Wróć do katalogu

Moje Dzienniki Motocyklowe. (1)

Jest to zapis z moich kilku podróży motocyklem, z którego, jak myślę, świat i napotkani ludzie wyglądają inaczej.

Robert10, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ta podróż miała wyglądać o wiele przyjemniej niż była naprawdę. Motocykl sunął gładko po równiej drodze cały czas w kierunku na Kraków, trafiłem akurat na kilka kilometrów świeżo naprawionej jezdni, samochody zniknęły i mogłem trochę rozpędzić mój mały przecinak. Pierwsze krople deszczu bębniąc w kask przerywały jednostajny świst rozcinanego powietrza. Miałem wrażenie jakbym siedząc wygodnie na kanapie nagle rozpętał wokół głowy burzę. Było mi zimno, nikt rozsądny nie wybiera się w taką pogodę w podróż motocyklem, ale ja nie jestem rozsądny, albo przynajmniej mam na to inny pogląd i czasem nie liczę się ze zdaniem innych. Przed kompletnym zmarznięciem chroniła mnie radość ze spotkania i ubranie Probiker’a, ale w cienkich rękawicach z kawałkami kevlaru ręce zgrabiały mi kompletnie, gdy chciałem nacisnąć sprzęgło ze sporym wysiłkiem przesuwałem całe ramię do przodu żeby zastygłe w uścisku palce objęły klamkę. Dlatego rozglądałem się za jakąś stacją benzynową. Wokół pustkowie, krajobraz leśnych łąk i wysokich lasów, gdyby nie padający coraz gęściej deszcz, gdyby nie wirujące w powietrzu małe płatki śniegu na pewno podziwiałbym te widoki, ale zamiast tego pędziłem prawie sto trzydzieści na godzinę wpatrzony w zbliżający się zakręt, następna prosta, aż do horyzontu, uczciłem ją rozpędzając się do stu sześćdziesięciu na godzinę. Burza wokół głowy to już tornado współbrzmiące z wyciem silnika, po chwili już byłem na następnym zakręcie. Znów prosta, znów do horyzontu, jestem szczęściarzem, pokonuję ją błyskawicznie skulony za owiewką, tu jest trochę ciszej, z brodą na baku tnącego deszcz i zimne powietrze motocykla. Zwalniam przed kolejnym zakrętem, ściskając i puszczając manetki próbuję rozmasować skostniałe dłonie. Z trudem dźwigam zmarzniętą stopę żeby zredukować bieg, o tak, zdecydowanie potrzebuję postoju. Przypominam sobie do kogo jadę i uśmiecham się, mam wrażenie że robi mi się cieplej. Skrzyżowanie, nie ma żadnego drogowskazu więc jadę dalej prosto. Znów skrzyżowanie, jest drogowskaz z nazwami wsi których sobie nie przypominam czy mam mijać je po drodze czy nie. Droga którą jadę jest o wiele szersza od bocznych, te na pewno nie są do Krakowa, myślę szybko i nie zmieniam kierunku. Zaczyna się teren zabudowany. Ograniczenie do sześćdziesięciu. Spojrzałem na prędkościomierz, jadę za szybko, popuszczam trochę manetkę gazu i redukuję bieg. Mieszcząc się ledwo w dozwolonej prędkości dojeżdżam do kolejnego skrzyżowania. Kraków w prawo Sandomierz w lewo. To jestem blisko Sandomierza?! zastanawiam się skręcając na Kraków. Nieważne, po chwili uświadamiam sobie gdzie mniej więcej jestem i zauważam dużą stację benzynową Orlenu. Może być, decyduję i zesztywniałym kciukiem wrzucam kierunkowskaz, skręcam zatrzymując się spokojnie pod dystrybutorem. „Jeśli mają płatne toalety jadę dalej” nagle pomyślałem rozbawiony. Zaciekawione spojrzenia obsługi zza szyby stacji, motocykl na chwilę wzbudza zainteresowanie. Patrzę na mnie jakbym był z innego świata. Rozcieram zmarznięte dłonie, twarze w oknie odwracają się uśmiechnięte. Wiedzą że zmarzłem, ale mimo to, gdybym miał wybierać, wolę podróżować i zmarznąć w drodze niż siedzieć teraz w cieple za szybą na tej stacji benzynowej, i tak za chwilę stąd odjadę. Przywilej podróżnika, zobaczyć i mijać miejsca, czyjeś światy, czyjeś hic-at-nunc, tutaj-teraz-bycie i jechać dalej. Wiele razy byłem w takich miejscach, o których myślałem; ależ tu ładnie, tak, chciałbym tu mieszkać gdybym mógł, chciałbym zbudować dom na tym, albo na tamtym wzgórzu i mieć z okna widok na to jezioro albo na tamtą górę o zachodzie słońca. Sęk w tym, że cały czas spotykam takie miejsca, jeszcze piękniejsze, jeszcze korzystniej położone, w pobliżu coraz to ładniejszych miast, gdzie łatwiej o pracę a ludzie mają inną mentalność. Jest coś takiego jak mentalność miasta, właściwie jego mieszkańców. Może ma to coś wspólnego z psychologią tłumu, gdy zachowanie jednej osoby może skłonić do określonych zachowań setki czy nawet tysiące ludzi zebranych w jednym miejscu. Dlatego inaczej załatwia się sprawy na przykład budowy dróg w pragmatycznym Poznaniu, a inaczej w poetyckim Lublinie. Ale mój dom już stoi, jest tam gdzie jest, w sąsiedztwie takim a nie innym. - Jaka to miejscowość? Zapytałem wysokiego chłopaka który końcówkę dystrybutora ostrożnie wetknął w otwór baku motocykla i pomyślałem, że właściwie nie ma to dla mnie znaczenia. W odpowiedzi usłyszałem nazwę i już jej nie pamiętałem gdy opuszczałem stację. Krótki postój dobrze mi zrobił, rozprostowałem nogi i roztarłem zgrabiałe ręce, ściskanie klamki sprzęgła przychodziło mi o wiele łatwiej. Właściwie lubię podróżować samotnie. Nie dbam wtedy gdzie jest reszta, czy trzeba kogoś dogonić albo na kogoś czekać na poboczu wypatrując we wstecznym lusterku. Niedogodność jest taka, że na postoju nie ma z kim zamienić słowa ani komu powiedzieć co minęliśmy po drodze i to, co może wydarzyć się najgorsze, w razie potrzeby nie ma kto szybko udzielić pomocy. Dojeżdżałem do jakiegoś skrzyżowania, drogowskaz wskazywał Brzesko prosto, ostrożnie przejechałem skrzyżowanie i rozpędziłem się kuląc za owiewką. Na drodze żywej duszy, można pomyśleć że jestem jedynym żyjącym użytkownikiem tej pustej drogi. Trochę zwolniłem gdy na poboczu zauważyłem jakąś postać, może to strażak, ale ubrany na czarno, z daleka wyglądał jak żołnierz mierzący do mnie z broni. Postać spokojnie machała do mnie jakby chciała żebym zwolnił. Zainteresowany zacząłem zwalniać, może ten ktoś potrzebuje pomocy. Gdy uświadomiłem sobie że to policja z przenośnym radarem było już za późno. Policjantka przyjaznym gestem zachęcała mnie żebym zjechał na pobocze po drugiej stronie jezdni, gdy sprawdziła że nic nie nadjeżdża z jednej ani drugiej strony równie przyjaźnie właściwie zaprosiła mnie na swoją stronę drogi. Postacią która do mnie mierzyła z „suszarki” a potem zatrzymała okazała się skądinąd miła dziewczyna, może dwadzieścia siedem, osiem lat. Miłe powitanie, nie wiadomo dlaczego miała założone duże plażowe okulary przeciw słoneczne. Jej kolega przyglądał mi się badawczo stojąc nieco dalej na skraju drogi. Bardzo grzecznie i trochę zawstydzona poprosiła o dokumenty. Zapytała czym się zajmuję, już wiedziałem że to nie rutynowa kontrola dokumentów, odpowiedziałem że jestem nauczycielem, co w zasadzie było prawdą, choć nie jest to moje jedyne zajęcie. Zaczęła miło i prawie przyjacielsko, nawet raz powiedziała do mnie per „panie Robercie”. W końcu mi to powiedziała, pierwszy pomiar 90km/h, drugi pomiar, jak powiedziała i pokazała mi na wyświetlaczu radaru 86km/h. Jej „widełki” przewidują 200 do 300zł za takie wykroczenie. Zacząłem gorączkowo myśleć co jej powiedzieć, ale jakoś nie miałem ochoty ją zwodzić, sam się sobie dziwiłem. Moja propozycja, czy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych