Market
migawki z życia marketu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
MARKET
Pierwszy dzień.
-Wpuść najpierw tych dwóch klientów po odbiór towaru. -Ten długi TIR bardziej na prawo, a te dwa mniejsze samochody jeden za drugim całkiem przy płocie! -Furgonetka z kwiatami, jeszcze bardziej do przodu, za tymi po odbiór. Nikogo więcej nie wpuszczajcie, bo widłak się nie obróci przy rozładunku. -Dzwoń na ogród, kiedy zabiorą te palety z ziemią, bo potrzebujemy miejsce, co znaczy, że nie mają nikogo wolnego! Podstaw im to pod bramą, to sami zabiorą. -Ej kierowca, kto tam u was wymyśla te palety, tego świństwa nawet spalinówką nie da się rozładować. Gdyby ten, kto je zaprojektował, usłyszał, co mówią sprzedawcy jak ustawiają te wasze dzieła sztuki na ogrodzie to ze wstydu złożyłby podanie o przyjęcie go na powrót do pierwszej klasy podstawówki! -Kafelki od razu niech budowlanka zabiera na halę, jak to, im się nie mieszczą, to po czorta tyle zamawiali, tu już nic więcej nie można postawić! -Płyt gipsowych nie ustawiaj tak wysoko, bo to wszystko kiedyś pieprznie i jeszcze kogoś przywali. -Ta paleta z sedesami nie może stać na dole, wstaw ją na regał. Ostrożnie, kochany, to jest porcelana, por-ce-la-na mówię! -Tyle razy się powtarza, przykrywać to zaraz po rozładunku. Przyjdzie deszcz, szlag dziadostwo trafi i trzeba będzie szukać winnego. -Kto porozstawiał tutaj te palety z transportami do klientów, jest przecież na nie specjalnie wyznaczony kont, co znaczy brakło tam miejsca? Muszą się zmieścić! Tylko przypadkiem nie ustawiać ich jedna na drugiej. -Kinkiety niech elektryczny zabierze do siebie, kto im będzie pilnował tutaj ich szkła, paranoja! -Kto grzebał w tych dokumentach? Przecież wszystkie segregatory jeszcze wczoraj były ustawione alfabetycznie! -Co, znów niekompletny transport do klienta, dzwoń na dział niech to uzupełnią. -Boże, czemu te kody są znów nieaktywne, niech ktoś coś z tym zrobi, przecież nie możemy za każdym razem oklejać ponad tysiąca doniczek, kto ma na to czas? -Czy każdemu z osobna trzeba powtarzać, że kolorowa folia do kolorowych, a biała do białych, papier do zgniatarki, a drewno do tego wielkiego kontenera, co to znaczy, że dopiero od wczoraj pracujesz, wystarczy, był czas się nauczyć! -Maże ktoś mi potrafi przeczytać, co ten orzeł tutaj nasmarował, za skarby nie uwierzę, że to po polsku. -W domu też zostawiasz skarpety na stole? Palety mają być na jednym miejscu, a nie tam gdzie akurat spadły z paleciaka! -Nowy masz uprawnienia na boczniaka? No, to, na co czekasz, boczniak stoi, a dostawa nie wywieziona. Na dziale powiedzą ci gdzie to postawić. Tylko uważaj na klientów, plączą się wszędzie, nawet łańcuszki im nie przeszkadzają Adam ostrożnie lokuje widły pod paletą cementu i podnosi ją kilka centymetrów nad podłogę. Podjeżdża do wyjścia na pełną ludzi halę, wśród, których uwijają się sprzedawcy w charakterystycznych, przyjemnych dla oka koszulkach. Adam, czuje jak pot strugą spływa mu wzdłuż kręgosłupa. Cholernie niemiłe uczucie. Ustawia paletę w najbliższym wolnym miejscu i pospiesznie wycofuje się na tętniące własnym rytmem zaplecze. Tu, daleko od bezpośredniego kontaktu z wrogim tłumem, czuje się o wiele bezpieczniejszy. -Boczniak zaliczyłeś, teraz przesiadaj się na spalinówkę i rozładuj tego TIRa, papiery są już w biurze. -Ale, ja … Adam próbuje coś powiedzieć. -Masz problemy to napisz do Przyjaciółki, a teraz trzeba to rozładować. Tylko pamiętaj, że patrzy się w tym kierunku, w którym się jedzie, na wieziony towar, no i oczywiście dookoła! Jednocześnie! Ostrożnie podnosi wysoką, krzywo zapakowaną, pokraczną paletę plastikowych worków wypełnionych jakąś ziemią. Cofający wózek popiskuje ostrzegawczo. Opuszcza widły nisko nad ziemię, paleta i tak zasłania całkowicie widoczność. Rusza do przodu. Wychyla głowę chcąc cokolwiek zobaczyć. Irytujące –pip-pip-pip-pip- nie milknie. Przecież jadę do przodu, powinno się wyłączyć, pewnie coś nawaliło, czemu musiało przytrafić się to akurat mnie i to pierwszego dnia pracy, żebym tylko przypadkiem w coś nie wrąbał. Szarpnięcie zmusza go do spojrzenia w bok. Wystraszony, zlany potem, ostro hamuje i odwraca nerwowo głowę. - Wstawaj! Nie słyszysz budzika? Dzisiaj twój drugi dzień w nowej pracy, chyba nie chciałbyś się spóźnić? Mówiłeś, że wczoraj było fajnie. Nie otwierając oczu, na pamięć wyciąga rękę, nieprzyjemne -pip-pip-pip-pip- milknie. Przeciąga się, wolne podnosząc ciężkie jeszcze powieki.
Zimna struga potu wzdłuż kręgosłupa pozostaje rzeczywistością.
GUFY
SEN SPRZEDAWCY
Dzień dobry, w czym mogę pomóc? -Potrzebuja dwa worki cymyntu i zaprawa somopoziomujunco. -Cement standardowy czy szybkowiążący? -Tuńszy. -Zaprawa Knaufa czy Atlas? -Wszystko jedno, byle dobro i wciep mi to do tego wuzyka, no i pokoż mi kaj sum panele na ściana takie biołe plastikowe. -Jeśli bierze pan jeszcze panele, to wygodniejsza będzie platforma, bo wózek jest zbyt delikatny na takie obciążenie i trudny do prowadzenia z wystającymi panelami. -Nie twoja sprawa, nie przejmuj sie, dom se rada. -Jak pan sobie życzy. To jest cement, a ten mniejszy worek to zaprawa, panele stoją w tym regale po lewej stronie. -Wciep mi dwie paczki, a jo ida łobejrzeć łokna. „Cholera, jak mam mu włożyć dwie paczki tych długich paneli do tego małego wózka i nie przejmować się? Paranoja”. -Czy pan nie widzi, że ten wózek przeszkadza?; Nie można się poruszać między regałami. Moglibyście trochę myśleć przy pracy. Cóż za tępaki tutaj pracują. -Pani wybaczy, to wózek klienta, w tej chwili go przesuwam. Szanowna pani może już przejść. -Trzeba było tak zaraz postawić. „Ty głupia babo, też bym wolał, żeby tamten dureń nie zostawiał wózka na środku”. - Czy pan tu obsługuje? - Tak właśnie kończę ładować panele i już do pana podchodzę. - Co za obsługa czekam już piętnaście minut i nikogo to nie interesuje. „Nieprawda. Dobrze widziałem, kiedy podszedłeś” - Pan wybaczy; Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - No nareszcie, niech mi pan coś powie na temat kafelków. - Interesują pana podłogowe czy ścienne? - A jaka to różnica! - Podłogowe mają inna strukturę, twardość, grubość, nasiąkliwość i ścieralność oraz są przeznaczone na podłogę, natomiast ścienne nadają się tylko jako wykładzina ścian, ponadto każdy z typów dzieli się jeszcze w zależności od rodzaju powierzchni i oczywiście wzoru. - Co pan myśli, że jestem głupi? Tyle to ja wiem, a zresztą, jeszcze sobie pooglądam. Co za obsługa? „Ale dupek”. - Te synek! „ To chyba nie do mnie, mam już dobrze po trzydziestce” - Te synek! Do ciebie mówię, macie tu wkłady kominkowe? - Oczywiście, o różnej budowie i wydajności cieplnej. - Eee, to wszystko lipa, ja szukam francuskich z dwoma szybkami z boków, takich jak kupił mój szwagier. - Te, przed którymi stoimy są właśnie francuskie, takiego z dwoma szybkami chwilowo brak, ale możemy go zamówić dla pana i w ciągu dwóch tygodni dostarczyć pod wskazany adres. - Eee, to wszystko lipa. „ Ratunku!!!” - Gdzie mój wózek z cymyntym i panelami? - Stoi przy regale z lewej strony. - No i jak jo z tym pojada przez sklep? Nie widzisz, jaki to dugie?! - Proponowałem platformę, zawsze jeszcze możemy przełożyć. - Nie twojo sprawa, dom se rada. „ Uff „ - Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - Proszę mi wyjaśnić, jak należy układać panele podłogowe. - Podejdźmy, proszę do tego stołu, tam panu zademonstruję kolejność czynności i wyjaśnię znaczenie poszczególnych materiałów. - Panie jo sie chce ino spytać. - Pozwoli pan, że odpowiem tylko na pytanie zanim podejdziemy do paneli? - Oczywiście, jeżeli tej pani tak bardzo się spieszy. - Tak, słucham, w czym mogę pani pomóc. - Mocie transport? - Tak mamy - E, pewnie drogi. - To zależy od odległości, a przy zakupie powyżej tysiąca zł jest 10 km gratis. - No to jo byda brała kahelki, cymynt, klyj do kahelków, 10 płytów gipsowych i te tam różne, żeby zrobić ścianka. No, czego pan tego nie pisze, drugi roz nie byda powtorzać! - Obsługuję w tym momencie tego pana, który wspaniałomyślnie zgodził się, abym tylko udzielił pani odpowiedzi. Skończę i podejdę do pani lub ten transport przygotuje pani któryś z kolegów. - Bogate jezdeście, sprzedować wom sie nie chce. - Pan wybaczy, nie zdawałem sobie sprawy, że ta odpowiedz może zabrać tyle czasu. - Nic nie szkodzi, widzę, że macie duży ruch, wezmę ten folder i przyjdę jutro. O jakiej porze jest najspokojniej, chciałbym chwilę porozmawiać. - Z samego rana między ósmą, a ósmą trzydzieści. - Dziękuję, a więc do jutra. „ Pierwszy normalny dzisiaj. Cholera muszę do toalety.” - Niech mi pan powie czy te listwy mają cenę za sztukę czy za paczkę? - Za sztukę. - Halo! Halo! Pana wołam! - Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - Chciałabym skompletować orynnowanie domu. Bo wie pan właśnie skończyli nam kłaść dachówkę, taką drogą, na całym dachu, na tym nowym domu. No wie pan, to duży, drogi dom, to i rynny muszą być porządne, a nie takie byle jakie. - Czy dysponuje pani dokładnymi wymiarami? - No przecież mówiłam panu, że dom jest duży. Chyba jakieś dziesięć metrów długi, a szeroki no taki na trzy pokoje, bo to duży nowy dom, piętrowy, a nie jakiś byle jaki. - Chcąc dokładnie dobrać rynny musiałbym znać dokładne wymiary budynku. Wówczas nie będzie odpadów. - A, to ja jutro przyślę ludzi niech im pan to wytłumaczy, dach to nie moja sprawa. „Cholera, niech mnie nikt nie szarpie za bluzkę, czy ja tu jestem w końcu sam??? Muszę iść do toalety, niech mnie nikt nie szarpie…” - Wstawaj, jest wpół do szóstej. Masz ranną zmianę!........ - No wstawaj, bo się spóźnisz do pracy! „O rany, ale miałem koszmarny sen”
„GUFY”
SEN DYREKTORA
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc? Lekko zdziwiony spojrzał w kierunku pytającej. Zdziwiło go nie pytanie, lecz głos osoby, która go zadała. Nie powinno jej być w tym miejscu. To nie jej działka. Dobrze, że ktoś w ogóle tutaj jest, pomyślał. Dziewczyna nie była ani ładna, ani brzydka. W kolorowej bluzce z czarnym napisem na plecach i służbowym uśmiechem na ustach stanowiła integralną część miejsca, w którym się znajdowała. Mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna, do którego zwróciła się z pytaniem spojrzał lekko roztargnionym wzrokiem na pytającą. - A, bo wie pani, ja szukam jakiegoś małego haczyka, żeby powiesić niewielki obrazek, a właściwie to jest laurka na imieniny, dostałem ją od mojej siedmioletniej chrześnicy. Właśnie zaczyna szkołę, bardzo miła dziewczynka. - Zależy, jaką ma pan ramkę, jeśli jest ciężka to polecam większe, ale jeżeli jest leciutka, to mogą być na przykład te. - Powiedziała podając mężczyźnie niewielkie pudełeczko. - Właściwie to nie mam żadnej ramki. - Więc zapraszam obok. Pokażę panu kilka rodzajów ramek różnej wielkości oraz antyramy - z pewnością coś się panu spodoba. Mamy duży wybór tych artykułów. - Chętnie obejrzę. Dyskretnie posuwał się za rozmawiającą parą. Nie było w jego zwyczaju podsłuchiwanie prowadzonych rozmów, ale ta wydała mu się rozwijać w całkiem interesującym kierunku. - Skoro chrześnica zaczyna właśnie szkołę, to może przydałyby się jej kredki lub piórnik z wyposażeniem? Zauważył, że dziewczyna idąc pokazać ramki sprytnie prowadzi obok stoiska z przyborami szkolnymi. - Właśnie wczoraj myślałem, co mógłbym jej kupić na rozpoczęcie roku szkolnego. Piórnik to ona już ma. - Więc polecam dwudziestoczterokolorowy komplet mazaków, który z pewnością jej się spodoba i będzie zarazem pożytecznym prezentem. - Ma pani rację, ona zawsze chciała mieć taki duży komplet. - Oto i antyramy, o których panu mówiłam. Polecam tą średnią jest lekka i jednocześnie nie za mała, chociaż, jak pan widzi mamy również mniejsze i większe, można, więc skompletować całkiem ładną dekorację ścian w mieszkaniu. - Muszę się pani przyznać, że dopiero przed tygodniem dostałem klucze do nowego mieszkania, a właściwie to jest stare, zniszczone mieszkanie, które wymaga remontu i te antyramy z pewnością jeszcze tam nie pasują. - Chodźmy, więc na dział budowlany gdzie koledzy zapoznają pana z pełnym asortymentem potrzebnych do remontu artykułów. Po drodze pokażę panu najnowszą kolekcję firan i zasłon. Myślę, że zechce pan również obejrzeć oświetlenie, które podkreśli urok nowo wyremontowanego i wymalowanego tymi na przykład farbami mieszkania. - Spojrzała głęboko w oczy mężczyźnie, pokazując jednocześnie z uśmiechem próbnik kolorów. - Mniejszy pokój chcę wytapetować. - To również nie stanowi problemu, zgrabnie odwróciła się w lewo, pokazując lekko uniesioną ręką regał z tapetami. - Ale, ja nie mam przy sobie tyle gotówki, przyszedłem tylko po ten haczyk. - W naszych kasach może pan zapłacić kartą płatniczą, lub, jeżeli pan woli inne rozwiązania, to stanowisko obsługi ratalnej udzieli panu bardzo korzystnego kredytu. Mieści się tuż obok kas. Idąc za rozmawiającą parą zerknął do koszyka. Oprócz paczuszki haczyków i antyramy leżał komplet mazaków i właśnie lądowało tam drugie wiadro farby. - Czy myślał pan o odnowieniu podłóg? …… Pięknie - pomyślał - zaczęli od haczyka, a przekroczyli ponad stówkę. Cholera, przecież nie mogę chodzić za nimi pół dnia. Wrócił do biura. Codziennych zajęć była taka masa, że nie miał nawet czasu spojrzeć jak zmieniają się cyfry w dziennej statystyce obrotów. - Tak, słucham - odebrał kolejny telefon - Dzień dobry. - Panie Dyrektorze, tu informacja główna, Kasia przy telefonie. Jeden z klientów właśnie finalizuje zakup na ponad dziesięć tysięcy i koniecznie chce z panem rozmawiać. Kurcze, pewnie znów facet chce rabat. Przemknęło mu przez myśl. - Proszę połączyć, pani Kasiu. - Dzień Dobry - …..-yski. Niewyraźnie wymówione nazwisko nic mu nie mówiło. - Nie mam zamiaru prosić pana o żaden upust. - Głos w słuchawce zdawał się odpowiadać na jego myśli - Chcę panu powiedzieć, że przyszedłem do was tylko po haczyk, a jutro rozpoczynam remont mieszkania. Wasz transport przywiezie mi wszystko na miejsce, a ponadto umówiłem się, że za dwa tygodnie przyjdę jeszcze wybrać donice i kwiaty. Chciałem pogratulować panu personelu, niech pan pamięta o nich przy premiach. Chciał odpowiedzieć, ale w słuchawce coś zaczęło trzeszczeć i buczeć. Otworzył oczy. Promień wschodzącego słońca, przez szparę w zasłonach, rysował wąską złotą linię na suficie. Piękny sen. Przeciągnął ramiona. No i skończył się we właściwym momencie. Nie trzeba się zastanawiać skąd i jak zdobyć pieniądze na te premie.
„GUFY”
TEST -Dzień dobry, w czym mogę pomóc? -Szukam klosza do mojego żyrandola. Kiedyś dość dawno temu były w sprzedaży takie sześciolampowe żyrandole z dużymi, wpółotwartymi, kulistymi kloszami w kolorze jasnobrązowym. - Niestety nie posiadamy w sprzedaży kloszy jako oddzielnego artykułu, jedynie jako części składowe kompletnych żyrandoli. - To może, chociaż potrafi mi pani powiedzieć, gdzie kupię takie klosze. Żyrandol jest stary, ale pasuje do mojego pokoju, no i ja jestem do niego tak przyzwyczajona, że nie wyobrażam sobie mieszkania bez tego żyrandola. - Proszę zwrócić uwagę na naszą ofertę, może któryś z kompletnych żyrandoli, którymi dysponujemy, również będzie pasował do pani pokoju. -Jestem tak bardzo przywiązana do niego, że nie wyobrażam sobie swojego pokoju z innym żyrandolem, ale niech mi pani…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gufy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…