Wróć do katalogu

Michaś - opowiadanie familijne

Pokręcone opowiadanie o kobiecie, mężczyźnie, przeprowadzaniu ankiet, sensie życia i paleniu papierosów.

NoktowizoR, opublikowano , 8 min czytania, 3,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MICHAŚ

Po zdjęciu czarnych okularów ten świat przerażający jest tym bardziej. Prawdziwy jest. Właściwe barwy wpełzają we właściwe miejsca. Wąż ślizga się po wszystkim co napotka, właśnie nas dotknął. "Pod wulkanem" Marcin Świetlicki

To był bardzo słoneczny dzień, lato. Przez zielony park szła młoda, około dwudziestopięcioletnia, kobieta. Była ubrana w krótką spódniczkę mini i obcisłą bluzkę, buty na obcasach. Niedaleko niej biegało małe dziecko, chłopiec, około trzyletni. Kobieta miała w ręku lusterko, w którym przeglądała się idąc przez park. Kolejno patrzyła na prawy, na lewy policzek. Wyciągnęła z torebki szminkę, umalowała się. - AAAAAAAAAAA! - ktoś krzyknął. Zatrzymała się. Schowała lusterko. Rozejrzała się wokół. Chłopca nigdzie nie było. Kręciła się w miejscu jeszcze przez chwilę. Zaczęła biec. - Michaś? Synku! Gdzie jesteś? Michaś?! Miała już ciężki oddech, sapała. Nigdzie go nie było. Na żadnej ławce, pod żadnym drzewem. Nigdzie. Po pewnym czasie zauważyła z daleka siedzącego na ławce mężczyznę. Przyspieszyła. To był niski, około czterdziestoletni, lekko łysiejący brunet. Był ubrany w szarą marynarkę, dżinsy. Do paska przyczepiony miał telefon komórkowy. Kiedy była już blisko, zapytała: - Nie widział pan może mojego synka? Mężczyzna przymrużył oczy. Wstał. - Pani syn nie żyje. - jego twarz nie wyrażała żadnej emocji. - Jest martwy. Wybiegł na ulicę niesiony na skrzydłach wolności i młodości, a jadąca z ogromną szybkością - zaczął gestykulować - ciężarówka niczym bestia z najprzepastniejszych czeluści piekielnych potrąciła go. Przewrócił się. - zrobił krótką pauzę. - Koła pojazdu zmiażdżyły to liche stworzenie. Jest ono teraz mokrą plamą na przestworze ulicy. Kobieta zaczęła kasłać. - Jest pani najpiękniejszą kobietą jakąkolwiek i kiedykolwiek widziałem - kontynuował. Kaszel ustąpił. Zarumieniła się. Na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. - Dziękuję... - Chciałbym panią zaprosić na kolację... Zmarszczyła czoło. - Noo, nie wiem.... Nawet pana nie znam. - Jestem Tadeusz. Podała mu dłoń. Ucałował ją. - A ja Józefina. Teraz już możesz zabrać mnie na kolację... Uszczypnął ją w tyłek. *** Józefina stała przed lustrem. Była uśmiechnięta. Robiła sobie makijaż. Malowała usta, paznokcie, pudrowała policzki. Robiąc to zaczęła sama ze sobą rozmawiać: - Czuję się wspaniale! - zaśmiała się głośno. - Cudownie! Zaczęła machać rękoma. - Tego bachora już nie ma. Jestem wolna! Sama. Tadeusz- Jest wspaniały. Ma tyle pieniędzy. Och!

*** Do drzwi zadzwonił dzwonek. Józefina podbiegła do nich. - Ojej! Spojrzała przez wizjer. To był Tadeusz. Otworzyła drzwi. Zamiast Tadeusza zobaczyła za nimi ogromny bukiet czerwonych róż. Kichnęła. Usłyszała jego głos: - Witaj kochanie! Wzięła od niego kwiaty. Dopiero teraz mogła go znowu zobaczyć. - Witaj ooogieerzeee... - Zaraz, zaraz! - ton jego głosu wskazywał na zdenerwowanie. Twarz zrobiła się lekko czerwona. - Idziemy na kolację. Ale bez takich mi tutaj. Uśmiechnęła się. - Oczywiście. Jak chcesz. - Weź torebkę i idziemy. - A kwiaty?! - No chyba nie będziesz brać ich ze sobą?! Nic nie odpowiedziała. Szybko pobiegła do pokoju, znalazła wazon i wstawiła tam róże. Wzięła czarną torebkę. Wyszli. *** Restauracja, którą odwiedzili nazywała się KOTLET DANCING RESTAURANT CLUB. Nad wejściem do niej wisiał ogromny, zielony neon informujący o tym. Kiedy znaleźli się w środku podszedł do nich szef sali. - Dobry wieczór państwu! Jaki stolik sobie państwo życzycie? - Potrzebujemy ciszy i nastroju... - powiedział Tadeusz. Józefina znowu się uśmiechnęła. Mężczyzna wskazał im stolik w końcu sali. Był ustawiony w rogu. Podeszli tam. Usiedli. Po chwili podszedł do nich kelner. Zapalił stojące na stoliku świece i podał im karty dań. - Co zjesz? - zapytał Tadeusz. - Nie wiem. - Ja też nie bardzo. - Polecam państwu zestaw firmowy. - odezwał się kelner. - Tak! Tak! Dwa razy! Bierzemy to! ? rozemocjonował się Tadeusz. Ubrany na czarno mężczyzna zapisał zamówienie na kartce i odszedł. - Trochę sobie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych