Wróć do katalogu

Łyżwy - odcinek 3

"- Masz rację… - zgodził się Clarence, przypominając sobie sytuacje, w których był świadkiem jak Bengt ubliża Marie, obraża ją. Na początku Gunilla broniła Marie kiedy słyszała ze strony brata raniące ją słowa. Potem robiła to coraz rzadzi

roxetka, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Masz rację… - zgodził się Clarence, przypominając sobie sytuacje, w których był świadkiem jak Bengt ubliża Marie, obraża ją. Na początku Gunilla broniła Marie kiedy słyszała ze strony brata raniące ją słowa. Potem robiła to coraz rzadziej aż wreszcie - zupełnie zmieniła nastawienie do przyjaciółki drugiego z braci. Potem już rozmawiali o innych, lżejszych tematach też oczywiście związanych mniej lub bardziej z Marie. Często zdarzało się też, że chichotali z różnych bardzo zabawnych sytuacji związanych z Marie, które były albo zupełnymi wpadkami albo były od początku do końca dokładnie planowane. Musieli się hamować ale gdyby tylko mogli – niejeden raz buchnęliby głośnym śmiechem. - Pamiętasz jak na jednej z prób chciałem ją „zgotować” różnymi głupimi minami? Śpiewała wtedy chyba „It must have been love”, akompaniując sobie na klawiszach albo fortepianie… - wspominał Clarence, próbując powstrzymać śmiech. - Tak, pamiętam; problem tylko w tym, że ona ci się nie dała. Za to ja nie wytrzymałem i… - Tak, tak, ryknąłeś wtedy takim śmiechem, że nas wystraszyłeś. Zwłaszcza Marie… - powiedział Clarence, chichocząc. Rozmawiali tak do wieczora, nie ruszając się sprzed sali przyjaciółki. Mieli wrażenie, że jest duchem z nimi. Następne tygodnie wyglądały podobnie do poprzedniego dnia. Clarence, Chris, Helena i reszta wiedzieli o wszystkim i byli częstymi gośćmi u Marie ale i tak najczęściej i najdłużej przebywał u niej Per. Nie było dnia żeby nie przebywał w jej sali. Ucieszył się – i to bardzo – kiedy pozwolono mu wejść tam pierwszy raz. Zdarzało się też, że był niestety wypraszany z sali Marie. Czasem delikatnie a czasem – ostro; dochodziło nawet czasem między nim a lekarzem nie tylko do utarczek słownych ale i przepychanek. Wszystko najczęściej łagodziła pielęgniarka, która zajęła się Perem w dniu operacji Marie. Ona jedna potrafiła do niego dotrzeć, rozumiała go. A wszystko dlatego, że jak się potem okazało – jej partner przeszedł podobny wypadek. Miał więcej szczęścia i stanął na nogi. - Z twoją przyjaciółką (Per w zupełnym sekrecie przed innymi zdradził pielęgniarce, że Marie nie jest jego siostrą) będzie dobrze. Wyjdzie z tego tak jak mój partner – powiedziała próbując go pocieszyć. - I znów zachowałaś się jak ona… - szepnął. - Masz mi to za złe? – spytała. Wystraszyła się, jej źrenice mocno się rozszerzyły. - Nie, skąd, nie bój się – uspokoił ją chłopak, biorąc za rękę. - Muszę już iść, ordynator się zbliża – szepnęła, cofając szybko dłoń i odchodząc. Odwracając się jeszcze na chwilę do Pera, rzuciła: - Po dyżurze zapraszam na kawę do bufetu szpitalnego. Gdzie mogę cię szukać? - Będę w sali Marie albo tutaj – odpowiedział; rozmowa toczyła się pod salą dziewczyny. Kilka godzin później Sonia (tak nazywała się pielęgniarka) przyszła po Pera do sali jego przyjaciółki skąd – tak jak się umówili – poszli do bufetu. - Przyda ci się nie tylko kawa ale też coś do zjedzenia – powiedziała patrząc z troską na chłopaka – I nie próbuj wmawiać mi, że się mylę, że dobrze się czujesz – powiedziała trochę bardziej stanowczo ale nadal z troską, kiedy Per chciał wejść jej w słowo, zaprotestować. Kiedy rozmawiali przy kawie – mówili o wszystkim. Sonia opowiedziała Perowi historię znajomości ze swoim partnerem; opowiedziała też historię jego wypadku choć wtedy głos lekko jej się załamał. - Nie mów mi o tym wypadku jeśli nie chcesz – zareagował Per, widząc zaszklone oczy dziewczyny. - To nic, gdybyś poznał mnie wcześniej… Byłam w gorszym stanie psychicznym niż ty. O wiele gorszym… Sonia i Per spędzili na rozmowie kolejne kilka godzin. Dziewczyna często śmiała się słuchając różnych historii Pera. Kilka razy zdarzało się, że płakała ze śmiechu. - Czy jest gdzieś w pobliżu jakiś hotel, w którym mógłbym zanocować? – spytał Per, patrząc w pewnym momencie przez okno a potem na zegarek – O wiele bardziej wolałbym zanocować tutaj, nawet w sali Marie ale wiem, że to niemożliwe – powiedział. Ostatnie zdanie wypowiedział śmiejąc się lekko. - Niestety zanocować tutaj nie możesz ale… dwie ulice stąd jest malutki hotelik, w którym możesz się zatrzymać – powiedziała z zastanowieniem Sonia. Od tamtej pory Per był praktycznie gościem w domu. Można nawet powiedzieć, że przeprowadził się do tego niewielkiego pokoiku hotelowego. Miał tam dosłownie wszystko łącznie nawet z gitarą akustyczną i Harmonijką ustną, z którymi się nie rozstawał. Zwłaszcza teraz. Emocje, które siedziały w jego duszy i sercu zmieniał w nuty, które zapisywał i sprawdzał czy brzmią lepiej grane na gitarze czy na harmonijce ustnej. Do muzyki pisał też oczywiście tekst. „Tekst w razie czego zostanie zmieniony – myślał – Ile razy wersję demo jakiejś piosenki śpiewałem ja a oficjalną jednak Marie?”. Często zdarzało się, że efekty swoich prac kompozytorskich sprawdzał późnym wieczorem kiedy był już w pokoju, u siebie. Grał cicho, delikatnie, tak żeby nie skarżyli się na niego inni mieszkańcy hoteliku. Zresztą – te piosenki z założenia miały być balladami. Chyba, że Marie lub ktoś z zespołu miałby inny pomysł. Per co prawda jest głównym kompozytorem ich piosenek ale to nie znaczy, że jest zamknięty na sugestie, pomysły i namowy innych. Korzysta z nich bardzo często. Po kilku kolejnych tygodniach Marie odzyskała przytomność. W tym momencie był przy niej Per. Kiedy zobaczył, że jego przyjaciółka budzi się – bardzo go to ucieszyło. Chciał coś powiedzieć ale emocje sprawiały, że głos wiązł mu w gardle. Po chwili jednak zebrał się w sobie i szepnął, nadal trzymając dłoń Marie w swojej: - Cieszę się, że… że się obudziłaś, że wróciłaś… Pozostali też na pewno się ucieszą… Jak się czujesz…? – spytał takim samym, drżącym i niepewnym tonem. - Dziwnie i… i boję się tego… - Marie mówiła cicho, jej głos załamywał się a w oczach zaczynały błyszczeć łzy. - Jak dokładnie? Potrafisz to opisać? – zadając pytanie, Per patrzył na przyjaciółkę z przerażeniem. - Nie czuję swojego ciała… Trzymasz mnie za rękę, widzę to ale nie czuję twojego dotyku… Tak bardzo się tego boję… - bardzo niewiele brakowało do tego, żeby Marie rozpłakała się. - Będzie dobrze, wrócę za moment – usłyszała słowa przyjaciela. Ledwie udało mu się zakryć kolejną falę drżenia głosu. - Nie zostawiaj mnie… - szepnęła widząc jak Per puszcza jej rękę, podnosi się i kieruje się w stronę drzwi. Czuła, że łzy spływają po jej policzkach ale nie mogła ich otrzeć. - Wracam dosłownie za moment – odparł miękkim szeptem chłopak, podchodząc i ocierając łzy z policzków Marie. Kiedy to zrobił, pocałował ją delikatnie w czoło i wyszedł, kierując się w stronę pokoju lekarzy. Szedł tam bardzo szybkim krokiem. Nie musiał wchodzić do pokoju, bo kilka metrów od niego zobaczył lekarza prowadzącego Marie. Od razu podszedł do niego i powiedział o wszystkim. Później poszli w stronę sali Marie. Lekarz wszedł i zbadał dziewczynę. Przez cały ten czas Per musiał niestety czekać na zewnątrz. Bardzo się bał diagnozy, zdawał sobie sprawę, że to on będzie musiał powiedzieć Marie o wszystkim a w związku z tym bał się jak ona to przyjmie. Po jakimś czasie wyszedł lekarz. Nie domknął dokładnie drzwi i Per zobaczył przez…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych