Łyżwy - odcinek 2
"- Co tam się mogło… - zastanawiał się głośno Per, nie widząc dokładnie wypadku Marie z miejsca, w którym stał – Zaraz, chwila… Boże, Marie, Marie! – zaczął wołać, orientując się we wszystkim i ruszając szybko w stronę pr
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Co tam się mogło… - zastanawiał się głośno Per, nie widząc dokładnie wypadku Marie z miejsca, w którym stał – Zaraz, chwila… Boże, Marie, Marie! – zaczął wołać, orientując się we wszystkim i ruszając szybko w stronę przeciwległego końca lodowiska. - Wezwij karetkę, szybko! – zawołał w tym samym momencie do siostry. Ta jednak nie robiła nic. Bez słowa patrzyła na to jak nieprzytomna Marie wykrwawia się. - Co z tobą?! Rusz się wreszcie, nie słyszałaś o co cię prosiłem?! – wołał coraz bardziej rozwścieczony i wystraszony Per. - To i tak nie pomoże, ona umrze – powiedziała sucho Gunilla, schodząc z tafli. Nie miała pojęcia, że jej słowa są wyrokiem dla Marie. - Jak możesz! Bengt przeciągnął cię na swoją stronę, to pewne! – wołał chłopak w stronę znikającej za rogiem siostry, która w ogóle nie reagowała na jego krzyk. Karetka została wezwana przez jakiegoś chłopaka, rówieśnika Pera, który przechodząc obok lodowiska słyszał kłótnię rodzeństwa a wchodząc na taflę – zobaczył jak cała sprawa wygląda z bliska. - Pomogę wam, wezwę karetkę ze swojej komórki. Twoja jest rozładowana – odezwał się, wybierając numer pogotowia. - Właśnie, cholera, akurat teraz kiedy jest najbardziej potrzebna – Per był tak wściekły i wystraszony, że nie panował nawet nad tym co mówi. Nie czuł też, że po jego policzkach płyną łzy. Łzy przerażenia i niepewności. Zupełnie machinalnie i nieświadomie zrobił też jeszcze coś czego nie powinien był robić: przytulił do siebie Marie po wcześniejszym okryciu jej górnej części ciała kurtką. - Co ja zrobiłem… - wyszeptał kiedy zorientował się jaki błąd popełnił. - Tak, nie powinieneś był jej podnosić – zgodził się chłopak czuwający nadal przy Perze i Marie – Ale teraz musisz wytrzymać tak do przyjazdu karetki czyli jakieś… - zastanowił się chwilkę – Pięć do siedmiu minut – dokończył. „Dla Marie zrobię wszystko” – pomyślał Per, patrząc załzawionymi oczami na twarz przyjaciółki. Był tak zapatrzony w twarz dziewczyny, że nie zwrócił uwagi na to, że lodowisko opustoszało a wokół niego zebrało się mnóstwo gapiów. - Nareszcie, jest karetka. Wytrzymaj jeszcze chwilę. Pokieruję sanitariuszy. Muszą jakoś przecisnąć się przez ten tłum gapiów – powiedział chłopak, odchodząc, przeskakując przez bandę i rozpychając łokciami tłumek przed sobą. -Gapiów? – szepnął do siebie zaskoczony Per, dopiero teraz orientując się ile osób stoi wokół. „Macie z tego świetny ubaw, co?! Walka o życie toczona przez kogoś innego musi być świetną rozrywką, prawda?!” – myślał. Wściekłość znów wracała tym gorzej, że znów – tak jak w przypadku wcześniejszej kłótni z Gunillą – miał ochotę wykrzyczeć tym ludziom wprost co czuje, co myśli. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić, że musi się powstrzymać. Większości z tych ludzi nie znał, na ich twarzach widział strach, wsparcie, współczucie a nie jak w przypadku siostry – chłód, cynizm i zimną pewność siebie. Bał się też, że wśród tych ludzi skrywają się jacyś paparazzi z podrzędnych szwedzkich bulwarówek, którzy tylko czekają aż powinie mu się noga. Wtedy cała Szwecja mówiłaby o wpadce lidera Roxette. Im mniejsze miasteczka – tym dłużej, choć tu w Halmstad, też nie miałby spokoju. W końcu to jego rodzinne miasto, wszyscy znają go tu od dziecka. Tymczasem Prowadzeni przez Martina (tak nazywał się chłopak pomagający od początku Perowi) dotarli na lodowisko i zajęli się Marie. - Nie powinien był pan… - chciał powiedzieć jeden z nich. - Tak, wiem już zwracano mi uwagę jeśli o to chodzi – wszedł mu w słowo Per, patrząc przy tym porozumiewawczo na Martina – Czy mogę jechać w karetce? – spytał po chwili, biegnąc za sanitariuszami. - Nie, chyba że jest pan kimś z rodziny. - Jestem jej… przyrodnim bratem – skłamał szybko Per. Wszystko byleby tylko móc jechać w karetce, móc być przy Marie. - Dzięki za pomoc! Odwdzięczę ci się kiedyś! – zawołał w stronę Martina, po czym wskoczył do karetki, która po kilku sekundach zniknęła za zakrętem. „Od teraz jesteśmy przyrodnim rodzeństwem. Niedługo ci to wyjaśnię. Będziesz mi wdzięczna” – myślał Per, patrząc na przyjaciółkę z czułością i delikatnie bawiąc się jej palcami. „Zawsze to lubiłaś… Jaka szkoda, że nie czujesz tego co robię...” – myślał smutny. Po przyjeździe do szpitala Marie niemal od razu trafiła na blok operacyjny. Operacja dziewczyny trwała prawie całą noc. To dlatego, że Marie upadając złamała sobie kręgosłup w dwóch miejscach a kilka odłamków kości czaszki wbiło jej się w opony mózgowe i mózg. Kiedy jeden z lekarzy operujących Marie powiedział mu o wszystkim – chłopak był w szoku. Był tak bardzo zszokowany, że przez długi czas nie był w stanie nic powiedzieć. Kiedy został sam – zaczął rozmyślać. Jego myśli były przerażająco smutne. Czasem tylko przewijało się w nich jakieś zabawne wspomnienie związane z Marie. Przeważały jednak te najgorsze. Zwłaszcza jedna, sformułowana jak pytanie: „Co jeśli Gunilla miała jednak rację…? Co jeśli… jeśli Marie… odejdzie…?” – Per próbował odpędzić od siebie tą myśl ale nie udawało mu się to. Myśl krążyła wokół chłopaka wyjątkowo natrętnie. W pewnym jednak momencie – na szczęście dla Pera – pojawiła się pielęgniarka. Jej pojawienie się i słowa, które zaczęła wypowiadać wyrwały chłopaka z tych paskudnych myśli. - Pana siostra – słysząc to słowo Per chciał zaprotestować ale w porę się powstrzymał, przypomniał sobie, że sam wpadł na pomysł tego oszustwa żeby móc być w drodze do szpitala przy Marie – straciła dużo krwi – znów skupił się na słowach pielęgniarki – Nasze rezerwy już się kończą. Czy macie taką samą grupę krwi? – spytała. - Nie wiem… - mruknął lekko wystraszony chłopak, myśląc: „Oby okazało się, że tak…” – Jesteśmy rodzeństwem przyrodnim więc… - dodał, brnąc dalej w swoje kłamstwo. - Chodźmy to sprawdzić – powiedziała pielęgniarka, prowadząc Pera do gabinetu zabiegowego. Kiedy tam szli, powiedziała w pewnym momencie: - Proszę się nie martwić. Dziewczyna jest silna, walczy. Mówiąc, patrzyła na Pera i używała takiego tonu głosu jak Marie kiedy próbuje go pocieszyć kiedy coś idzie nie po jego myśli. Wyobraźnia spłatała nagle Perowi figla, bo wydało mu się, że widzi i słyszy Marie. Dał się temu ponieść i wypowiedział jej imię. Na swoje szczęście wypowiedział imię dziewczyny bezgłośnie. - Tak ma na imię, prawda? – spytała młoda pielęgniarka, wyczytując z ruchu warg Pera imię jego przyjaciółki. - Tak… tak… - szepnął lekko zdezorientowany kiedy wchodzili do gabinetu – Przez pomyłkę... wziąłem panią za Marie… Przez moment… przez ułamek sekundy miałem wrażenie jakby stała obok – Per mówił tak jakby się usprawiedliwiał. - To normalne. W końcu jesteście rodzeństwem – dziewczyna nie miała pojęcia, że to bujda. Badania grupy krwi trwały kilka minut. Okazało się, że Per może pomóc Marie. Kamień spadł mu z serca. - Jakie szczęście, że mogę jej pomóc – powiedział kiedy był podłączony do aparatury pobierającej krew. - Skąd ten strach, że mogło się nie udać? – chłopakiem nadal opiekowała się ta sama pielęgniarka. - Mamy tego samego ojca ale różne matki – brnął w swoje wymyślone wcześniej nagle, na poczekaniu, kłamstwo – Co jeśli każde z nas miałoby grupy krwi po nich a nie wspólną, po nim? - Tak… - zgodziła się – Kiedy coś zacznie dziać się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil roxetka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…