Wróć do katalogu

Miłość, fontanna i mercedes

Szybki romans z nutką fantastyki i humoru :) (a ponadto można w tym tekście znaleźć nawiązanie do harlekina :P)

kasia88, opublikowano , 22 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ławki, ścieżka, wiosennie okwiecone drzewa i szumiąca fontanna. Na jednej z ławek siedzi ona. Ma na sobie kwiecistą czerwoną sukienkę, a na przegubach rąk kolorowe bransoletki. We włosy wpięte kwiaty. Zdaje się na kogoś czekać. Ale tak naprawdę na nikogo nie czeka. A przynajmniej nie dosłownie, nie dzisiaj. Będąc dziewczynką, często bawiła się, że jest księżniczką i miała wtedy swojego wymarzonego królewicza. Była panią jego serca. Jej imię Malwina, zdawało jej się być idealnym dla księżniczki. Teraz ma 19 lat. Mrzonki o wspaniałym księciu na białym rumaku minęły wraz z dwoma nieudanymi związkami. Przestała wierzyć w to, że istnieje miłość. Dla niej zdawało się istnieć już tylko połączenie pożądania z przyjaźnią. A przynajmniej czymś na kształt przyjaźni. W głębi serca nadal chciała być taką księżniczką. Mieć gdzieś swojego oddanego kochanego księcia, dla którego byłaby ideałem. Ale to były tylko głupie pragnienia. Malwina wie, że czegoś takiego nie ma. Miłość to mrzonka wymyślona przez tabuny stukniętych poetów i pisarzy i reżyserów i piosenkarzy. Przed jej oczami przemykają przytulone, chwilowo szczęśliwe pary, wolno kuśtykający starsi ludzie, uśmiechnięte, korzystające z ładnej pogody dzieci i pozostali ludzie którzy gdzieś się spieszą. Prawdę mówiąc to nie ludzie przyciągają wzrok Malwiny. Dziewczyna patrzy na fontannę. A precyzyjniej się wyrażając – na wodę w której widać jest tęczę. O czym myśli... o wszystkim i o niczym. A właściwie to o sobie. Przyszła do parku, bo chciała znowu poczuć się jak księżniczka. Dlatego założyła sukienkę i to w dodatku w kwiatki, założyła bransoletki, upięła włosy i powkładała w nie stokrotki. Wygląda dziwnie i nietypowo. Ale właśnie o to jej chodziło – taki chciała uzyskać efekt. Ale jakoś nikt z przechodniów nie zwraca na nią uwagi. Na co liczy? Liczy, że jednak podejdzie do niej książę w stylu dwudziestego pierwszego wieku. W swojej wyobraźni widzi go jako młodzieńca przyodzianego w spodnie w kancik i koszulę ze sztywnym kołnierzykiem. Chociaż z drugiej strony mógłby mieć na sobie coś innego byleby to było szykowne. Dostojne.

***

Siedziała na ławce mniej więcej od pół godziny i już zdążyło jej się te siedzenie znudzić. Już miała zamiar wstać i pójść do domu, gdy przed jej oczami zmaterializował się „książę”, którego sobie wcześniej wyobrażała. Miał czarujący uśmiech i całkiem dostojne ubranie (jeansy, koszulkę polo i błyszczące buty). - Witaj Malwino – „skąd on zna moje imię?” pomyślała dziewczyna patrząc z niedowierzaniem na przybysza. - Witaj... - Pewnie się zastanawiasz skąd znam twoje imię? - Jakbyś mi w myślach czytał. - Po prostu je znam. Wezwałaś mnie tu w końcu. Wiedziałem do kogo idę. - Ah... Wezwałam... - A nie? - Wezwałam oczywiście, że wezwałam – „o co tutaj chodzi?” - pomyślała zdezorientowana. Nagle „książę” zaczął się śmiać. Ale śmiał się w dostojny, wyjątkowo przyjemny sposób. - Malwinko, ja wiem że ty wcale nie rozumiesz tego co się teraz dzieje. Może ci się przedstawię. Krzysztof – przedstawił się, po czym z niesamowitą gracją, złożył ukłon przed Malwiną. - Miło... – dziewczyna w gruncie rzeczy nadal nie potrafi zrozumieć tej sytuacji. Podszedł do niej jakiś kulturalny chłopak, zna jej imię... To dziwne. - Czy mogę się do ciebie przysiąść? - Ależ oczywiście. - Piękna tęcza. - Tak, piękna. Właśnie na nią patrzyłam. - Masz może ochotę na przejażdżkę? - Czemu nie. Pojazdem Krzysztofa okazał się być biały mercedes. W środku był tak odpicowany, jakby właśnie wyszedł z programu mtv „pimp my ride”. W środku miał 5 telewizorów, wysokiej jakości sprzęt grający, wystrój jak w lodziarni a do tego maszynkę do robienia lodów. - Jaki smak sobie życzysz moja mała? – Spytał z uśmiechem, zasiadając za kierownicą – oczywiście pytam o lody. - Ach... Wspaniała bryka. A lody... hmm... chętnie zjadłabym malinowe. - Się robi księżniczko. - Księżniczko? - No przecież jesteś księżniczką, moja mała. - Hm. No dobrze. Niech będzie. Malwina liżąc lody zaczęła się zastanawiać, co ona robi w tym samochodzie i czemu właściwie do niego wsiadła. Nie zna typka, a teraz tyle zboczeńców się wszędzie kręci. Podczas gdy rozmyślała nad niebezpieczeństwami, które mogą na nią czekać z rąk nieznajomego, główny bohater jej rozmyślań patrzył na nią z mieszaniną uwielbienia i... sama nie wiedziała czego. Ale czuła się wyjątkowa. Jedyna. Jak księżniczka. Cisza zaczęła dzwonić jej w uszach. - Czemu mi się tak przyglądasz? - Bo jesteś piękna księżniczko Malwinko, a w dodatku słodko jesz te lody. - Dziękuję. - To jak? Ruszamy na przejażdżkę? - W sumie czemu nie. Jedźmy. Krzysztof przekręcił kluczyk w stacyjce i mercedes ruszył. Bardzo szybko ruszył. Wzbił się nad ziemię? Tak. Wzbił się nad ziemię i leciał. Tego dnia słonko świeciło a po niebie fruwały apetyczne, śmietankowe chmurki. Istna sielanka. Widoki z góry zapierające dech w piersiach. A Malwina była po prostu przerażona. - Dżizys! Człowieku co się dzieje? Przecież my zaraz spadniemy, umrzemy, zginiemy! Jak to możliwe?! Przecież to nie możliwe. Nie możliwe! Czemu ja tu wsiadłam!? – histeryzowała Malwina - Uspokój się maleńka... – powiedział kojącym głosem Krzysztof – nic nam się nie stanie. Ciesz się chwilą. - Ojcze nasz któryś jest w niebie święć się imię twoje przyjdź kró... - Księżniczko... Nic ci się nie stanie. - Jak nic!? Przecież to niemożliwe, to musi się skończyć! My umrzemy! - Oj przestań się bać Malwina! Ten mercedes to skrzydlaty rumak. On inaczej nie umie się przemieszczać. Nic nam się nie stanie. Te auto jest niezawodne, niezawodne rozumiesz? - NIE! - Księżniczko... Powiedz mi jedno. Po co się tak ubrałaś? - Bo chciałam być księżniczką, chciałam spotkać księcia... No nie mów mi że ty jesteś księciem! - W rzeczy samej. - Ale jak to.. Przecież... - Jak możesz w to nie wierzyć teraz, skoro wcześniej wierzyłaś, moja mała. - Ale przecież... na świecie nie ma książąt ani latających samochodów. - No nie ma i co z tego? - No to... O co chodzi? - Ja nie jestem z twojego świata pączuszku. Jestem z trochę innego. Z tego gdzie nadal są księżniczki, książęta, gdzie żyją baśnie i konwenanse. - E? - Chciałaś być księżniczką i dzisiaj nią będziesz! - Ale ja nie wyraziłam zgody! - Wyraziłaś. Twoje myśli były szczere. Czemu się do jasnej anielki nie cieszysz?! - Bo to kuresko dziwne! - Moja droga... Nie przystoi używać takich brzydkich słów takiej pięknej dziewicy jak ty. - Dziewicy? – zapytała z głupią miną Malwina, po czym się roześmiała. - Tak się mówi... Boże. - Dobra, ok. Rozumiem. Będę księżniczką. To chyba sen. Nic nie rozumiem. Nagle Malwina umilkła bo przed jej oczami rozpościerał się krajobraz iście bajkowy. Duży biały zameczek ze strzelistymi wieżyczkami, trawa zielona aż do przesady a na niej różnokolorowe kwiatki. A na tej zielonej aż do przesady trawie pasały się zdecydowanie przesadnie białe rumaki... które w dodatku miały skrzydła. To było za dużo dla naszej głównej bohaterki i zemdlała z wrażenia.

***

Gdy Malwina ponownie otworzyła oczy, była na wysokim, potwornie miękkim łożu w kolorze czerwonym i to w dodatku z baldachimem. Łoże to znajdowało się w sporej komnacie z ogromnymi, podłużnymi oknami. Sama komnata była pięknie umeblowana i wszędzie stało mnóstwo bukietów czerwonych róż. Malwina zaczęła chodzić po pomieszczeniu i mruczeć pod nosem „co się dzieje. Czemu tu jestem? Nic nie rozumiem... Jestem księżniczką? To absurdalne. Istnieje równoległy bajkowy świat? Nie wierze w to. Ale jak tu nie wierzyć skoro to wszystko widzę i mogę dotknąć. Może to sen...” Postanowiła to sprawdzić szczypiąc się w rękę. Poczuła ból. „Więc to nie sen?”. Stwierdziwszy to usiadła otępiała na wyścielanym czerwonym aksamitem krześle i patrzyła bezmyślnie przez okno. Z odrętwienia wyrwało ją delikatne pukanie w drzwi jej komnaty. Odruchowo powiedziała „proszę!” i jej oczom ukazały się dwie służące niosące nieprawdopodobnie białą suknię. - Wyspałaś się księżniczko? – zapytała uprzejmie jedna z służących. - Tak. - To dobrze. Książę Krzysztof będzie zadowolony. Spałaś słodko calutką noc. Masz może ochotę księżniczko na prysznic? - Tak. Chętnie bym skorzystała. Ale do cholery – jaka ze mnie księżniczka?! - Księżniczko! Nie przystoi używać takich brzydkich słów! – oburzyła się jedna z służących. - Tak, tak wiem. Powinnam używać słów takich jak: tęcza, motyl, strumień czy filiżanka. A wracając do prysznica – gdzie tu właściwie jest łazienka? Malwina patrząc na swoje odbicie w lustrze, nie mogła uwierzyć w to, że tamte kobiety nazwały ją księżniczką. Była naprawdę bardzo daleka od wizerunku delikatnej i ślicznej niewiasty. Miała czarne kółka wokół oczu (rozmazany makijaż) a do tego porządnie roztrzepane włosy, przez co zdawała się być bliższa wizerunkowi wiedźmy. Dokonawszy porannej toalety wróciła do swojej komnaty i tam służące pomogły jej ubrać białą suknię, którą przyniosły. Gdy Malwina spojrzała na swoje odbicie w lustrze nie mogła uwierzyć w to co widzi. Była piękna i zwiewna jak prawdziwa księżniczka. - Jesteś najpiękniejszą księżniczką jaką w życiu widziałam! – powiedziała jedna z służących patrząc na Malwinę. - Dziękuję, szczerze mówiąc nie wiedziałam, że mogę aż tak pięknie wyglądać. Ale powiedzcie mi moje drogie... po co mnie właściwie w to ubrałyście? - Ty nic nie wiesz? Jak to możliwe? - ?? - Przecież dzisiaj panicz Krzysztof ci się oświadczy! - ???!!! - Ty naprawdę nie wiedziałaś? - Nie – wyraz twarzy Malwiny był otępiały gdy to wyrzekała, po czym ciężko usiadła na stojącym w pobliżu krześle. Przez chwilę patrzyła tępo na swoje odbicie a potem wyszedł z jej ust potok słów – przecież ja mam dopiero 19 lat! Jakie oświadczyny?! Może ślub jeszcze? Ja się muszę wyszaleć, wyszumieć, ja nie chce dorosnąć! Ja nawet nie wierzę w miłość. Ja nie znam tego „panicza Krzysztofa” nawet! Ja nic nie rozumiem co ja tu do kur... co ja tu robię!? - Spokojnie – powiedziała jedna z służących kładąc dłoń na ramieniu Malwiny – wszystko będzie dobrze. W gruncie rzeczy już w tej chwili jesteś starą panną. Nie ma na co czekać księżniczko. - W jakim wy świecie żyjecie? Przecież to porąbane. W tej chwili ja nie jestem w stanie nawet na siebie zarobić. – Po tym oświadczeniu służące zaniosły się śmiechem, po czym powiedziały pobłażliwie: - A od czego jest mąż księżniczko? - A żona od tego żeby sprzątać i gotować tak? I dzieci rodzić i wychowywać? Dobra... nie ważne. O której te całe oświadczyny? Co najwyżej je odrzucę. - Za trzy godziny. - A co ja będę robić przez tyle czasu w tej kiecce? - Nic. To była przymiarka. Książę Krzysztof zaprasza cię księżniczko na golfa. - Ach tak...

***

Malw

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych