Wróć do katalogu

MAFIA II

kiedy przychodziły mrozy ludzie z głodu albo umierali albo zjadali ciała swoich bliskich.Palili je,by się ogrzać.A zamarznięte stopy odcinali tępym szkłem z okien...

LILLITH, opublikowano , 1 godz. 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ XVI

- Niklas...- szepnęła, kiedy się budziła. Czuła wspaniałe ciepło. Ktoś szarpnął ją za ramię. Otworzyła powoli oczy. Jakiś mężczyzna. Mimowolnie pomyślała o Vengelu. Szybkimi krokami poprowadzono ją, do jej izolatki. Usiadła ciężko na niej, szukając pocieszenia w samotności. Ściany były tu wyjątkowo zimne, światło także nie było najlepsze. Położyła się na swojej pryczy by się trochę przespać, lecz zamiast tego zaczęło ją coś gwałtownie dusić i w końcu za-niosła się gwałtownym kaszlem. Zasłoniła dłońmi usta, gdy je zaś odciągnęła zobaczyła na nich krew. Pa-trzyła na nią przerażona, nie mogąc nic z siebie wydusić. Jej oddech był ostry, szybki i strasznie charczący. Kręciło jej się potwornie w głowie, miała nudności. Krew?! Czy to przez te prądy? Dlaczego? Czy muszę teraz umrzeć? Nie! Nie chcę... Niklas na miłość boską weź mnie stąd! Minęło chyba sporo czasu. Obli-czała go w ten sposób, że dostawała picie dwa razy dziennie. Rano i wieczorem. Teraz dostała chyba z dwadzieścia razy jakiś napój. Pewnie o niej zapomnieli ... Jęknęła rozpaczliwie. Krwi było coraz więcej, była wprost przerażona. Ktoś otworzył drzwi i zaświecił światło. Przymrużyła oczy, kryjąc twarz w dło-niach. Nie musiała długo czekać by zrozumieć, że przyszedł do niej Vengel. Dokładnie nie wiedziała czy ma się z tego powodu śmiać, czy płakać. - Dobrze się czujesz?- spytał miękkim głosem. - A na co to niby wygląda?- żachnęła rozgniewana, lecz ponownie zaniosła się kaszlem. - Boże!- jęknął Vengel. Nie widział jeszcze krwi na jej dłoniach. Jęknęła z bólu. Powoli otworzyła dłonie. - Czy tego chcieliście?- mówiła z trudem- To wam się udało, już niedługo kopnę w kalendarz... Patrzył na nią nic nie rozumiejącymi oczyma i w końcu wziął ją na ramiona. Hitomi była zbyt zmęczona, by się bronić i krzyczeć jakieś przekleństwa. Czuła się zupełnie wyczerpana. Vengel posadził ją na kana-pie, na której kiedyś się przespała. Mężczyzna rozglądnął się bezradnie i wyciągnął z szafeczki na ścianie strzykawkę. Cofnęła się. Znała ich świetne sposoby. Policji nigdy nie wolno było ufać. Tym czasem Ven-gel uklęknął przed nią. - Nie waż się!- syknęła odciągając jego rękę od siebie. - Przecież to są lekarstwa!- patrzył na nią. Była taka słaba, że ledwie mówiła. - Nie chcę nic! Słyszysz?! - Kładź się!- popchał ją na kanapę. Hitomi starała się ponownie usiąść, nie mogła. Powoli rozpiął jej rękaw. Inaczej nie przebiłby twardego materiału. Zacisnęła pięści. Wtedy poczuła ukłucie, jakiś niebieskawy płyn wpłynął w jej żyły. Ponownie zaniosła się krwawym kaszlem. Vengel czekał. Patrzył na ciało dziewczyny, była taka chuda! Muszą kie-dyś przecież jej podać coś do jedzenia, jeżeli tak dalej pójdzie... Delikatnie okrył ją kocem. Hitomi obu-dziła się kilka dni później. Kiedy otwierała oczy stał nad nią Vengel. Zmrużyła oczy i usiadła. Zawroty głowy nie ustąpiły, lecz ostre bóle w klatce piersiowej znikły. - Punktualnie, co do godziny.- uśmiechnął się patrząc na zegarek. - Coś ty mi podał?- mówiła ostro. - Lek na sen regenerujący ... - Chcecie mnie tu trzymać w nieskończoność ?! ... - Masz ...- podał jej kubek z herbatą. Długo patrzyła na jego twarz, dopiero potem wyciągnęła po kubek, drżącą i zimną dłoń. Vengel włączył telewizor. Właśnie mówiono o zabójstwach na policjantach. Hitomi nic nie rozumiała. Dopiero po chwili dotarła do niej prawda. Zabójstwa popełniano na ludziach z oddziału, w którym siedziała. A rozpoczęły się od kiedy ją porwano. Jak mogła się tego spodziewać, mafia próbowała ją stamtąd wydostać. Otworzyła szeroko oczy, a na wpół pusty kubek wypadł jej z dłoni rozlewając na dywanie herbatę. - Przepraszam.- uśmiechnęła się mimowolnie. - Zadowolona jesteś?- spytał mężczyzna patrząc w ekran - Za ciebie umiera tylu ludzi. - To będzie dla was nauczka. Byście nas nie tropili i nie łapali.- stwierdziła chłodno. - Nie możemy. - To wasz problem. - Nawet nie wiesz, o tych wszystkich, których wpędziłaś do grobu. - Mylisz się. A zresztą to nie ja ich namawiałam by zaczęli brać. - Jesteś bezduszna. - Co ty możesz o tym wiedzieć?! Gdybyś ty siedział w przedmieściu, w domach prze-pełnionych wszami, karaluchami i szczurami, to byś mnie rozumiał. Gdybyś widział jak ludzie umierają na twoich ramionach, jak cierpią. Jak odpadają im uszy, palce nawet włosy, nie mówiłbyś teraz, że jestem bezduszna. Nie! Ty nie widziałeś tego... kiedy przychodziły mrozy ludzie z głodu albo umierali albo zjadali ciała swoich bliskich. Palili je, by się ogrzać. A zamarznięte stopy odcinali tępym szkłem z okien...- nie mogła dalej mówić, na wspomnienie o tym wszystkim co przeżyła, robiło jej się niedobrze. - Nie wiedziałem ...- zaczął. - A co ty możesz o tym wiedzieć?! Nie wiesz nic o mafii. Oprócz tego, że jest poza WASZYM prawem. - Każdy chyba patrzy na to inaczej. - Nie wydaje mi się. To wy jesteście bowiem tymi, którzy chcą nam koniecznie zatruć życie! Dlaczego nam nie dacie po prostu żyć!? - To niemożliwe! Jesteśmy stróżami prawa i do tego dopuścić nie możemy. - Ha! Jak wy nawet nie wiecie gdzie mamy kwaterę! - To może nam powiesz. - Masz mnie za idiotkę?!- obruszyła się. - Nie, mam cię za ... - No? Za co? - Nie zadawaj takich pytań.- wstał by nie widziała jego twarzy. - Jesteś tchórzem ...- kaszel nie pozwolił jej dalej mówić.

ROZDZIAŁ XVII

Nagle usłyszeli alarm. Hitomi nic nie rozumiejąc patrzyła na przestraszonego Vengela. Przez korytarz przebiegło kilku mężczyzn w końcu wszystko ucichło. - Co się stało? - Pewnie mafia ... Niestety dowiedzieli się o nas i o tobie. - Naprawdę?!- głos jej drżał ze szczęścia. - Zaraz tu będą.- popatrzył na monitor. - Uciekaj... - Nie! - Właśnie, że tak. Nie masz szans ...- uśmiechała się z tryumfem. - Zobaczymy jeszcze.- podszedł do niej. - Zostaw mnie tu!- syknęła broniąc się przed nim. Mężczyzna wziął ją na ramiona i wyszedł z pokoju. - Tu jestem!- krzyknęła wzdłuż korytarza. Lecz Vengel zatkał jej usta. Była zbyt słaba by go powstrzymać. Znaleźli się w windzie. Dopiero tam stwierdził, że dziewczyna niewiarygodnie się uspokoiła. Kiedy popatrzył w jej twarz, zobaczył, że z oczu ciekną jej łzy. Ona płacze!- pomyślał przerażony. - Ona naprawdę płacze! Pierwszy raz zobaczył przejaw słabości u tej dziewczyny, pierwszy raz była tak bezgranicznie bezsilna i zrozpaczona. Tak blisko byli jej wybawcy, a mimo to nie mogła z nimi pójść. Zacisnęła powieki, by nie widzieć jego wyrazu twarzy. Nie chciała i przeklinała go w duchu, życząc mu jak najgorzej. Z ciężkim sercem wyszedł z windy, do garażu w pod-ziemiach. A tam czekała na niego przykra niespodzianka. Kilka luf pistoletów uzbrojonych mężczyzn zwróciło się w jego kierunku. Nie mógł nikogo rozpoznać. Wszyscy byli jednakowo ubrani na czarno i w ciemne kominiarki nasunięte na twarz. - Puszczaj ją!- krzyknął ktoś. Vengel zrozumiał, że to nie policja. Zmarszczył brwi i długo patrzył na wpół przytomną dziewczynę w swoich ramionach. W końcu powoli i delikatnie ułożył ją na zimnym betonie przed sobą. Wstał i odszedł kilka kroków dalej. Nikt się nie ruszył, tylko ten mężczyzna, który przedtem kazał mu wypuścić dziew-czynę, uklęknął teraz przy niej. - Aleksander ...- szepnęła uśmiechając się słabo. - Czy...?! - Nie, nic nie powiedziałam - z oczu pociekły jej łzy. Zimne oczy, popatrzyły na nią czule i jednocześnie z ulgą. Potem te same oczy zlodowaciały, gdy patrzył na Vengela. - Zapłacisz za to, co jej zrobiliście!- syknął w jego stronę i kiwnął na ludzi za sobą. Bez słowa zakuli mężczyznę w kajdanki i wprowadzili do siwego BMW. Potem odjechali. Aleksander podniósł dziewczynę i zaniósł do swojego samochodu. Delikatnie ułożył na tylnym siedzeniu i powoli ru-szył do kwatery. - Wiedziałam ...- szepnęła- Wiedziałam, że przyjedziecie po mnie ... - To była wspaniała akcja - roześmiał się ?Wybiliśmy ich jak muchy. Wszyscy teraz w mieście będą znali naszą potęgę ... - A gdzie Niklas!? - On jest jeszcze na posterunku. Przewodził całą grupą. Jestem pewien, że wróci za kilka godzin. Dziewczyna szlochała bezgłośnie. W końcu zamknęła oczy i wyszeptała podziękę. Nie wiedziała co potem się stało, ponieważ straciła przytomność. Aleksander zaniósł ją na początku do szefa, by tamten mógł się przyjrzeć wynędzniałej sylwetce dziewczyny. Potem odszedł do pewnego urządzenia, które było bardzo potrzebne jeżeli chodziło o odnowę fizyczną, a czasami nawet psychiczną. Kiedy Niklas mógł wejść do pomieszczenia, w którym leżała w ciemnej maszynie dziewczyna był wstrząśnięty. Wszystko potoczyło się tak szybko. Reagował automatycznie, wszystko co było w kwaterze zniszczyli i zabili. Teraz słuchał danych o Hitomi, która nie odzyskawszy przytomności pobierała kroplówkę, by się jakoś odżywiać. Wła-śnie patrzył na ekran z danymi kiedy do środka weszła dziewczyna. Miała na imię Minako i była dawną przyjaciółką nieprzytomnej. - Powinien pan to zobaczyć ... Powiedziała włączając kilka guzików przy komputerze i potem na ścianie ukazały się wspomnienia z ostatnich dni, które Hitomi spędziła w kwaterze policji. Był tam Vengel i wszyscy inni jej prześladowcy. - Na miłość boską!- szepnął wstrząśnięty. - Czy nie myśli pan, że ona powinna o tym zapomnieć?- spytała Minako, która tu pracowała. - Z pewnością ...- potwierdził skinieniem głowy. - Czy pan Vengel jest w kwaterze? - Tak. Mamy go na obserwacji. Poczekamy z nim, aż Hitomi się obudzi i dojdzie do siebie. Na razie wy-kasuj z jej pamięci większość okropnych wspomnień! Ale tylko tych ... - Tak jest ... Niklas stał jeszcze chwilę przy maszynie, a potem poszedł do domu. Tam upił się do nieprzytomności, by rozładować emocje ... Regeneracja sił Hitomi trwała przez cały tydzień. W czasie tych minionych dni, dziewczynie udało się odzyskać tamtą wagę i piękną cerę. Z wyglądu zewnętrznego nie było już po niej nic widać. Minako starała się jak tylko mogła, by wspomóc swoją przyjaciółkę. W końcu nadszedł ten dzień, w którym mogła wypuścić śpiącą Hitomi. Niklas stał przy niej, kiedy maszyna otwierała się od gó-ry. Po chwili Hitomi powoli uniosła się ku górze i zacisnęła powieki przed rażącym światłem jarzeniówek. - Hitomi!- krzyknął roześmiany Niklas. - Niklas!? A więc to nie był sen?!- wyjąkała stając na równych nogach. - Najdroższa! Tak się o ciebie martwiłem ?śmiał się ściskając ją mocno w ramionach. - Och Niklas, Niklas ...- łkała cicho- To wszystko było takie okropne, bałam się, że wy po mnie nie przy-jedziecie i ... - Ciii ...- uspakajał ją mąż- Już jesteś u nas, nic ci nie grozi. I teraz ja będę się tobą opiekował. - Dziękuję ... - Hitomi?- krzyknął Yatan, za którym szedł Aleksander. Twarz brata pierwszy raz wydawała się uśmie-chać. - Braciszku!- szepnęła ściskając go. - Mój Boże, co ja przeżywałem ... - Już się nie martw ... - Całe szczęście, że jesteś już w domu. - Jestem taka szczęśliwa! - Minako zdziałała cuda!- uśmiechnął się przytulając do siebie Hitomi Aleksander. - Minako?!- zdziwiła się dziewczyna. - Tak, pracuje tu już od kilku miesięcy. Nie wiedziałaś o tym?- spytał z uśmiechem. - Nie ...- popatrzyła wkoło, lecz nikogo poza nimi w pomieszczeniu nie było. - To idziemy na piwko?!- spytał Niklas. - Ale idziemy do ?Phi Long*?!- zaznaczył wychodząc Yatan. - Nie ma sprawy, ja funduję.

