Wróć do katalogu

Matala w paski

Dzień cudów...

KobietazMagdalii, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Matala tego dnia była dla mnie w paski. Ale… nie przyspieszajmy biegu zdarzeń! Przecież pierwszego dnia nie widziałam tam żadnych pasków. Pierwsza wizyta na tej ulubionej kiedyś przez hipisów plaży, przebiegła w atmosferze zachwytu pięknem zatoki. Szeroki i dość długi pas (nie pasek;) piasku-żwirku w objęcia biorą dwa skalne ramiona. Bardzo różniące się od siebie. Lewe ramię jest ciemnoszare i „obrośnięte” knajpkami, tawernami i pokrytymi liśćmi palmy restauracyjkami. Przy linii wody, w najszerszym miejscu, na białym tle, okraszonym kolorowymi kwiatkami, ktoś wymalował wielki napis – „Today is life, tomorrow never comes”. Cóż, Dzieci-Kwiaty.

Prawe ramię natura stworzyła z jasnego, złotego w świetle słońca piaskowca, o wyraźnych, poziomych liniach, z mnóstwem wydrążonych, przez hipisów właśnie, grot skalnych, na różnych wysokościach. Z oddali skała z otworami wygląda jak długi blok mieszkalny. Z obu stron kamienne ramiona łagodnie schodzą do morza. Podczas pierwszego dnia napotykały tam łagodną taflę wody.

Nic nie mąciło błogiej ciszy wczesnego popołudnia. Schowana w cieniu, patrzyłam na W. siedzącego w pełnym słońcu, bliżej wody i obserwowałam ludzi, którzy w upale wdrapywali się na „żółtą” skałę, żeby zajrzeć do grot. Tego dnia ja również nie oparłam się chęci sprawdzenia jak żyli tutaj kiedyś ludzie i zaatakowałam wnęki na „parterze”, od strony wody. Przepłynęłam najpierw do naturalnej jaskini a potem wdrapałam się na śliską skałę i stamtąd przeszłam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienko-pralnią – były tam wydrążone płytkie umywalki-wanny i otwory - tak, jakby miały tam być umieszczone krany. Skąd płynęła ew. słodka woda – pozostanie dla mnie tajemnicą. Nie chcąc iść dalej i zaglądać komuś, a szczególnie hipisom;) do sypialni, powściągnęłam ciekawość i opuściłam to miejsce również drogą morską. Na lądzie, pozwalając słońcu wysysać kropelki wody z powierzchni mojej skóry, patrzyłam jak prawie niezauważalna fala łagodnie głaskała drobny piasek przy brzegu. Słońce było coraz niżej, złota do tej pory skała zapłonęła soczystą pomarańczą. Pomyślałam, że to bardzo prawdopodobne, że w czasach „wolnej miłości” wiele dzieci poczętych zostało na tej właśnie plaży. Opuszczaliśmy to miejsce tęsknie oglądając się za siebie, z postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy. Nie wiedzieliśmy jak szybko.

Pomogła nam w tym pogoda. Następnego ranka, w Eloundzie, na wschodzie Krety, na bezchmurnym dotąd niebie pojawiły się skłębione, ciężkie, burzowe chmury. Przeczuwając kąpiel w deszczu, postanowiliśmy uciec przeznaczeniu. Nie bez wątpliwości pojechaliśmy wprost w największą nawałnicę, po drodze, w nagrodę, napotykając piękną tęczę. W samym środku burzy mięliśmy chwile zwątpienia czy kiedykolwiek ujrzymy jeszcze choć skrawek błękitu. Dzielnie i z determinacją jechaliśmy jednak dalej – cel został już obrany. Mniej więcej w połowie wyspy, na drodze z Heraklionu do Mires, chmury popędzane wiatrem rozpłynęły się tak szybko, jak się pojawiły. Na lśniącym świeżym, jeszcze mokrym błękitem niebie pozostały tylko niewinne, lekko zdziwione baranki a słońce świeciło dzikim, poburzowym blaskiem. W to nam graj! Zwyciężyliśmy nawałnicę i znaleźliśmy się po jasnej stronie mocy!

Jak wspomniałam – cel został już wcześniej obrany – a kto dotarł do pełnego owocowo-warzywnych bazarów, tętniącego rolniczym życiem Mires, nie może nie pojechać trochę dalej na południe – do Matali!

Pogoda jest zmienna i nawet ta pozornie zła może przynieść nieoczekiwanie miłe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych