Most
O marzeniach.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stoję na moście. Pod sobą mam leniwy nurt rzeki Ner, a dookoła łąki i bagna ciągnące się po horyzont. Jak się tu znalazłem w ten gorący majowy dzień, i co mnie do tego skłoniło, opowiem za chwilę. Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu. Jak co roku pracowaliśmy na łące przy zbiorze siana. Ja, Romek i Gracjan – bracia i moi przyjaciele zarazem. Był to swoisty rytuał i zawsze się cieszyliśmy, że możemy być jego częścią, pomimo tego, że praca do lekkich nie należała. Gdy dorośli byli zmęczeni i postanowili odpocząć, dla nas był to czas wolny. Byliśmy zbyt szaleni żeby odpoczywać. Nie pamiętam już kto wpadł na ten pomysł, ale pamiętam, że wszystkim się on bardzo spodobał. Postanowiliśmy iść do rzeki. Panowały o niej przesądy, a niektórzy twierdzili, że tam nic nie ma. Zaraz się przekonamy, co jest prawdą, a co nie. Przedzieraliśmy się przez trzcinę, na którą trzeba było bardzo uważać, gdyż była ostra jak brzytwa. Wiele razy pociąłem nią sobie dłonie do krwi. Czasami łąki były poprzecinane kanałami wypełnionymi wodą. Musieliśmy je przeskakiwać lub szukać obejścia. Najwięcej śmiechu było jak ktoś nie dawał rady i wpadał do wody. A zdarzało się to często. W końcu dotarliśmy do porośniętego trawą wału przeciwpowodziowego, mającego około dwóch metrów wysokości. Wspięliśmy się i naszym oczom ukazał się cel naszej podróży. Wyłoniła się nagle, co było bardzo zaskakujące. - Jest większa niż myślałem – powiedział Romek - No i strasznie brudna, nie chciałbym do niej wpaść – zawtórował Gracjan – pewnie wyszedłbym bez skóry. - To wariant optymistyczny, zakładać, że w ogóle byś wyszedł. Po paru godzinach w tej wodzie nie było by czego wyławiać, dosłownie byś się rozpłynął – zawyrokowałem. W powietrzu unosił się dziwny zapach, ale nie odór. Coś jakby pleśń zmieszana ze szlamem albo z ziemią ze starej piwnicy. Tafla wody była niczym niezmącona. Tylko parę pająków i muszek spacerowało po powierzchni za nic mając prawa fizyki. Obserwowaliśmy jak zaczarowani powolny, usypiający nurt. - Myślicie, że żyją tam piranie, albo inne stwory – zapytał Romek i wszyscy wyobraziliśmy sobie potwory, jakie mogą kryć się w tych głębinach. W takim miejscu można puścić wodzę fantazji, aż się o to prosi. Może żyje tam coś, co żywi się dziećmi. Może jakaś ryba zmutowała, wyrosła jej długa szyja, kończyny przypominające ręce i wielkie wybałuszone ślepia. Wielka jama ustna, ostre zębiska, mocna żuchwa jak imadło, zdolna jednym kłapnięciem odgryźć dziecku głowę i schrupać jak landrynka. Za nic w świecie nie przyszedłbym tutaj sam w nocy. Cmentarz to w porównaniu z tym piaskownica. - W takiej wodzie nic nie ma prawa żyć. Racjonalny wywód Gracjana wyrwał mnie z marzeń. Przytaknąłem w ciszy przyznając mu rację. Woda była dosłownie czarna. Piasek na brzegach także, a roślinność dookoła, obumarła. - Spójrzcie, jaka fajna wysepka. Wskazałem palcem nieco w lewo i wszyscy skierowaliśmy wzrok w tamtą stronę. Ale to nie ona mnie tak zafascynowała, tylko most widziany w oddali. Był piękny. Majestatyczny, w kolorze oślepiającego srebra. Był to most kolejowy o stalowej konstrukcji, powstały po Drugiej Wojnie Światowej. Skojarzył mi się z mostem Brooklińskim w miniaturze, podpatrzony z amerykańskich filmów gangsterskich lat siedemdziesiątych. Nigdy wcześniej takiego nie widziałem na żywo. Patrzyliśmy wszyscy bez wyjątku, poddając się jego urokowi. Na mnie jednak wywarł największe wrażenie. W końcu chłopaki zajęli się swoimi zajęciami takimi jak wrzucanie kamieni i patyków do wody. Ale nie ja. Ja stałem i patrzyłem. Czy to fatamorgana? Nie możliwe, przecież wszyscy go widzieliśmy. Chciałem tam iść od razu. Nie mieliśmy jednak wiele czasu i zaraz musieliśmy wracać do pracy. Postanowiłem sobie, że muszę tam kiedyś pojechać i obejrzeć go z bliska. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, iż może to zająć tyle czasu. Stoję na moście, biorę oddech, zamykam oczy, wypuszczam powietrze, otwieram oczy. Wprawia mnie to w dobry nastrój. W dole widzę młodych wędkarzy. - I co, biorą? – krzyczę do nich. - Ni chuja – odpowiada ten wyższy. Aha – myślę i na tym kończy się nasza konwersacja. Jakość wody musiała się o niebo poprawić skoro żyją w niej ryby. W końcu zaczęliśmy dbać o środowisko, w którym żyjemy. Kim jestem? To nie istotne. W zasadzie to mógłbym być każdym. A jednak mam coś w sobie. Nie można tego poznać po wyglądzie, gdyż jest ukryte w moim wnętrzu. W sercu. Nazywa się to: marzenie. Zgadza się, miałem marzenie, które dzisiaj spełniłem. Życie dziwnie się układa. Nigdy nie jest tak jak byśmy chcieli. Jako dzieci mamy patent na marzenia. Wszyscy. To takie charakterystyczne. Z czasem jednak o nich zapominamy lub z nich rezygnujemy.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil moloch
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…