Malujący obrazki
Malujący obrazki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Malujący obrazki
Już od dobrych kilku godzin włóczyli się po lesie. Ciężko było im się do tego przyznać, ale w końcu musieli to zrobić. Zabłądzili. - Mówiłem ci, żeby skręcić w prawo – powiedział Natan, lekko podenerwowanym głosem. - No i skręciliśmy - odpowiedział Peniel, w podobny sposób. - Ale nie wtedy, kiedy powiedziałem. - A jaka to różnica? - Duża, bo kiedy byśmy skręcili wtedy, to .... - Ale nie skręciliśmy i co? – Peniel prawie krzyczał. – Chcesz zawrócić? - Nie. - No, więc patrz po której stronie drzew rośnie mech, w końcu stąd wyjdziemy. Znowu szli w milczeniu. Męczyło ich pragnienie. Woda skończyła się im parę godzin wcześniej, a nigdzie nie widzieli najmniejszego nawet strumyka, źródła. Zmęczenie też dawało znać o sobie. Bolały ich nogi, nie byli przyzwyczajeni do tak długotrwałego marszu. Nie zatrzymywali się jednak, straciliby w ten sposób mnóstwo czasu. - Dlaczego nie skręciliśmy w prawo? - Zamknij się i patrz na drzewa. - Patrzę, ale i tak mam wrażenie, że chodzimy w kółko. Ten las nie może być przecież aż tak wielki. - Cicho! - Dlaczego? Nie będziesz mi mówił, co mam robić. Jeśli będę chciał sobie gadać... - Zamknij się w końcu i słuchaj! - A co usłyszę? - Po prostu słuchaj. Obaj zatopili się w słuchaniu, a cały las słuchał razem z nimi. Gdzieś z oddali dolatywało szczekanie psa. Czyżby udało im się w końcu znaleźć wyjście z lasu? - To pies? Prawda? – Spytał kontrolnie Natan. - Nie. Wiewiórka. A jakie inne zwierze szczeka? No jasne, że pies, jełopie. - Skąd to dobiega? - Właśnie próbuję to ustalić, ale ty ciągle musisz gadać. Ponownie nastawili uszu. - To stamtąd! – Pokazał palcem Natan. - Dzięki! Sam bym na to nigdy nie wpadł. Ruszyli nie spiesząc się początkowo, ale już po chwili nie wytrzymali i zaczęli biec, jak najszybciej chcieli się stąd wydostać. Las zaczął się przerzedzać, aż w końcu drzewa się skończyły. Wyszli na otwartą przestrzeń. Słońce oślepiło ich swoim blaskiem i nie wiedzieli w pierwszej chwili gdzie się znajdują. Kiedy wreszcie oczy przyzwyczaiły się do słonecznego blasku, miny im zrzedły. Co prawda wyszli z lasu, ale tylko pozornie. Byli bowiem na polanie, dokoła otoczonej drzewami. Kilkadziesiąt metrów przed sobą dostrzegli dom z niewielkim ogródkiem. Pies stał przed ogrodzeniem i szczekał. No cóż, przynajmniej będą się mogli napić wody, chwilę odpocząć i spytać o drogę. W drzwiach domu pojawiła się jakaś postać. Był to chłopiec sześcio może siedmioletni. Kiedy podeszli bliżej, pies uciekł do budy i teraz stamtąd ich oszczekiwał. - Cześć kolego! – Pozdrowił chłopca Peniel. – Czy jest tu z tobą któryś z twoich rodziców? - Uhm. – Przytaknął chłopiec. - A czy możesz ich zawołać? - Uhm. Mamo! Ktoś przyszedł! – Wrzasnął. - A kto? Nikogo się nie spodziewam! – Usłyszeli przytłumiony krzyk wydobywający się z wnętrza domu. – Spytaj czego tu szuka? - Zabłądziliśmy w lesie i chcieliśmy spytać o drogę, i jeśli by to było możliwe, również chwilkę tu odpocząć, napić się wody. - Tam jest studnia. – W drzwiach ukazała się kobieta w średnim wieku. Wyglądało na to, że jest pijana, żeby ustać musiała trzymać się framugi. Palnęła chłopca otwartą ręką w głowę. - Usuń się smarkaczu, twoja matka chce przejść. Nie widzisz? Chłopiec najwyraźniej przyzwyczajony był do takiego traktowania, bo ani nie jęknął. Usunął się matce i usiadł na ławce przy drzwiach. Podniósł z niej jakieś kartki papieru i zaczął coś na nich bazgrać. Kobieta przykucnęła, a potem usadowiła się na progu. Zaczęła mętnym wzrokiem przyglądać się obu młodzieńcom. Ci właśnie zbliżali się do studni. - Poradzicie sobie sami albo muszę wam pomóc? - Poradzimy sobie. Natan podniósł z ziemi wiadro i wpuścił je do studni. Tak długo obracał korbą, aż usłyszał plusk wody. Przekręcił jeszcze dwa razy, a potem zaczął obracać korbą w przeciwnym kierunku. - Wy, to chyba miastowi jesteście?! - Powiedziała zaczepnie kobieta. – Tylko miastowym zdarza się tu zabłądzić. - Natan i ja jesteśmy z Haub City. Przyjechaliśmy tu pod namioty. Ten, o którym była mowa, wyciągnął wiadro z wodą i zaczął z niego pić łapczywie. Kiedy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil T.R.Weich
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…