Wróć do katalogu

Miłość umiera ostatnia roz. 16,17,18

„Świat jest zbyt pusty, jeśli widzisz w nim tylko góry, rzeki i miasta. Świadomość, że gdzieś jest ktoś, z kim możesz nawiązać kontakt, także pozostając w milczeniu: oto, co czyni naszą planetę nadającym się do zamieszkania ogrodem.”

pisarka83, opublikowano , 27 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

16.

Z samego rana Wiktoria zabrała się za pracę w ogródku. Nim cała rodzina wygramoliła się z łóżek, ona zdążyła już przekopać znaczną część, a miała w planach zrobić o wiele więcej. Dziś nie szła do Caritasu, więc cały wolny czas mogła poświęcić na organizowanie ukochanego miejsca. Na kartce rozplanowała rozmieszczenie poszczególnych roślin i kwiatów, a także przygotowała teren, na którym miał znaleźć się skalnik i mała sadzawka. To jednak dopiero w późniejszym terminie, z małą pomocą ojca. Wiktoria musiała znaleźć sobie zajęcie, żeby nie myśleć o Dianie i jej problemach. Zdawała sobie sprawę, że pewnie i tak zostanie w nie wciągnięta, ale zdecydowała, że nie zamierza więcej wypowiadać się w tej kwestii. Niech Inga radzi i pociesza. Widocznie jest w tym lepsza. Była też zła na wieczorne spotkanie z Leszkiem, które uzmysłowiło jej, że w Zagórzu zawsze będzie atrakcją. Ludzie mieszkający w tym miejscu uwielbiają interesować się sprawami innych i wyrażać swoje opinie na tematy, które zupełnie nie powinny ich dotyczyć. Ojciec chciał znaleźć tu spokój, ale Wiktoria była pewna, że prędzej czy później zaczną się pytania. Ciekawe jak generał sobie z nimi poradzi. Blondyna nie znosiła wścibstwa i brzydziła się plotkami, a tu musiała stawiać im czoła na każdym kroku. Niby uciekła od Warszawy, ale nie uda jej się uciec od ludzkiego gadania. Przed ósmą koło domu pojawił się generał. Zobaczył córkę zawzięcie kopiącą grządki i uśmiechnął się pod nosem. Podobało mu się, że córka znalazła dla siebie zajęcie, które sprawia jej satysfakcję. Niestety tylko ona jedna podzielała jego miłość do Zagórza. Pozostałe dziewczyny pewnie nie mogły się doczekać wyjazdu. Nawet żona, co jakiś czas wspominała o zostawionych w stolicy znajomych i przyjaciółkach. Generał podszedł bliżej. - Ależ z ciebie ranny ptaszek – usiadł na ławce – Od której już tak machasz szpadlem? - Nie mogłam spać – Wiktoria przerwała na chwilę. - Bo pokłóciłaś się z siostrami? – ojciec przyjrzał się jej uważnie. Blondynka odłożyła łopatę i usiadła obok. - Skąd wiesz? - Ściany mają uszy. Wiktoria westchnęła. - To coś poważnego? - Przecież wiesz, że rzadko, kiedy zgadzam się z Dianą i Ingą. One mają inne podejście do pewnych spraw i dlatego czasem zdarzają nam się drobne sprzeczki, ale zazwyczaj szybko się godzimy. Wiktoria przyrzekła sobie, że nie wygada ojcu o problemach młodszej siostry. To Diana powinna powiedzieć rodzicom o ciąży i swojej decyzji, lecz jeśli tego nie zrobi, będzie to jej sprawa. - Domek zaczyna przypominać miejsce, w którym chce się zamieszkać – zmieniła temat – Mama stara się przywrócić mu dawną świetność. - To prawda, bardzo zaangażowała się w urządzanie pokoi. Na razie, co prawda nie wiele może do nich wstawiać, bo tylko dwa pomieszczenia wyglądają na tyle dobrze, że zgodziłem się umieścić w nich meble. W pozostałych powoli będę musiał dokonywać remontów. Dziś mama jedzie z Ingą do miasta, bo potrzebuję kilku rzeczy. - A co masz w planach? - Chciałbym przyjrzeć się ogrzewaniu. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas nie będzie ono potrzebne, ale wolę wcześniej zobaczyć, czy czasem nie trzeba będzie wymienić grzejników i pieca. Oprócz tego zatrudniłem dwóch chłopaków, bo zamierzam zabrać się za renowację podłóg. Dwie wymagają zerwania i wymiany. W dalszych planach mam jeszcze wymianę okien, ale to dopiero jesienią, chciałbym również zaimpregnować ściany i przyjrzeć się uważniej, jaki jest stan stropu. Generalnie domek jeszcze wytrzyma kilkanaście lat. Widać, że budował go ktoś, kto znał się na rzeczy. - Mnie ten dom kojarzy się z Zakopanym. Jest w takim ludowym stylu. Generał roześmiał się. - I między innymi, dlatego tak się w nim zakochałem. Wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale mam czas. Nigdzie mi się nie spieszy, więc spokojnie mogę powoli doprowadzać go do stanu sprzed lat. Wiktoria spojrzała na ojca pytająco. - Nie widziałam, żebyś wybrał się, choć raz na spacer po Zagórzu. Jak na razie to chyba tylko ja przekroczyłam naszą bramę. Nie chcesz wiedzieć, jak tu jest? - Na wszystko przyjdzie swój czas – generał zamyślił się, a blondynka poczuła, że ojciec jak zwykle nie mówi jej wszystkiego. Na dworze pojawiła się Diana. Niosła talerze i kubki. Mama pewnie przygotowała śniadanie i trzeba jak zwykle wszystko ustawić na stole. Wiktoria poszła pomóc siostrze, ale zachowywała się powściągliwie. Nie chciała więcej kłótni, a była pewna, że Inga nie przekonała Diany do zmiany decyzji. Gdy wszyscy usiedli przy stole wciąż panowała grobowa cisza. - Dziewczynki, czemu macie takie miny? – pani Złotnicka spoglądała na córki ciekawie. - No właśnie – podchwycił generał – warto to się kłócić w taki piękny dzień? Diana spojrzała na Wiktorię, ale żadna się nie odezwała. - Bardzo smakuje mi ten chleb – przerwała ciszę Inga – Jest zupełnie inny niż w Warszawie. - Tu wszystko jest inne – generał bacznie obserwował córki. - Pewnie nie zawiera konserwantów – dodała swoje Diana. - Wiki a ty nie idziesz dziś do Caritasu? – Inga chciała przekonać rodziców, że wszystko jest w porządku. - Nie. Jutro jestem bardziej potrzebna, bo dzieci w przyszłym tygodniu jadą na konsultację do dentysty i muszę z nimi przeprowadzić pogadankę o myciu zębów. - Takie kolonie to dla dzieci z ubogich rodzin jedyna okazja do spędzenia wakacji poza miastem. - Tak, Caritas bardzo dba o to, żeby nie zabrakło im atrakcji. Z tego, co opowiadała siostra przełożona, to często organizują wycieczki poza Zagórze, żeby dzieci mogły poznać tutejsze okolice. Oprócz tego siostry dbają o stronę duchową młodych ludzi, poprzez codzienne msze i rozmowy o Bogu. - A jakie są te dzieci? – odezwała się Diana – Pewnie trudno się z nimi pracuje. - Na pewno zupełnie inaczej, ale na razie nie mogę powiedzieć nic więcej, bo byłam tam tylko jeden dzień. Generał uśmiechnął się zadowolony, że jego najstarsza córka może być komuś potrzebna. - To, jakie mamy plany na resztę dni? – zagadnęła Inga. - Na sobotę zaprosiłam naszych sąsiadów – odezwała się pani Złotnicka. - Więc jednak grill się odbędzie? – westchnął generał. - Tak i zamierzam dopilnować, żeby wszystko było idealnie. - A ci sąsiedzi, to, co za jedni? - Bardzo sympatyczna kobieta, z mężem i synem. - Synem powiadasz – Wiktoria czuła nosem podstęp – A w jakim wieku ten syn? - Nie wiem – skłamała pani Złotnicka – ale to chyba nie jest istotne? Wiktoria wzruszyła ramionami. - Czy ja też mogę kogoś zaprosić na tego grilla? – Diana nie patrzyła mamie w oczy. - Poznałaś już kogoś z Zagórza? – zdziwił się ojciec. Diana zaprzeczyła. - Nie, ale przyjeżdża do mnie kolega. - Z Warszawy? - Tak. Chyba nie macie nic przeciwko? - Nie skądże – pani Złotnicka uśmiechnęła się – Chętnie poznam twoich znajomych. Diana zatrzymała wzrok na siostrze, ale Wiktoria spuściła głowę. Udawała, że nie interesuje ją fakt pojawienia się w Zagórzu Oliviera.

17.

Po południu Wiktoria wzięła koc i książkę i rozłożyła się pod drzewem. To był najlepszy sposób na spędzenia wolnego czasu w tak upalny dzień. W Warszawie nie miała takich możliwości, ale gdy jeździła jako mała dziewczynka do dziadków, zawsze zabierała ze sobą kilka książek. Nie zdążyła się jednak jeszcze dobrze zaaklimatyzować pod drzewem, gdy obok pojawiła się, Inga, która wróciła z miasta. - Przywiozłam lody, chcesz? – podała siostrze kubek waniliowych Wiktoria podziękowała, a Inga usiadła obok niej na kocu i nabrała powietrza w płuca. - Nie rozmawiasz z Dianą? – zapytała. - Przecież nie chciała. Nie będę się narzucać. - Ona bardzo przeżywa tę ciążę. Wiktoria milczała. - Pamiętaj, że Diana jeszcze studiuje. - Czy twoim zdaniem któraś z nas ma teraz odpowiednią sytuację, żeby mieć dziecko? Ani ty, ani ja nie posiadamy stałych partnerów, nie jesteśmy w związkach, a już na pewno nie nosimy na palcu złotej obrączki – Wiktoria uniosła się – Dlatego nie rozumiem, czemu sytuacja Diany jest twoim zdaniem taka wyjątkowa? - Bo ona jest z nas najmłodsza. - I naprawdę uważasz, że gdyby miała parę lat więcej, jej spojrzenie na aborcję byłoby inne? - Tego nie wiem, ale uważam, że byłaś dla niej za ostra. Blondynka uśmiechnęła się do siebie. - Oczywiście, bo prosto z mostu powiedziałam, co na ten temat sądzę. - Nie chcę się z tobą kłócić, ale Diana naprawdę nie wie, co zrobić. To jest poważny problem. - Niech porozmawia z rodzicami. Oni na pewno coś jej doradzą. Inga zapatrzyła się przed siebie. - Wiesz, jacy są rodzice. Mają zupełnie inne poglądy na małżeństwo i związki, nawet na miłość. Blondynka wzruszyła ramionami. - Ok. zgadzam się, że to nie jest łatwa sprawa, ale wkurzyłam się, gdy Diana nie chciała w ogóle o tym rozmawiać. Ubzdurała sobie, że tylko aborcja jest dopuszczalnym rozwiązaniem. Wiesz jak się we mnie zagotowało? - Ale widzisz, że to przemyślała. Olivier przyjeżdża w sobotę i dowie się o wszystkim. - No tak, ciebie posłuchała – Wiktoria położyła się na kocu. - Nie ważne, kogo, ważne, że zmieniła zdanie – Inga szturchnęła siostrę – A tak przy okazji pokażesz mi, gdzie pracujesz? – zagadnęła. Blondynka uśmiechnęła się. - Jeżeli to cię interesuje. - Zaczyna mi się tu nudzić. Może wybierzemy się nad rzekę, albo pojeździmy rowerami? - Chyba faktycznie Zagórze ci nie służy. - Ej – Inga udawała obrażoną – W Warszawie też czasem wychodziłam z domu. - Czasem. Roześmiały się głośno. - Tata jest bardzo szczęśliwy – zauważyła Inga – Zupełnie go nie poznaję. - Za to mama robi dobrą minę do złej gry. - No wiesz, ona w Warszawie miała swoje przyjaciółki, dodatkowe zajęcia, a tu wciąż tylko sprząta i gotuje. Nie wiele ma z wakacji. Wiktoria spojrzała na mamę, która rozwieszała pranie na sznurkach. - Tata powiedział mi, że chce tu zostać na stałe. To nie jest tylko wakacyjny wyjazd. Inga ze zdziwienia otworzyła aż usta. - Żartujesz? - Nie. Już planuje modernizację ogrzewania i zaczyna przygotowywać dom pod zimę. - Tylko jak on to sobie wyobraża? A co z mieszkaniem w Warszawie? Mama wie o tym pomyśle? - Jeszcze nie, ale tata jest pewny swojej decyzji. Z mamą czy bez mamy chce się tu przenieść. Inga zamyśliła się. Przez chwilę trwała cisza. Blondynka przerwała ją pierwsza. - Odnoszę wrażenie, że tata zna to miejsce. Mówi o nim z takim sentymentem i nie chce mi się wierzyć, by był tu pierwszy raz. - Zupełnie nie rozumiem skąd pomysł, żeby porzucić Warszawę. - Może on wcale nie czuł się tam dobrze? Skąd wiesz, przecież nigdy nic nie mówił. - No właśnie. Jeżeli życie w stolicy mu nie odpowiadało, to dlaczego nie zamieszkał gdzieś indziej? - Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że pewnie czekał aż każda z nas jakoś ułoży sobie życie, a on sam pójdzie na emeryturę. - Nie wierzę, że zostawi mamę. Są małżeństwem tyle lat, że w głowie mi się nie mieści jak w ogóle może brać pod uwagę możliwość przeniesienia się tu bez niej. Wiktoria pokiwała głową. - I dlatego coś tu jest nie tak. Ojciec kłamie mówiąc, że nigdy tu nie był. Zdradza go ten błysk w oku, którego wcześniej u niego, nie widziałam. - Węszysz tu jakaś tajemniczą historię? – zainteresowała się Inga. - Raczej nie, ale w tej sprawie jest coś więcej i zobaczysz, prędzej czy później się o tym dowiemy. - Na pewno nie od ojca. On nigdy nie rozmawia o takich rzeczach. - Kto wie, może wygada się przez przypadek. Wiktoria obserwowała jak generał rozmawia z pomocnikami i czuła, że to miejsce ma dla niego wyjątkowe znaczenie. Musi tylko dowiedzieć się dlaczego.

18.

W piątek Wiktoria została w Caritasie dłużej niż planowała. Rano rozmawiała z dziećmi o myciu zębów i próchnicy, która powstaje, gdy je się za dużo słodyczy, a nie wie, co to szczoteczka i pasta. Dzieci w wieku od trzech do dwunastu lat, słuchały uważnie, bo Wiktoria narysowała wszystko w formie komiksu, by łatwiej było im zrozumieć, co chce przekazać. Oczywiście nie wspomniała nic na temat nie przyjemnego borowania, które niestety czekało połowę dzieci. Wiedziała, że pierwsza wizyta u dentysty będzie dla nich stresująca, ale była ona konieczna i siostra przełożona miała rację mówiąc, że im szybciej tym lepiej. Dzień po przewidzianej wizycie, planowano wycieczkę, aby osłodzić dzieciom spotkanie z dentystą. Wiktoria przygotowywała w swoim prowizorycznym gabinecie kolejny komiks, który miała przedstawić w następnym tygodniu. Lubiła pracę z dziećmi i uważała, że potrafi w ciekawy sposób przekazać im nudne informacje. Była to umiejętność bardzo potrzebna w przyszłej pracy i Wiktoria, gdy tylko mogła spędzała czas właśnie w towarzystwie dzieciaków. Przez całe studia starała się pracować jako wolontariuszka zmieniając tylko miejsca. Domy dziecka, hospicja, domy samotnej matki, wszędzie było jej pełno. I choć miała mnóstwo zajęć na uczelni, nie przeszkadzało jej to działać charytatywnie. Miała taką potrzebę i teraz, gdy przychodziła do Caritasu znów czuła się w swoim żywiole. W piątek przyszło ochłodzenie i Wiktoria nie miała na popołudnie żadnych planów. Siostry sięgnęły do domowej biblioteczki filmowej i postanowiły odrobić zaległości w tej materii. Komputer Ingi był jedynym oknem na świat i żadna nie chciała z niego zrezygnować. Co prawda zdecydowanie ograniczyły korzystanie z tego środka przekazu, ale gdy na dworze nie było słońca, komputer wydawał się być najlepszym przyjacielem. Wiktoria była w połowie swojej pracy, gdy do jej pokoju przybiegła siostra. - Wiki chodź szybko – zawołała – Nasz pracownik skaleczył się w rękę. Blondynka zabrała apteczkę i pobiegła za siostrą. Jak wielkie było jej zdziwienie, gdy w pomieszczeniu socjalnym zobaczyła Leszka. Ubrany w robocze ciuchy, mocno krwawił z lewej ręki. - Już mówiłem, że wszystko jest w porządku – powiedział nie spoglądając nawet

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych