Mała
Tak na prawdę to nie wiem, skąd się oni wzięli, jak powstali. Wiem za to jak Ona się znalazła między nimi, bez wiedzy jak jej rodzina została naznaczona wamirzą krwią.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otwarła oczy i zobaczyła, że leży przykryta stertą świeżo obdarowanych wiosennym kwieciem gałęzi. Przesunęła powoli ręką do oczu przecierając je i niechcący rozsypując misterną konstrukcję odgradzającą ją od świata. Promienie silnego, majowego słońca przedarły się ogrzewając jej twarz. Powoli rozpoczęła wygrzebywać się ze swojej kryjówki i uwolniwszy się ze swojego kokonu rozpostarła swoje małe ręce jak młody motyl. Jej rozbiegany wzrok spostrzegł otaczający ją świat, pełen drzew, krzewów i rozśpiewanych ptaków. Obróciła się powoli dookoła sycąc się fascynującym widokiem. W pewnym momencie zahuczała sowa i mała dziewczynka pomiędzy drzewami została przytłoczona ich ogromem oraz swoją samotnością. Całą jej radość z nowego poranka zastąpiło stopniowo przerażenie. Jej głowa powoli podstawiała kolejne obrazy z poprzedniego dnia pozostawiając jednak wielką pustkę na końcu. Nie wiedziała gdzie jest. Fakt ten, gdy przebił się do jej świadomości, zahuczał razem z sową, rozdzierając jej twarz w krzyku, który odbił się echem po pustym lesie. Łzy pociekły strumieniem, jednak na głęboki szloch odpowiedzią było tylko echo... oraz sowa, która w przeciwieństwie do innych zwierząt podleciała bliżej, siadając na gałęzi kilka metrów przed dziewczynką. Stopniowo jej strach odchodził wraz ze łzami. Odrętwiała poczęła iść przed siebie, pozostawiając za sobą swoje schronienie ostatniej nocy (czy tylko ostatniej nie pamiętała). Nie potrafiła przypomnieć sobie kolejności zdarzeń wśród migawek, jakie w regularnych odstępach czasu przelatywały przed jej oczami. Widziała wysoką kobietę, wołającą ją gestem przyobleczonej w czarną skórę ręki. Widziała twarz ojca, biegnącego pędem przez ... jej wioskę. Domy wokół płonęły, gdzieś z boku mignął jeździec z pochodnią w ręku. Kszałty po chwili rozmyły się w szarym dymie, gryzącym, duszącym, śmiertelnym. Ocknęła się stojąc na małej dróżce, wydeptanej w środku lasu przez zwierzęta. Zaciekawiona sarna zatrzymała się w pół kroku, pilnie obserwując z kilku metrów człowieka. Dziewczyna usłyszała ją i odwróciła powoli głowę w tamtym kierunku. Stały tak dobrą chwilę wyczekując w napięciu na kolejne zdarzenie. Nieufonść sarny spotęgował bezruch w jakim zamarła jej przeszkoda - mała drobna postać, ubrana w szaro-zielone łachmany, patrząca wielkimi, niebieskimi oczami. Lądująca na jednym z drzew sowa niezgrabnie strąciła szyszkę, która upadając głośno, parę razy odbiła się od niższych gałęzi. Przestraszona istotka ludzka podskoczyła płosząc sarnę. Po chwili uspokoiły się krzaki zacierając ślad drogi ucieczki zwierzęcia. Mała pobiegła wzdłuż ledwo widocznej ścieżki. Słońce mocno pochyliło się zapowiadając koniec dnia, gdy mała znalazła się nad wartko płynącą rzeką. Pamiętała to miejsce, skupiając się przypomniała sobie znajome twarze brnące przez potok, trzymające nad głowami pakunki. Zobaczyła siebie, niesioną na ramieniu i niespokojnie wiercącą się w obawie przed zimną wodą pieniącą się tuż pod jej bosymi stopami. Ludzie w jej wspomnieniach podążali w górę rzeki, więc poszła za swoimi wspomnieniami. Długi marsz zawiódł ją do zakola rzeki, za którym ukazała się wioska. A raczej zgliszcza wioski. Dobrze pamiętała swój dom, swoją okolicę. Niestety miało się to nijak do tego co zastało jej oczy, gdy podeszła bliżej. Takie samo uczucie strachu jak z początku dnia przeszyło ją. Łzy w oczach rozmazywały obraz zniszczenia. Z wioski pozostało niewiele. Tam gdzie stało małe molo, które służyło za przystań, wystawały z wody nadpalone kikuty drzewca, niegdyś podtrzymującego konstrukcję. Duża stodoła, zbudowana nakładem sił wszystkich mieszkańców, zamieniła się w zabitego pająka, straszącego połamanymi kończynami, patrzącego znad ziemi szarymi resztkami tego, co niegdyś było wrotami. Mała postać zatrzymała się przed swoim domem, na miejscu którego kruki dumnie spacerowały przeglądając resztki, jakie zostały z pobielonych niegdyś ścian i pachnącego świeżą słomą dachu. Wiatr co pewnien czas podnosił popiół, dając w blasku zachodzącego słońca widmo srebrnej śmierci, unoszącej się tuż nad czarnym, spopielonym gruntem. Mimo ogarniającego ją strachu mała podeszła bliżej, wchodząc w piopielatą chmurę. Chciała poczuć coś - cokolwiek, co by zastąpiło zbliżający się głośnymi krokami strach. Zamiast tego w blasku słońca zaświecił się kawałek ziemii, dokładnie w miejscu, w którym niegdyś był róg jej domu. Podniosła z ziemii pierścień. Poznała znak swojej rodziny, dumnie noszony przez jej matkę. Mając go w ręku usłyszała głos matki, wielokrotnie słyszanej historii tego przedmiotu, mistycznie zdobionego w nieznanym ludziom języku, na widok którego wędrowny kapłan przeklnął ich i uciekł. "On zawsze był z nami. Dzięki niemu przetrwaliśmy i przetrwamy dalej. Pamiętaj o nim, córko.". Dziewczynka założyła pierścień na swój palec, przysunęła rękę do oczu. Kamień zdobiący przedmiot zabłyszczał silnie w słońcu mieniąc się odcieniami czerwieni. Opuściła rękę i pierścień zsunął się, łagodnie opadając między zgliszcza. Mała podniosła go raz jeszcze, tym razem zakładając go na kciuk, gdzie miał szanse się utrzymać. Tak zaaferowana znaleziskiem nie usłyszała zwierzęcia. Olbrzymi, stary wilk powolnymi ruchami zakradł się śladami dziewczynki i pewny swojego łupu wstąpił na zgliszcza domu. Gotując się do skoku niechcący poruszył nadpaloną belkę, która z trzaskiem opadła na ziemię. Na ten dźwięk mała odwróciła się, akurat w momencie, gdy szare zwierzę rozpoczylało swój lot. Krzyk dziewczynki rozdarł powietrze. Potężne uderzenie cielska zwaliło ją z nóg. Jej szczęściem wilk, lekko zdezorientowany wrzaskiem, nie capnął ją swoimi kłami - odbiwszy ciało dziewczynki wylądował parę kroków z bloku. Leżąc na plecach mała zaczęła przebierać panicznie nogami, wzbijając tumany popiołu i niezdarnie odsuwając się od swojego napastnika trafiła na resztki ściany. Wilk rzucił się ponownie w jej stronę. Dziewczynka zasłoniła twarz ręką i zamknęła przerażone oczy czekając na kolejne uderzenie. Mała usłyszała jęk wilka i głuchy łomot spadającego z wysokości cielska. Otwarła oczy tylko po to by je po chwili jeszcze mocniej zamknąć, aby uniknąć widoku zakrwawionej mordy zwierzęcia. Zaskoczony wilk podniósł się z ziemii i ze spuszczonym łbem odsunął się, krocząc tyłem, od małej. Po chwili odwrócił się i zwinnie przeskakując zwalone, czarne belki niegdysiejszej ściany, uciekł pozostawiając cieńką strużkę krwi. Ciszę, jaka nastała, przerwywało walące serce dziewczynki. W swoim przerażeniu szybko się pozbierała i zaczęła biec przed siebie. Opuściła resztki swojej wsi zapuszczając się znów w okoliczne knieje.
- Mała jest Zigwoa! - trzasnęła otwartą dłonią w stół. Wprawiony tym uderzeniem w ruch…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil IoneE
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…