Lista ojca
Paul i Claire, w kilka dni po pogrzebie, porządkowali rzeczy po zmarłym ojcu. Z jednej z książek wypadła złożona kartka papieru, która zmieniła życie bohaterów... (zmienione i poprawione)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
LISTA OJCA
„Błąd staje się błędem, gdy rodzi się jako prawda”. S. J. Lec
I
Tego wieczoru w domu, przy Jefferson Avenue 1628, światło paliło się do późnej nocy. Właściciel domu, Preston Lawryck zmarł i przed kilkoma dniami odbył się jego pogrzeb. Jednak dopiero tego popołudnia syn i córka zmarłego, zajęli się porządkowaniem jego rzeczy. Czekało ich wiele godzin mozolnej pracy. Preston Lawryck, był namiętnym kolekcjonerem książek i zgromadził ich wcale bogatą kolekcję. Teraz wszystkie musieli popakować do pudeł, których ogromna sterta piętrzyła się pod ścianą w bibliotece. Cały zbiór Prestona Lawrycka otrzymał jego syn Paul, który odziedziczył po ojcu zamiłowanie do literatury. Oprócz książek było tam wiele innych rzeczy i sterty ubrań, które popakowane w worki przekazane miały być instytucjom charytatywnym. Na posprzątanie i spakowanie rzeczy mieli jeszcze dwa dni. Wtedy zjawi się człowiek, który zajmie się sprzedażą domu. Preston Lawryck prowadził ogromną, znaną w Stanach i Europie firmę, a jego osoba była powszechnie znana w Logansport. Na pogrzeb przybyły znane osobistości z miasta, a nawet z całego hrabstwa Cass. Tym samym przez dwa dni Claire i Paul przyjmowali wyłącznie kondolencje. Dopiero teraz mogli wreszcie przyjechać na Jefferson Avenue, by jak najszybciej sprzątnąć dom, a później zająć sprawami ojca. Będąc w tym miejscu, oboje czuli się jakoś nieswojo. Odruchowo spoglądali w stronę drzwi, jakby miały się otworzyć, a ojciec miałby wejść i zaproponować herbatę jak to zawsze miał w zwyczaju. Dla obojga rodzeństwa świadomość nieobecności ojca była nieznośnie natarczywa. Oboje mieli wrażenie, że widzą go w każdym miejscu domu. To tutaj się wychowywali dopóki nie zaczęli żyć na własny rachunek. Wszystko było teraz jednym wspomnieniem. Dawniej, wiele lat temu mieszkali tutaj we czwórkę, aż do pewnego listopadowego dnia, kiedy to zaledwie kilka przecznic dalej pijany kierowca potrącił ich matkę, gdy szła chodnikiem. Tamtego dnia wyszła wcześniej z pracy, bowiem Paul obchodził tego dnia urodziny i chciała być w domu wcześniej by przygotować dla niego przyjęcie. Zmarła po kilkunastu dniach w szpitalu do końca nie odzyskawszy przytomności. Paul miał dwanaście lat, a Claire osiem. Sprawcę wypadku złapano bez trudu. Nie był w stanie uciekać. W czasie rozprawy sądowej zeznał, że kobieta sama weszła mu pod samochód, zupełnie jakby chciała popełnić samobójstwo. Preston Lawryck usłyszawszy to stwierdzenie rzucił się na sprawcę śmierci swojej żony i byłby zmiażdżył mu krtań gdyby nie interwencja strażników. Gdy zajście dobiegło końca, sędzia powiedział: - Panie Lawryck, jeśli udusi pan oskarżonego, wyświadczy mu pan tym samym jedynie przysługę. Preston nie ożenił się już nigdy więcej i jeden jedyny raz przyszedł do domu z kobietą. Dzieci były już starsze. Gdy następnego dnia, w czwórkę jedli razem w milczeniu śniadanie i ojciec patrzył na posępne miny dzieci, Claire nie wytrzymała i powiedziała: - Tato, nie zabronię ci spotykać się z kobietami, ale jeśli już zapraszasz je do naszego domu na noc, to nie pozwalaj, chociaż by nosiły rzeczy po mamie. Claire układała ubrania. Właśnie wzięła jedną z ulubionych koszul ojca. Gdy odkładała ją do worka, Paul, złapał ja za rękę. - Zaczekaj – powiedział – Chciałbym ją zabrać. Była to najzwyklejsza, już nieco wypłowiała od noszenia i częstego prania kraciasta flanelowa koszula. Ojciec bardzo ją lubił. Przypominała mu wszystkie barbecue, które urządzali w ogrodzie. Paul wiele z tamtych chwil pamiętał do dziś. Claire nic nie mówiąc oddała ją bratu. Pracowali w milczeniu, segregując i układając rzeczy. Potem Paul zajął się składaniem książek, które miał zabrać do siebie. Niektóre z nich przeglądał znajdując czasem jakieś drobiazgi, a raz znalazł nawet dziesięć dolarów. Claire przerwała swoją pracę i zamknęła karton z ubraniami, po czym zakleiła go taśmą samoprzylepną. Z trudem wstała z podłogi. Próbowała rozciągnąć mięśnie pleców. - Muszę sobie zrobić przerwę. Chcesz coś z kuchni? - Powiedziała do brata. - Zrób mi herbaty – odparł Paul. Claire wstała i udała się do kuchni. - Jakąś chcesz? Może być miętowa? – Paul usłyszał z kuchni wołanie siostry. - Może być – odpowiedział Paul. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. - Otworzysz? – Zawołała Claire z kuchni. Paul wstał niechętnie. Od długiego siedzenia na podłodze ścierpły mu nogi. Prawa noga była zupełnie bez czucia. Dojście do drzwi kosztowało go dużo wysiłku. Na zewnątrz nie było nikogo. Paul stał przez chwilę, rozglądając się wokół. Po drugiej stronie ulicy zauważył samochód. Przypatrując się przez dłuższy moment, przekonał się, że nie ulega złudzeniu. Kierowca samochodu robił mu zdjęcia. Nim jednak Paul zdążył zrobić kilka kroków i utykając dość do ulicy, samochód z piskiem opon ruszył z miejsca i zniknął gdzieś za jedną z przecznic. Z dziwnym uczuciem Paul wrócił do domu. Wszedł do kuchni, gdzie Claire kończyła parzyć herbatę. - Kto to był? – Zapytała. - Ktoś, kto nie chciał się przedstawić – Odparł Paul. - Jak to? - Zanim wyszedłem przed dom zwiał samochodem – powiedział Paul zastanawiając się, czy powiedzieć siostrze, o tym, że ten ktoś fotografował go przed domem. - Może ktoś się pomylił. W takim razie nie zawracaj sobie tym głowy – powiedziała Claire i podała bratu kubek z jego herbatą i oparła się plecami o kuchenną szafkę. - Paul, zajmiesz się firmą taty. Trzeba zająć się realizacją zleceń, zamówieniami. Paul westchnął ciężko. Firma ich ojca była jednym z największych przedsiębiorstw branży budowlanej w Indianie. Potężny kolos realizował najpoważniejsze budowy w tym stanie i sąsiednich. Paul od lat pomagał ojcu w prowadzeniu firmy. Zgodnie z wolą Prestona Lawrycka, to właśnie jego syn miał się stać głównym właścicielem. Claire miała znaczną część udziału w akcjach i zyskach. - Claire, zostawmy to teraz. Uporajmy się jak najszybciej z domem. Z firmą jestem na bieżąco. Wrócili do pokoju i znów zabrali się za składanie rzeczy. Paul w dalszym ciągu wkładał książki do kartonowych pudeł. Od czasu do czasu szybko kartkował, co którąś z kolei przypadkowo wybraną książkę. Z jednej wypadła złożona kartka papieru. Zainteresowany przeczytał ją. Były tam imiona i nazwiska siedmiu kobiet, wraz z adresami. Prócz tego napisane były także inne oznaczenia, litery i cyfry. Paul nie wiedział, co one mogą znaczyć. Wszystko zapisane było na maszynie. Spojrzał na okładkę książki Był to „Freedomland” Richarda Prrice’a. Pokazał ją Claire. - Spójrz na to – powiedział. Claire wzięła kartę, ale tylko pobieżnie się jej przyjrzała. - Nie wiem co to jest. Pewnie bez znaczenia – odparła i oddała kartkę bratu. Paul miał odmienne zdanie. Nazwiska siedmiu kobiet na starej kartce. Czuł, że zaczyna pracować jego wyobraźnia. - Czy któreś nazwisko coś ci mówi? – Zapytał. Claire z wyraźną niechęcią przyjrzała się kartce raz jeszcze. Jej brat bywał bardzo uparty, wręcz natrętny i to ją niekiedy doprowadzało do pasji. Patrzyła więc na nazwiska, ale mimo najszczerszych chęci żadne absolutnie nic jej nie mówiło. - Nie – odparła – nie znam żadnej z tych kobiet. Paul stracił teraz zainteresowanie i pracą i książkami. Obracał w dłoniach znalezioną kartkę papieru czyniąc to niemal bezwiednie. Szukał w myślach szczegółów, które cokolwiek by mu powiedziały, coś przypomniały. Nie odnalazł jednak niczego. Popatrzył jeszcze raz na wypisane nazwiska. Wtedy przyszła mu do głowy myśl. - Słuchaj – powiedział wreszcie – odszukam te kobiety. - A po co? – Zapytała Claire przerywając na moment swoją pracę. - Może warto czegoś się jeszcze o tym dowiedzieć? Czegoś nowego o tacie. - Ale po co ci to. Taty już nie ma – odparła mu siostra. - A jeśli było to ważnego dla niego? Jakaś dawno już przeszła część jego życia, o którym nic nie wiedzieliśmy. Może dowiedzielibyśmy się czegoś nowego, jakiś nowych wspomnień, jeśli coś łączyło je z naszym ojcem. Sięgnęlibyśmy do nieznanej nam przeszłości. Nie warto? A jeśli chociaż jedna z nich będzie go dobrze wspominać, bo coś dla niej znaczył? Może chciałyby wiedzieć, że jego już nie ma. To powiedziawszy Paul schował kartkę do kieszeni. - Zrobisz jak uważasz. Ale teraz nie zajmuj się już tym i zróbmy co mamy do zrobienia – powiedziała Claire. Przez resztę wieczoru nie wracali więcej do tego tematu. Było już dawno po północy, gdy wychodzili z domu. Przez cały wieczór Paul ani na moment nie zapomniał o kartce, którą znalazł. Decyzję o tym, że spróbuje odszukać te kobiety już podjął. W jego mniemaniu była ona, jeśli nie słuszna, to z pewnością nie głupia.
II
Pierwszy dzień w pracy po pogrzebie ojca, był dla Paula męczarnią. Każda napotkana osoba w holu, windzie, czy na korytarzu pytała jak się czuje. Na dodatek odnosił wrażenie, że wszyscy dziwnie mu się przyglądają. Był wyczerpany zanim usiadł w swoim fotelu. Poprosił sekretarkę żeby zostawiła go na pięć minut samego, zanim zarzuci go pocztą, wiadomościami i planem spotkań. Paul ciężko opadł na fotel i splótł dłonie na głowie. Rozglądał się po swoim biurze. Starał się oczyścić umysł z jakichkolwiek myśli, ale było to niemożliwe. Zatrzymał wzrok na fotografiach stojących na biurku. Na jednej był z siostrą i ojcem. Zdjęcie zostało zrobione w dniu trzydziestych urodzin Claire. Obok stała fotografia ze wspólnych z rodzicami wakacji nad Maxinkuckee Lake. Ostatnia fotografia przedstawiała Paula i Claire z rodzicami w czasie Halloween. Paul był w stroju kościotrupa, a Claire czarownicy. To było ostatnie zdjęcie ich matki. Siedem dni później potrącił ją pijany kierowca. Paul wziął fotografię do ręki i przyglądał się jej przez moment. Potem odłożył ramkę na miejsce, odwracając ją zdjęciem do dołu. Nacisnął zielony przycisk telefonu i powiedział: - Proszę do mnie Caroline. - Czy podać kawę panie Lawryck? – Zapytała sekretarka. - Tak. Poproszę - odpowiedział Paul. Kobieta weszła po chwili, ostrożnie niosąc pachnące espresso. Postawiła je na biurku i wyszła. Za moment wróciła, niosąc teczkę z dokumentami, które miała przekazać Paulowi. Nim jednak zdążyła wypowiedzieć słowo, do pokoju wszedł wysoki, krótko ostrzyżony mężczyzna. Nazywał się Kevin Riley i był zastępcą szefa działu odpowiadającego za kontakty z kontrahentami z Europy. Jakkolwiek o wszystkich Europejczykach miał nieszczególnie pochlebne mniemanie, uważając ich za ubogich krewnych wielkiej Ameryki, to w kontaktach z nimi potrafił przyjąć tak nieprawdopodobną maskę ogłady i uprzejmości, umiał być tak czarujący, że jedli mu z ręki i nie domyślali się nawet, że pod tym wszystkim kryje się cynik i hipokryta. Kevin Riley spośród europejczyków miał jedynie słabość do Włochów, a to za sprawą pewnej uroczej włoskiej tłumaczki. Dla Paula, Riley był upierdliwym, pewnym siebie gnojkiem, którego trudno było nie lubić. I to pewnie dlatego był świetnym biznesmanem. Kevin usiadł po drugiej stronie biurka, naprzeciw Paula. - Jak się trzymasz? – Zapytał. Paul Lawryck zrobił dziwną minę. - A jak ci się wydaje? – Odpowiedział pytaniem. Paul widząc, że sekretarka wciąż stoi i waha się czy coś powiedzieć, czy wyjść, powiedział do niej: - Zostaw, co masz dla mnie Caroline. Za chwilę cię poproszę. Chyba, że były do mnie jakieś ważne telefony. - Było kilka. Jeden z ratusza. Wszystko zapisałam i przekazałam, że pan oddzwoni panie Lawryck. Był też jeden telefon do pana w jakiejś prywatnej sprawie, ale mężczyzna nie przedstawił się. Paul wzruszył ramionami na fakt, kto w prywatnej sprawie mógłby dzwonić do niego do biura. - Powiedział też, - tłumaczyła sekretarka – że jeszcze zadzwoni. Był bardzo uprzejmy. Paul wzruszył ramionami. Caroline położyła wypchaną aktówkę na biurku i spojrzała na Paula, jakby chciała mu coś jeszcze powiedzieć. - O co chodzi Caroline? - Włożyłam też panu do teczki gazetę. Tylko niech pan się nie denerwuje... – Powiedziała z odrobiną niepewności i szybko znikła za drzwiami. Nie wiedząc, czego się spodziewać Paul szybko otworzył teczkę i wyciągnął gazetę. Tytuł periodyku z całą pewnością nie należał do najbardziej szanowanych i opiniotwórczych. Niemniej jednak, na drugiej stronie zamieszczone zostało zdjęcie Paula w dziwnie wykrzywionej pozie, stojącego przed domem przy Jefferson Avenue 1628. Tytuł brzmiał „Czy Paul Lawryck jest gotowy do przejęcia imperium?”. Paul przeczytał tylko kilka pierwszych zdań i zdał sobie sprawę, że treść nastawiona jest na wyłącznie tanią, rynsztokową sensację. Nie miał zamiaru się czymś takim przejmować. Może poza tym, że mu zrobiono zdjęcie, na co nie miał ochoty. Zwinął gazetę i wepchnął do kosza. - Nic ważnego? – Spytał Riley - Same bzdury. Szkoda czasu – odparł Paul - Wyobraź sobie, że jakiś cwaniak zrobił mi wczoraj zdjęcie przed domem ojca. - Fatalnie. Pismaki mogą obrzydzić życie. No, ale w końcu twój ojciec był znanym człowiekiem – zauważył Riley – A co z domem? Sprzedany? – Zapytał. - Jeszcze nie – odparł Paul – Jutro ma przyjść facet od nieruchomości, ale chyba zadzwonię do niego i to odwołam. Nie posprzątaliśmy jeszcze z siostrą wszystkiego. Poza tym domem się nie martwię. Przez ostatnie wydarzenia firma trochę straciła. Mamy pełno wstrzymanych umów. - Chyba nie zamierzasz z tego powodu narzekać – z przekąsem powiedział Kevin Riley. - Oczywiście, że nie. Tylko to ogromne przedsiębiorstwo, a nie możemy sobie pozwolić na utratę kontraktów. Zresztą wiesz... Trochę ciężko się do tego teraz zabrać. Kevin Riley pokiwał głową z przekonaniem i powiedział: - Z drugiej strony to niewiele brakowało, a nie musiałbyś się tym „martwić”. Przecież do fuzji z Andersonem była bardzo blisko. Paul przypomniał sobie nie tak dawne, dość burzliwe negocjacje z innym potentatem budowlanym. Ojciec poważnie rozważał możliwość połączenia obu firm. Poznał się jednak na Richardzie Andersonie z najgorszej strony i odstąpił od umowy. Anderson nigdy nie wybaczył ojcu, a o tym, jak głęboka to była uraza świadczył fakt, że nie zjawił się nawet na pogrzebie Prestona Lawrycka. Paul wolał nawet sobie nie wyobrażać jak wyglądałaby współpraca z Richardem Andersonem. Kevin Riley wstał i zamierzał opuścić gabinet Paula. - Kev... – Zaczął nieśmiało Paul, zastanawiając się w jaki sposób odpowiednio sformułować pytanie – Jak dobrze znasz swojego ojca? Riley nie znosił egzystencjalnych pytań. - Co masz na myśli Paul? - No jak dobrze byś chciał poznać swojego ojca – Lawryck zmienił nieco formułę pytania. - Czy ja wiem?... Chyba go znam. Chociaż nadal mnie zadziwia. No i chciałbym mieć taką żywotność jak on. Sukinsyn ma siedemdziesiąt trzy lata i w przyszłym tygodniu wraca z Afryki. Zamarzyło mu się polowanie – odparł Kevin. Riley dopiero po chwili uprzytomnił sobie, że strzelił małą gafę z tą żywotnością. Widząc, że Paul miał co innego na myśli powiedział: - Jaki masz problem Paul? Paul stoczył krótką wewnętrzną walkę, czy wtajemniczyć Kevina w swoje zamiary. Sięgnął jednak do kieszeni i wyjął portfel. Z jednej z przegródek wyciągnął kartkę, którą znalazł w książce ojca. Podał ją Kevinowi. - Znalazłem to u taty – powiedział. - No. I co to jest? – Zapytał Kevin po tym jak zapoznał się z treścią. Paul zakłopotał się. W zasadzie sam nie miał pojęcia co to może być. - Wydaje mi się, że to lista jakiś jego byłych kobiet. Z czasów zanim poznał matkę. - Lista ojca... I co chcesz z tym zrobić? – Powiedział Kevin wstając z fotela i odkładając kartkę na biurko. - Są tam adresy, myślałem nad tym, czy nie odszukać tych kobiet. Może powiedziałyby mi coś o ojcu. Jaki był kiedyś. Może mają jakieś wspomnienia. Kevin będąc już przy drzwiach zatrzymał się i pokręcił głową z dezaprobatą. - Nie radzę. Mój brat też miał listę dziewczyn, z którymi się przespał. Jego żona to znalazła i wszystkim narobił kłopotu, tym większych, gdy wyszło na jaw, że bzykał je jak już byli małżeństwem. Nie sądzę, żebyś chciał się dowiedzieć o tym, że twój ojciec zaliczał panienki. Paul doznał jakiegoś dziwnego i nieokreślonego uczucia na samo wyobrażenie takiej sytuacji. Kiedy Kevin wyszedł, Lawryck złożył kartkę i schował z powrotem do portfela, po czym połączył się z sekretarką. - Caroline, połącz mnie proszę z Billym Crainem z agencji „Happy Homes” – powiedział? Czekał chwilę na połączenie. Po chwili usłyszał chropowaty głos Billego Craina. - Panie Crain – zaczął Paul – wiem, że byliśmy umówieni na jutro (...), Nie proszę się nie niepokoić, nie rezygnuję z umowy z panem. Chodzi tylko o to, abyśmy przełożyli sprzedaż o kilka dni. Dom jeszcze nie jest gotów (...). Tak, poza tym coś mi wypadło ważnego, co ma związek z ojcem (...) Tak, ja jeszcze raz dziękuję. (...) Oczywiście, zadzwonię do pana jak wszystko będzie gotowe. Do widzenia. Paul odłożył słuchawkę. Wypił łyk już nieco przestudzonej kawy, którą przyniosła sekretarka i ponownie do niej zadzwonił. - Proszę do mnie Caroline. I przynieś mi mapę stanu.
* * *
Od kilkunastu minut Paul błądził swoim fordem po ulicach Huntington. Próbował dostać się na William St. 1351. Pod tym adresem mieszkać miała Helen Norton. Zdał sobie sprawę, że to wcale nie musi być takie proste. Przecież tamtych historii mogło już upłynąć nawet trzydzieści lat. W końcu Paul przestał jeździć w kółko po ulicach miasta i zapytał jakiegoś przechodnia o William ST. – Szuka pan William Street? – Usłyszał w odpowiedzi - To ulica przy Elmwood Park. Ale to po drugiej stronie Little River. Stąd najlepiej pan zrobi, jeśli pojedzie przez most przy Lafontaine St. Najpierw będą tory kolejowe, a potem zaraz rzeka. Wyjedzie pan na wprost William St. Paul podziękował za tak dokładne wskazówki i ruszył we wskazanym kierunku. Wkrótce przejechał most i niewielką Little River. William St. była przecznicą do ulicy, którą jechał. Kierując się numerami domów skręcił w prawo i wkrótce minął Elmwood Park po prawej stronie. Nie miał kłopotów ze znalezieniem numeru 1351. Zaparkował samochód. Gdy stanął przed domem, ogarnęły go wątpliwości. Nie myślał bowiem nad tym jak zacząć taką rozmowę. Paul zapukał i po chwili drzwi otworzył mu starszy mężczyzna. - Dzień dobry – zaczął Paul – czy pan się nazywa Norton? - Owszem – odparł mężczyzna – ale nie chcę żadnej telewizji satelitarnej czy co pan chce mi zaoferować. Paul uśmiechnął się, po czym podał nazwisko i wyjaśnił, że przyjechał w zupełnie w innej sprawie. Zapytał czy zastał Helen. Pan Norton spojrzał na niego jakoś dziwnie. - Szuka pan Helen? – Zapytał i Paul wyczuł w tym pytaniu bardzo dużo zdziwienia. - Tak – powiedział – Czy to pana córka? - Zgadza się... - Powoli odparł mu Norton i dodał zaraz – Ale jej nie ma.... I coś pan za jeden. Paul wziął głębszy oddech. - To dłuższa historia. Zresztą szczerze wyznam, że zaczyna mi się robić już trochę głupio. Mówi pan, że córki nie ma. A czy będzie potem? – Zapytał Paul. Norton przyjrzał się Paulowi uważniej. Pytanie o Helen zaskoczyło go jak nigdy wcześniej. - Niech pan wejdzie – odezwał się po krótkiej chwili namysłu i zaprosił Paula do środka. Paul usiadł w fotelu i wyjaśnił przyczynę przybycia. Opowiedział o zmarłym niedawno ojcu, wspomniał o znalezionej kartce i o tym, czego pragnie się dowiedzieć odnajdując te kobiety. Norton poprosił Paula, by pokazał mu tą kartkę. Rzeczywiście widniało tam nazwisko jego córki. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. Szybko oddał kartkę, jakby chciał odepchnąć całą sprawę od siebie. - Wspomniał pan, że Helen nie ma w domu. Czy zastanę ją później? – Zapytał Paul. Norton zastanowił się. Niespodziewana wizyta Paula zaskoczyła go. Nie miał podstaw, by wątpić w szczerość tak jego słów jak i cel przybycia. Zresztą, teraz już samo mówienie o Helen przychodziło mu już znacznie łatwiej. - Pana wizyta panie Lawryck.... – Zawahał się na moment – Dobrze zapamiętałem nazwisko? – Upewnił się. - Dobrze – szybko odparł Paul. - Więc pana wizyta jest dla mnie bardzo zaskakująca. Nie sądziłem, że ktoś będzie kiedykolwiek jeszcze o nią pytał. Interesujące jest to, do czego pan zmierza, ale nie zastanie pan mojej córki, bowiem... jest to niemożliwe. Nie widziałem jej od prawie dwudziestu lat. W listopadzie tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego miała jechać do Indianapolis. Nie dojechała tam, a ślad po niej zaginął. Prawdopodobnie została zamordowana... – W każdym razie ja straciłem już dawno wszelką nadzieję, że kiedykolwiek ujrzę moją córkę żywą... Z całą pewnością nie takich wieści spodziewał się Paul. Poczuł jak pocą mu się dłonie, co miało zawsze miejsce, gdy zaczynał się denerwować. Paul był zaskoczony tym, co usłyszał, a na domiar wszystkiego poczuł się nieswojo, widząc w jaki sposób Horton patrzy na niego. Speszony przeprosił więc i zaczął zbierać się do wyjścia. Przy drzwiach nieszczęsny ojciec powiedział jeszcze do Paula. - Nie mam panu za złe, że pan przyjechał i pytał o Helen. Po tylu latach rzeczy wracają do normalności. Względnej normalności – dodał – ale czy zdaje pan sobie sprawę, co czuje rodzic, gdy musi wyprawić pogrzeb własnemu dziecku wiedząc, że trumna nie zawiera nawet jego ciała?
* * *
Warsaw to niewielkie, dwunastotysięczne miasteczko, którego nazwa jest wyrazem hołdu dla bohaterskiego Thaddeusa Kosciusko. Paul nie bardzo mógł sobie przypomnieć, z jakimi wydarzeniami związane jest to nazwisko. Wprawdzie miasto było niewielkie, ale przejazd przez nie był utrudniony, ponieważ trwały roboty drogowe. Paul przegapił objazd i musiał teraz w żółwim tempie jechać w korku. Jadąc główną ulicą w pewnym momencie zjechał samochodem na bok i zatrzymał się przed barem o nazwie Dig’s Dinner. Pora na to, by coś zjeść była jak najbardziej odpowiednia. Wszedł baru i usiadł przy wolnym stoliku pod oknem. Gdy podeszła do niego kelnerka, zamówił frytki, dwie kanapki z tuńczykiem i herbatę, chociaż dziewczyna namawiała go na pieczeń zapewniając, że szef kuchni przyrządza ją znakomicie. Paul nie dał się namówić, czym najwyraźniej naraził się dziewczynie, bo odtąd przestała być miła i uśmiechnięta. Niemniej jednak kanapka z tuńczykiem bardzo mu smakowała. Jedząc spoglądał przez okno, ale senny obraz małego miasteczka szybko go znużył. Wrócił pamięcią do chwil, które często spędzał wspólnie z ojcem i siostrą, w barach podobnych do tego. Przypomniał sobie jedno szczególne zdarzenie. W trzy miesiące po śmierci matki, Paul zostawił ojcu list i razem z siostrą uciekł z domu. Mieli się dostać na stację kolejową i wyjechać się do Kanady. Po godzinie marszu, Claire zaczęła płakać, że jest jej zimno, że jest głodna i chce wracać do domu. Paul zaprowadził siostrę do baru i zamówił jej hamburgera. Claire przestała płakać, a Paul pocieszał ją i obiecywał, że dalej wszystko pójdzie jak z płatka i starał się przekonać siostrę, że ucieczka z domu to konieczność. Dwoje samotnych, małych dzieciaków z plecakami wzbudziło zainteresowanie kelnerki. Gdy Paul poszedł do łazienki, kobieta kilkoma podchwytliwymi pytaniami dowiedziała się od Claire wszystkich istotnych informacji. Żeby zyskać na czasie, zafundowała niczego nie podejrzewającym dzieciom lody. Po dwudziestu minutach przyjechał ojciec i zabrał dzieci do domu. Przez całą drogę Preston Lawryck nie odezwał się słowem do syna. Claire zmęczona niemal natychmiast zasnęła na tylnym siedzeniu samochodu. Paul siedział z przodu, obok taty i po chwili zorientował się, że nie jadą w kierunku domu. Gdy zapytał ojca, dokąd ich wiezie, Preston Lawryck milczał, nie spoglądając nawet na syna. Gdy przejechali Wabash River, Paul zdziwił się, dlaczego kierują się w stronę cmentarza. Rzeczywiście. Po chwili minęli bramę Mount Hope Cemetery. Preston Lawryck zatrzymał samochód i kazał Paulowi wysiąść. Claire spała. Ojciec zaprowadził Paula na grób matki i powiedział: - A teraz przeproś mamę za to, co chciałeś zrobić. Paul zawahał się przez moment. Spojrzał jednak na ojca i odpowiedział patrząc mu w oczy: - Przeproszę, jak ty też ją przeprosisz... Z zamyślenia wyrwał Paula pisk opon samochodu, który właśnie zaparkował przed barem. Z wysłużonego pickupa wysiadł ubrany w kapelusz i czarny płaszcz mężczyzna. Aczkolwiek kapelusz zasłaniał nieco jego twarz, Paulowi wydawało się, że mężczyzna może mieć około pięćdziesięciu lat. Mężczyzna wszedł do baru. Paul szybko się zorientował, że mężczyzna w kapeluszu jest tutaj ważną osobą, bo prawie wszyscy goście w barze pozdrawiali go uprzejmie. Mężczyzna podszedł do baru. Kelnerka uśmiechając się promiennie powiedziała: - Pastor Worbes... Co ojcu podać? – Pytała, wycierając przy tym jakąś uporczywą plamę na blacie. Paul drgnął. Pastor nosił takie samo nazwisko jak dziewczyna, która znajdowała się na liście. Wendy Worbes... To mógł być jedynie przypadkowa zbieżność nazwisk, ale Paul nie chciał zmarnować takiej okazji. Nie zamierzał jednak narzucać się pastorowi pytaniami w barze. Paul obserwował Worbesa, który nie usiadł przy stoliku, tylko oparłszy się łokciem o blat baru, czekał na zamówienie. Rozglądał się przy tym po lokalu i siedzących ludziach, z których zapewne znaczna część była jego parafianami. Spojrzawszy na Paula i widząc jego badawcze spojrzeniu, ukłonił mu się nieznacznie i uchylił kapelusza. Kelnerka przyniosła zamówienie w papierowej torbie. Paul nie mógł czekać dłużej i zaczął szykować się do wyjścia. W tym czasie pastor uciął sobie krótką rozmowę z dziewczyną przy barze, przypominając jej na koniec o niedzielnym nabożeństwie. Gdy pastor udał się do wyjścia, Paul szybko wstał i podszedł do baru. Znów odczuł, że kelnerka traktuje go nonszalancko, nie zamierzał się jednak wdawać się z nią w żadne dyskusje. Poza tym spieszył się i nie chciał, żeby Worbes odjechał zanim nie zamieni z nim kilka słów. Paul rzucił dziewczynie banknot i prawie wybiegł z baru, nie wiedząc nawet, w jakie zdumienie wprawił kelnerkę. Pastor Worbes siedział już w swoim pickupie. Paul podszedł do drzwi samochodu. Widząc go, pastor opuścił szybę. - Ma pan do mnie jakąś sprawę? – Zapytał. - Szukam pewnej kobiety... Nosi takie samo nazwisko jak pastor, więc pomyślałem, że pastor być może ją zna – powiedział Paul. - A jak się nazywa? - Wendy Worbes. Pastor przez chwilę milczał. Był najwyraźniej zaskoczony. - Niech pan wsiada – powiedział w końcu. Paul otworzył drzwi i usiadł w samochodzie. - Co pan wie o Wendy? – Zapytał Paula. - Nic nie wiem – odparł Paul nieco zbity z tropu tym, że to on jest wypytywany o Wendy a nie odwrotnie. - Niedawno zmarł mój ojciec. Przypadkowo natrafiłem na adresy paru kobiet, które zapisał sobie mój ojciec.. Postanowiłem je odszukać, żeby przekazać im wiadomość o śmierci mojego taty, a przy okazji, być może czegoś się od nich, o nim dowiedzieć nowego – powiedział Paul. - Pastor zna Wendy? - Cóż... Ona... To moja siostra – odparł Worbes po nieznacznym wahaniu. - Mieszka dalej w Warsaw? – Dopytywał się Paul. Worbes przez chwilę zastanawiał się dokąd zaprowadzi go dalej ta rozmowa. Mógł już w tej chwili powiedzieć prawdę o swojej siostrze. Chciał jednak poznać nieco bliżej tego młodego człowieka. - Skąd pan przyjechał? - Z Logansport - odparł Paul. - Z Logansport? – Ożywił się pastor Worbes, po czym dodał – A może zechce mi się pan jeszcze przedstawić? Paul teraz dopiero zrozumiał, że wsiadł obcemu człowiekowi do samochodu, nie przedstawiając się, opowiadając na dokładkę historię, która człowiekowi o zdrowym rozsądku mogła wydać się przynajmniej dziwaczna. - Nazywam się Paul Lawryck. Jestem wicedyrektorem w dużej firmie budowlanej w Logansport. Wkrótce jednak zapewne przejmę firmę po ojcu. I naprawdę zależy mi na tym, żeby odnaleźć kobiety, z którymi w młodości związany był mój ojciec – mówił Paul i w miarę upływu czasu widział, że twarz Worbesa wyraża coraz większe zdumienie. - Nazywasz się Lawryck? - Tak... - Jesteś synem Prestona Lawrycka? Paul skinął twierdząco. - Znałem twojego ojca – powiedział pastor. Jakieś niejasne przeczucie podpowiadało Paulowi, że zaraz dowie się czegoś niespodziewanego. Milczenie przerwał pastor Worbes. - Kiedy zmarł Preston? - Przed dwoma tygodniami – odparł Paul. Pastor wyglądał na bardzo zaskoczonego. - A ty przyjechałeś w sprawie Wendy... – Powiedział pastor właściwie do samego siebie, rozważając w myślach istotne szczegóły tego spotkania. - Słuchaj Paul – zaczął – Ta rozmowa, o Wendy, o twoim ojcu zajmie nam trochę czasu. Może lepiej jej nie kontynuujmy w samochodzie. Zapraszam cię do siebie i tam wszystko ci opowiem. Paul zgodził się. Pastor chciał go zawieźć swoim pickupem, ale Paul przesiadł się do swojego forda i po chwili oba samochody ruszyły. W czasie jazdy, Paul myślał o szczęśliwym trafie, jakim było spotkanie pastora. Dziwił się trochę, że Worbes nie chciał mu właściwie nic powiedzieć, gdy obaj siedzieli w jego samochodzie. I musiał ochłonąć po tym jak dowiedział się, że jego ojciec i Worbes znali się. To dowodziło, że lista była prawdziwa. Do domu pastora dotarli po kilku minutach. Worbes zaprowadził swojego gościa do dużego i jasnego salonu i przedstawił go żonie, co było dla żony pastora dużą niespodzianką. Zupełnym zaskoczeniem była wiadomość o śmierci Prestona Lawrycka i to, że Paul przyjechał w sprawie Wendy. Pastor poprosił żonę by przygotowała coś do jedzenia. Przez większą część popołudnia Jonatan Worbes z żoną wypytywali o Prestona Lawrycka, zaś Paul nie mógł oprzeć się wrażeniu, że państwo Worbes umiejętnie unikają tematu Wendy. Dopiero po ponad godzinnej rozmowie, gdy Paul zaczął zdradzać zamiar powrotu do Logansport, państwo Worbes zdali sobie sprawę, że nie unikną tego tematu. Gdy zapadła cisza, pełna niespokojnego wyczekiwania, pastor wymienił z żoną kilka porozumiewawczych spojrzeń i powiedział: - Paul, przez całe popołudnie zastanawiam się w jaki sposób to powiedzieć, ale chyba najprościej będzie jak powiem to bez ogródek. Wendy nie ma z nami od dawna. Dziwię się, że ojciec nigdy ci o niej nie wspominał. Byliśmy z twoim ojcem przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi, dopóki... Pastor zrobił krótką przerwę, w czasie której napił się herbaty. - Na początku lipca siedemdziesiątego dziewiątego – kontynuował - ja i Wendy, wyjechaliśmy na zaproszenie twojego ojca do Logansport. Kiedy mieliśmy już wracać, Wendy postanowiła zostać tydzień dłużej, więc przyjechałem do Warsaw sam. Po trzech dniach jednak, siostra zadzwoniła do nas i powiedziała, że wróci wcześniej. Nigdy nie powiedziała dlaczego. Pytałem Prestona, ale on również milczał. Czułem jednak, że coś musiało się wydarzyć. Miałem wrażenie, że oboje coś ukrywali. Twój ojciec zawiózł Wendy na stację kolejową i przysięgał potem, że widział, jak wchodzi do budynku. Jednak Wendy nigdy nie dojechała do Warsaw. Nikt jej nie widział na stacji i nigdy nie kupiła biletu. Paul milczał. Pastor Worbes podszedł do żony i coś jej szepnął na ucho. Gdy żona pastora wyszła, Worbes usiadł obok Paula na kanapie i powiedział: - Po tym, jak moja siostra zaginęła, rozpoczęliśmy poszukiwania, które nie dały żadnego rezultatu. Żadnego śladu... Ani nasi rodzice, ani ja nigdy nie zrozumieliśmy co się stało. Paul czuł, że robi mu się niedobrze. Poczuł się tak samo, jak ojciec uderzył go w twarz, gdy byli na cmentarzu przy grobie matki, tamtego wieczoru, kiedy chcieli uciec z Claire z domu. Próbował coś zrobić z dłońmi, żeby ukryć zdenerwowanie. Zdecydował, że najlepiej będzie, jeżeli zaraz wróci do Logansport. Wstał z kanapy i podziękował Worbesowi za rozmowę. Pastor poprosił Paula, żeby poczekał chwilę, ponieważ chciał mu jeszcze coś pokazać. Po chwili do salonu weszła żona pastora i podała zaskoczonemu Paulowi kilka fotografii. - Te zdjęcia przysłał nam twój ojciec już po tym jak zaginęła Wendy, a zostały zrobione w czasie, kiedy Wendy była w Logansport w lipcu siedemdziesiątego dziewiątego – wyjaśnił Worbes. Paul nigdy nie widział tych zdjęć. Zostały zrobione w ogrodzie starym domu. Na Jefferson Avenue przeprowadzili się bowiem dopiero gdy urodziła się Claire. Na fotografiach byli na jego rodzice, młody Worbes i jego siostra. Na jednym ze zdjęć, Wendy trzymała na rękach niemowlę. - Wiesz kogo Wendy trzyma na rękach? – Zapytał pastor spoglądając na niczego nie domyślającego się Paula. - To ty Paul – powiedział pastor. Paul zwrócił zdjęcia i pożegnał się z państwem Worbes. Pastor odprowadził Paula do samochodu. Wsiadając do forda, Paul zadał pytanie, które od dłuższego czasu cisnęło mu się na usta. - Mówił pastor, że byliście przyjaciółmi, a tymczasem, nic nie wiedzieliście z żoną o śmierci mojego ojca. Dlaczego po zaginięciu Wendy przestaliście utrzymywać ze sobą kontakt? Patrząc wyczekująco na Worbesa, Paul odnosił wrażenie, że na jego twarzy maluje się żal, który nie miał ujścia przez całe lata, a to co będzie musiał powiedzieć przychodzi pastorowi ze znacznym trudem. - Wśród podejrzanych był twój ojciec – powiedział Worbes – Miał do mnie żal, że i ja zaczynam mieć wątpliwości. Nigdy mi tego nie wybaczył. Paul włączył silnik samochodu. Chciał zamknąć drzwi, ale Worbes przytrzymał je i powiedział na koniec: - Zastanów się Paul, czy chcesz dalej szukać tych kobiet. Co zrobisz, jeżeli przyjdzie ci się zmierzyć z czymś, co będzie ponad twoje siły? Przed sobą masz pamięć własnego ojca.
III
Na biurku Paula Lawrycka zadzwonił telefon. Paul podniósł słuchawkę. - Panie Lawryck, prosił pan, żeby przypomnieć panu, że o drugiej ma pan wyjść na spotkanie – Paul usłyszał w słuchawce głos swojej sekretarki. - Dziękuję Caroline – odparł zerkając na zegarek. O trzeciej miał się spotkać z Richardem Crainem w sprawie sprzedaży domu. Miał nadzieję, że to spotkanie nie przeciągnie się za długo. Paul miał w planach wyjazd do Bloomington jeszcze tego popołudnia. Zaczął szykować się do wyjścia z biura. Starannie schował dokumenty. Część chciał zabrać ze sobą, mając nadzieję, że uda mu się zajrzeć do nich w wolnej chwili. Przy drzwiach rzucił jeszcze przelotnym spojrzeniem na pokój, upewniając się, że zabrał wszystko, co będzie mu potrzebne. Gdy zamknął drzwi swojego gabinetu, usłyszał podniesiony głos swojej sekretarki. Odwrócił się i zobaczył, że Caroline prowadzi ożywioną rozmowę z jakąś kobietą. Paul poszedł w ich kierunku i usłyszał, jak Caroline tłumaczy kobiecie, że spotkanie z Paulem Lawryckiem jest w tej chwili niemożliwe, ponieważ jest on umówiony na spotkanie i właśnie wychodzi. Kobieta była jednak uparta i stanowczo domagała się rozmowy z Paulem. Gdy sekretarka zobaczyła idącego Paula, spojrzała na niego błagalnie, co miało oznaczać, że nie daje sobie rady. Gdy Paul stanął obok, powiedziała: - Panie Lawryck, ta pani chce koniecznie z panem rozmawiać. Tłumaczyłam jej, że pan wychodzi, ale nie chce mnie słuchać. - W porządku Caroline – powiedział Paul przyglądając się dziewczynie, która tak bardzo chciała z nim rozmawiać. Była młoda, mogła mieć jakieś dwadzieścia trzy lata, chociaż ilości użytych kosmetyków znacznie postarzały ją. Była nawet ładna, miała delikatne rysy twarzy. Szpecił ją jednak ostry makijaż i obcisła bluzka, która kończyła się powyżej pępka, siłą naciągnięta na brzuch kobiety będącej w siódmym czy ósmy miesiącu ciąży. Paul nie miał absolutnie nic do ciężarnych kobiet, ale widok wyeksponowanego brzucha z rozstępami był dla niego przykry. Dziewczyna zorientowawszy się, że ma przed sobą człowieka, którego tak koniecznie chciała zobaczyć, zupełnie zignorowała sekretarkę i patrzyła wyczekująco na Paula, mierząc go bez skrępowania wzrokiem. - W czym mogę pani pomóc? – Zapytał Paul. - Pan jest synem Prestona? – Rzuciła mu niedbale. - Owszem – odparł Paul. - To dobrze. Musimy pogadać o pana ojcu. Jest mi coś winien. Paul był zaskoczony zarówno sposobem mówienia dziewczyny i tym, co ją wiąże z jego ojcem Gówniara zaczynała mu działać na nerwy i był przekonany po tych kilku słowach jakie do niego powiedziała, że ma znacznie mniej lat, niż wskazywałby na to jej wygląd. Zaczynał przeczuwać, że wyjdzie z tego jakaś przykra sprawa. Lawryck spojrzał na Caroline, która wzruszyła bezsilnie ramionami, dając wyraz temu, że nic z tej całej sytuacji nie rozumie. Paul odwrócił się i wskazał dłonią dziewczynie, żeby szła z nim do gabinetu. Idąc odwrócił się i powiedział do sekretarki: - Caroline zadzwoń do Craina i powiedz, że się spóźnię. Niech na mnie poczeka pod domem na Jefferson Avenue.. Paul otworzył drzwi gabinetu i wpuścił dziewczynę do środka. Nadal zachowując się uprzejmie, mimo narastającej złości i niejasnych przeczuć, podsunął dziewczynie swój własny fotel i pomógł jej usiąść. Dziewczyna położyła na krawędzi biurka marynarkę, którą miała ze sobą i rozglądała się ciekawie po gabinecie. Paul usiadł naprzeciw i powiedział: - Słucham. Proszę mówić, co to za sprawa. Dziewczyna odpowiedziała krótko i zwięźle. - Chodzi o dziecko. Będę je miała z twoim ojcem. Paul pobladł, chociaż właśnie tego w głębi się spodziewał. Opanował się jednak i odparł, starając się by jego głos brzmiał jak najdobitniej: - Nie wierzę ci. To bzdura. Dziewczyna roześmiała się. - Wiedziałam, że będziesz tak mówił. Mam na to mnóstwo dowodów – powiedziała i z trudem wyciągnęła obie nogi na biurko Paula, który siedząc widział jej bieliznę. - Wybacz, ale w tej pozycji jest mi najwygodniej – wyjaśniła. Paul wstał ze swojego fotela. - Dlaczego mój ojciec miałby się zadawać z taką gówniarą jak ty i do tego być na tyle głupim, by dać się zrobić na dziecko – odpalił Paul i postanowił, że wcale nie będzie miły. - Chyba mało wiedziałeś o swoim starym – powiedziała – Ja mu się nie narzucałam. To raczej on wykazał mną zainteresowanie. Zresztą nie mną pierwszą. Ale tylko ja byłam na tyle sprytna, żeby coś z tego mieć. Paul zmrużył oczy. - Ty szmato – powiedział. - Gówno mnie obchodzi co o mnie myślisz – odparła. Od ciebie nic nie chcę. Twój ojciec obiecywał mi różne rzeczy, ale nie zdążył nic konkretnego zrobić. Szkoda. Naprawdę go lubiłam. - To czego chcesz? – Zapytał Paul starając się opanować. - Jak Preston umarł, pomyślałam, że trudno, ale jakoś dam sobie radę. Przemyślałam jednak sprawę. Zresztą znajomi mi doradzili, żebym tego tak nie zostawiała, w końcu nie mogę myśleć o sobie, a coś mi się z tego wszystkiego należy. Preston był bogaty, teraz wszystko będzie twoje. Dasz mi dwadzieścia tysięcy na początek, a potem tysiąc miesięcznie przez najbliższe dwadzieścia jeden lat. Nie masz co skąpić, w końcu powinieneś pomyśleć o losie brata... Paul poczuł, że robi mu się ciemno przed oczami. Miała tupet. Poza tym nabierał przekonania, że to wszystko się nie trzyma się całości. Rozważał, dlaczego dziewczyna przychodzi do niego dopiero teraz, a przecież od dwóch miesięcy całe Logansport wiedziało, że dni Prestona Lawrycka są policzone. Nawet jeśli dziewczyna była kochanką jego ojca, to wątpił w jej tak przewidującą i bezczelną intrygę. Nie w jej wieku. Nastolatka, która zaliczy wpadkę ze starszym facetem w pierwszej kolejności musi zazwyczaj przejść przez piekło z własnymi rodzicami. Bywa, że nawet nie chce zdradzić, kto jest ojcem dziecka. Wtedy, co najwyżej może zostać wykorzystana przez jakiegoś naciągacza i manipulatora. Patrząc na nią zaczynał czuć niesmak i zażenowanie. - Posłuchaj mnie. Nie robisz na mnie żadnego wrażenia. Zanim spotkamy się następnym razem, zastanów się dobrze, czy jesteś gotowa na taką grę. Może się okazać, że interes, który chcesz tutaj zbić, skończy się dla ciebie niefortunnie. Dopóki nie urodzisz, nie ma między nami żadnej umowy. Potem łatwo będzie można sprawdzić czy mówisz prawdę. A teraz zjeżdżaj stąd – powiedział Paul i wymownie otworzył dziewczynie drzwi. Kobieta z trudem wstała z fotela. Była wściekła, za sposób, w jaki Paul ją potraktował. Nie spodziewała się, że będzie taki oporny. Nie mogła mu jednak wyjawić wszystkiego. Sięgnęła do kieszeni i rzuciła na biurko kilka fotografii. - Możesz sobie pooglądać – syknęła i nie mówiąc więcej ani słowa wyszła z pokoju. Paul pobieżnie przejrzał fotografie, na których był jego ojciec i dziewczyna razem w samochodzie i w jakiejś knajpie. Nie zamierzał jednak zaprzątać sobie tym głowy i schował je do szuflady biurka. Oparł dłonie na biurku i starał się opanować swój oddech. Zatrzymał wzrok na fotografiach na biurku. - O co tutaj chodzi tato… – powiedział do siebie, ale to pytanie dziwnie brzmiało i tylko odbiło się echem w jego gabinecie. Paul spojrzał na zegarek. Było prawie dwadzieścia po drugiej i najwyższa pora, żeby wyjść z biura. W korytarzu natknął się na Kevina Rileya, rozmawiającego z Caroline. Paul przypomniał sekretarce, że będzie dopiero w poniedziałek, ponieważ zamierza wyjechać do Bloomington w prywatnej sprawie. - Podobno była u ciebie dziewczyna w ciąży. To twoje? – Zagadnął go Riley z drwiącym uśmiechem. - Odpieprz się Kevin – odciął mu Paul dając w ten sposób choć trochę upust swojej złości. Na zewnątrz otrzeźwiły Paula silne podmuchy chłodnego wiatru, który tego dnia uprzykrzał życie mieszkańcom Logansport. Wsiadając do swojego samochodu, dostrzegł po drugiej stronie ulicy dziewczynę, która pół godziny temu była u niego w biurze. Paul zobaczył, że wsiada do czarnego samochodu, który wydał mu się Paulowi dziwnie znajomy, ale uznał, że to złudzenie.
* * * Do Bloomington, Paul udał się dopiero dwa dni później. Najpierw Billy Crain męczył go w związku ze sprzedażą domu ojca i tylko wyjątkowe opanowanie Paula uchroniło agenta „Happy Homes” od czegoś naprawdę przykrego. Paul zapowiedział sobie w duchu, że ostatni raz korzysta z usług tej firmy. Wieczorem długo zastanawiał się, czy powiedzieć siostrze o niespodziewanej wizycie w swoim biurze. Nie miał jak dotąd okazji rozmawiać z Claire o swoich dotychczasowych podróżach. Zresztą siostra i tak nie chciałaby tego słuchać. Opowiedział jej jednak o dziewczynie, która utrzymuje, że miała romans z Prestonem Lawryckiem. Claire w ogóle nie miała wątpliwości, że to jakieś paskudne pomówienie i przyznała słuszność bratu,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jacek.barczynski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…