Mano - Początek
Opowiadanie z 2001 roku przeklejone z konta Misu, do którego niestety nie mogę się już dostać po takim czasie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wstęp Biegł. Szybciej i coraz szybciej, aż do utraty tchu. Wiedział, że jeżeli stanie - zginie. Jedynie to dodawało mu jeszcze sił... Nagle nie wiadomo skąd pojawiło się przed nim dwóch jeźdźców. Nim zdążył wyhamować i zawrócić zaatakowali. Dwóch potężnych jeźdźców na jednego człowieka, co prawda nie byle jakiej budowy, ale cóż znaczy jego siła w porównaniu z ich mocą i umiejętnościami. Uskoczył więc na bok w gęstwinę lasu. To prawdopodobnie uratowało mu życie, gdyż strzała wystrzelona z kuszy jednego z napastników wybuchła w miejscu gdzie przed momentem się znajdował. Nogi uchwyciły mu jakieś dziwne rośliny raniąc boleśnie ciało. Po chwili poczuł że traci przytomność, w ostatnich chwilach świadomości zorientował się, że to działanie gazu ze strzały, nie wiedział już że napastnicy nie zauważywszy go pognali w głąb lasu, ogarnęła go ciemność... Kiedy się obudził leżał w wielkiej komnacie, ze ścian oświetlonych pochodniami spływała woda. Sklepienie, ginęło gdzieś w mroku, lub być może było aż tak okopcone, że nie dało się go odróżnić od panującej po kątach ciemności. Leżał jeszcze przez chwilę, gdy nagle poczuł, że ktoś go obserwuje. Zerwał się gwałtownie, ale gdy ujrzał staruszka wykonującego uspokajający gest ręką, opadł bezładnie na posłanie i poczuł że ogarnia go ciemność... ...Kiedy się obudził leżał w wielkiej komnacie, ze ścian oświetlonych pochodniami spływała woda. Sklepienie, ginęło gdzieś w mroku, lub być może było aż tak okopcone, że nie dało się go odróżnić od panującej po kątach ciemności. Leżał jeszcze przez chwilę, gdy nagle poczuł czyjąś obecność obok siebie. Zerwał się gwałtownie, ale gdy ujrzał staruszka wykonującego uspokajający gest ręką, opadł na posłanie i zapytał: - Gdzie jestem? - Przepraszam cię za moje roślinki, pomyliły cię z jeźdźcami - odparł na to staruszek - Gdzie jestem? - zapytał ponownie - W bezpiecznej pieczarze - odparł staruszek - na razie się tym nie interesuj, wiec tylko że jesteś tu bezpieczny. - ...ciemność. ... - Gdzie jestem? - Ciekawe skąd wiedziałem, że właśnie oto się zapytasz, za każdym razem kiedy się budzisz mówię ci, że na razie nie masz się o co martwić i za każdym razem mam też nadzieję że usłyszę to jedno słowo... - Jakie? - Dziękuję. - Za co? - Bądź, co bądź uratowałem ci życie. - ... Rośliny, jeźdźcy... zaczynam sobie przypominać, jak się tu znalazłem? - Powiadomili mnie o tobie moi przyjaciele i wspólnymi siłami przynieśliśmy cię tutaj. - W takim razie winien im jestem wdzięczność i tobie też dziadku. - No teraz już lepiej, z tym, że wolałbym żebyś nie nazywał mię dziadkiem, jestem Gerwin, a ty? - Manon, na imię mam Manon. - Hm... Słyszałem kiedyś o Bogu posiadającym to imię, ale brzmiało jakby lekko inaczej... - Ten Bóg to Manom, zostałem nazwany na jego cześć przez ojca, który był pod wrażeniem świątyni, którą oglądał, kiedy byłem jeszcze w brzuch u matki. Moja matka mówiła, że to obraza nadawać dziecku imię Boga, ojciec się upierał i stanęło na tym, że zmieniono tylko ostatnią literę. Nikt nie może mieć pretensji. - Ciekawe, ale skoro mi o tym powiedziałeś to albo mi ufasz, albo to było kłamstwo, ale... - Ja nie kłamię - wszedł mu w słowo Manon - gdybym ci nie ufał i nie był ci wdzięczny, nie mówiłbym nic. - Dziękuję za zaufanie, przecież nawet nie wiesz kim jestem... No, ale narazie najważniejsze jest żebyś wyzdrowiał, wypij to a zaśniesz, odzyskasz siły. Manon wypił nie zastanawiając się wogule. Wiedział, że to źle, że tak od razu zaufał temu staruszkowi, ale on wygląda tak niegrooźźźnnniiieeeeee... - Miłych snów Manonie - dobiegło go jeszcze z daleka głos i zasną. Kiedy się obudził ponownie przyjrzał się pieczarze, była ogromna. Całe ściany zostały kiedyś pokryte zatartymi już przez wodę rzeźbami. Ale właśnie dlatego wyglądały one niesamowicie. W niższym rogu pieczary woda zbierała się w wyrzeźbionym w tym celu zagłębieniu. Manona zdziwiło to, że przy takiej ilości wody ziemia była sucha, po bliższym przyjrzeniu się stwierdził, że woda spływa do zbiornika specjalnymi rowkami umieszczonymi w ziemi i na ścianach. Strop był także wyrzeźbiony w taki sposób, że woda spływała w kierunku ścian a nie kapała na środek pieczary. Palenisko umieszczone przy zbiorniku na wodę sprawiało, że woda była tam stale ciepła, może nie gorąca, ale Manon nie wzdrygną się przynajmniej z zimna gdy obmył się nią.
Odrodzenie (1) Była piękna, miała kruczoczarne długie włosy zaplecione w warkocz, jej smukłe ciało pochylało się właśnie nad olbrzymim łosiem, którego przed momentem ustrzeliła z łuku. Odwróciła się i pokiwała do niego żeby podszedł. Wyszedł więc z krzaków i począł biec przez polanę. Z bliska była jeszcze piękniejsza. Usiadła czekając na niego. - No teraz możemy trochę odpocząć Manonie. - Dobrze - Mamy pięknego łosia - powiedziała i wysunęła prowokująco spod obcisłej skórzanej spódniczki udo. Manon zbliżył się do niej. - Przytul mnie - powiedziała szeptem. Ich usta zbliżyły się do siebie i... Manon znalazł się wśród ciemności. Stał i nasłuchiwał zdezorientowany, gdy nagle zapłonęły pochodnie, naokoło niego stały dziwne istoty i patrząc na niego wymieniały uwagi w jakimś dziwnym języku. Nagle krąg rozstąpił się i Manon zobaczył postać w czarnej szacie. Zbliżała się do niego i gdy była dwa kroki od niego rozmyła się. Manon zdał sobie sprawę, że jest przywiązany do metalowego kołka, który jest obracany nad ogromnym ogniskiem. Naokoło kręciło się mnóstwo kobiet, mężczyzn nie widział wcale. Dołożono do ognia... Manon obudził się z krzykiem. Usłyszał pospiesznie zbliżające się kroki. - Co się stało - usłyszał głos Gerwina, to go uspokoiło - Miałem straszliwy sen, jakaś piękna kobieta, dziwne istoty, rożen... - Prawdopodobnie to przeznaczenie domaga się abyś wyruszył je spełniać, ale może to być zwyczajny koszmar po przejściach których doświadczyłeś. - Jakie przeznaczenie, o czym ty mówisz? - O tym że gdy się zjawiłeś właśnie oczekiwaliśmy na znak od naszego Boga Heizona, w trakcie gdy spałeś ja i moi przyjaciele szukaliśmy czegoś na temat Boga Manoma. W jednym z pradawnych manuskryptów napisane jest, że Manom to syn Heizona. Bóg oddany w niełaskę, ale napisane jest też, że kiedyś wróci pod postacią potężnego wojownika, aby przywrócić chwałę swojemu Ojcu i wyciągnąć go z mroków zapomnienia, w ten sposób odpokutuje swoje winy, jakie, nie napisano. Odczytaliśmy też, że wojownik ten nie będzie miał Boskich Mocy, Zostanie obdarzony jednak siłą i rozwagą, a sam Manom nie ma prawa mu pomagać w jego misji i... - Jakiej misji, co to za brednie... - Nasz Bóg zesłał cię nam, w manuskryptach jest też napisane, że wojownik narodzi się na nowo na terenie świętego miejsca, i nie będzie się starzał, choć może zostać zabity przez istotę śmiertelną lub magię, jaką takowa posiada. - Jaką magię, ja nie mam pojęcia o żadnej magii, jestem ci wdzięczny za uratowanie życia, ale nie pakuj mnie do swoich zabaw i wymysłów. - To nie wymysły, jeszcze nikt nie przeżył ukłucia kolców jadowych, które posiadają moje roślinki, jednak tobie się udało. - To może być przypadek świadczący o tym, że jad nie jest w każdym przypadku śmiertelny. - Ten jad jest śmiertelnie śmiertelny, a ty... odrodziłeś się w świętej pieczarze naszego Boga. - Nie wierzę w to. - Musisz uwierzyć i spełnić przeznaczenie. Życie zostało ci zwrócone tylko po to żebyś mógł odpokutować winy swojego Imiennika, wiedz, bowiem, że imię Manom jest zapisane w naszych manuskryptach przez literę, która we współczesnym języku oznacza zarówno m jak i n. Jesteś, więc wybrańcem i musisz w to uwierzyć. - Nie wierzę. - Chcesz dowodu? - Manon pokiwał głową - więc spójrz w to zwierciadło, leżysz tu już trzy i pół roku, a jak na moje oko nie postarzałeś się wogóle. - Kłamiesz starcze, nie mogłem leżeć tyle czasy w tej pieczarze, to niemożliwe - Krzykną. - Nie kłamię, wiem, że to dla ciebie szok, ale musisz w to uwierzyć. Twoje przeznaczenie wyznaczyło przed tobą zadanie. - To w końcu Bóg czy przeznaczenie?? - zapytał uszczypliwie. - Nasz Bóg i przeznaczenie... to jedność. Kiedy poczuł się już lepiej. Wyszedł z pieczary. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Wioska druidów sławiących Heizona była ogromna. Znajdowała się ona na stoku góry. Większość pomieszczeń była wykuta w skałach. Tylko nieliczne jak np. chlew były wybudowane w pewnym oddaleniu. W centrum wioski została wykuta wielka hala zasłaniana w słotne dni zasłonami z wielkich liści. Sala ta była wykuta w skale w taki sposób, że wejście do niej było na całej jej szerokości. Tam właśnie poprowadzono Manona. Jak szybko zdążył się zorientować służyła ona nie tylko do zebrań starostwa wioski, ale także do ćwiczeń i wyrabiania różnych substancji o dziwnych zapachach. Od hali głównej odbiegało mnóstwo korytarzyków na różnych poziomach, z tym, że te wychodzące wyżej były zakończone balkonami. Manon został wprowadzony do jednego z takich korytarzyków. On i jego przewodnik szli długo, aż w końcu oprócz światła pochodni dostrzegli także światełko na końcu korytarza, wtedy przewodnik skręcił gwałtownie w lewo w niezauważalne przejście. Znaleźli się w obszernej komnacie wykutej w skale. Naprzeciwko wejścia siedziało sześciu starców. Była to słynna rada starszych znana mu już z opowiadań. - Witaj Manonie - powiedział jeden ze starców. - Witajcie druidzi - odpowiedział Manon i pokłonił się z szacunkiem. - Miło nam widzieć Cię w zdrowiu - Dziękuję za opiekę i uratowanie mi życia. - Nie zrobiliśmy tego dla Ciebie, słyszałeś już zapewne o swoim przeznaczeniu - Tak - Więc nie będziemy więcej o tym mówić. Poprosiliśmy Cię o przybycie, aby zadać Ci jedno ważne pytanie. - Słucham - Czy godzisz się na swój los? Manon zastanowił się, po co to pytanie, przecież jego los był już chyba przesądzony. Ciekawe, co zrobią kiedy odpowiem "nie". Tak zrobię to powiem "nie". - Tak - odpowiedział ku swojemu zdziwieniu - godzę się na swój los - a więc los rzeczywiście został przesądzony.
Szlak (2) Szkolił się już od 24 lat. Zarówno w sztuce posługiwania się bronią, jak i w prostych zaklęciach magicznych i ochrony przed nimi. Kiedy umarł ze starości ostatni jego nauczyciel i w świętym miejscu Kapłanów Heizona nie pozostał już nikt żywy. Wziął swój miecz i wyruszył w drogę. Przez te wszystkie lata uwierzył w swoje przeznaczenie, nie był co prawda zadowolony, cierpieć za czyjeś winy, ale cóż, jaki miał wybór. Nie wiedział nawet w jaki sposób na przywrócić chwałę pradawnemu Bogu, ale wierzył, że przeznaczenie wskaże mu drogę. Szedł długo przez lasy, i nie mógł znaleźć żadnej drogi. Po 12 dniach marszu dotarł wreszcie do jakiejś drogi. Staną przed dylematem, w którą stronę iść. Po krótkim postoju postanowił iść w kierunku, który wskaże mu słońce. Udał się, więc w kierunku wschodnim. Po drodze nie spotykał żadnych oznak ludzi i już zaczynał się obawiać czy dobry kierunek wybrał, kiedy nagle las przerzedził się i jego oczom ukazało się pole, zwyczajne pole, jakiego nie widział od tylu lat. Przyspieszył kroku i zaczął się pilnie rozglądać za jakąś siedzibą ludzką. Pierwsze co ujrzał to był dym, ucieszył się, że właśnie jest gotowana jakaś strawa i w końcu zje coś innego od druidzkich potraw, które były co prawda odżywcze, ale niezbyt smaczne. W następnej chwili zastanowiło go, dlaczego dym unosi się z kilku miejsc, a nie jak powinien z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MISUPL
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…