Wróć do katalogu

Los, fatum, czy może przeznaczenie?

Los, fatum, czy może przeznaczenie?

Poblito, opublikowano , 21 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak co dzień rano wstała z łóżka i skierowała pierwsze kroki do kuchni. Po drodze cicho uchyliła drzwi do drugiego pokoju. Uśmiechnęła się lekko na widok młodzieńca rozłożonego na całym łóżku z szeroko rozdziawioną buzią. Zamknęła drzwi i poszła do kuchni. Włączyła stary czajnik i wyjęła pieczywo z chlebaka. Wszystkie te czynności powtarzała codziennie jak mantrę. Z drugiego pokoju dobiegał dźwięk budzika. Po chwili młody chłopak przeciągnął się w drzwiach kuchni. - Cześć mamo – ziewnął na dzień dobry. - Dzień dobry syneczku – usłyszał w odpowiedzi. – Nie słyszałem jak wróciłaś w nocy. O której byłaś w domu? - Nie wiem kochanie. Trochę się zasiedzieliśmy z Wiktorem. To znaczy z profesorem Komarowskim. – Zakłopotana szybko zmieniła temat. - Pamiętasz, że masz się dziś z nim spotkać. - Mamo, przecież wiem – młody chłopak usiadł przy stole. - Tylko załóż koszulę i krawat. – Matka podała synkowi talerz i sztućce. – Zaraz ci ją wyprasuję. Na stół dołożyła kubek z ciepłym mlekiem, talerz ze świeżo zrobionymi kanapkami i serek waniliowy. Wszystko na wyprasowanej serwetce przy bukiecie świeżych kwiatów. Widać, że wszystko miało swoje określone miejsce na stole. W czasie, gdy syn jadł śniadanie matka poszła do drugiego pokoju przygotować mu ubranie. - Mamo, a możesz mi jeszcze zawiązać krawat? – Chłopak nieudolnie przymierzał się do niego. Owinął sobie wokół szyi i próbował zrobić pierwszy węzeł. - Oczywiście, kochanie, beze mnie byś chyba zginął. – Matka wybrała jeden z błękitnych krawatów z wieszaka. Podeszła do syna i przyłożyła krawat do jego koszuli. – Tak, ten będzie lepiej pasował. Wiesz jak długo przekonywałam rektora, aby się z tobą spotkał. Wiktor jest bardzo zajęty, jak nie wykłady to praca naukowa. Wiele wysiłku włożyłam w to, aby Ci pomógł. - I jestem ci za to bardzo wdzięczny. Tylko czy nie przesadziłaś wczoraj w nocy z tym przekonywaniem? – Uśmiechnął się z przekąsem zakładając krawat na szyję. Matka podeszła do syna i wymierzyła mu policzek. Chłopak schował twarz w dłoniach i ze łzami w oczach wyjęknął - Za co? Matka spokojnie odwróciła się, założyła ręce i podeszła do okna. Wpatrując się w niebo oczyma wyobraźni planowała przyszłość - Jeżeli zaproponuje ci ten staż w Stanach to będzie dla ciebie niesamowita szansa. Można powiedzieć, że życiowa – uśmiechnęła się i ucałowała syna w policzek, który przed chwilą uderzyła. – I nie pyskuj mamusi, bo na tym dobrze nie wyjdziesz. Wiesz jak masz się zachowywać na spotkaniu? - Od tygodnia się do niego przygotowuje, więc mam nadzieję, że niczym mnie nie zaskoczy. –Wstał od stołu i poszedł do łazienki. Matka mijając go podała wypastowane pantofle. - Ojciec byłby z ciebie dumny. Nareszcie do czegoś dążysz, a nie ciągle przed komputerem lub gapiąc się w telewizor. Nigdzie nie wyjdziesz ze znajomymi, a o synowej to w najbliższym czasie mogę chyba zapomnieć. – Matka zaczęła się użalać. – A co się stało z Anią, byliście nierozłączni? - Tyle razy ci mówiłem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi – podirytowany wyszedł z łazienki. - Ach, nieważne. – Westchnęła – Pamiętaj, o 18:00 masz być na Uniwersytecie. Rektor będzie na ciebie czekał po zajęciach. - Dobrze mamo, ale muszę już iść, bo się spóźnię. – Chłopak założył na siebie kurtkę i pantofle. Wyszedł za drzwi i już je chciał zamknąć za sobą. - Patryk, nie zapomniałeś o czymś? – Matka przywołała go i nadstawiła policzek. - Cześć mamo - Chłopak ucałował ją przez drzwi. Wyszedł z klatki i przeszedł przez podwórko do głównej bramy. W bramie zauważył dwóch młodych mężczyzn ubranych w szerokie dresy i bluzy z kapturem. - Cześć frajerze. – Zaczepił Patryka jeden z nich – A co to? Dzisiaj mamusia nie odprowadza do szkoły? - Odwal się – bąknął pod nosem i próbował ich wyminąć. Wtem drugi z mężczyzn chwycił chłopaka za szyję i przyparł do ściany. - Jak ty się odzywasz do mojego kolegi? – Wycedził przez zęby i przycisnął Patryka jeszcze mocniej. – Przeproś natychmiast. - Przepraszam – przerażony chłopak wyjąkał przez zaciśnięte gardło. - Puść go, to przecież cwel. – Pierwszy z dresiarzy ulitował się nad chłopakiem. - To, że chodziłeś z nim do podstawówki nie znaczy, że nie musi okazywać nam szacunku. – Spojrzał Patrykowi prosto w oczy. – A zresztą, niech spieprza. Mamy coś lepszego do roboty. Musimy iść odebrać bilety. Puścił chłopaka, ale nadal nie pozwalał mu odejść. Zacisnął pięść i podniósł do góry wymierzając w twarz Patryka. – Wiesz co dzisiaj jest? - Piątek? – Patryk niepewnie odpowiedział wiedząc, że każda odpowiedź może dla nich być pretekstem. Obydwaj dresiarz spojrzeli na siebie i wybuchneli śmiechem. - Dziś Legia zdobędzie mistrzostwo, debilu. – Wykrzyczał jeden z nich. Wymierzył mu pięść w podbrzusze i uderzył z całej siły. Chłopak zgiął się w pół, aż przyklęknął na kolano. - Spieprzaj stąd – na odchodne usłyszał od obydwu. – I pozdrów mamuśkę. Może do niej zajrzę jak skończy się puszczać z twoim profesorkiem. Patryk podniósł się z ziemi, otrzepał płaszcz i podniósł teczkę z notatkami. Wyszedł przez bramę na główną ulicę. W głowie nadal huczała mu obelga o jego matce. W myślach przeklinał tych dwóch typów i zarzekał się, że jakby miał okazję to na pewno dałby im wycisk. Utwierdzał się w przekonaniu, że następnym razem im się postawi. Z wzrokiem wbitym w chodnik zmierzał na przystanek autobusowy. Uniwersytet, na którym miał zajęcia był oddalony zaledwie parę przystanków od jego domu. Podróż nie zajęła mu więcej niż 10 minut. Za bramą główną Uniwersytetu Patryk spotkał swojego kolegę z roku. Przywitali się podając sobie ręce i podążyli w kierunku auli. - Co tam słychać? – Zagadnął Patryk. - U mnie nic nowego, ale słyszałem, że dziś jest twój wielki dzień. Od pewnej rozmowy z wysoko postawionym urzędnikiem naszej świetnej uczelni zależy czy wybijesz się ponad przeciętność. Skąd ty to wiesz? – Patryk zdziwił się wiedzą kolegi na jego temat. – Powiedz mi, Marek, ale szczerze. Kto Ci to powiedział? - Ćwierkają ptaszki tu i ówdzie – podśmiewał się Marek. – Wiele chyba zawdzięczasz swojej matce. – Dodał. Patryk spojrzał z wściekłością na kolegę. – Co masz na myśli? - Parę razy widziano ich razem. Wiesz jacy są ludzie, ciągle coś gadają. Ale nie martw się, ty naprawdę zasługujesz na to stypendium. – Marek zaczął łagodniej przemawiać do Patryka. - Wiesz co? – Patryk nie mógł już znieść ciągłych plotek na jego temat. – Chociaż ty mógłbyś sobie darować takie teksty. Przyśpieszył kroku zostawiając Marka z tyłu. Na jego twarzy zauważyć można było grymas złości. - Patryk, poczekaj. – Próbował dogonić go kolega – nie obrażaj się jak baba. - Odwal się – Patryk momentalnie zatrzymał się i wykrzyczał Markowi prosto w twarz. - Dobra, już dobra. Nie podniecaj się tak. – Postanowił odpuścić. W milczeniu dotarli na zajęcia. Na zajęciach Patryk co chwila spoglądał na zegarek odliczając czas do spotkania z rektorem. Nie mógł się skupić na wykładzie, dlatego siedział z tyłu auli by wtopić się w tłum innych studentów. Przerwy między wykładami spędzał na spacerowaniu w samotności między dziedzińcem a aulą. Co jakiś czas ktoś znajomy mijał go w pośpiechu. Przechodził obok zdawkowo kiwając głową w geście powitania. Z wykładu na wykład snuł się po Uniwersytecie, by nareszcie doczekać się upragnionej chwili. Koniec ostatnich zajęć. Jeszcze tylko 15 minut i będzie wiedział jaka przyszłość się przed nim rysuje. Spakował wszystkie notatki, wstał z ławki i ruszył w kierunku wyjścia. Wychodząc z budynku spojrzał w kierunku dziekanatu, przystanął chwilę jakby jakaś siła nie pozwalała mu ruszyć dalej. W tym momencie podszedł do niego Marek. Położył rękę na jego ramieniu dodając otuchy. - Przepraszam Cię za poranek. Mam nadzieję, że nie brałeś tego do siebie. - Mam coś innego na głowie. – Patryk nadal wpatrywał się z niepokojem w budynek, w którym za chwilę miał usłyszeć być może najważniejsze słowa w życiu. - Denerwujesz się? – Marek dobrze znał odpowiedź na to pytanie, jednak nie mógł go nie zadać. - Nie – skłamał Patryk nie chcą dać satysfakcji swojemu koledze. Po chwili zastanowienia jednak sprostował – No może trochę. Mam nadzieję, że nie zawalę. - Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. To tylko rozmowa o staż najlepszej uczelni w Stanach – Marek nie mógł sobie odmówić kąśliwej uwagi. - Ty to wiesz co powiedzieć, by dodać człowiekowi otuchy. Jak ma się takich przyjaciół to, po co ci wrogowie. - Polecam się na przyszłość – odparł Marek odchodząc w przeciwnym kierunku – Nie daj się tam! Na razie! - Cześć – wyszeptał przez zaciśnięte zęby, właściwie sam do siebie, bo Marek już był daleko. Wziął głęboki oddech i ruszył z nadzieją w sercu. Wszedł do budynku i udał się od razu do dziekanatu. Tuż przed drzwiami otarł czoło i poprawił włosy. Zapukał trzy razy w drzwi. Nikt się nie odezwał. Zapukał jeszcze raz. W głowie miał niepokój, że rektor o nim zapomniał. Nagle ktoś położył rękę na jego ramieniu. - Cześć Patryk – miły kobiecy głosik wydobył się z czerwonych ust kuszącej blondynki. - Dzień dobry Pani Jolu – poderwał się nerwowo. –Ale mnie Pani przestraszyła. - Właśnie wychodzę i byłam umyć naczynia. Rektor już czeka na Ciebie. – Jak zawsze uczynna Pani Jola otworzyła drzwi do gabinetu. - Poczekaj chwilę. Powiem mu, że jesteś. Patryk usiadł na krześle w kącie gabinetu. Odprowadził wzrokiem długie nogi Pani Joli. Rozglądał się po gabinecie próbując zawiesić na czymś oko. Serce mu biło znacznie szybciej niż zwykle. - Wejdź chłopcze. – Rektor zaprosił Patryka ze szczerym uśmiechem. Chłopak poczuł, że ręce mu się strasznie pocą. Wiedział, że zaraz mu ją poda, więc ukradkiem wytarł pot w spodnie. Uśmiechnął się najszerzej jak potrafił. - Dziękuję, że znalazł Pan dla mnie trochę czasu. – Pomyślał, że dobrze by było najpierw się podlizać. - Przestań, wiem ile ten staż dla Ciebie znaczy. Nie mogłem cię dłużej trzymać w niepewności. – Spokojnie klarował Rektor. Odwrócił się w kierunku sekretarki. – Joluś, zrobisz nam dwie kawki? - Już przynoszę. – Była jak ucieleśnienie rozkoszy. Tak więc, synu, przejdźmy do rzeczy. – Rektor wygodnie usadowił się w fotelu. – Wiesz, że decyzja o Twoim ewentualnym wyjeździe nie zależała wyłącznie ode mnie. Gdyby tak było już dawno, byś znał odpowiedź. – Zawiesił na chwilę głos – Pozytywną oczywiście. Wyjął z kieszeni marynarki paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i wsadził do ust. Resztę położył na biurku jednocześnie sięgając po zapalniczkę. Była to

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych