Memories
Opowiadanie dla niektorych dajace nieco do myslenia...O przyjazni, milosci i trudnosciach zwiazanych z roztaniem sie z najblizsza osoba...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wstep
'I am so alike You, In so many ways. I know I'm just a copy, That carries on the stain.
But, We make the same mistakes. Cause, We are one in the same. But, We leave behind the stain. I cannot seperate.
How can I live without You?
Do you think of me? Do you dream of me? I always dream about You.'
Ill Nino- 'How can I live'
*****
Jest już późno. Spiesznie wbiegam po schodach kamienicy, mając po cichu nadzieje, ze nikt nie wyskoczy niespodziewanie i nie ochrzani mnie za hałas o pierwszej w nocy. Szybko docieram na poddasze, które razem z dziewczyna wynajęliśmy i przerobiliśmy na małe, skromne mieszkanie. Zawsze cos na początek. Szukam po kieszeniach po omacku kluczy, klnąc pod nosem na tego staruszka co oszczędza na świetle i nie pozwala zamontować żadnego oświetlenia na korytarzu. Niezbyt mi się uśmiecha wizja kolejnej nocki spędzonej na dworze... W końcu odnajduje klucze i cichutko otwieram drzwi, nie chcąc obudzić nikogo. - Aśka? Jesteś?- przyzwyczajony, ze siedzi ona często po nocach, czytając niezrozumiale kompletnie jak dla mnie artykuły o medycynie, nie zdziwiło mnie zapalone światło. Tylko tym razem poczułem się... dziwnie obco w mieszkaniu, jakbym był tu nieproszonym gościem. Rzuciłem pod ścianę ciężki od książek plecak i rozejrzałem się wokoło. Nasze wspólne mieszkanie jest jedna z rzeczy, z których czerpię największą radość. Przez okno w ścianie, a właściwie suficie, gdyż jedna ze ścian jest ścięta, pada światło na rozkładaną kanapę. Naprzeciwko niej stoi stary telewizor, jaki dostaliśmy w prezencie od naszego znajomego. Obok niego stoi komódka, a na niej, wśród różnorakich kwiatów w doniczkach, wspólne zdjęcia z kolonii sprzed ponad 10 laty. Na podłodze obok stoi wieża. Na lewo od wejścia znajduje się łazienka oraz kuchnia, oddzielone od reszty mieszkania drewnianym 'barkiem', jak to zwykliśmy nazywać. Ogólnie mieszkanie było całkiem przytulnym miejscem, gdzie każdy był mile witany. Moja uwagę przykuwa kartka leżąca na blacie 'barku'. Z zaciekawieniem podnoszę kartkę. Ku mojemu nieszczęściu, a może....?
Był słoneczny poranek. Koniec lipca. Zapowiadał się dzień dobry bardzo. I pewnie był. W życiu spotykamy ludzi i od pierwszej chwili wiemy, kto wniesie w nie cudowne, niezapomniane i szlachetne wartości. To byłeś Ty. Czułam to, wiedziałam, nie mogłam inaczej żyć. Tyle, że nie potrafię zrozumieć powodu... Dlaczego coś zaczynamy, skoro mamy tę przerażającą świadomość końca?! Dlaczego znowu ja?! Dlaczego...?
Część testu jest zamazana. Łzy? Jestem w stanie rozczytać mniej więcej do czwarte słowo. Przesuwam wzrok na koniec listu.
Tęsknota zostawia piętno na blasku samotnych dni. "Samotny wśród ludzi, którzy myślą 'on nigdy nie jest sam'". Jak wiele byśmy dali by cofnąć czas? By nie popełnić tego błędu... Gdybyśmy nigdy się nie poznali. Czy nie łatwiej byłoby żyć?! O ironio! Każdej nocy widzę Cię w moich snach. Czuję Cię. To znak, że moje serce umiera... A ja nie mogę znieść myśli, że muszę zostać. Zostać bez Ciebie... bo tak będzie lepiej... tak będzie dla nas obojga najlepiej.
Zegnaj
Asia
BTW: klucze od mieszkania zostawiłam u sąsiadów BTW2: nie szukaj mnie, proszę...
Wpatruje się pustym wzrokiem w kartkę leżącą na stole. Czytam raz za razem jej treść, nie mogąc uwierzyć w to. Siadam ciężko na kanapie, powoli przyjmując do świadomości straszliwa wieść. W jednym momencie przez głowę przeleciały mi wspomnienia...Wszystkie spędzone wspólnie chwile...Wszystkie Twoje uśmiechy, jak i uszczypliwe uwagi... Chwile, gdy jeszcze właściwie nie znaliśmy, ale już czuliśmy, ze będziemy razem na długi czas... Po moim policzku spływa łza. Najpierw jedna, powoli... Później to nie ma znaczenia, nie liczę ich. Płaczę.
*****
Za oknem słychać dzikie porywy śnieżycy. Ciężkie chmury prawie całkowicie zasłoniły księżyc, pogrążając pokój w mroku. Mimo to od czasu do czasu do środka pada samotny promień księżyca, oświetlając wnętrze srebrzystą poświatą. Po chwili wszystko przycicha. Siedzę na kanapie, trzymając na kolanach nasze wspólne zdjęcia. Podnoszę pierwsze z nich. Jesteśmy na nim razem, trzymam Cię na rękach. Mieliśmy ile, po 13 lat? Jakoś tak... W każdym bądź razie byliśmy jak dzieci, starające się mimo wszelkim przeciwnościom grac role dorosłych. Było to na naszej pierwszej wspólnej kolonii, gdzie się poznaliśmy i nawet wzięliśmy ślub. Uśmiecham się pod nosem, wspominając moją przysięgę.... 'I będę kochał Cię aż do końca życia...'. Nawet w najskrytszych snach nie spodziewałem się, ze te słowa urzeczywistnią się. Może jednak ktoś w górze naprawdę jest i przyglądał się nam? Spełniając ukryte w naszych sercach uczucia... W odpowiedzi widzę Twój uśmiech na zdjęciu. Odkładam je na bok i wyciągam kolejne zdjęcie. 'Już jakieś aktualniejsze...' Kolejna fotka z kolonii. Tym razem mieliśmy po 17 lat. Siedzimy z najbliższymi znajomymi przy ognisku, widać, ze jest wesoło. Nic z tego, ze jak to stwierdziła Asia '... nie ma nic lepszego, niż porządne ognisko w gorącą i duszna noc lipcowa'. Blisko siebie, przytuleni do siebie, zakochani, szczęśliwi.
*****
'Marzenia się spełniają. Lecz nie zawsze tak jak tego chcemy'
am.
Mieliśmy marzenie. Wszystko, czego pragnęliśmy, to być razem. Odkąd się poznaliśmy, wiedzieliśmy oboje, ze będzie nas łączyło coś więcej. Zabawne... Patrząc wstecz widzę nas, dzieci, nie do końca rozumiejące glebie swoich uczuć, ale mocno wierzące w nie... Przez cały ten czas nie mieliśmy odwagi powiedzieć sobie o swych uczuciach....O swej miłości... Dopiero po latach byliśmy wystarczająco odważni aby to sobie wyznać. Pamiętasz ten dzień? Z czasem oboje zauważyliśmy, ze rzeczywistość odbiega znacznie od naszych marzeń. Chcieliśmy to naprawić, ale 'przecież ludzie się nie zmieniają', czyż nie? Trwaliśmy w tym dalej, nie zważając na nic. Próbowaliśmy sobie wyjaśnić to (nasze 'wieczory filozoficzne'), ale zawsze wracaliśmy do punktu wyjścia. Bywały i nieco bardziej 'nieciekawe' wieczory, ale po jednym z nich uświadomiłem sobie... Zdałem sobie sprawę jak bardzo Cię kocham i pragnę abyś była szczęśliwa... Czy to beze mnie, czy ze mną. Pamiętasz? Zostaliśmy razem, a osobno. 'Cokolwiek byśmy nie zrobili, i tak będziemy dalej ze sobą- doskonale o tym wiesz...' Miałaś racje... Czy łatwiej by było nam, jakbyśmy nigdy się nie spotkali? Być może tak... Ale przepadłyby te wszystkie wspólnie spędzone wieczory...Te wszystkie chwile... Czy może byłoby lepiej, abyśmy o tym wszystkim zapomnieli? Nie znam odpowiedzi... Oczami wyobraźni widzę Cię... 'Nigdy Cię nie zapomnę... I nigdy nie będę żałować tego, co było miedzy nami'... Dzień, w którym powiedziałaś mi to, na zawsze utrwalił mi się w pamięci...
*****
Ale to już minęło... Ponownie byliśmy razem... Na długo...
...Do teraz...
*****
Szybkim krokiem przemierzam uśpione uliczki miasta. Echo moich kroków rozbrzmiewa w ziejących pustka oknach starych kamieniczek. Od czasu do czasu słyszę odgłosy roześmianych ludzi. Jak tu się można cieszyć, kiedy nie ma się już nic....? Zatopiony w swych myślach, nie zauważam nawet, kiedy dochodzę do małego, drewnianego mostu w parku. Obecnie całego oblodzonego, na swój sposób pięknego. W tym właśnie miejscu po raz pierwszy powiedziałem Tobie 'Kocham'... Pamiętasz ten dzień.?
Był już wieczór, słonce chowało się za drzewami, zabarwiając niebo w barwne odcienie błękitu i różu. Siedzę na barierce, nie zważając na wysokość i na to, ze drewno pode mną jest nieco spróchniałe. Miałem większe zmartwienia. Naprzeciwko mnie stoisz Ty. Ubrana w ciemnogranatowe 'dzwony' i czarna koszulkę z małym napisem po lewej stronie piersi 'Out of control'. Pamiętam Twoja minę, gdy powiedziałem Ci, iż zgadza sie to W zupełności. Włosy spływają Ci na ramiona, odbijając promienie słońca. Stoisz do mnie odwrócona plecami, jak zawsze, gdy poruszam temat, o którym nie lubisz mówić i obawiasz się go. Rozmawiamy o swych marzeniach. - Nikt mnie nie kocha, nikomu na mnie nie zależy i mam wrażenie, że... że nie potrafię uwierzyć w to, że będę szczęśliwa... No i jeszcze jedno marzenie... - słyszę jak Twój głos się załamał lekko, ale udaje, ze tego nie słyszałem. - Jakie to marzenie? - obawiam się, że nierealne.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ak.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…