Wróć do katalogu

Miłość umiera ostatnia roz. 9,10

„Świat jest zbyt pusty, jeśli widzisz w nim tylko góry, rzeki i miasta. Świadomość, że gdzieś jest ktoś, z kim możesz nawiązać kontakt, także pozostając w milczeniu: oto, co czyni naszą planetę nadającym się do zamieszkania ogrodem.”

pisarka83, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

9.

Z samego rana, nim jeszcze wszyscy wstali, Wiktoria jechała do sklepu po bułki i odłożony kawałek ciasta. Pogoda znów była idealna i dziewczyna wiedziała, że w najbliższym czasie musi zająć się organizacją ogrodu. Trzeba zaplanować tyle rzeczy, zrobić wstępny projekt, ale najpierw pojechać do miasta i kupić potrzebne narzędzia. Ojciec zaopatrzył ich we wszystko, co było niezbędne do remontu domku, ale całkiem zapomniał o takich drobiazgach jak grabki, łopata, czy haczka. Bez tego Wiktoria nie miała szans, żeby cokolwiek zdziałać w ogrodzie. A było, co robić. Wysokie na metr chwasty całkowicie zagłuszyły posiane tam kwiaty. Panoszyły się w ogrodzie niczym w swoim królestwie i Wiktoria chciała jak najszybciej pokazać im, gdzie ich miejsce. Ojciec powiedział wieczorem, że około jedenastej przyjdą dwaj pomocnicy, do łatania dachu. To zajmie im przynajmniej kilka dni i na ten czas wszystkie trzy mają sobie znaleźć inne zajęcie. Diana zdecydowała, że mamie przyda się pomoc wewnątrz domku, a Inga zgłosiła się na ochotnika, aby przywieść z miasta zamówione meble. Trzeba było je odebrać, bo jak się okazało przyszły kilka dni za wcześnie. Tylko Wiktoria nie znalazła dla siebie zadania i właśnie teraz przyszło olśnienie. Oczywiście najpierw zamierzała odwiedzić Caritas i porozmawiać z siostrą przełożoną. Musiała poznać szczegóły pracy w ośrodku i sporządzić jakiś plan na następny tydzień. Robotnicy pojawili się o czasie i zabrali do roboty. Wiktoria widziała, że Diana uważnie im się przygląda, ale chyba żaden z nich nie spełniał jej oczekiwań, więc wróciła do czyszczenia i mycia. Inga ubrana w sportowe spodnie i buty wsiadała do samochodu. - Zrobiłam ci spis potrzebnych mi rzeczy – blondynka podała siostrze kartkę – Kupisz mi je? - Grabie? – zdziwiła się dziewczyna – Łopata? - Zamierzam zabrać się ostro za nasz ogród – powiedziała dumna Wiktoria – za mój ogród – dodała po chwili. - Ok – Inga nie wnikała w szczegóły. - Jakbyś mogła to weź mi jeszcze z dziesięć kilko ziemi. - Czy ja wyglądam na wielbłąda? - Poprosisz jakiegoś pracownika, to ci pomoże zanieść ją do samochodu. Tylko nie zapomnij. Inga założyła przeciwsłoneczne okulary, włączyła muzykę i wrzuciła pierwszy bieg. Samochód, pożyczony od sąsiada – mini bus, zawarczał i stanął. Inga niezadowolona spróbowała jeszcze raz. Znowu nic. - Tak to jest, jak się trzeba bujać starym rzęchem – wysiadła i zajrzała pod maskę. Ona jako jedyna znała się, co nieco na mechanice. Gdy była w szkole średniej zdarzało jej się grzebać przy, syrenkach, trabantach i tym podobnych historycznych modelach. Wiktoria wiedziała, że siostra lubi pracować w ciszy, więc zostawiła ją samą. Spojrzała na zegarek i właśnie zdała sobie sprawę, że miała pojawić się w ośrodku. Ruszyła po rower i po chwili była już na drodze. Uwielbiała puszczać kierownicę i rozpościerać ręce. Miała wrażenie, jakby oderwała się od ziemi, jakby szybowała. Przechylała głowę, łapała przenikające przez drzewa słoneczne promienie, wchłaniała całą sobą zapach siana, woń żywicy i każdy inny nieznany jej, niesklasyfikowany aromat. Wszystko było jej bliskie, wszystko chciała poznać i nosić w sercu. Tyle jeszcze przed nią, tylu rzeczy nie wdziała, a na niektóre patrzyła nie dostrzegając ich piękna. Wiktoria zmieniała się w każdą chwilą, z każdym dniem spędzonym w Zagórzu. Głowa jej była pełna pomysłów, a ona sama gotowa na ich realizację. Dojechała do ośrodka i widok dzieci biegających po trawniku wywołał na jej twarzy uśmiech. Zeskoczyła z roweru i przekroczyła bramę. Budynek Caritasu, położony przy wjeździe do Zagórza był świeżo wyremontowany. Odmalowany na zielono, chował się wśród wysokich choinek, posadzonych tuż za płotem. Droga równo ubita, wyłożona kostką, a z boku zadbane kwiatowe rabatki. Wiktoria zatrzymała się przy nich, by dokładnie obejrzeć rodzaje kwiatów. O jakże nie mogła się go już doczekać swojego ogrodu. Szkoda, że końcowy efekt widoczny będzie dopiero za rok. W ośrodku szykowano się do obiadu, bo Wiktoria poczuła unoszący się przez okna zapach grochówki. Znalazła główne drzwi i weszła do środka. W holu głównym prawie zderzyła się z biegnącymi na podwórze dzieciakami, które zręcznie prześliznęły się obok niej, udając, że nic się nie stało. Wszędzie panował gwar i blondynka stwierdziła po chwili, że nikt nawet nie zauważył jej obecności. Stała chwilę w holu obserwując zmagania pulchnej zakonnicy z dwójką wyjątkowo głośno zachowujących się chłopaków, którzy przyłapani zostali na bijatyce w pokoju. Obok niej dwie dziewczynki ćwiczyły jakąś rolę, pierwsza z nich naśladowała głos Dody, a druga udawała, że poprawia jej włosy. Na widok Wiktorii zmieszały się i umknęły do pokojów. Wiktoria powoli posuwała się dalej, szukając pokoju siostry przełożonej. Przy okazji rozglądała się ciekawie po starym budynku, który w środku również został odświeżony. Od razu można było dostrzec niedawno malowane ściany, które przyozdabiały stonowane obrazy. Drewniane schody, trzeszczały pod tupotem małych nóżek, a nowoczesna lampa rzucała słabe światło na rząd stojących po ścianą i obitych bordowym pluszem krzeseł. Na końcu korytarza dostrzegła drzwi od pokoju siostry przełożonej. Przygładziła włosy, poprawiła bluzkę, naciągając ją bardziej do góry i zapukała. Zaczekała chwilę i weszła do środka. W pokoju nikogo nie zastała i to trochę zbiło ją z tropu. Rozejrzała się dokoła i w myślach przyznała, że gabinet przełożonej nie różnił się niczym od reszty pomieszczeń w budynku. Stały tam nowe meble i stylowe krzesła, a na wprost na wielkim, dębowym stole ustawiono komputer. Wiktoria była zdziwiona, że ktoś tak umiejętnie połączył nowości ze starą, opartą o ścianę komodą. Dawno nie widziała tylu bibelotów i tak ogromnej ilości książek, która zajmowała każdą wolną przestrzeń w pokoju. Miejsce to miało w sobie jakąś magię i dlatego, Wiktoria przyglądała się wszystkiemu z wrodzoną ciekawością. - Przepraszam, czy mogę w czymś pomóc? – usłyszała za sobą głos. Speszyła się, że ktoś przyłapał ją na buszowaniu po tym nieznanym miejscu. Na jej twarzy pojawił się rumieniec i przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć. Siostra, która weszła do środka była najprawdopodobniej ową poszukiwaną przełożoną i tym bardziej blondynce zrobiło się głupio. - Czyżbyś właśnie mnie szukała? – zakonnica uśmiechnęła się, czym dodała Wiktorii odwagi. - Chyba tak – odezwała się. - Słucham? – zakonnica usiadła za biurkiem i Wiktoria musiała przyznać, że ta wysoka, a zarazem koścista siostra idealnie pasuje do całego wnętrza, a najbardziej do fotela, który zajęła. Zakonnica przyjrzała się jej z zza malutkich okularków, które poprawiła na swoim kościstym nosie. - Zaraz, zaraz – coś jakby jej zaświtało – Czy ty nie jesteś czasem naszą nową lekarką? Wiktoria uśmiechnęła się. Nikt wcześniej tak do niej nie mówił. Dla jej uszu brzmiało to jak muzyka. - Miałam spotkać się z siostrą osobiście. - Tak, tak teraz sobie przypominam – przełożona zajrzała w jakieś papiery, po czym jej twarz rozjaśnił uśmiech – Twój tata był tak miły, że zaproponował nam twoją pomoc. Mam nadzieję, że się nie pospieszył? - Nie, chętnie pomogę. - To cudownie. Widzisz, mamy w tym roku aż trzy turnusy, a funduszy jak zwykle za mało. Nasz lekarz nie może pełnić u nas dyżurów, bo ma przepełniony…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych