młodość nie radość (I)
owoc przemyśleń, nie jest to jakaś perła literacka, ale zobacz sam(a)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stało się, przekleństwo czasu wpychalo mnie w drzwi dorosłosci, a ja rękami i nogami zapieralem sie o futrynę. Nie, nie krzyczaly moje usta... nie, nie pomagalo. Ciało moje, ale jakby nie moje. Życie moje, ale jakby nie moje. Czas poważnych decyzji, życiowych wyborów, ogromnych sukcesów i jeszcze większych porażek schwycil mnie za kark, strącil na kolana, a następnie kazal wybierac. Pot, czułem się jak wielki por wydzielający hektolitry plynów. Cóż począc. A czas stal nade mną niczym kat, odmierzając takt. Wiele opcji jawilo się przed moim obliczem, lekarz, prawnik, polityk, policjant, grabaż, żebrak. Presja wyboru paraliżowala mnie, stalem z wyciągniętą dłonią, niczym w gęstym kisielu nie mogąc wykonac ruchu. Rzucalem tylko oczami, olśnienie nie przychodzilo. Nie potrafiłem znalesc mojej opcji, tej jednej wymarzonej, pozwalającej poczuc się panem swojego losu. Opcji pozwalającej mi choc na chwilę wzbic sie ponad tłum, poczuc się jak Bóg, nawet za najwyższą cenę. Nie chcę byc szarym żuczkiem przez całe życie, ale nie zadowoli mnie tani poklask skamieniałych, tylko poczuc się panem samego siebie, chcę tylę i nic więcej. Ponad wszystkim niczym Ikar, mój góru, ideał. Nic takiej gwarancji nie dawało. Zacząłem drżec, trzęsłem się okropnie. - Aaaaaaaaa. Obudziłem się, to był tylko sen, ha tylko sen. Rozejrzalem się, chwila zastanowienia, a jestem w kabinie pędzącego do Holandii Volvo. - Co ci się śniło kurwa, jęczałeś i krzyczaleś jakby ci w tyłek sztychówkę wkładali. Hehe- Wujek zza kierownicy zaśmial się z swojego żartu, jak zawsze tylko on. - Nic.- Znowu ten sen, nie daje mi spokoju już od kilku tygodni, budze się z jeszcze większym zmęczeniem niz przed nocą. Po co jadę do Holandii? Nie, nie do pracy. Na wakacje, na tydzień do ojca. Matka w związku z tym, że skończylem szkole i przeszedłem egzaminy wstępne, popracowałem prawie dwa miesiące, pozwolila wyjechac z niespodziewaną wizytą. Sam nie wiem, boje się, że to co tam zobacze odbiegnie znacznie od tego co on opowiadał. - Co tak dumasz? Chodz do przodu jak nie śpisz. Jadę z tobą to nie będę bral tirówek.- Ciężko mi wygramolic sie z tyłu, ale trudno musze, usadowiłem się elegancko i patrzyłem przed się. - Hola, ale znowu nie zachowuj się jak one, jakbyś mial caly czas pelne usta. Hehehe.- Mężczyżni względem siebie wytworzyli pewnego rodzaju więz, o swich występkach mogą mówic otwarcie, zawsze pewni dyskrecji. - No jak? Świeży studencik, popatrz jak ten czas zapieprza, kurwa aż łza sie kręci w oku. Jeszcze niedawno taki masiupki byleś, a tu ja pierdolę, chłop.- Jego zdania zamykają się kropkami i kurwami, nieoficjalnie, w towarzystwie robi denerwujace eeeeeeeee. - No, wujek. A ile tu biorą tirówki?- Każdy, zna się przynajmniej na jednej rzeczy, potrafi zafascynowany godzinami opowiadac o tym, nie poznając, że słuchacz już dawno poddał się falom znudzenia. Ja obecny byłem ciałem i nie chciało mi się wszystkiego, ale zając musiałem jego. Temat wuja ulubiony, a ja od konwersacji byłem już zwolniony. - Zalezy, laska czy dymanie? Czemu pytasz? Chcesz moge wziac dwie pobawimy sie, stara ostatnio jakas nie do życia, co przyjade ketchup, a jak przechodzi to i tak jakbym worek walił. Szczęście jeszcze jest praca, tu się mogę wyżyc.- Szczery jest aż do bólu. - Nie, dzięki wujek. - Twoja strata, ja w drodze powrotnej sobie poużywam. W twoim wieku żadnej nie odpuszczalem, jebalem jak królik. Musisz wiedziec, że wystarczy je umiejętnie podejśc, a będą walic się jak domy w Armenii.Hahaha.- Jego teoria, efekt swiadomego życia przez czterdziesci kilka lat. Kurde, jeszcze tyle kilometrów muszę z nim "rozmawiac". Wiem, że jak wysiąde będe kurwic jak on, na razie pobawię sie z nim. On jest niczym byk ,trzeba mocno wbic szpadę w kłąb, a będzie brykał językiem nie zważając na otoczenie. - A walileś kiedyś we dwóch jedną?- Znam tę historię na pamiec, ale on uwielbia ja opowiadac, mówi ja zawsze i wszystkim, ale nigdy nie pamięta czy akurat tej osobie już to wyznał. - Ha, akurat że tak, to byl gdy wyszedlem z wojska...Historia, jest prosta jak budowa cepa. Miał dziewczynę, a ona chlopaka, raz się pomyliła i zaprosiła obu. Dogadali się dzielni trepi, wojacy, trzezwi wracający z pracy i przelecieli ją na cacy. On jednak potrzebuje na to godzin, opisuje detale, zastanawa się nawet jakiego koloru była kapa na łóżku, albo szukał porównania dla sceny.- Zeby to ładnie okreslic. No, jak psy sukę, no to jest dobrę, jak psy sukę.- Oryginalny wujek, w końcu dotarlem do Holandii, adres mialem na kartce po angielsku dogadywalem sie z ludzmi i w końu trafilem. Paskudna nora, na ulicy coś tam terefere chuje terefere. Znalazlem mieszkanie, okaząlo sie zagawrowane przez Polaków, ale nie przez mojego ojca, po wyjaśnieniu sytuacji jakiś Wladek dal mi wlaściwy adres, Boże dzięki ci za tych Wladków. Poruszając sie podłóg jego wskazówek, trafilem. Dzielnica z domkami jednorodzinnymi, równa trawa, żywoplot, wszystko się zgadzalo, ale się senior urządził. Okolica była niczym ze zdjęcia w kolorowym czasopiśmie, sielanka, idylla, kurwa raj. Zadzwonilem, otworzyło mi jakieś dziecko, no zgadza sie ale niezupelnie. Zdezorientowany zapytalem. - Adam Kolodziej lives here?- Dziecko przeanalizowalo pytanie. - Yes, wait a minute.- Wystrzelilo przez korytarz chyba do kuchni. Po chwili wyszedł on, zdębiał. Zamknął drzwi za sobą, po czym szybko odzyskal kontenans. - Czesc, nie spodziewalem się ciebie. - Ja też się cieszę, że cie widzę. No, proszę, podwójne życie Adama Kołodzieja. - Nie oceniaj mnie, na podstawie tego co widzisz. Chodż przejdżiemy się.- Dziwny spokój opanował mnie, niczym szachista przed wiszącym w powietrzu matem, nieważne co się stanie i tak po grze. Kombinuj, lawiruj, mat jest nieunikniony. Zgodzilem się. Podążaliśmy równiutkim chodnikiem, twarz smagal nam ciepły wiatr, a ojciec tłumaczył: - Pewnie myślisz, że jestem świnią... - Lepiej tego ując nie można. - Popatrz na to z drugiej strony. W Polsce dostajecie pieniądze, ja tu mam perspektywy, wy wyobrażenie i wspomnienia. To nie byl dla mnie prosty wybór, ale kocham Eileen, z bólem wybralem to miejsce z dala od domu. Tu jestem kimś, a nie tępakiem po zawodówce, mam swoja firmę. Jestem czlowiekiem. Nie miej mi za złe, że chcialem lepiej... - Dla siebie. - Masz rację, ale też i dla was. Ale widzę, że mnie nie zrozumiesz. - Popatrzcie, troszczysz się o to żeby ktos ciebie zrozumiał. Zawsze było tak, że to tylko ty masz rację. - Nieprawda nie zawsze musialem miec racje. - To sobie przypomnij, np. gdy na krzyżówce, na podwójnej ciągłej wyprzedzałes... - Ale on mógł spojrzec w tył. - No własnie o to mi chodzi, ty i tylko ty, no i racja po twojej stronie. - Nie wmawiaj mi, że zawsze musze miec racje gdy wiem, że tak nie jest.- On jest nie do przebicia, nie przegadasz i tyle. Wybuchnąłem smiechem,rechotałem jak ostatni idiota. - Dobrze, jak to przelkniesz wróc na chwilę do domu, powiem Eileen o siostrzeńcu, dam ci sowite kieszonkowe. Żałowac nie będziesz, ale zostac nie możesz. - Idż już.- Zniknął z powierzchni omiatanej wzrokiem. Właściwie spodziewalem się czegoś podobnego, ale czemu zaskoczyło mnie to dziecko? Nic strasznego przecież nie zrobiło, ale jednak...Może dlatego, że jego wiek symbolizuje lata jakie żyliśmy z matką w nieświadomości, bałamuceni czczymi obietnicami powrotu przy okazji jego świątecznych przyjazdów, coraz żadszych zresztą. Bo sam fakt jego istnienia nie budził we mnie specjalnego oburzenia. Nici z mojego wypoczynku u boku ojca, nici w ogóle z ojca. Tak latwo mu to uszlo. Podnioslem głowę, znalazlem się na skraju niewielkiego lasku, daleko od zabudowan. To lubię, sam na sam z niezmiennym. Kościól ludzki, gówno, jak można się opierac na czymś tak wątłym. Czlowiek jest jak ruch drogowy obserwowany ze schodów monumentu Vittorio Emanuele II, tysiące pojazdów, wszystko podąża w sobie tylko znanym kierunku. Po dłuższej obserwacji wydaje się, ze niczym nas nie może już zaskoczyc, a jednak, zawsze pojawi sie nietypowy samochód, dłuższy zator, radiowóz. Spektakl jest nie powtarzająca sie kombinacją tych samych elementów. Nurzyc może jego nieprzewidywalnośc, ale gdy się nad tym zastanowic, w każdym budzi niepokój, drugi człowiek, kiedyś bliżni, dziś...? Boże chcę w ciebie wierzyc, tylko ty możesz byc oparciem dla człowieka. Oni napawaja mnie strachem.Niby wiem gdzie ciebie szukac, ale nie umiem znależc. Zapomnialem sie w daremnych rozmyślaniach, ale wiem już co zrobię. Drogi do domu "ojca" nie pamiętam, do domu trafiłem bez problemu, przyjęty jako siostrzeniec jadący do Anglii. Minął teatr, nadeszła chwila prawdy. - Tak, dzięki za te pieniądze. Pojadę stopem, żeby matka sie nie domyślila czemu tak szybko wracam. - No, a teraz przepraszam, ale musisz już iśc. - Żegnaj.- Powoli wychodziłem rozglądając się. Z kuchni wypadla Eileen w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kuguar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…