Miesiąc: Brazylijski Kwiat, rozdział 1
Daniel, znany biolog, ma wygłosić prelekcję dot. nowowynalezionego lekarstwa. Jednak w swoim gabinecie spotyka dwóch ludzi, którzy mówią mu o pewnym dziwnym wypadku...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1
13 kwietnia 2000 roku godzina 5:59, Wrocław
Słońce wyszło zza horyzontu miasta. Pomarańczowa fala delikatnego, wiosennego, jasnego światła zalała wszystkie mieszkania w całym Wrocławiu. Jedynie w sypialni Daniela wciąż było ciemno, a to przez zasłonięte żaluzje w jedynym oknie jego sypialni. Daniel był niewysokim, ciemnowłosym mężczyzną o piwnych oczach. Z wykształcenia biolog, lecz podjął się pracy jako naukowiec – farmaceuta w najlepszej firmie w Polsce, której był współtwórcą. Gablotka stojąca w rogu jego pokoju wypełniona była w każdym centymetrze kwadratowym certyfikatami, dyplomami oraz odznaczeniami. Na zielonej kartce po środku szafki napisane było: „Dyplom Naukowy 2000 dla Daniela Rewnego za całokształt pięcioletniej pracy”, na innym obok: „Za wynalezienie lekarstwa przedłużającego życie osobom chorym na raka – szczególne podziękowania, Prezydent”. Największy medalion leżący na jednej z półek miał wybitą rzymską jedynkę i na obrzeżach napisane: „Za zajęcie pierwszego miejsca w Ogólnoświatowym Konkursie Wiedzy Biologicznej” – ten otrzymał w 1990 roku, kiedy był na ostatnim roku studiów. W całym pokoju walało się pełno różnych, pozapisywanych papierów. Ubrania leżały przed otwartą szafą. Długopisy, cyrkle, ołówki i inne przybory pod biurkiem w kącie pokoju, a resztki po kolacji, kubek z kawą i pudełko po pizzy obok łóżka. Wszystko to było wynikiem wielogodzinnego (aż do czwartej w nocy) przygotowywania się Daniela do prelekcji, jaką miał wygłosić, by przedstawić nowy lek ratujący przed zawałem. Wybiła godzina szósta i rozległ się dźwięk, którego Daniel nie cierpiał – dźwięk dzwonka starego budzika stojącego na szafce obok łóżka. Leniwie podniósł jedną powiekę i spojrzał na zegarek, po czym od razu z powrotem padł głową na poduszkę. Przetarł oczy, spojrzał w sufit, usiadł i rozejrzał się po pokoju. Ileż by dał, żeby pospać jeszcze chociaż pięć minut, lecz obowiązki go wzywały. Prelekcję miał wygłosić o godzinie ósmej, a musiał jeszcze dojść do laboratorium i przygotować wszystko. Podniósł się z łóżka i ugiął pod osłabionymi nogami. Otworzył szeroko oczy, przeciągnął się i przepełzł z sypialni do łazienki.
***
Wyszedł z budynku, i aż przymrużył oczy od oślepiającego blasku słońca. Zszedł ze stopnia przed bramą i prawie by się przewrócił na ziemię, gdyby nie drzewo stojące obok, którego w porę się złapał. Okolica wyglądała dość skromnie. Klomb przed domem porośnięty był nieprzystrzyżoną trawą, środkiem biegła ścieżka, a dalej był plac zabaw. Ruszył przed siebie. Od budynku do przystanku autobusu, którym zwykle jeździł do pracy było niedaleko. Ciągnął się, jak pijany. Gdyby było ciemno, uchodziłby za zombie. Znajdował się kilkadziesiąt metrów od przystanku, kiedy zobaczył nadjeżdżający autobus numer 125. Chciał biec, lecz nogi mu na to nie pozwalały. Drzwi autobusu się otworzyły, a Daniel w ostatniej chwili wpadł do środka, lecz także na dwie, plotkujące kobiety w średnim wieku. - Co pan wyprawia?! – krzyczała głośno pierwsza. - Nie rozmawiaj z ćpunem. – powiedziała obojętnie druga, otrzepując się i z odrazą lustrując go od stóp do głowy. - Najmocniej przepraszam… – mówił, lecz one go już nie słuchały, tylko wróciły do swojej rozmowy. Był lekko rozdrażniony określeniem „ćpun”, ale w końcu tak wyglądał. Usiadł w tylnej, pustej części autobusu. Mimo iż się umył i przeczesał włosy, dalej wyglądał jakby dopiero co wyszedł z łóżka. Potrząsnął energicznie głową i wyjrzał przez okno. Drzwi pojazdu zatrzasnęły się z hukiem. Widział coraz mniejsze budynki osiedla, w którym mieszkał, aż w końcu zniknęły za zakrętem. Przez całą drogę powstrzymywał się od uśnięcia. Gdy autobus zajechał na przystanek koło rynku, wysiadł z niego, tym razem patrząc pod nogi, by przypadkiem znowu na kogoś nie wpaść. Przystanek był dwa kroki od wejścia do laboratorium. Stanął przed oszklonymi drzwiami z czytnikiem magnetycznym po lewej stronie. Wyciągnął z portfela jakąś kartę i przesunął po czytniku – nic się nie działo. Czynność tę powtórzył kilka razy, lecz bez skutku. Całości przyglądał się ochroniarz stojący po prawej stronie z szerokim uśmiechem na twarzy. - Co jest, do cholery?! – mówił pod nosem, coraz mocniej pocierając. - Przepraszam. – powiedział ochroniarz, lecz Daniel nie zwrócił uwagi, zajęty próbą otwarcia drzwi. – Przepraszam! – teraz się odwrócił. – Proponuję spróbować kartą magnetyczną. – powiedział rozbawionym tonem. Daniel spojrzał na to, co trzymał w ręku i zrozumiał, że to nie jego karta, tylko ulotka z supermarketu. - Wie pan. Nieprzespana noc i… – odwrócił się. Ochroniarz nadal się uśmiechał, lecz Danielowi nie było do śmiechu. Szybko wyjął właściwą kartę z portfela i mocno przyłożył, jakby ze złości, otwierając drzwi. Szarpnął za klamkę i wszedł do środka chwiejnym krokiem. Korytarz wiódł prosto. Po prawej stronie od wejścia znajdowała się recepcja (Daniel przywitał siedzącą tam kobietę), naokoło, co kilka metrów, znajdowały się srebrne drzwi do gabinetów innych ludzi, z którymi pracował. Jego, o numerze 84, był na końcu korytarza, co dzisiaj wyjątkowo mu nie służyło. Gdy już do niego doszedł bez zatrzymania, ponownie przetarł kartą po czytniku, który w tej firmie był obok każdego wejścia, po czym przelał się przez framugę do środka, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do biurka i rzucił na nie teczkę. Sam rozsiadł się w wygodnym fotelu, założył nogi na stół, sięgnął po kawę, która zawsze była gotowa na następny dzień (choć zimna), i jak to zwykł robić w każdym pomieszczeniu, rozejrzał się po swoim biurze. Przebiegł oczami od okna z prawej do metalowej szafki z dokumentami po lewej, popijając z papierowego kubka, lecz szybko spuścił nogi ze stołu, gdy tylko spostrzegł dwóch mężczyzn, których, niewiadomo czemu nie zauważył, gdy wchodził. Jeden, w czarnym garniturze, był wysoki, miał gęste, lecz krótkie, brązowe włosy, niebieskie oczy, nikły zarost (kozia bródka oraz wąsy), natomiast drugi w kontrastującym, białym fartuchu był podobnego wzrostu, jednak włosy miał kruczoczarne – krótkie, piwne oczy oraz tępy wyraz twarzy. Stali w kącie i przyglądali mu się bardzo uważnie. Wstał, jakby dostał cudownego ozdrowienia, jednocześnie oblewając się kawą, wyprostował się na baczność, po czym rozluźnił się z powrotem i zrobił zdziwioną minę. - Kim panowie są? – zapytał piskliwym głosem. - Pan Rewny? Detektyw Adam Tyczarski, a to doktor Piotr Kink. Mamy do pana kilka pytań. – rzekł Tyczarski poważnym tonem. - Do mnie? A w jakiej sprawie? – mówił zdezorientowany. - Godzinę temu, kilka kilometrów stąd, znaleziono ciało… - Ciało…? Ach tak… przepraszam… proszę kontynuować. – powiedział widząc groźne miny obu panów, którym najwyraźniej nie podobało się, że ktoś im przerywa. - …znaleziono ciało chłopca. - …który zginął w niewyjaśniony medycznie sposób. – dodał doktor. - A co ja mam do tego? - Ciało wyglądało jak odsączone prawie z całej wody jakie zawierało, natomiast oczy przybrały kolor ciemnej żółci. Czy ma pan jakąś teorię? – zapytał Kink naukowym tonem. Nastąpiła kilkusekundowa cisza. Daniel patrzył to na jednego, to na drugiego. - Nie, nie mam. – rzucił szybko, lecz od razu dodał – Ale mogę pojechać obejrzeć i zbadać ciało. Wtedy może będę mógł coś więcej powiedzieć. – uniósł brwi, zachęcającym gestem. Panowie w kącie spojrzeli po sobie. - A więc zapraszam do samochodu. – powiedział
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dami9
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…