* Phi Long ? Latający smok

ROZDZIAŁ XVIII

Minęło sporo czasu, w którym Hitomi próbowała się jakoś pozbierać. Mimo, że zewnętrznie była już zdrowa, to wewnętrznie była wrakiem. Niklas robił co tylko mógł, by dziewczyna poczuła się lepiej, lecz nie było to takie łatwe. Hitomi płakała tylko w nocy, gdyż dopiero wtedy jej wspomnienia nasilały się do granic. Wtedy mężczyzna brał ją w ramiona i osuszał łzy pocałunkami. Chciał dać jej poczucie bezgra-nicznego bezpieczeństwa. Tak, aby nie musiała się niczego przy nim lękać. Hitomi była mu za wszystko bardzo, bardzo wdzięczna. Dziękowała mu na wiele sposobów i z całych sił starała się jak najczęściej uśmiechać. Lecz nie było to takie łatwe. Wspomnienia, których jej i tak dużo pozostało, dręczyły ją do te-go stopnia, że sama nie zdając sobie z tego sprawy, męczyła się nimi coraz bardziej. Pewnego jednak dnia przyjechała z USA Leylia. Obydwie dziewczyny płakały przy powitaniu. Leylia znała problemy jej męża, gdyż często pisał do niej przez Internet. - Ja ci pomogę - szeptała jej przyjaciółka. - Raczej mało prawdopodobne - uśmiechnęła się z goryczą Hitomi. - Zaufaj mi. Będę przy tobie dopóki nie wyzdrowiejesz. - Dziękuję ci - roześmiała się cicho Hitomi. Niklas zaś z zadowoleniem kiwnął głową. Od kilku tygodni już, Hitomi mieszkała u Leylii i pozwoliła jej się zarazić poczuciem humoru i chęcią do życia. Żyć to może Hitomi chciała, ale od kiedy ją porwano była nieznośna do tego stopnia, że mało kto wytrzymywał z nią na dłużej. Była bowiem tak smutna, że Ni-klas bał się, że kiedyś sobie coś zrobi ... Leylia w tej sprawie uczyniła po prostu cuda, była bowiem tak żywiołowa i energiczna jak mało kto. To Hitomi dodało w końcu sił. U Leylii mieszkała jeszcze kilka dni, a dopiero potem stwierdziła z zadowoleniem, że trzeba już wracać. Do domu ... Kiedy wróciła niespo-dziewanie do mieszkania stwierdziła, że Niklas jest zupełnie pijany. Gdy wchodziła do salonu poczuła nieprzyjemny zapach potu, a swego męża zobaczyła na zabrudzonej butami kanapie. Jęknęła ze zgrozą i zmarszczyła ponuro brwi. - Co to ma znaczyć Niklas?- spytała podchodząc do niego. - Cześć kochanie ...- uśmiechnął się na jej widok. - Nie spodziewałam się takiego powitania ...- ponieważ Niklas nawet nie wstał, by się z nią przywitać za-częła mu ściągać buty- Od kiedy ... od kiedy pijesz? - Czasami można chyba się pobawić?! - Jasne, ale nie do nieprzytomności.- położyła buty obok szafki. Potem wzięła ręcznik i zmoczyła go pod zimną wodą. - Masz ... ?podała mu, a on położył go sobie na twarzy. - Dobrze, że już wróciłaś ...- wymamrotał spod ręcznika. Słyszał jak Hitomi zbiera śmieci z podłogi i jak układa poduszki w fotelach. Potem mimo, że była zimna noc otworzyła okno. - Niklas, nie rób tego więcej ...- powiedziała przysiadając się u niego na kanapie. - Ależ oczywiście kotku. Nie ma sprawy.- czuła, że zaczyna się wściekać. - Jeżeli jeszcze raz się tak upijesz to ...- brakowało jej słów. - To co?!- spytał kładąc ręcznik na stoliku obok kanapy. - To ja ci spiorę tyłek!- jęknęła na pół żartem, na wpół serio. Niklas roześmiał się siadając na kanapie. - Brakowało mi ciebie.- powiedział cicho dotykając jej długich, lśniących włosów. - I dlatego się upiłeś? - A jak?!- uśmiechnął się, był zarumieniony od piwa. Jego ręce zacisnęły się na jej talii, a usta złożyły po-całunek na szyi. - Niklas! Na miłość boską.- syknęła wstając- Nie chcę być z pijanym mężczyzną... Marsz do łazienki, a potem spać. - Ale ...- jęknął niezadowolony. Wstał jednak posłusznie i zataczając się co chwila dotarł do łazienki. Gdy dziewczyna usłyszała plusk wo-dy włączyła pomoc domową, która w pół godziny posprzątała i wyprała wszystko co było brudne. Hitomi cieszyła się, że te pomocne roboty, rozpanoszyły się już na tyle, by mogli sobie na nie pozwolić. W sypial-ni wymieniła pościel, przebrała się w drugiej łazience i położyła do łóżka. W duchu marzyła o tym, by już nigdy nie wpaść w depresję, ale była świadoma, że może się to stać w każdej chwili... Po kilku minutach do pokoju wszedł Niklas. Był postawnym, cudownie zbudowanym mężczyzną. Patrzył na nią gasząc światło pstryknięciem palców. Włosy miał mokre i twarz trochę bladą, pewnie stał pod zim-ną wodą. Kiedy już się położył i pochylając się nad nią dotknął jej ust palcem wskazującym, nie czuła już odrazy do niego. - Przepraszam. Zachowałem się doprawdy idiotycznie! - Nic nie szkodzi.- uśmiechnęła się delikatnie. - Przepraszam - powtórzył kładąc się na swojej połowie łóżka. - Jestem szczęśliwa, że mnie stamtąd wyciągnęliście ... - To wszystko stałoby się szybciej, gdyby nie to, że Qvol chciał mieć zapięte wszystko na ostatni guzik. Ostatnio mamy problemy, nie da się tego ukryć ... Brakuje podwyżek. Czy ty to sobie wyobrażasz? - Niklas ...- dziewczyna położyła mu dłoń na ramieniu.- Ja zawsze będę z tobą. - Wiem o tym ...- pocałował ją w czoło.

ROZDZIAŁ XIX

Minęło kilka spokojnych dni. Hitomi na wszelki wypadek nie wypuszczano z mieszkania. Dlatego miała mnóstwo czasu na rozmyślanie o Leylii. Coraz częściej opowiadała jej o Aleksandrze. Hitomi nie miała nic przeciwko temu ponieważ Aleksander był wspaniałym mężczyzną, męskim i zmysłowym do przesady i tak pociągającym, że gdyby nie kochała tak mocno Niklasa, to na pewno nie byłaby obojętna wobec nie-go. Aleksander mimo, że wiedział doskonale o uczuciu, które żywiła do niego Leylia pozostawał nieczuły i obojętny na wszystko. Leylia z goryczą opowiadała o tym jak ją ostatnio potraktował, jak bardzo zranił gdy nie przyszedł. W końcu Hitomi widząc rozpacz swej drogiej przyjaciółki, postanowiła porozmawiać z Aleksandrem. - Konnihiwa.- uśmiechnął się Aleksander przychodząc do niej pewnego dnia. - Ohayo drogi przyjacielu- wskazała dłonią na kanapę- Wiem, że nie powinnam wyrywać ciebie z pracy, ale jest to sprawa dość delikatna i nie znosząca dalszej zwłoki. - Słucham.- popatrzył na nią uważnie. - Chodzi mi o Leylię. ? Aleksander pobladł, lecz nie przerywał dziewczynie- Nie rozumiem dlaczego ją tak traktujesz, przecież widzisz co się z nią dzieje. A ona jest coraz bardziej zdesperowana. Rozumiesz mnie chyba?! ... Nie mam zamiaru wtrącać się w wasze sprawy, ale ... - Dobrze zrobiłaś - skinął głową, był dziwnie blady. Długo milczał, a dopiero potem wybuchł nerwowym śmiechem. Hitomi czekała nic nie rozumiejąc. - Ty nic nie zauważyłaś, przez te trzy lata?!- spytał w końcu z goryczą ? Zupełnie nic? - O co chodzi? - Doprawdy jesteś bardziej naiwna niż myślałem ... Szkoda trochę, miałem nadzieję, że mnie rozumiesz i akceptujesz. A tu taki cyrk ...- przygryzł dolną wargę - Chodzi mi tu o mnie i o Beniamina. - O mój Boże ...- szepnęła zakrywając usta dłońmi. Aleksander uśmiechnął się smutno. - Ja się nie wstydzę tego. Dużo jest osób takich jak my. Na oddziałach zamkniętych... Chyba rozumiesz. - Aleksandrze, ja nie wiedziałam. Nic, nic nie podejrzewałam. - Przecież wszyscy są pod twoim wielkim wrażeniem. Pracowaliśmy ze sobą dwa lata przed Twoim ślu-bem, myślisz, że zostawiłbym cię w spokoju?- spytał. Dziewczyna potrząsnęła głową. - Teraz wszystko rozumiem.- powiedziała w końcu- Czy nie chcesz pomówić o tym z Leylią? - Nie. Nie chcę jej robić bólu. Nie znam jej przecież prawie. Tyle ją widziałem jak byliśmy na imprezach. Nie zrozum mnie źle ... - Oczywiście. To może powierzysz mi to zadanie, co?- spytała niepewnie. - Byłbym ci wdzięczny ...- zamilkł i długo się jej przypatrywał. Dopiero potem dotknął jej dłoni. - Czy chcesz dalej utrzymywać ze mną kontakt? - No wiesz?- zmarszczyła brwi- Jak możesz mnie pytać o taką głupotę?! Przecież jesteś moim najlepszym przyjacielem, jak sobie przypomnę ile razy wyszliśmy razem z opresji, to chce mi się śmiać. Jesteś naj-wspanialszym człowiekiem obok Niklasa, którego znam. Za nic w świecie nie chciałabym zrywać z tobą kontaktu! - Pięknie to powiedziałaś.- uśmiechnął się z ulgą. - Obiecaj mi tylko, że będziesz taki jak zawsze. Dobrze? - Oczywiście, czy mogę cię jednak prosić o dyskrecję? - Nic nikomu nie powiem.- uśmiechnęła się. A Aleksander pocałował ją w czoło. Był taki szczęśliwy, że ktoś go rozumie. A nie spodziewał się tego, że może tego oczekiwać od tej ślicznej dziewczyny stojącej teraz po jego stronie. Bardzo się cieszył. Krótko po rozmowie, Hitomi zeszła do Leylii, chciała z nią porozmawiać od razu. Póki się nie rozmyśli i ucieknie. Leylia była zawsze taka dobra dla niej, teraz nie może zostawić jej samej. Kiedy w końcu usiadły na kana-pie, Hitomi chwilę milczała. - Chodzi mi o Aleksandra.- zaczęła. - O Aleksandra?- powtórzyła Leylia. - Tak, był dzisiaj u mnie i rozmawialiśmy ... - Mówił coś o mnie? - Leylia, on cię przecież nawet nie zna. On nic do ciebie nie czuje i ... - Czyli zakochał się w tobie? - We mnie?- to pytanie zbiło Hitomi z tropu. - Zawsze tak dobrze o tobie mówił, chwalił i cenił za wszystko. To mi opowiadał Beniamin. Jego przyja-ciel. Dlaczego miałoby być wtedy inaczej? - Bo ja ... Bo ja nie jestem w jego typie. - Doprawdy?! Przecież pasujecie do siebie jak puzzle. Zresztą mów co chcesz. - Mylisz się Leylia. On kocha kogoś innego ...- stwierdziła. Lecz sama nie była pewna, czy o miłości w ich przypadku można było mówić. - Kocha inną ...- powtórzyła sucho dziewczyna. - Tak. Nie możesz go zmuszać do zwrócenia się ku tobie. - Ale kiedy ja go tak kocham.- jęknęła rozpaczliwie. - To raczej zauroczenie. On jest przecież taki zmysłowy! - No właśnie!- jęknęła- Gdyby chciał mnie chociaż pocałować. - Mówisz tak, jakbyś była w Chinach. Tu nie wolno całować się bez powodu. A co do tego pocałunku, to możesz od razu o nim zapomnieć.- Hitomi zaczęła się denerwować. - O co ci w ogóle chodzi? - O to, że Aleksander nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Nic do ciebie nie czuje. Nie chce cię, rozu-miesz?! - Ale ...- jęknęła Leylia. - Przykro mi, ale on naprawdę jest obojętny wobec ciebie i zawsze będzie taki, wobec każdej dziewczyny ... To miało być skryte przesłanie, lecz Leylia odebrała je tak, że kocha tą jedyną i nie chce żadnej innej. Pła-kała bezgłośnie. - Proszę, jest jeszcze tylu innych mężczyzn. - Ale ja chcę Aleksandra! - Nie zachowuj się jak rozpieszczony dzieciak. - No wiesz?!- oburzyła się Leylia. - A co ty niby sobie wyobrażasz?! Że łzy ci go przywrócą, przecież on nawet na chwilę nie dawał Ci na-dziei. - Ale ... - Leylia, ty wiesz, że wiele ci zawdzięczam i nie chcę widzieć twych łez. Bardzo mi przykro, że tak się wszystko stało. Ale Aleksander nie jest dla ciebie, rozumiesz? - Tak, chyba rozumiem. Ale musisz wiedzieć, że trochę to potrwa zanim się z tym pogodzę...- szepnęła płacząc. Hitomi skinęła z zadowoleniem głową, cieszyła się, że chociaż trochę przemówiła jej do rozsąd-ku. Początek już bynajmniej zrobiła ... W nocy opowiedziała o wszystkim swemu mężowi. Słuchał ją z uwagą, sam był zaś zaskoczony, że Aleksander ma ... takie zdolności. - Bardzo dziwne, że Leylia jest do tego stopnia w nim zadurzona. ? powiedział w końcu. - Myślisz, że dobrze zrobiłam? - Jasne, sam bym tego lepiej nie zrobił. - Boję się o nią. - O Leylię?! Nie, ona da sobie radę. Pewnie jutro będzie znowu żartować z naszego sąsiada. - A ma z czego żartować.- uśmiechnęła się Hitomi. - Tam jest dosłownie dom publiczny, niedobrze mi się robi kiedy o tym pomyślę ...- zaczął Niklas. - To ostatecznie jego sprawa co robi z pieniędzmi. - A! Jeżeli już jesteśmy przy pieniądzach. Qvol prosił byś przyszła, mają nowych dealerów, potrzebujemy dobrych i zaufanych ludzi, dlatego reaktywujemy rezerwy. - Rozumiem, pojadę jutro w nocy, jak mi prześle fax. - O to się nie martw ...- przytulił ją mocniej do siebie. - Jak długo jeszcze będziecie trzymać tu tego policjanta?- spytała rysując na jego klatce piersiowej jakieś znaki. - On się nazywa Vengel, kochanie. Chcemy coś z niego wydusić, jak na razie nie mówi nic. - Mogę się z nim zobaczyć? On mi pomagał i chciałabym go namówić, by cokolwiek powiedział. - Może masz rację, jeżeli ktokolwiek będzie to umiał zrobić, to z pewnością ty.- uśmiechnął się całując jej włosy. Jego dłoń opadła na jej brzuch. Poczuła ciepło przeszywające ją na wskroś, odetchnęła z trudem. Wie-działa, o czym teraz myśli. - Hitomi ja ... Jesteśmy już tak długo małżeństwem ...- zaczął z trudem.- Czy nigdy nie myślałaś? - O dziecku?- spytała opierając policzek na jego piersi. - Byłbym dla was dobry i rozpieszczał ponad miarę. Hitomi ja pragnę mieć dziecko. Czuję się taki dorosły. Jakbym coś zostawił za sobą i wreszcie dojrzał. - Ja także często o tym myślałam, ale ...- nie dokończyła. - Ale?- dopytywał się. - Boję się, że nie sprostam obowiązkom matki i żony ...- szepnęła w końcu. - O to się nie martw!- zawołał cicho i roześmiał się- Ja ci zawsze będę pomagał, nigdy nie będziesz sama, dlatego razem damy sobie radę... ROZDZIAŁ XX

Niklas miał rację twierdząc, że Leylia znów zacznie być sobą. Nie czekali długo, już kilka dni później zaprosiła ich na kubeczek sake i uśmiechając się promiennie stwierdziła, że naprawdę była dziecin-na. Hitomi uśmiechnęła się do męża, który objął ją ramieniem. Po mile spędzonej godzince dziewczyna wsiadła na motor i ruszyła do kwatery. Przywitawszy się z ochroniarzami podała swój kod i weszła do ce-li, w której siedział Vengel. Była przerażona kiedy zobaczyła w jakim jest stanie. Był tak dotkliwie pobity, że nie było na nim ani jednego zdrowego skrawka ciała. Nie bacząc na swoje spodnie uklękła przy nim, jeszcze jej nie rozpoznał. Dotknęła więc delikatnie jego włosów, zupełnie tak jakby chciała sprawdzić czy są tylko tak zakrwawione czy spocone. -Hitomi...- jęknął w końcu. - Vengel - zaczęła z trudem- Miałeś rację, mogłam sypnąć. Mnie chociaż tak nie bili. Błagam, musisz im powiedzieć... - Przyszłaś tu by mnie namówić?- spytał ostro. - Tak. Ty mi także pomagałeś. Gdyby nie ty z pewnością nie żyłabym teraz. - Nie powiem nic. - Czy chcesz tu zostać?!- rozglądnęła się wkoło- To jest dno, jest was tu około stu! A ty nie jesteś kimś szczególnym, żeby przychodzili do ciebie codziennie! - Hitomi, to miłe z twojej strony, ale ... - Przestań chrzanić!- krzyknęła rozzłoszczona- Czy ty nie rozumiesz ?! Oni cię zabiją. Zabiją!!! Zrozum, błagam to jedyne wyjście ... - Dlaczego płaczesz?- dotknął posiniaczoną dłonią jej bladego policzka.- Czy to przeze mnie? - Tak ...- szepnęła- Jesteś dla mnie kimś więcej niż znajomym. Pomagałeś mi i mimo, że zawsze na ciebie tak krzyczałam, czułam się przy tobie bezpieczna, ale teraz chcesz się zabić i ja nie wiem co mam zrobić by cię przekonać ... - Ach Hitomi.- pokiwał głową chowając dłoń pod brudną koszulę. - Proszę ... Jeżeli przejdziesz na naszą stronę. To ... - Wykluczone, nie jestem ... - Och proszę.- zacisnęła dłonie na piersi.- To bardzo ważne. - Dziękuję ci, ale ja nie mogę. Musisz to zrozumieć, ty byłaś w podobnej sytuacji ...- mówił cicho. - Masz rację, ale ja cię stąd wydostanę. Obiecuję. A potem jakoś sobie poradzimy. Dobrze? - Hitomi. - Dobrze?!- nalegała. - Dobrze ...- uśmiechnął się smutno. Miał małe szanse na przeżycie, jeżeli nie zgodzi się na jej propozycję. Dziewczyna wyszła po tym z celi i w swoim biurze odebrała towar. Vengel nie był taki łatwy do przekonania, jak myślała. Ale jakoś da sobie radę. Przebrawszy się w swój czarny, obcisły ochraniacz wskoczyła znów na swój motor i ruszyła z sza-leńczą prędkością przez prawie puste ulice miasta. Lunął deszcz... Bardzo długie włosy Hitomi trzepotały teraz na wietrze. Minęło trochę czasu zanim nie zatrzymała się na parkingu przed Tokio tower. Patrzyła uważnie wkoło, nikogo jednak jeszcze nie było. Wściekała się, że musi w taką pogodę czekać. W końcu usłyszała klakson. Z uśmiechem popatrzyła na podjeżdżający do niej samochód. - TSUNAMI?- spytał jakiś zachrypnięty głos, już go skądś znała. - A niby kto?- żachnęła obojętnie. - Masz towar? - Jasne, ile chcesz? - Dwa kilogramy ...- odparł. Hitomi przygotowywała proszek, cały czas zastanawiajac się skąd zna ten głos. W końcu olśniło ją. To ten facet, który jej pomógł, a potem wykorzystał!!! Pobladła z wściekłości. Teraz mu się odpłaci. W aucie był jeszcze jeden mężczyzna. Siedział za kierownicą. - Nie pamiętasz mnie?- spytała powoli. - Nie rozumiem.- obruszył się. - Jesteś przecież moim przyjacielem, gnido jedna.- syknęła przystawiając lufę pistoletu do jego czoła, krzyknęła do szofera by nie ważył się ruszyć. - Hitomi, Hitomi ...- pokiwał przecząco głową - Było przecież super. - Zależy dla kogo.- odbezpieczyła broń. -Nie strzelaj, po co ci problemy? - Jedynym problemem jaki będę miała to nowe auto, jeżeli nie będzie w niej pełno twojej krwi!- syknęła w jego stronę. - Błagam, przecież ... - Nie tłumacz mi się teraz. Kiedyś ci obiecałam, że ciebie zabiję. Teraz muszę dotrzymać obietnicy... - uśmiechnęła się i strzeliła. Tak jak myślała, czaszka pod wpływem lasera wybuchła rozbryzgujac mozg na wszystkich szybach. Szoferowi kazała wyjść z auta i powiedzieć gdzie mają kasę. Kiedy tamten chciał uciec zastrzeliła go patrząc na strugi krwi rozpryskujące się w powietrzu. W skrytce w aucie znalazła mnóstwo pieniędzy. Jej domniemany przyjaciel był najwyraźniej politykiem, roześmiała się nerwowo kiedy przeliczyła pieniądze. 100 000000 jenów i kil-ka stu dolarówek nie dostaje się codziennie. Drżącymi dłońmi wpakowała je do schowka w motorze i ru-szyła do kwatery. Tam poszła od razu do szefa. Qvol był jeszcze grubszy niż kiedyś. Uśmiechnęła się kła-niając mu się nisko. - O co chodzi?- spytał wypuszczając z objęć na wpół nagą dziewczynę, która znikła zaraz za drzwiami. Hitomi pewnym krokiem podeszła do jego biurka i otworzyła aktówkę, w której poukładała starannie pie-niądze. Qvol wybałuszył oczy i przełknąwszy głośno ślinę popatrzył na nią ze zdziwieniem. - Skąd masz tyle kasy?- spytał ostro. - Polityk.- wzruszyła ramionami. - Wspaniale! Kiedy ponownie przyjedzie? - Raczej nie będzie tego mógł zrobić. - Na miłość boską, załatwiłaś go?! - Nie mogłam inaczej ...- wytłumaczyła spokojnie. - Och, bo co?! Podobałaś mu się i wepchnął cię do auta?!- pytał wściekły. - Nie, on kiedyś mnie wykorzystał. I zemściłam się na nim. - Ty idiotko.- wrzasnął patrząc na nią - Wiesz ile kasy przejdzie nam kolo nosa? A pomyslalas w ogole o policji??? Cos ty sobie w ogole przy tym myslala? Jego dłonie zacisnęły się w pięści. - Posłuchaj stary.- wysyczała przez zaciśnięte zęby- Jakby też nie było masz tą kasę i zrób sobie z nią co chcesz. Ja na dzisiaj wykorzystałam moje siły. Nie mam zamiaru się z tobą sprzeczać. Lepiej niech przyj-dzie do ciebie ta dziwka i ...- nie dokończyła. Qvol poderwał się ze swojego miejsca i przycisnął ją do ściany. Hitomi popatrzyła na niego obojętnie. - Mężatka czy nie.- Qvol dotknął jej piersi- Jeżeli tego zechcę będziesz moja ... - Wolałabym nie.- powiedziała to z taką ironią, że jego dłonie zacisnęły się na jej piersiach z taką siłą, że jęknęła z bólem. - Zobaczymy ty diablico.- zdarł z niej bluzkę. Teraz Hitomi się przestraszyła. Nie sądziła bowiem, że Qvol, członek jej nowej rodziny po ślubie, zdo-będzie się na przejaw przemocy wobec niej. Tymczasem jego dłonie już rozpinały jej spodnie. Wrzasnęła wściekła i spróbowała go odepchnąć. Lecz to tylko pogarszało sprawę. Rozpuściła włosy by okryć się nimi, jak płaszczem. - Zostaw mnie, bo Niklas ...- jęknęła, głos jej zadrżał. - No chodź, zrobimy to tu. Tego było dla niej za wiele. Uderzyła go w twarz z taką siłą, że cofnął się o krok. - Nie waż się mnie dotykać! - syknęła, próbując uciec w stronę drzwi, w których znikła kochanka szefa. - Nigdzie nie pójdziesz. Popchnal ją na ziemie z taką siłą, że leżała chwilę oszołomiona nie wiedzac co sie dzieje. - Niklas - myślała zdespe-rowana. Ostatkiem sił próbowała odepchnąć od siebie jego drżące ręce. Tłumionego krzyku, nikt nie mógł usłyszeć. Szamotali sie jeszcze przez chwile, gdy nagle do sali wszedł Niklas. Był cały czerwony, a kiedy zobaczył ich na ziemi... Nago... Rozbolałą twarz Hitomi, jej dłonie oparte na jego ramionach. Pobladł zupełnie. Qvol uśmiechnął się, kiedy go zobaczył. Akt miłosny rozpoczął się już od dawna. - Niklas ...- szepnęła blada Hitomi- Pomóż mi ... - Ty świnio.- syknął w kierunku szefa i rzucił się ku nim. Qvol był do tego stopnia zadurzony w Hitomi, że nie ruszył się nawet . Niklas próbował go ode-pchnąć. - Jeszcze chwila ...- wysapał szef.- Poczekaj do diabła! - Ona jest moją żoną!!!- wrzasnął rozgoryczony Niklas- Zostaw ją ... - O rany! Jeszcze chwilunia ...- uniósł oczy ku górze. Ciało Hitomi napinało się coraz mocniej. -Niklas! Krzyknęła rozpaczliwie Hitomi. Mężczyzna popatrzył na nich i w końcu wy-ciągnął pistolet w stronę Qvola. Tamten wybałuszył na niego oczy. - Nie odważysz się.- sapnął. - Wiesz, że się odważę. - Niklas ...- głos Hitomi był okropny. Brzmiał jakby była w obłędzie. - Zostaw ją do diabła!- krzyknął w jego stronę, a gdy tamten nie przestawał - strzelił. Qvol osunął się na plecy. Niklas spojrzal na dziewczynę leżącą na ziemi. Patrzyła szeroko otwartymi oczami w sufit. Potem przeniosła te same oczy na niego i skuliła się w kłębek. - Mój Boże, Hitomi ...- szepnął patrząc na jej podrapane ciało. Dziewczyna rozpłakała się, kiedy owijał ją swoim czarnym, długim płaszczem. Potem zaniósł ją do szpi-tala gdzie opatrzono jej rany. Kiedy wszystko załatwili w kwaterze, pojechali do mieszkania. Hitomi nie odezwała się ani słowem do męża. W nocy z trudem stwierdziła, że za nic w świecie nie chce, by on teraz się do niej zbliżył. Niklas bezsilnie wsłuchiwał się w jej płacz. - Błagam, nie płacz Hitomi ...- szepnął. - Niklas ...- szlochała- Niklas ...

ROZDZIAŁ XXI

Tym razem Hitomi bardzo starała się być silna, lecz upokorzenie i strach tkwiły w niej tak mocno, że bała się wszystkiego. A szczególnie czułości okazywanej jej przez Niklasa. Aleksander miał w tej sytuacji zu-pełnie inne miejsce. Jako, że nie interesowały go dziewczyny, Hitomi czuła się przy nim bezpieczna i mo-gła wypłakiwać się do woli. W swej udręce nie zobaczyła nawet jak bardzo przez to cierpi jej mąż... Qvol nie żył, dlatego musieli postarać się o nowego prezesa. Nie było to jednak takie łatwe i w końcu za biurkiem zasiadł bardzo zdolny, młody mężczyzna o nazywał się Ulvhedin. Niklasa uwolniono spod oskarżeń, gdyż uznano zgodnie, że działał w obronie swojej żony. Hitomi śmiała się kiedy ogłaszano wynik sądu, Niklas zaś odetchnął z ulgą. Za sprawą ,nowego prezesa wszystkie rzeczy za-częły toczyć się inaczej niż przedtem. Wszystko odnalazło nową energię. Jedyną wadą nowego prezesa była jego szczególna zdolność do bestialstwa. Qvol był za to niepoprawnie pobłażliwy w wielu sprawach, dlatego teraz większość osób w mafii, szczególnie mężczyźni ubóstwiali wprost nowego szefa. Wszystkie sprawy zostawały więc rozstrzygane w bestialski sposób i nikomu to nie przeszkadzało. TSUNETAMI bardzo szybko wydźwignęła się z długów, które narobił Qvol, w dodatku wzbogacając się dwukrotnie. Ulvhedin okazał się najlepszym dotychczasowym prezesem mafii i wszyscy byli z niego bardzo zadowo-leni. Co prawda mężczyzna lubił się zabawić i miał szeroki krąg przyjaciółek, ale kto by tam na to zwracał uwagę?! Hitomi postanowiła wykorzystać sytuację i uwolnić biednego Vengela, który wciąż jeszcze tkwił w swej celi. - Ja się nim zajmę!- powiedziała do szefa. - Jasne.- pokręcił przecząco głową. Nie był zbyt urodziwy, ale miał w sobie coś, czego dziewczyna nie umiała dokładnie określić. - Nie ma mowy, on jest gliną i trzeba się z nim rozprawić. - Ale on mi uratował życie! - To wspaniale, podziękuj mu i będziesz kwita. - Nie kpij sobie ze mnie!- popatrzyła na niego ze złością- Zależy mi na nim, nie rozumiesz? - To mnie nie obchodzi!- obruszył się patrząc na jej bardzo długie włosy, mimo że spięte w koński ogon, sięgały jej do połowy ud. - Proszę, przecież musi być jakiś sposób...- błagała go. - Może jest, ale nie chcę skończyć jak Qvol...- uśmiechnął się. Hitomi z obrzydzeniem przypomniała sobie jego poprzednika i mimowolnie zastanawiała się, czy wszyscy mężczyźni myślą tylko o tym jednym. - I innego sposobu niema? ? spytała bezgłośnie. - Jest, jeżeli wydusisz z niego informacje na temat przewozu do obozu naszych ludzi, to go wypuszczę. - Nie ma sprawy.- uśmiechnęła się i wyszła ukłoniwszy mu się nisko. Poszła do celi Vengela. Kiedy tam się pojawiła była w szoku, kilku mężczyzn kopało go, mimo że był nieprzytomny. - Wystarczy chłopcy.- powiedziała szorstko. Mężczyźni popatrzyli na nią i na jej stopnie oficerskie, które nosiła na ramieniu. Potem wyszli nic nie mówiąc, lecz pozostawiając na ziemi zakrwawionego Vengela. Hitomi z jękiem opadła koło niego na ko-lana. Powoli i ostrożnie ułożyła go w swoich ramionach, by go ogrzać. Minęło sporo czasu zanim się ock-nął. Jego ciemne oczy popatrzyły na nią ze zdziwieniem. Hitomi uśmiechnęła się delikatnie. - Wezmę cię stąd. ?powiedziała cicho. Vengel pokiwał jednak przecząco głową. - Nie...- wyszeptał. - Nie zostawię cię tu, słyszysz?! Za nic w świecie, już dostatecznie dużo się wycierpiałeś. Teraz przepro-wadzisz się do mnie, a ja cię już wypielęgnuję. Dobrze? Patrzył na nią bardzo długo. Hitomi widziała ten zimny cień w jego oczach, który bardzo ją niepokoił. Po-woli pocałowała go w posiniaczone czoło. Jego skóra przybrała już bordowo- czarnego odcieniu. Tak bar-dzo się o niego bała. Kiedy odjęła usta od jego czoła i popatrzyła na niego, z oczu skapnęły jej łzy. Nie mogła ich powstrzymać. - Zrób to dla mnie, na miłość boską. Błagam...- szepnęła łkając. Wtedy Vengel uśmiechnął się. Ale był to tak słaby uśmiech, że Hitomi bała się, że jest to tylko grymas bólu na jego twarzy. Potem mężczyzna skinął głową. - Dziękuję! - uśmiechnęła się przez łzy- Dziękuję! ... Musisz mi powiedzieć, kiedy przejadą jeńcy do obo-zu... Mężczyzna jęknął ze zgrozą. Mimo, że zgodził się na współpracę nie mógł tak do końca pogodzić się z tym, że od tego dnia stanie po złej stronie prawa. - Za dwa... tygodnie...- wyszeptał tak cicho, że ledwie go usłyszała pochylając się ku niemu- O 4:00... - Dobrze... Tak bardzo ci dziękuję za pomoc uśmiechnęła się i wyciągnęła komórkę. Dłonie miała zakrwawione, czuła mdłości jak na niego patrzyła. Ale chciała mu koniecznie pomóc. Ko-niecznie i za wszelką cenę. Na klawiaturze wybiła numer i przekazała wiadomość. Ulvhedin był bardzo zadowolony i pozwolił wynieść Vengela z celi, do domu Hitomi. Niestety nie uzyskała pozwolenia, na sen regenerujący dla mężczyzny, ale mimo wszystko czuła narastającą radość. Kiedy ułożono mężczyznę w jej byłym pokoju poczuła się dziwnie bezradna i bezsilna. Co miała teraz zrobić?! No tak... Na początku trze-ba będzie doprowadzić go do porządku, by potem ktoś bardziej doświadczony mógł się nim zająć. Przy-niosła piękną porcelanową misę i nalała do niej wody. Potem przyniosła także szmatkę i usiadła przy nim na łóżku. Patrzył na nią ze zdziwieniem. - Mam nadzieję, że nie urażę cię niczym. Jestem raczej kiepską pielęgniarką i dlatego proszę ciebie o cier-pliwość...- uśmiechnęła się przepraszająco do niego i drżącymi dłońmi rozpięła potarganą koszulę. Miała z nią kilka problemów, gdyż przykleiła się do skóry Vengela. Namoczyła więc ją i dopiero potem ponownie spróbowała. Udało się! Mimo okropnych okaleczeń stwierdziła, że nie tylko twarz ma fascynu-jącą. Vengel przymknął oczy kiedy obmywała mu czoło zimną szmatką. Tak bardzo chciała mu ulżyć. Woda zdziałała cuda i już wkrótce wyglądał lepiej. Potem staranie, lecz równie ostrożnie obmyła mu klatkę piersiową. Mężczyzna nie spuszczał z niej oczu. To ją niezmiernie onieśmielało. Kiedy skończyła, popatrzyła na niego. Zniknęło wiele ran, lecz wrzody i zakrzepnięta krew pozostały przy naj-gorszych ranach. - Dziękuję...- wyszeptał z trudem. - Ty byś zrobił dla mnie to samo- uśmiechnęła się mocząc szmatkę w świeżej wodzie.- Tylko ja nie była-bym wtedy taka spokojna. - Ja też bym nie był... Ale jestem zbyt słaby...- przyznał. - Zaraz podam ci kroplówkę.- położyła mu drżącą ręką zimny okład na czole i podniosła się z zakrwawio-nego posłania. Kiedy wróciła Vengel spał, spał pierwszy raz od kilku dni. Z trudem wyszukała miejsca, w które udałoby jej się wbić igłę. Kroplówkę zawiesiła na haku przy oknie, a mężczyznę okryła ciepłym kocem. Potem stała chwilę patrząc na niego i zastanawiając się czy powinna jeszcze coś dla niego zrobić. Prześcieradło! Zupełnie zakrwawione... Delikatnie wyciągnęła je i włożyła do zsypu na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych