłam odliczać.
-Może policz do pięciu, bo możesz się jeszcze pomylić- Przerwał mi i zaczęliśmy się szarpać.
W pewnej chwili spostrzegłam, że muszę dziś umyć głowę. Moje włosy były całe w ryżu. Wszyscy patrzeli się na mnie jak na ósmy cud świata i zaczęli robić zdjęcia telefonami komórkowymi.
-Pożałujesz tego zobaczysz!- Zagroziłam mu. Patrząc na niego z nienawiścią obmyślałam jak wyjść cało z tej głupiej sytuacji.
-Pożałujesz tego zobaczysz!- Zaczął mnie przedrzeźniać i śmiać się razem z jego rozkapryszonymi kolegami.
-Dupek- podsumowałam nie mogąc pogodzić się z porażką.
-Chodźmy już… - powiedziała łagodnie Ola wyciągając z moich włosów ryż. Wstałam gwałtownie od stołu i pobiegłam za ujemnym człowiekiem.
-Stój niezrównoważony psie!- Krzyknęłam w jego stronę. Patrząc się na ten gałgański uśmieszek nie mogłam powstrzymać się i uderzyłam go pięścią w twarz.
To nie była moja wyobraźnia, to stało się naprawdę.
Zaskoczyłam go.
Z nosa zaczęła tryskać mu krew. Zajęczał z bólu. Trzymał się za twarz patrząc na mnie zdziwiony, a ja wyobrażałam sobie, jakie piękne będzie miał sińce po moich pierścionkach.
-Ulżyło mi- powiedziałam po chwili uradowana pokazując swoje białe zęby.
Wszystkich zamurowało.
W całej stołówce nikt nie miał odwagi cokolwiek powiedzieć. Patrzyli się zdziwieni. Jeśli ktoś miałby przed sobą małe dziecko natychmiast zamknąłby mu oczy, ale żadnego dziecka nikt przed sobą nie miał, więc wszyscy stali bez ruchu.
-Taki cwaniak jesteś? Trzeba było nie przypominać mi o świeżej krwi!- Powiedziałam i popatrzyłam się na jego rozwaloną, siną wargę.
-Jesteś pojebana.- Wystękał dalej trzymając się za swoją biedną twarzyczkę.
-Może i jestem, ale należało ci się- oświadczyłam i chciałam już iść, ale nie mogłam. Ten koleś jakimś cudem doprowadził się do porządku i chwycił mnie za rękaw.
-Nie daruję ci tego!- Wycedził przez zęby mocno szarpiąc moją bluzkę.
-A co? Oddasz mi?!- Zapytałam szturchając go i prowokując do bójki.
-Lessia daj spokój!- Powiedział Janek odciągając mnie. Trochę się uspokoiłam.
-Lessia? Kto cię tak nazwał?- Usłyszawszy moje imię zaczął się ze mnie nabijać, a ja na jego zaczepki zaczęłam reagować bardzo agresywnie. Znowu zaczęłam się na niego rzucać gotowa do walki odpychając moich znajomych, którzy mnie trzymali.
- Już wiem, dlaczego taka bojowa jesteś! Hm… i niby to ja leczę się z kompleksów…- dogadywał mi z satysfakcją.
-Daj spokój! Idziemy!- Rozkazał Bartek, gdy znowu chciałam uderzyć tego gnojka.
-Nie słyszysz, jaki on jest bezczelny?! Niech nie myśli, że może tak do mnie mówić i pluć na mój honor!- Odpowiedziałam półtonem.
-Idziemy do pokoju, uspokoisz się, bo będziesz miała problemy. Nie warto, naprawdę. Jeżeli mnie nie posłuchasz to cię zaniosę.- Zaczął mi po cichu tłumaczyć. Ostatni raz popatrzyłam na swojego wroga.
-Masz rację. Po co marnować swoje siły na takiej Mizerze. Lepiej przeznaczyć je na pożyteczniejsze rzeczy np. rąbanie drewna.- Wycedziłam przez zęby i odwróciłam się na pięcie.
-Jak ja cię zaraz porąbie to zobaczysz jak będziesz płakać!- Zagroził mi. Tym razem on nie wytrzymał. Jego koledzy zaczęli go trzymać by nie pobiegł za mną. Nie odwróciłam się. Wyciągnęłam tylko prawą rękę do góry pokazując środkowego palca.
Po paru minutach wszyscy się rozeszli, a ja próbowałam uspokoić się w pokoju.
-Więc to był ten koleś, co nie dawno ci podpadł.- Spostrzegła Ola.
-Idę pod prysznic- powiedziałam i poszłam do łazienki.
Dlaczego na obiad nie mogło być ziemniaków?- Zadawałam sobie różne pytania wydziobując z moich włosów resztki ryżu.
Po godzinie wyszłam jak nowo narodzona na światło dzienne.
-To idziemy załatwić te papiery- powiedziałam do Janka jakby nic się nie stało.
-Myślałem, że po dzisiejszej akcji dasz sobie z tym spokój i nie odważysz się wyjść z pokoju- powiedział zdziwiony próbując wykręcić się z obietnicy, jaką mi dał.
-To on ma rozwalony ryj, nie ja.- Uśmiechnęłam się dumnie i kiwnęłam głową w stronę drzwi.
-Uparta jesteś. A pomyślałaś chodź przez chwilę, co będzie jak się wyda?- Zapytał, gdy przechodziliśmy korytarzem szukając ostatniej nadziei.
-Honor jest ważniejszy od porażki. Teraz powiedz, który to jest chłopak.- Orzekłam i zaczęłam się rozglądać po całym korytarzu.
- Nigdzie go nie widzę, ale z tego, co mi wiadomo on dużo przesiaduje w podziemiach. Tylko nie wiem czy cię tam wpuszczą.- Zamyślił się. Pewnie chciał mi wybić ten pomysł z głowy.
-Nie dramatyzuj.
-Tobie to tylko łatwo mówić! Jak go zobaczysz to sama będziesz chciała zrezygnować z tego głupiego pomysłu. Słyszałem wiele złych rzeczy o tym typie.- Powiedział przestraszony.
-Janek?! Ty się boisz?!- Zapytałam zaskoczona i zaczęłam się z niego śmiać.
-Nie. Tylko ostrzegam cię- powiedział poważnie prowadząc mnie w stronę piwnic.
Weszliśmy do ciemnego, dużego pomieszczenia.
Atmosfera nie była taka groźna.* Wszyscy siedzieli i plotkowali. Od czasu do czasu popatrzyli się na nas zdziwieni. Chyba, dlatego że rzadko przychodzą tu pierwszoklasiści.
-Widzisz go?- Zapytałam po chwili nie czując żadnego skrępowania.
-Tak. To ten w fioletowej. Poszarpanej koszuli z żółtym krzyżem. Ja spadam. Załatwiaj sobie to sama, bo ja jako obstawa nie za bardzo się nadaje. Pamiętaj o tym, co ci mówiłem. Co ja zrobiłem… Przecież to co robisz jest samobójstwem! Za pół godziny widzę cię powrotem inaczej dzwonię na policję. Trzymaj się.- Powiedział półszeptem cały spięty i przejęty.
Czego on się tak boi? Żeby tylko czasami nie popuścił w gacie ze strachu.
-Zwariowałeś?! Na policję?! Pogięło cię?- Szybko zadałam kilka pytań, na które nie odpowiedział. W ciągu sekundy znikł mi z oczu.
Dziwny z niego człowiek.
Odwróciłam się w stronę mojego jedynego ratunku.
Zaparło mi dech w piersiach. Wyglądał… Trochę inaczej…
Miał bardzo charakterystyczną wielką bliznę na policzku i szyi. Chciałam uciec, lecz przypomniał mi się uśmiech zwycięscy, wroga, któremu nie mogę odpuścić. Ogarnęła mnie niesłychana moc, która przezwyciężyła mój strach.
-Cześć- powiedziałam, a po chwili żałowałam tej mojej zwariowanej odwagi.
Jestem wariatką.
Spojrzał na mnie z zdziwioną miną i przez chwilę, mam taka nadzieję, zastanawiał się skąd się znamy.
-Cześć- odpowiedział nie przejmując się zbytnio moją osobą.
-Czy można ci ufać?- Zapytałam.
Dlaczego tak beznadziejnie zaczęłam?! Zadałam takie głupie pytanie wyciągając je z dupy! Zaraz się załamię i ucieknę!
Muszę się odstresować, by przestać się z nerwów pocić…
Moja wyobraźnio tylko teraz Ty możesz mi pomóc!
Wyobraź sobie łąkę. Tak. Piękną, zieloną łąkę. Jest na niej bardzo ładnie. Rosną stokrotki. Pasą się baranki…Świeci słoneczko.
Jak miło…
O nie! Widzę wilka! Głupi wilk!
Moja wyobraźnio znowu mnie zawodzisz!
A sio! Podły wilku!
-Jeśli mogę zaufać tobie to i mi można, chociaż myślę, że nie masz za bardzo wyboru.- Powiedział lekko rozbawiony przywracając mój umysł do rzeczywistości.
-W jakiej sprawie do mnie przychodzisz?- Zapytał obojętnie jakby wiedział, o co chodzi.
-Chcę od ciebie coś, co od nikogo innego nie mogę tutaj dostać.- Powiedziałam, starając się mówić obojętnie tak jak on. Oderwał wzrok od szklanki, którą się bawił i zaciekawił się.
-Możesz mi ufać, jeżeli ja mogę zaufać tobie- powtórzył to tak jakby to zdanie było jego hasłem, które znam. Trochę mi to dodało odwagi.
-Mam taki mały interes dotyczący podrabianych dokumentów.- Powiedziała i dyskretnie spojrzałam na niego, by zobaczyć jego reakcje. Najwidoczniej spodziewał się innej prośby, bo trochę się zdenerwował.
- Skąd o tym wiesz?- zapytał zaciekawiony nie dając po sobie poznać, że trochę się zakłopotał.
-Właśnie mi to powiedziałeś- opowiedziałam.
-Sprytna jesteś i cwana, ale nie zagrażasz mi, Chcesz coś, co ja mogę załatwić i bardzo ci na tym zależy. Jeśli nie byłoby tak jak mówię nie podeszłabyś do chłopaka, którego nie znasz.- Powiedział i uśmiechnął się.
-No dobra, zgadłeś. To teraz prosto z mostu. Załatwiłbyś mi te papiery?- Zapytałam z nutką nadziei w głosie, której powinno nie być.
-Dlaczego mam ci pomóc? Co będę z tego miał?- Zaczął się ze mną drażnić traktując mało poważnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zatkało mnie. Znowu zaczęłam się denerwować i myśleć o barankach na łące.
Muszę dać sobie chwilę relaksu.
-A, co byś chciał?- Zapytałam po chwili widząc znowu wilka.
-Hm. Wildze, że za te głupie papierki oddałabyś wszystko.- Wywnioskował i popatrzył na mnie od dołu do góry.
-Prawie wszystko- powiedziałam groźnie widząc czując jego wzrok na moim ciele.
-hm… no dobra… Załatwię ci to… Polubiłem cię, ale w zamian za moje dobre serduszko masz przemycić i kupić mi 2 kg zioła. Jeżeli cię złapią nie wydasz mnie i zajmie się tobą prokurator. Jeżeli ci się uda podrobię te twoje dokumenty, jakie tylko chcesz.- Powiedział spokojnie z drwiącym uśmieszkiem nie wierząc w moje możliwości.
-Pogięło cię?- Zapytałam zszokowana.
-Hm.. Jeżeli nie chcesz tego załatwić mam też inną propozycję. Pewnie domyślasz się, jaką bo jesteś mądrą dziewczynką. I jeszcze jedno. Ja nie lubię się targować.- Powiedział i spojrzał na mnie znowu tym zjadającym wzrokiem.
-Pewnie dużo razy bawiłeś się w te gierki, więc dlaczego chcesz mnie w to wciągnąć?- Zapytałam
-Znają mnie różni dilerzy, nie jestem najlepszym klientem, nie ufają mi, a zresztą to po to by chronić moje dupsko- odpowiedział tak, jakbym spadła mu z nieba, a podrobienie dokumentów było dla niego pestką.
-Załatwię ci to zielsko, tylko jak dasz kasę- powiedziałam wcale nie wiedząc jak to zrobię.
-No dobrze, ale masz wybór. Widzę, że lubisz ryzykować- powiedział rozbawiony. Nie mógł uwierzyć, że to zrobię. Mi nie było do śmiechu. Drażnił mnie swoim zachowaniem.
-Podrobiona legitymacja, papiery do przyjęcia do szkoły i akademika, fikcyjne konto, karta ubezpieczeniowa i wszystko, co ty miałeś do przyjęcia. Ma to być na jutro- powiedziałam zapisując mu wszystko na kartce wraz z fikcyjnym imieniem i nazwiskiem.
-Po co ci karta ubezpieczeniowa? Nawet ja jej nie mam- zdziwił się.
-Po to by ci życie utrudnić- odpowiedziałam rozbawiona. Popatrzył się na mnie jak na idiotkę.
-Więc mówisz, że nie jesteś ubezpieczony. Hm.. Więc gdyby coś ci się stało wszystko by się wydało?-Zapytałam zadziornie z pewnym podtekstem w głosie.
-Czy chcesz żebym zmienił zdanie i dał tylko jedną propozycję?- Tym pytaniem całkowicie zgasił mój zapał do drażnienia się. Nie dając mu wyboru szybko zmieniłam ton głosu na bardziej milszy.
-Więc jutro godzina 21:00 w pokoju nr 112. Będę miała twoje uzależnienie, a ty moje dokumenty- powiedziałam szybko, a on wręczył mi plik banknotów.
Po chwili wyszłam z tego dziwnego pomieszczenia.
Jestem z siebie bardzo zadowolona.
Udało mi się dogadać z gościem, który stwarzał wrażenie bardzo groźnego. Nie było tak źle, jak zapowiadał Janek. Wchodząc do pokoju musiałam oczywiście opowiedzieć mu jak mi poszło.
Idę spać.
Muszę się zrelaksować w czarnej piżamce.
***
Noc.
Nie umiem zasnąć.
Ciągle myślę jak ja, mała, bezbronna istotka ma załatwić…bakę.
Kurwa mać.
W co ja się wpakowałam?
Muszę policzyć baranki, by mieć kolorowe sny.
***
Mam pomysł. Można powiedzieć, że mi się przyśnił.
Dobrze, że to wszystko opisuję… Kiedyś, gdy będę stara, siedząc na bujanym fotelu i pilnując swoich wnuków, przeczytam sobie mojego starego, kartkowego przyjaciela.
Będę płakać ze śmiechu krzycząc na głos zdanie: „Ale ja byłam głupia!”. Pięć minut później zrobię sobie irokeza i wyjdę na miasto, by podziwiać świat z perspektywy, jaką mam teraz.
Słyszę mechanicznego koguta, który próbuje podnieść mnie z łóżka.
Zasypiam.
***
…
-Wstawaj leniu!- Powiedziała Ola rzucając we mnie poduszką.
-Nie idę dziś do budy.- Oświadczyłam wszystkim po przebudzeniu.
-Poddajesz się?- Zapytał zszokowany Janek otwierając szeroko oczy. To, co przed chwilą powiedziałam wszystkich ożywiło bardziej niż poranna kawa.
-No co ty. Po prostu nie idę.- Powtórzyłam.
-Nie czaję…- przyznała się Zuza.
-Kara dotyczy tylko terenu szkoły i obejmuje pięć dni szkolnych. Nie było mówione, że trzeba pięć dni z rzędu. Dziś sobie odpocznę. Mam prawo do wagarów.- Wytłumaczyłam im.
-Ty cwaniaro!- Przerwał mi Janek.
-Trzeba było lepiej zinterpretować karę. – Zaczęłam się przedrzeźniać i przykryłam się kołdrą mówiąc: Dziękuje, „Dobranoc.”
-Jeszcze masz cztery dni i nie wagaruj już!- Rozkazał Janek mając nadzieję, że go posłucham. Był smutny, że niszczę mu zabawę.
-Co się dzieje?- zapytał zdziwiony Bartek widząc mnie jeszcze w łóżku o tak późnej porze. -Mogę robić to, co mi się podoba, ale nie bójcie się. Dziś nie będę leniuchować. Muszę załatwić te papiery, a jakbym poszła do szkoły nie wyrobiłabym się. Idźcie już, bo się spóźnicie.- Wytłumaczyłam im, by ni martwili się o moje losy. Puknęli się w głowę pokazując mi, że zrozumieli, jaką mam dziś misję i poszli. Zdrzemnę się na godzinę. … Dwie godziny po rozmowie obudziłam się z nowym pomysłem. Koleś, który chce to zielsko pójdzie ze mną. Nie będę szła do celu po trupach, szczególnie jeśli chodzi tu o mojego. Ten tym musi mi chociaż powiedzieć, gdzie mam iść. To najlepsze wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Jeszcze nie zwariowałam i zachowałam rozsądek. Mój umysł i ciało odpocznie od szkoły. Ubrałam się w normalne ciuchy, założyłam rękawiczki, by ukryć tipsy. Wyszłam na korytarz poszukując tego dziwnego typa. Wywąchałam go w piwnicy. Znowu unosiła się ta sama piosenka, która dawała dziwny klimat temu pomieszczeniu. On siedział, znowu na tym samym miejscu, tak samotnie. Przypuszczam, że nikt go nie lubi. Jego inteligencja nie pozwala, by wpadł na pomysł uruchomienia pośladków i pójścia do szkoły, ale to dobrze. Poszczęściło mi się. Gdy przypomniałam sobie, co mam zrobić i w jakiej jestem sytuacji wpadłam w gniew.
-Idziesz ze mną!- Krzyknęłam w jego stronę, a on dziwnie się na mnie popatrzył.
-Jeżeli chcesz bym Ci to kupiła i przeniosła do akademika musisz iść ze mną! Musisz pokazać mi miejsce gdzie się kupuje zioło!- Rozkazałam, a on uśmiechnął się do mnie i popatrzył niepoważnie.
-Nic nie muszę. Masz czas do 21. – Powiedział wcale nie przejmując się moim losem.
-Słuchaj koleś! Jeśli nie pójdziesz ze mną w tej chwili to w dupie mam te papierki! Hm. A zresztą… dałeś mi cenniejsze!- Zdenerwowałam się i zaczęłam tykać go palce w jego wielką klatę, by wzbudzić w nim trochę lęku. Niestety nie udało mi się to, bo na jego twarzy pojawił się kolejny uśmiech, który nie wiadomo już, co oznaczał.
-Jesteś taka malutka i udajesz taką groźną. Rozbawiłaś mnie, naprawdę. Hm… umówiłem się za niecałą godzinę, więc cię zaprowadzę. I wiesz co jeszcze ci powiem?! Nawet pokaże ci kolesia, który handluje! Tylko mi się tu nie rozpłacz!- Zaśmiał się i wstał rozleniwiony z krzesła.
Wyszliśmy na dwór w milczeniu.
-Po, co ci te głupie papiery?- Zapytał. Ciągle patrzył się na mnie niepoważnie.
-Dla koleżanki.- Skłamałam nie zwracając na niego uwagi.
Znowu zamilkliśmy.
-Aż tak się poświęcasz dla swojej koleżanki? Dziwna z ciebie dziewczyna.- Próbował podtrzymać gadkę.
-No i co.- Powiedziałam krótko chcąc jak najszybciej skończyć rozmowę.
Znowu nastała cisza, ale na krótko.
-To przez moją bliznę?- Zapytał jakby wiedział, jaka będzie odpowiedź.
-O co ci chodzi?- Tym razem ja zapytałam zaskoczona nie wiedząc, co jest grane.
-No pytam się czy to przez moją bliznę jesteś taka…niemiła i obrażona.- Wytłumaczył.
-Zwariowałeś?- Po raz pierwszy uśmiechnęłam się do niego. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Może, dlatego że było mi głupio obawiając się, że to co powiedział było prawdą, lub by nie myślał, że jestem do niego uprzedzona.
-To, dlaczego tak zemną rozmawiasz?- Zapytał wcale nie wierząc w moje słowa.
-Jak?- Zadałam głupio pytanie udając, że nie wiem, o co chodzi.
-Dobrze wiesz jak…
-Jestem trochę obrażona, bo mam zaraz kupić zielsko, nie mam pojęcia jak to zrobić, nie znam twoich potyczek miedzy nimi, nie wiem, co mi grozi, narażam się. Wkurzona jestem, dlatego bo się z tego śmiejesz. Nie dałeś mi innego wyboru. Wydaję mi się, że podrobienie dokumentów jest dla ciebie pestką. To jest nie fair.- Zaczęłam obronić swojej osoby.
-Dałem ci wybór.- Powiedział rozbawiony.
-Nie mam zamiaru z tobą się rżnąć - Odrzekłam nabijając się z niego.
-Dziewczyno! Przecież ja nic takiego nie powiedziałem! Za bardzo sobie słodzisz.- Zaczął się śmiać, choć podejrzewam, że od samego początku bardzo dobrze wiedział, o co mi chodzi.
-No to, o czym myślałeś?- Zapytałam. Zrobiło mi się głupio.
-Wystarczyło tylko ładnie poprosić, a nie być taką upartą jędzą. Mogłaś od samego początku być milsza i nie zwracać uwagi na to, co mówią o mnie inni. Wtedy inaczej potoczyłyby się twoje losy. Nie znasz mnie, oni też mnie nie znają, więc nie wyobrażaj sobie nie wiadomo, czego…- Powiedział, a mi zrobiło się jeszcze bardziej głupio.
-Wybacz.-Odrzekłam speszona.
-Nie ma sprawy- powiedział to tak, jakby spotykał takie osoby jak ja codziennie. Uśmiechnęłam się do niego, tym razem szczerze. Natychmiast zmieniłam o nim zdanie na lepsze.
-To załatwiłbyś mi te papiery? Bardzo ładnie cię o to proszę…- zrobiłam maślane oczka.
-No tak. Tylko załatw mi to zielsko- odpowiedział obojętnie. Zamilkłam z naburmuszoną miną. Po chwili parsknął śmiechem i zaczął się ze mnie nabijać. Zorientowałam się, że był to tylko głupi żart. Odetchnęłam z ulgą i dałam mu mocnego mięśniaka w ramię. Siniak pozostawiony w miejscu uderzenia będzie znakiem mojej zemsty.
- Mamy jeszcze trochę czasu. Chodź na piwo.- Zaproponował na luzie.
Polubiłam go. Przemek jest bardzo sympatyczny. Zaufałam mu i opowiedziałam, po co tak naprawdę są mi potrzebne podrobione dokumenty.
-Jesteś bardzo popierdolona osobą, więc nie pomyliłem się. Tak myślałem od samego początku. Czasami pierwsze wrażenie nie jest mylące.- Odpowiedział na moje zwierzenia i zaczął się głośno śmiać. Pogłaskał mnie po główce jak bardzo mi współczuje mojej głupoty.
Ten chłopak ma naprawdę złą opinię w akademiku. Te ploty okazały się bezczelnym kłamstwem. Dzisiejszego dnia nauczyłam się, że nie warto Wierzyc w wymyślone wady o człowieku, którego się nie zna. Po spotkaniu wręczył mi to, czego tak bardzo pragnę.
-Dzięki za wszystko. Musimy kiedyś powtórzyć nasze spotkanie- zaproponowałam i przytuliłam się do niego po przyjacielsku.
Widział to Janek. Kopara opadła mu na ziemię i wypadła z zawiasów ze zdziwienia.
-Przytuliłaś go?- Zapytał zszokowany nie wierząc swoim oczom.
-No przecież widziałeś.- Odpowiedziałam obojętnie.
-Wiesz, jaki on jest niebezpieczny? Czy wiesz, co on potrafi zrobić dziewczynom i chłopakom?!- Rzucał różnymi pytaniami. Był bardzo przejęty i zdenerwowany mają nieodpowiedzialnością.
-To tylko ploty. Jest w porządku. Nie martw się już tak.- Powiedziałam i pomachałam mu przed oczami dokumentami.
Zauważyłam mojego wroga. Popsuł mi się humor.
-Wkurwiają mnie te jego szerokie spodnie- Wyznałam Jankowi.
-Och. To mu je ściągnij. – Zaproponował ironicznie próbując wytłumaczyć mi, że w tej sytuacji jestem bezsilna.
Olśniło mnie.
-Jesteś genialny.- Powiedziałam do niego po cichu i uśmiechnęłam się zadziornie. Gdy popatrzył się na mój gałgański wzrok zorientował się, o co mi chodzi. Chciał mnie powstrzymać, ale nie zdążył. Szybko dałam mu do potrzymania swoje rzeczy.
Zaczęłam się podkradać. Mój cel szedł z przodu rozmawiając z kolegami i pijąc wodę z butelki.
Na szczęście nie zauważył, że się do niego zbliżam.
Gdy podniósł do góry spragnioną głowę i przychylił butelkę do góry, by się napić szybko do niego podbiegłam. W tej postawie ciała był bezbronny. Był to najlepszy moment.
Moja zwinność pozwoliła mi na szybkie ściągnięcie jego spodni wraz z bokserkami do kolan.
Gdy zobaczył, co zrobiłam zakrztusił się mineralną.
Wszyscy się na niego gapili. Przez kilka sekund mogli podziwiać jego wdzięki. Były … sflaczałe.
Na głównym korytarzu rozległ się gigantyczny śmiech. Teraz to on jest ofiarą losu.
Chłopak spalił się ze wstydu. Patrząc na jego minę myślałam, że się rozpłaczę. Dostał ataku furii i zaczął mnie gonić. Uciekałam ile sił w nogach. Śmiałam się jak opętana.
Niestety dogonił mnie. Przeraziłam się śmiertelnie. Moja spontaniczna zemsta nie miała żadnych planów B i C… Byłam w kropce.
-Śmieszy cię to kurwo?!- Zapytał przyciągając mnie do ściany. Wyglądał jakby miał wściekliznę. Jego nienawiść jest śmieszna, więc zaczęłam się śmiać. Sprowokowałam go. Zaczął rozpinać mi bluzkę. Nie miałam bladego pojęcia jak wyjść z tej niefortunnej sytuacji.
-Zostaw mnie!- Rozkazałam i zaczęłam się z nim szarpać.
-Jeżeli tak bardzo śmieszy cię nagość to pokaż swoją!- Zaczął się nade mną znęcać, a ja zaczęłam panikować.
-Zostaw mnie zboku!- Rozkazałam i zaczęłam się jeszcze bardziej szarpać. Rozdarł mi całą bluzkę. Moją ulubioną.
Nienawidzę sukinsyna.
Byłam bezradna, a on nie przestawał odkrywać mojego ciała. Zaczęłam go z całych sił kopać i bić pięściami, ale on był silniejszy. Cały czas krzyczałam żeby mnie zostawił. Zaczęłam się coraz bardziej bać. Gdy dobierał się do mojego stanika w ostatniej chwili Przemek złapał go za jego szmaty i rzucił o ziemię.
-Nie nauczono cię, że kiedy kobieta mówi nie to znaczy nie?- Zapytał retorycznie i kopnął go w brzuch. Zaczął się zwijać na podłodze.
-Frajerze, jeśli jeszcze raz zobaczę taką akcję to ząbki masz powybijane. Zrozumiałeś?- Oznajmił mu, a ja zaczęłam szybko doprowadzać się do porządku.
Wszyscy gapili się w osłupieniu nie wiedząc jak zareagować. Brakowało im jeszcze popcornu, by seans filmowy się udał.
-Co tu się dzieję?- Zapytał zdenerwowany jeden z wychowawców, gdy zobaczył jak Przemek znęca się nad biednym Kubą. W ciągu Kilku sekund rozgonił całe towarzystwo.
-Dziękuje!- Powiedziałam do swojego wybawcy i rzuciłam mu się na szyję.
-Jesteś nieodpowiedzialną i popierdzieloną osobą.- Powiedział i zaczął się ze mnie śmiać.- Dobrze, że jakiś Janek kazał mi za wami biec, bo tak to nie wiem jakby skończyła się twoja przygoda- dodał po chwili.
Co chwilę mu dziękowałam nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
Pogadaliśmy chwilę. Odprowadził mnie pod same drzwi pokoju nr.112. Opowiedziałam wszystkim to, co wydarzyło się dzisiejszego dnia, jak tylko weszłam do pokoju. Byli zadowoleni, że wyszłam cała zdrowa z sytuacji, która mogła skończyć się dla mnie bardzo źle. Dzisiejszy dzień był pełen energii. Zasnęłam szczęśliwie.
***
W kalendarzu listopad.
Myślałam, że niemożliwą rzeczą jest rozdwojenie jednej osoby. Widocznie myliłam się.
Jestem profesjonalistką. Rozdzieliłam się na biało-czarno.
Lessia Style i Kasia Nowak.
Wiem, że będzie mi z biegiem czasu coraz trudniej, ale dam radę.
Jeśli coś wbiję sobie do tego pustego łba nikt nie da rady mi tego wybić. Nie lubię mieć pustego mózgu. Wtedy czuję się nieszczęśliwa.
Przebierając się w plastyczka zdałam sobie sprawę, że straszliwą udręką jest wstawanie tak wcześnie tylko po to, by wypindrzyć się do szkoły. Od pewnego czasu takie dziewczyny uzyskały u mnie wielki szacunek.
Kuba jest śmieszny. Podchodzi do mnie nieśmiało na korytarzu i zarywa.
Więcej nauki. Nie wiem jak poradzę sobie z podwójną porcją materiału.
Ale dam radę. Odziedziczyłam geny po matce.
Zaniosłam papiery do szkoły. Nikt nie zorientował się, że są podrobione. To, że zgubili kilka mało znaczących papierków nie jest moją winą.
Przemek- jesteś wielki.
Wszystko idzie mi jak po maśle. Nie przestrzegam żadnych reguł i o dziwo nie mam żadnych konsekwencji. Czy moim przeznaczeniem jest wygrana, czy może czekają mnie różne, nietypowe sytuacje, które są moim przeznaczeniem?
Czasami sama się dziwie i zastanawiam się, o co tak naprawdę chodzi w tym moim myśleniu.
Lessia zachorowała na grypę. Będzie miała bardzo duże zaległości w nauce.
A Kasia?
Kasia wchodzi znowu do klasy biologicznej. Nie przykłada się w nauce. Wie przecież, że jest fikcyjną osobą.
Kasia-Lessia, Lessia-Kasia, Jestem Lessia, nie Kasią. Mamy ten sam mózg, ale i tak bardziej kocham Lessie.
Muszę sobie gdzieś to zapisać, by nie zatrącić swojej osobowości. By nie zapomnieć, kim jestem. Chociaż stałam się kimś, kim… jestem. Kimś…innym, choć myślę tak samo…
Jaki jest w tym sens?
…
Wariuje na ostatniej lekcji biologii
Koniec ostatniej zwariowanej lekcji biologii.
Idzie w moją stronę mój wróg. Chwieje się kozacko.
-Cześć Kasiu- Powiedział do mnie z niewinna minką.
Co ty facet myślisz, że się na to nabiorę? No cóż… Nabrać to się niestety muszę.
-No cześć, co tam?- Zapytałam jak zwykle dziwnie zmutowanym głosem.
-Mam do ciebie pytanie piękna. Co robisz po zajęciach?- Zapytał, a uśmiech nie znikał mu z twarzy. Dziwię się, że jeszcze nie dostał szczękościsku, choć może… szczękościsk tak wygląda.
-No tak w zasadzie to nic.- Powiedziałam obojętnie.
-C byś powiedziała na wypad do zoo? Jest bardzo blisko, nie znajduje się pod otwartym niebem, więc będzie ciepło i przytulnie. Byłem z rodziną, naprawdę warto.- Zaproponował.
Do zoo?!
Stary, wiem, że się stresujesz, a przy stresie każdy gada głupoty, ale gdzieś jakaś granica powinna być! Czy ty gościu chcesz mnie zamknąć w klatce?
-No ok.- powiedziałam starając się trochę uśmiechnąć.
-Super. Więc dziś o 18 przy wejściu głównym szkoły może być?- Zapytał podjadany.
-No dobra.- Powiedziałam.
-Hm…to jesteśmy umówieni. Do zobaczenia.- Pożegnał się zmieszany podnosząc rękę do góry, chyba na pożegnanie, i poszedł.
Zaniosłam papiery do akademika. Muszę przeprowadzić się do pokoju, w którym niedawno mieszkałam. Ironia losu… Spakowałam do walizki moje nowe ciuchy. Porozmawiałam chwilę z ludźmi, którzy mnie w to wpakowali. Janek zbadał teren na korytarzu, bym spokojnie wyszła. Nikogo nie było, więc szybko pobiegłam w stronę schodów. To dziwne, że nikt nic nie podejrzewa. Nikt nic nie widzi. Zaczęłam dźwigać moją wielką walizkę. Na moim horyzoncie pojawił się mój wielbiciel.
-Pomogę ci.- Powiedział i wziął moją rzecz, bez pytania, co mnie bardzo zdenerwowało.
-Nie trzeba, jestem bardzo samodzielną i niezależną osobą.- Powiedziałam i chciałam zabrać mu swoja własność. Nie zdążyłam, bo znajdowała się już na parterze.
-Dzięki- podziękowałam, choć sobie na to nie zasłużył.
-nie ma, za co. Jestem do twoich usług madame. – Powiedział dumny i stanął z boku, jakby czekał na napiwek.
-Widzę, że wprowadzasz się do moich koleżanek.- Dodał po chwili, gdy stanęłam koło drzwi nr.27. Powoli zamula mnie z tej tandetnej gadki, jaką z nim przeprowadzam. Myślałam, że wytrzymam dłużej. Wcale się nie zdziwiłam, że zna moje stare psiapsióły. Jak powiada stare przysłowie: Swój swego zawsze znajdzie.
-No tak się składa, że chyba tak.- Odpowiedziałam obojętnie.
-Hm… odwiedzę cię kiedyś w nocy- odrzekł zadziornie. „I co znowu mi wlejesz kisiel do łóżka?”- Powiedziałam sama do siebie w myślach. On na szczęście ich nie słyszy. Zobaczył tylko na mojej twarzy sztuczny uśmieszek. Jak łatwo jest nabierać ludzi.
-To do osiemnastej.- Pożegnałam się i otworzyłam drzwi do mojego „nowego” pokoju. On pomachał mi na pożegnanie i znowu się uśmiechnął.
-Cześć- przywiałam się z moimi „nowymi koleżankami”. Spojrzały na mnie u uśmiechnęły się serdecznie.
-jestem Daria.- Odezwała się przywódczyni stada. Wiedziałam, że tak ma na imię! Jednak moja inteligencja mnie nie zaskakuje.
-Ja jestem Madzia- przywitała się druga.
-Ja Ania- odezwała się z łazienki jedna z nich.
-A ja Sabina- odwróciłam się i podałam rękę dziewczynie, która teraz jako jedyna miała czarne włosy w pokoju. Przywitały mnie bardzo gościnnie. Całkiem inaczej, gdy pierwszy raz je widziałam na oczy. Rozpakowałam swoje bagaże. Podróbki tanich oryginałów. Gdy pomyślę, że wydałam na nie prawie swoje całe miesięczne kieszonkowe płakać mi się chcę.
-Skąd jesteś?- Zainteresowała się Ania. Znowu moja wybujała wyobraźnia zaczęła działać po mimo tego, że sama zaczęłam sobie czytać bajki na dobranoc. Opowiedziałam historykę z mojego zmyślonego życia. Wszystko połknęły jak rybka haczyk. Były zachwyconą moją osobą i szybko zaczęły opowiadać swoje życiowe wzloty i upadki.
-Niestety dziewczynki moje kofffffane muszę was zostawić na chwilkę. Umówiłam się- Przerwałam Madzi, gdy ta opowiadała o jakimś Maćku. Muszę rozmawiać łamaną polszczyzną, by myślały, że jestem fajna. Została mi jeszcze godzina czasu, by być na czas na umówionym miejscu, ale słuchanie cały czas o chłopakach doprowadza mnie do furii. Muszę odpocząć.
-Masz randkę?- Zapytała podniecona Ania.
-No mniej, więcej…- odpowiedziałam zmieszana chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
-Jak ma na imię?- Zaciekawiła się Daria.
-Kuba.- Odpowiedziałam krótko, a w pokoju na dźwięk tych poskładanych literek rozległ się pisk podnieconych dziewcząt.
-Kuba? Ten Kuba?- Zapytała się Ania pokazując mi jego zdjęcie wycięte w serduszko.
-Tak ten.- Odpowiedziałam nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Musiałam jakoś zakryć twarz. Szybko wskoczyłam na łóżko zakrywając się poduszką. Nie mogłam opanować swojego rechotu, pomimo tego, że zaczęłam dusić się pod jaśkiem. Nie zorientowały się, że nabijam się z ich idiotycznego zachowania, jakim sobą reprezentują. To, że skoczyłam na łóżko uznały, że upadłam z wrażenia…
-Jaka ty jesteś szczęśliwa Kasiu!- Krzyknęła Ania głośno wzdychając.
-Wiem od zawsze o nim marzyłam!- Skłamałam próbując wczuć się w rolę głupiej… blondynki? Myślę, że kolor włosów nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia. Rozpłakałam się, ze śmiechu pod poduszką.
-Jaka ona zawstydzona!- Błędnie spostrzegła Sabina. Musiałam przyznać jej racje kiwając głową.
- Jest najprzystojniejszym, najfajniejszym, najśmieszniejszym chłopakiem w szkole. Jest marzeniem każdej dziewczyny w tym akademiku… Jak ja ci zazdroszczę…- zwierzyła się Sabina.
-Daria! Ja myślałam, że ty z nim kręcisz.- Powiedziała do niej Madzia, a ona zrobiła dziwną minę.
-To było kiedyś. Już mi się nie podoba. Możesz sobie go wziąć. – Skłamała, a ja wzięłam do ręki notes i długopis. Jej wzrok zjadał mnie z nienawiści i zazdrości. Tak dziwnie błyszczały jej oczy. Miałam kolejny powód, by dalej prowadzić swoją grę. Zemszczę się na biednym Kubusiu i jeszcze przy okazji zrobię na złość tej pindzie. Nie podziękowałam jej za to, że pozwoliła mi bym się z nim spotykała. Tym zdaniem potraktowała go przedmiotowo, choć nie wiem, czy sobie na to zasłużył. Może go nienawidzi, bo go kiedyś kochała.
Puste słowo kocham. Jak mi się śmiać chcę, gdy ktoś sobie miłość wyznaję. Miłości nie ma. Jest to coś, co powoduje, że na samym początku jest bardzo miło. Ona podnieca się, jaki on jest cudny i jak bardzo go kocha, on w zamian za jej dupę lub rękę też ją bardzo kocha i mówi do niej: „słoneczko”, „kochanie”, „ ptaszyno”, „króweczko”, „ kaczuszko”, „foczko”, „kotku”, „żabko” Ona też tak do niego mówi
…
Po paru miesiącach zwierzęta robią kupę i wszystko zaczyna się psuć. Ta kupa to metafora. Po prostu znudzą się sobą lub znajdą lepszego zwierzaka do pieszczenia, którego też oczywiście będą kochać. Były partner pozostanie dziwny, zużyty, głupi, łatwy lub znienawidzony. Zamknięty w pudełku o nazwie ”KOLEKCJA”. I tak w kółko lub prostokąt, bo czasami te etapy mogą być bardzo trudne. Mogą mieć zakręty. Dziwne to wszystko… Jakby nie można było poczekać na człowieka z cierpliwością. Tylko, że… Ludzie dziczeją i trudno ich rozpoznać. Potrafią nawet szczękać…
Denerwuje mnie to, że muszę zniżać się do takiego niskiego poziomu tylko po to, by ktoś się we mnie zakochał. Takie to wszystko puste… Te gody: achy, echy, ichy. Czy te słowa nazywają się miłością? Ludzie są śmieszni. Sztuczni. Postępują tak tylko dla swojej własnej przyjemności. Nie liczą się z nikim. Ale przecież każdy ma dla siebie wytłumaczenie, by nie śmierdzieć.. kupą… Każdy jest emocjonalny. Każdy idzie za swoim głosem serca. Szkoda tylko, że te serce jest takie głupie i tak często próbuje nas oszukać, że bije w rytmie cza-cza… głupie serce! Serce zawiniło, nie ma w tym nic dziwnego. Święty zawsze chodzi uśmiechnięty…, ale czy zawsze jest szczęśliwy?
Nikt nie zatrzyma się, choć na chwilę. Nie posłucha swojego mózgu, który mówi, że „to, co gwałtownie się jara szybko gaśnie”. Hm… albo tak nie mówi. Ale od teraz będzie to wiedział. Dochodzę do wniosku, że… miłości nie ma. Jest to coś, co nazywa się wygodą, przyzwyczajeniem, szpanowaniem lub pożądaniem. Może wiązać się też z kasą lub zasadą małżeńską, „co ludzie powiedzą”.
-Chodź do łazienki! Musimy odpicować cię na bóstwo! Pomalować, zrobić fryzurę.- Zaproponowała Madzia. Znowu ktoś musiał zakłócić moje zewnętrzne rozważania. Mojego zawiasa w mózgu. Nienawidzę, gdy ktoś mi przeszkadza w takich chwilach.
-Co?! Nie! Znaczy…, dzięki, ale ja już spóźniona jestem! Tak się z wami zagadałam, że straciłam poczucie czasu! Trzymajcie się dziewczynki buziaczki!- Wytłumaczyłam się uciekłam z wariatkowa.
Umówione miejsce. Po chwili ktoś zasłania mi oczy.
-Cześć- powiedział” mój ulubiony książę z bajki” odsłaniając moją twarz.
-Proszę, to dla ciebie.- Dodał po chwili i wręczył mi czerwoną różę. Dlaczego oni zawsze dają różę, by się jakoś przypodobać? Nie zaskoczył mnie tym gestem wcale.
-Dzięki- powiedziałam skromnie próbując ukryć swoje zażenowanie. W co ja się wpakowałam. Muszę dużo poćwiczyć, by mój plan się powiódł.
-To idziemy?- Zapytał głupio. Chyba nie mam innego wyjścia… Kiwnęłam twierdząco głową i poszliśmy w stronę wyznaczonego nam celu.
Gadka szmatka
…
-Podobasz mi się wiesz?.- Wyznał mi nagle z znienacka. Totalnie mnie zatkało. Boże pomóż i daj belkę trochę…do góry. Tą, co znajduje się na dole.
- Może i tak, ale co z tego?- Zapytałam naśmiewając się z jego … nietypowej gadki. On zamilkł na chwilę i zaczął szukać w swojej głowie innych bajerów.
-Hm… a ja ci się podobam?- Zapytał zadziornie. Moje oczy stały się duże. Szukały, rozglądając się ,sznurka, by powiesić głupotę ludzką.
Co to kurwa ma być? Czy ten dialog powinien wyglądać tak?
-Cześć…podobasz mi się wiesz… -Tak? Ty mi tez… -Zostaniesz moim aniołkiem? -Jasne… Buzi buzi… -A jak masz na imię?
…
Chłopcze wykaż się odrobiną inteligencji.
-Możliwe, że tak.- Skłamałam by dalej go mieć na haczyku. Nie mogę zakończyć tej głupiej gry.
-To, dlaczego się tak zachowujesz?!- Zapytał z wielkimi pretensjami. Odetchnął z ulga, gdy dowiedział się, że ma jakieś szansę. Teraz, gdy stwierdza błędy fakt, że mi zależy, jego ton głosu całkowicie się zmienił. Nie był już taki milutki.
-Obserwuje twoje zachowanie. Próbuje zauważyć twoje cechy charakteru. Jak na razie jesteś na minusie, więc postaraj się, bo widzę, że oprócz wykutej książeczki na pamięć Pt” jak poderwać laskę w 10 minut” nie masz mi nic do powiedzenia.- Odpowiedziałam ironicznie, by trochę go przytemperować. Zatkało go o podrapał się po głowie, bu uruchomić swoje szare komórki.
-Ale mnie zjebałaś- powiedział i zrobił głupią minę. Miałam wrażenie, że chce już iść.
-Po prostu rozmawiaj ze mną normalnie. Traktujesz mnie jak gumę do żucia. Żujesz, żujesz, a na końcu wyplujesz, bo straciła smak.- Powiedziałam patrząc się na wielkiego orangutana zamkniętego w klatce, albo na dwóch orangutanów. Jeden z nich stoi koło mnie ze zdziwioną miną
-Przepraszam, nie wiedziałem, że może cię to urazić.- Powiedział zmieszany.
-Nie uraziłeś mnie. Po prostu daje ci do zrozumienia, że takie gadki na mnie nie działają.- Powiedziałam. W tej samej chwili oprzytomniałam, że trochę przeginam. Nie powinnam być taka nie miła. Gdybym go obraziła cały plan poszedłby się jebać. Uśmiechnęłam się lekko, by załagodzić sytuacje. Powinnam ukryć swoją wredną osobowość. Fakt, trochę się zagalopowałam, ale nie mogłam powstrzymać się by wyrazić swoje zdanie na temat: ”Etapów dojścia do związku i orgazmu”
-To zacznijmy od początku. Cześć. Jestem Kuba- powiedział i uśmiechnął się inaczej niż do tej pory.
-Kasia- odpowiedziałam zdziwiona i podałam mu rękę.
-To stara chodź popatrzyć sobie na lwa.- Powiedział zmieniając całkowicie klimat tego spotkania. Objął mnie jak kumpel nie przejmując się całkowicie dalszym rozwojem sytuacji. Zaczął rozmawiać ze mną całkiem na luzie dając mi do zrozumienia, że wcale nie interesuje się moją osobą. Wszystko przewracał w żart. Śmiał się z tego, co stało przed paroma minutami Jeszcze tego brakowało. Oh! Zaczął wszystkiemu zaprzeczać i pewnie pragnąłby spotkanie jak najszybciej się skończyło. Na drugi dzień nie będzie się przyznawał, że mnie zna i uważał mnie za mała inteligentną osobę, która nie rozumie prostych rzeczy. Miałby do mnie wielkie pretensję, bo musiał wysilić się trochę więcej niż do tej pory. Słuchając jego pierdoł zaczęłam się powoli gubić i strasznie irytować. Musiałam ratować sytuację i swoją grę.
-nie to nie tak! Teraz nie wiadomo, jakie masz intencje! Bez ściemy! Po prostu bądź sobą bym mogła cię poznać.- Upomniałam go zdenerwowana.
-Przecież jestem sobą…Dziwna jesteś..- Powiedział i chyba powoli zaczął mieć pretensje do swojego serca.
-Może i jestem dziwna, albo po prostu mnie nie rozumiesz. To, że się denerwujesz wcale mnie nie dziwi.- Powiedziałam zatapiając się na słonia. Wpadłam na pomysł jak prostym przykładem wytłumaczyć mu, o co mi chodzi. Wytłumaczyć mu mój tok myślenia.
-Widzisz tego słonia?- Zapytałam retorycznie.-Wiesz, dlaczego ma takie wielkie uszy?
-Nie..
-Bo nie umiał usłyszeć prostych słów, więc za karę przyroda dała mu takie, wieeeelkie uszyska.- Odpowiedziałam, a on popatrzył się na mnie jak na idiotkę.
-Posłuchaj dalej! Wiesz, dlaczego kret jest ślepy? Bo za dużo naoglądał się pornoli…Widzisz tego pawiana z czerwoną dupą? To kara za to, że był taki napalony, ale już mu przeszło, chyba, dlatego bo wstydzi się swojej dupy…- powiedziałam próbując wytłumaczyć mu językiem metaforycznym, o co mi tak naprawdę chodzi. Chciałam by dzięki tym przykładom zrozumiał swoje błędy. Zaczęłam się śmiać.
-Z, czego się śmiejesz?- Zapytał zdziwiony dalej nie wiedząc, o co mi chodzi.
-Gdybyś to wszystko miał za karę, tak jak te zwierzęta, zrozumiałbyś swoje błędy. Śmiesznie byś wtedy wyglądał. Byłbyś takim moim małym ideałem.- Powiedziałam i popatrzyłam się na niego od góry na dół. On uśmiechnął się, o dziwo. Chyba zrozumiał, o co mi chodzi.
-Hm. A wiesz, kogo ty mi przypominasz?- zapytał nie czekając na odpowiedź. Pokazał palcem na jeżozwierza.
- widzisz ile ma kolców?- Zapytał po chwili i podeszliśmy do klatki tego dziwnego zwierzęcia..
- Czy ty masz takie same poczucie humoru, co ja?- Zapytałam zaskoczona. Szczerze mówiąc myślałam, że jego reakcja będzie trochę inna.
-Mówią, że mam zjeżane…-powiedział i zaczęliśmy się śmiać.
-Czemu jeżozwierz?!- Zapytałam z oburzeniem.
-Posiadasz bardzo dużo kolców tak jak ten zwierzak- odpowiedział. Super. Jeszcze na dodatek jest wredny.
-Róża też ma dużo kolców- powiedziałam z irytacją i popatrzyłam się na swój mały prezent.
-Ale jeżozwierz bardziej do ciebie pasuje. Jest takim śmiesznym zwierzątkiem. Ma taki wielki jęzor. Oznaka niewyparzonej gęby, jest taki groźny z pozoru. Te kolce nie pozwalają nikomu go dotknąć. To proste, dlaczego nie porównałem cię do róży. Róża jest piękna, ale martwa. Wszystkie cechy jeżozwierza do ciebie pasują, no prawie wszystkie.-Wytłumaczył mi. Był dumny z tego, że spostrzegł, na jakim dziwnym poziomie myślę. Ja też się bardzo zdziwiłam, bo nikt do tej pory go nie rozumiał.
-Wiesz jak trzeba karmić jeżozwierza, by dał się pogłaskać?- Zapytałam, dalej zagłębiając się w ten głupi temat.
-Jak?- Zapytał zaciekawiony.
-Trzeba karmić go tak, by odpadły wszystkie kolce- odpowiedziałam i popatrzyłam się na tego spokojnego, cichego, smutnego zwierzaka, który był taki samotny.
-Ale on bez kolców nie przeżyje- stwierdził słusznie.
-No tak, ale można zrobić tak, by nie kuł.
-Dziwna jesteś- powtórzył się. Znowu powoli zaczął się gubić.
-Jakiego zwierzęcia się najbardziej boisz? Którego nienawidzisz i najchętniej zgładziłbyś z tego globu?- Zapytałam, by móc znać jego słabe strony. Mój plan zaczął się rozwijać.
-Pf…! Ja niczego się nie boję- powiedział dumnie i napuszył się jak paw.
-Znowu zaczynasz?- Zapytałam zniecierpliwiona.
-No dobra. Zdradzę ci tą tajemnice, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz.- Powiedział do mojego ucha półszeptem.
-No pewnie, że nikomu nie powiem- przyrzekłam, a moja dusza zaczęła się radować. Wystarczy, że ja będę wiedziała. To będzie już dla ciebie koszmar.
-Hm…Boję się, to znaczy, brzydzę się pająków! Myszy! Gdybym zobaczył nie daj Boże ropuchę popuściłbym w gacie!- Powiedział i zaczął się z siebie śmiać, a ja razem z nim, choć próbowałam powstrzymać się, by go nie urazić. Co za ciota. Co za frajer. Jak można się bać takim małych stworzonek… To zwierzenie będzie go wiele kosztowało. Zrujnuje jego psychikę.
-Ja też się brzydzę takich małych zwierząt- skłamałam i wykrzywiłam minę na znak zniesmaczenia.
-Nie dziwię ci się- dodałam po chwili i pogłaskałam go po główce, by go podnieść na duchu.
-no, ale ja jestem chłopakiem i nie powinienem bać się takich zwierzątek malutkich- zaczął się użalać nad sobą.
-Nie martw się. Każdy ma jakieś fobie. To może wyjdźmy z tego zoo? Bo może tu gdzieś ukradkiem czai się jakiś wielki pająk…- zaproponowałam. Chciałam jak najszybciej skończyć te głupie spotkanie. Wystraszył się. Nie minęło nawet 5 minut i wyszliśmy z zoo.
-Czym się interesujesz?- Zapytał po chwili całkowicie mnie zaskakując. Chyba zdążył zauważyć jak mnie podejść.
-Różnymi rzeczami... Lubię muzykę… i biologię- znowu skłamałam. Tak bardzo kręciło mnie, by powiedzieć prawdę o sobie.
-Jakiej muzyki słuchasz?- Zapytał zaciekawiony.
-Różnej…- zaczęłam kręcić. Nie chciałam go oszukiwać. Nie jest moim celem zniechęcanie go.
-to znaczy?- Był bardzo dociekliwy.
-Techno. Trochę rocka…- zaczęłam mówić odrobinę prawdy. Mój plan staje się coraz mniej profesjonalny.
-Fuj! Jak można słuchać takiej muzyki?- Zdziwił się obrażając mnie bardzo.
-Czy wszystkich krytykując, czego nie rozumiesz, by pokazać swoją bardzo rozbudowaną inteligencje?- Zapytałam zirytowana.
-jaka ty jesteś niemiła…- powiedział zdenerwowany.
-no, co ty. Żartujesz sobie? Po prostu nauczyłam się, że nie wolno dąć sobie dmuchać w kaszę. A ty, czym się interesujesz?- Zapytałam, by załagodzić sytuacje. -Kocham muzykę. Lubię też piłkę nożną. Rapuję i piszę teksty. Lubię motory- zaczął wymieniać zafascynowany swoimi zainteresowaniami, które moim zdaniem nie były takie ciekawe. Powiedziałabym, że raczej…zwyczajne. Każdy chłopak ma podobne, więc nie zaskoczył mnie tym bardzo. Rozgadał się na temat tego, co lubi, a ja musiałam udawać, że go słucham. Zniecierpliwiona czekałam na koniec tego spotkania. Muszę słuchać jago mielenia językiem i udawać, że mnie to interesuje.
Wpakowałam się w niezłe bagno, z którego nie da się już wyjść. Gdybym wiedziała od samego początku, jakie będą moje poświęcenia zrezygnowałabym z tego pomysłu, albo, chociaż…Jeżeli on dostanie solidną nauczkę, to może bym się zastanowiła czy opłaca mi się poświęcać. Czuję się jak na kazaniu w kościele. Chodzisz-, bo musisz. Modlisz się jedynie o to, by proboszcz skończył swoje nudne kazanie, z którego nie wynikają żadne morały życiowe.
Pieprzenie o jakiś motorkach i rymach. Cóż to za problem napisać parę rymujących się zwrotek?
„Myślisz, że rozumiemy się bez słów, Ja myślę, że odkryłam dar proroków. Myśleć tak będziesz tylko na chwilę, Bo buzię będziesz miał zatkaną językiem. Będziesz?! Co ja pierdole?! Nie będziesz, nawet, jeśli postawisz mi coca-colę! A wiesz, dlaczego? Bo za dużo na nią wydajesz… Co miesiąc na inną. Rozumiem…Takie masz branie!
Więc nie podrywaj mnie tak kotku, Nie wytężaj tego, co masz w kroczku. Ten uśmiech nic na mnie nie zdziała głupolku. Myślisz, że nabrałam się, bo stałam, sama, w środku?
Rośniesz w siłę, rośniesz w dumę, Bo uważasz, że masz taką wspaniałą duszę. A ja myślę, że potrafisz zrobić tylko malinkę! Och. Zostaw już tą dziewczynkę. Chociaż…jeśli ci na to pozwala. Rób ją dalej, tylko żeby się potem nie zdziwiła, że będzie płakała.
Zrozumiałeś swoje wady chłopcze drogi? Gniewasz się na mnie i dostawiasz mi rogi? Pomyśl nad sobą, bo to znak przestrogi.”
Naszła mnie wena.
-Jeszcze nigdy w życiu tyle o sobie nie powiedziałem- zwierzył mi się i powoli zaczął Kończyc swoją opowieść.
-Mi tez się z tobą bardzo dobrze gada.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Trzeba kiedyś będzie powtórzyć nasze spotkanie- dodałam po chwili. Zabrałam mu komórkę z kieszeni i zapisałam mój numer telefonu.
-Hm. No trochę nam czasu zleciało.- Przyznał słusznie. No wreszcie zrozumiał, że trzeba już zakończyć nasze spotkanie.
-To do zobaczenia- pożegnałam się, a on mnie i przytulił i zaczął się zbliżać do moich ust. (?!) Chciałam zwiać. Pobiegnąć i nigdy mu się nie pokazać na oczy. Mój plan schodzi powoli na psy. W ostatnim momencie przykryłam jego usta dłonią. Odetchnęłam z ulgą.
-Tak szybko nie daje się usidlić - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Mój plan wymagałby dać mu, chociaż buzi w policzek, ale byłaby to już duża przesada. Odwróciłam się i poszłam. On stał tak przez chwilę nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Znając chłopaków już nie napiszę. Mam nadzieję, że moja zemsta się skończyła.
Pobiegłam szybko do pokoju numer 112. -jestem genialna.- Uśmiechnęłam się zdejmując perukę z włosów. Weszłam” w ciało Lessi i położyłam się na moje kochane łóżko. Opowiedziałam wszystkim cały dzisiejszy dzień. Ze wszystkimi szczegółami. Prawie wszyscy zaczęli się śmiać.
-Jesteś nienormalna. Już dawno wygrałaś ten durnowaty zakład i jeszcze dalej pchasz się w to bagno! To się dla ciebie źle skończy! Zobaczysz!- robiąc mi wyzuty sumienia Zuza dziwnie wykrzywiała twarz.
-Co się tak tym wszystkim stresujesz! Przecież to tylko taki kawał. Zakręcę kolesia i dam mu kosza. Niech sobie nie myśli, ze może mieć każdą. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak on mi się podlizuje! Podoba mi się ta władza i nie będę przerywać tej zabawy.- Wytłumaczyłam jej. Zuzia przewróciła tylko oczami.
-Żebym tylko kiedyś nie musiała powiedzieć: ”a nie mówiłam?”.- Powiedziała.
-Marudzisz- oznajmiłam jej dalej upierając się przy swoim.
-Kiedy będziemy zakładać ten zespół?- Wtrącił się Janek. Całkowicie wyciągając swój temat z dupy, który nie pasował do naszej rozmowy. Zaskoczyliśmy się trochę, bo myślałyśmy, że już dawno powinni zapomnieć o tym zespole. -Nigdy- stwierdziła spokojnie Ola.
-Jak to nigdy?!- Oburzył się Bartek. My dziewczyny mamy z nimi ciężkie losy. Zapomniałyśmy, że jak oni coś sobie wykombinują, napalą się, to nie dadzą nam spokoju. Nie warto się z nimi kłócić, bo za wszelką cenę osiągną swój cel. Musimy im ustąpić, by pokazać, że jesteśmy bardziej rozwinięte. Pomimo tej dziecinności, jaką mają w sobie bardzo lubimy tych dwóch wariatów to jest dziwne, chociaż w ogóle ich nie rozumiemy. Znowu zaczęły się dyskusję, kto, jak i gdzie ma stać na scenie. Nie mamy innego wyjścia jak zgodzić się na ich zwariowane marzenia.
-No dobra…pomożemy wam…- pierwsza ustąpiła Ola. Znowu zaczęli fascynować się tym nierealnym pomysłem. Zgodziłam się tylko na pisanie tekstów. Nie mam siły i czasu angażować się w ta dziecinną zabawę. Mam lepszą, bardziej poważniejszą. Po długiej naradzie Janek gra na perkusji, więc postawił na swoim, Bartek pieści gitarę, Alka gra na basie, a Zuza śpiewa.
Chłopcy wyszli, by załatwić jak najszybciej salę, wypożyczyć i kupić brakujący sprzęt. Czasami przerażają nas swoimi pomysłami, ale nie przejęłyśmy się zbytnio ich” życiowymi” planami.
Kuba napisał z podziękowaniami za udane spotkanie. Myślałam, że już nie napiszę, bo nie dostał tego, co chciał. Więc, o co mu jeszcze chodzi? Musiałam zacząć z nim pisać, by go nie urazić.
…
-Ja już muszę lecieć…Zagadałam się a moje kochane dziewczynki pewnie już za mną tęsknią…- powiedziałam i przebrałam się w Kasię. Wzięłam torebkę i idąc jak kaczka weszłam na główny hol. Weszłam do mojego różowego pokoju.
-I jak było?- Zapytała zaciekawiona Sabina. Zaczęłam udawać rozpieszczoną dziunię i piszczeć z podniecenia. Nie powiedziałam wszystkiego, trochę podkoloryzowałam moja randkę. Wszystkie były zachwycone oprócz Darii, która patrzyła się na mnie wrogo, choć chciała żebym myślałam współczuje.
-My idziemy jeszcze do chłopaków. Idziesz z nami?- Zapytała Madzia wygrzebując z szafki, jakieś modne ciuszki.
-nie, nie…jestem bardzo wykończona po dzisiejszym dniu.- Powiedziałam i położyłam się na łóżko.
-jeszcze ciebie nie znają, nie daj się prosić!- Zaczęła dalej truć mi głowę.
-Oj, przestań! Niech dziewczyna odpocznie! Ja się nigdzie nie wybieram, więc zostanę z nową koleżanką- powiedziała Sabina i uśmiechnęła się do mnie. W tej chwili troszkę bardziej ją polubiłam.
-No dobrze…to, kiedy indziej poznasz naszych chłopaków.- Powiedziała Ania. Po chwili zostałam sama z Sabiną.
-Dlaczego nie poszłaś?- Zapytałam zdziwiona. Miałam nadzieję, że zostanę sama i odpocznę od tych dziewuch.
-nie miałam ochoty znowu z nimi iść. Wolałam zostać z tobą. Nie chcę znowu patrzeć jak obściskują się ze swoimi nowymi kolegami.- Wyznała mi, a ja otworzyłam buzie, ze zdziwienia.
-to ty nie masz chłopaka?- zapytałam zaskoczona. Nie mogłam uwierzyć, że taka dziewczyna zrezygnowała z takiej…”okazji”.
-Nie mam. Hm… jakby ci to powiedzieć… po prostu mam inne podejście od was. Jestem romantyczką.- Powiedziała i uśmiechnęła się skromnie.
-Podobnie jak ja.- Oznajmiłam jej i od razu zrobiło mi się głupio. Moje zachowanie wcale na to nie wskazywało. Moja prawda okazała się kłamstwem w jej oczach. Zrobiła zdziwioną minę prawie taką samą jak ja robię, gdy myślę sobie” idiotka”.
-Nie sądzę…- powiedziała szczerze, a mi zrobiło się jeszcze bardziej głupio. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Gadka urwała się na parę minut. Sprawiam wrażenie pustej, a nie chcę by ludzie tak o mnie myśleli. Więc, o co mi tak właściwie chodzi?
-Dlaczego tak myślisz?—Zapytałam się, by przerwać ciszę.
-Wydajesz się osobą…bardzo towarzyską…- powiedziała zapisując coś w zeszycie.
-Piszesz pamiętnik?- Zapytałam się zaciekawiona.
-tak.- Odpowiedziała krótko.
-Je też. To jest chyba oznaka wrażliwości, prawda?- Zapytałam retorycznie starając się, by nie uważała mnie za zakłamaną osobę. Ona uśmiechnęła się do mnie tak, jakby współczuła mi, że jestem taka pusta. Rolę zaczęły się odwracać. Zaczęłam się z tego powodu denerwować.
-nie znasz mnie na tyle dobrze, by tak o mnie myśleć. Nie masz do tego prawa.- Powiedziałam zażenowana.
-Hm…w gruncie rzeczy masz rację.- Odrzekła wcale nie przejmując się moim zdaniem.
-Kto wcześniej spał na moim łóżku?- Zapytałam zmieniając temat, który z pewnością doprowadziłby do kłótni, czego bym bardzo nie chciała.
-Taka jedna, głupia wiedźma. Nie przepadałam za nią- powiedziała, a mi zrobiło się przykro, choć wcale nie interesowało mnie jej zdanie na mój temat.-Tylko te łóżko kiedyś było pokryte całe kisielem, więc nie zdziw się jak go trochę zostało- zaczęła się śmiać.
-Czemu kisielem?- Zapytałam udając, że nie wiem, o co chodzi.
- Kiedyś Kuba wlał jej do łóżka kisiel i była niezła zwała. Żebyś widziała jej minę. Żałuj, że cię wtedy nie było!- Odpowiedziała i znowu zaczęła się rechotać. Głupia pizdy. Jednak nie były bez winy. Wpuściły go do pokoju i udawały, że nie wiedzą, o co chodzi.
-Dlaczego tak zrobiliście?- Zapytałam zainteresowania chcąc dowiedzieć się o sobie rzeczy, które nie zauważam.
-Dziwna jest. Cały czas ubiera się na czarno, jest nie miła. Nie dało się z nią normalnie porozmawiać.- Oznajmiła- też słucham rocka i metalu, ale nie świruje ze swoim wyglądem tak jak ona.- Dodała po chwili. Wydawało mi się, że ma bardzo wysoką samoocenę i traktuje z góry Kasie i mnie. Lessie.
-Jak to nie świrujesz? Wyglądasz jak…plastik…- powiedziałam zirytowana.
-Ty też tak wyglądasz. Czemu się denerwujesz i ją tak bronisz?- Zapytała zdziwiona.
-Lepiej być znienawidzonym za to, kim się jest niż być kochanym za to, kim się nie jest, Sabino- odpowiedziałam, a ona pomyślała chwilę nad sobą. Poszłam szybko do łazienki, by się uspokoić. Patrząc w lustro zastanawiałam się długo nad słowami, które wypowiedziałam do Sabiny. Poniżały ją, ale jednocześnie mnie. Zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem fałszywa. Co ja w ogóle wyprawiam? Zachciało mi się płakać, ale nie zapłakałam, bo byłam zła. Byłam na siebie wściekła. Później poszłam spać.
***
Męczy mnie to.
Jestem dwoma osobami naraz już od paru miesięcy. Muszę uczyć się podwójnie, myśleć podwójnie. Jest to bardzo trudne. Chciałabym, żeby to wszystko już się skończyło… Nie chcę pisać do niego tak dużo głupich sms i marnować czas na sztuczne spotkania. Poznaję go coraz lepiej i obawiam się, że za bardzo zaangażowałam się w swój plan. Mam zamiar zakończyć tą groźną zabawę. Chce być w 100% sobą.
Grudzień. Zimno na dworze i nic mi się nie chcę. Dni są zwyczajne i nudne. Nie dają mi powodów do radości Jedyną ciekawą rzeczą, jaka się zdarzyła jest taka,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dwutlenekwegla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…