Wróć do katalogu

Mroczny las killerów

Żyła brał udział w wielu rzeźniach, ale wszystkie odbywały się na ulicach miast czy w opuszczonych fabrykach. Teraz gdy leżał przyczajony w krzakach, obleciał go strach i jeszcze te problemy z brzuchem. Czekali, las szumiał, noc była spokojna, aż z

dzzik, opublikowano , 20 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Biegli już dobrą godzinę, cały czas nie zwalniając. Obaj ubrani byli w czarne garnitury, mniejszy z nich miał zdjęty krawat- widać było, że nie ma już za dużo sił. Powoli zmierzchało, czerwony stroboskop słońca mrugał za drzewami. Leśna droga wiła się bez końca i to właśnie najbardziej wkurwiało Małego. Miał wrażenie że biegają dookoła, całkiem stracił poczucie kierunku i czasu. Większy (widać, że to on dowodził operacją), pędził nie zważając na nic. Krawat falował za nim na wietrze niczym bandera wielkiego parowca. W istocie facet przypominał nieco parowiec. Wysoki, szeroki w barach, prawie bez szyi, noga za nogą, biegł niczym Carl Lewis. I to była druga rzecz która wkurwiała Małego. -Żyła- krzyknął zadyszany, nie zwalniając jednak tempa- pędzisz jak pierdolony Carl Lewis!- splunął siarczyści- Ja już nie daje rady! Ślina zamiast wylądować na leśnej murawie, zawisła mu na brodzie. Otarł ją niezdarnie. Czarny rękaw garniaka za 2000 dolców wymazany flegmą- lipa. W sumie co za różnica, jeśli nie zdążą... Wiedział to Żyła i wiedział to Mały, różniła ich tylko motywacja, która u Małego musiała być co najmniej o 30 kilo większa, z racji torby którą taszczył. Można było się jedynie domyślać jej zawartości i mimo, że od godziny krążyli po lesie nie była to kanka na jeżyny: Mieli w chuj broni: M-16-stki, Beretty, Shotguny, granaty, no i trzecia i chyba ostatnia rzecz która wkurwiała Małego: ręczna wyrzutnia rakiet- ważyła chyba z 15 kilogramów. Mały zostawał w tyle, bezowocnie próbował odpalić fajkę. Oczyma wyobraźni widział żarową zapalniczkę, którą zostawił w samochodzie starego Poldka. I co? i gówno, tego samego dnia Poldek rozwalił się swoją furą. W raporcie policyjnym Mały wyczytał, że miał 3,5 promila we krwi. Pojechał nawet na złomowisko, odszukał beżowego forda, ale po zapalniczce nie było śladu. Pewnie te pedały z "prewencji" podjebały... Kiedy tak stał nad grobem przyjaciela, a ksiądz modlił się za duszę zmarłego, myślami był przy niemej ofierze kraksy- swojej żarowej zapalniczce. Kiedy prowadził pod ramię zapłakaną Poldkową w czarnym welonie, wspominał chwilę kiedy bez trudu nawet przy wietrze mógł odpalić szluga. Najdziwniejsza okazała się jednak stypa. Do dziś nie jest pewien tego co widział. Wypił wprawdzie dużo, ale wzrok też ma dobry. Koleś siedzący naprzeciw przy stole używał zapalniczki łudząco podobnej do jego zguby. Położył ją na pudełku fajek i gdzieś poszedł. Mały mimo, że powieki miał okropnie ciężkie, przyglądał się srebrnej zapalniczce. Faktycznie, miała wygrawerowane litery M.S- jego inicjały. Zapalniczka jakby czując jego spojrzenie, zaczęła drżeć, szybciej i szybciej. Niewyjaśniona siła uniosła ją na wysokość 15 centymetrów nad stół. Mały rozejrzał się dookoła, ale nie było nikogo kto mógł by go uszczypnąć. Siedział sam przy wielkim stole, a jego zaginiona zapalniczka wisiała nad białym jak śnieg obrusem. Osłupiały wpatrywał się w nią jak w złotego cielca. Wisiała teraz dokładnie na wysokości jego nosa. I wtedy to stała się rzecz którą, Mały zapamiętał do końca życia. Ni z tego ni z owego zapaliczka zaiskrzyła się niebieskawym światłem żaru. Sięgnął po papierosa i włożył go do ust. Zaciągnął się długo, dym wypełnił szczelnie jego płuca. Czas stanął. Odchylił głowę do tyłu, przymknął oczy, ten smak... Z letargu obudziło go dopiero głuche uderzenie o stół. Zapalniczka spadła, lecz kiedy zaczął jej szukać nie było nic, jednolity wzór obrusu to wszystko. Widział ducha swojej zapalniczki, zrozumiał to dopiero po chwili, ożyła po raz ostatni by odpalić mu papierosa. W następną niedzielę można był widzieć Małego w pierwszym rzędzie w kościelnej ławie. To był cud, tego był pewien. Łza kręciła się w oku Małego gdy wspominał tę historię, a może to był pot ściekający z czoła, trudno powiedzieć. W każdym razie w pełnym biegu, rozdeptał niedopałek, Żyła był daleko z przodu, dobre 200 metrów. Przyspieszył. Żyła co jakiś czas nerwowo wyciągał komórkę. Na ekranie wciąż widział lakoniczny tekst: WYSZUKIWANIE. Musiał ich jakoś wytłumaczyć przed szefem, powiedzieć chociaż że za niedługo będą na miejscu. Wiedział, że Olaf strasznie nie lubi spóźniania. Pewnie ostatecznie roztrzaska im łby nie pytając nawet co się stało. Jeśli był moment w którym Żyła potrzebował telefonu, to był on właśnie teraz. A tu chuj-WYSZUKIWANIE czego?- pomyślał chwilę- do kurwy nędzy! Że też boss musiał wybrać takie odludzie na swoją letnią rezydencje, środek lasu, ani żywego ducha. Nagle nie z tego ni z owego rozległ się głos dzwonka. Żyła, po tonie rozpoznał doskonale kto dzwoni i możecie mi wierzyć wcale go to ni cieszyło. -Co jest kurwa- zaczął przyjaźnie Olaf- gdzie jesteście, pedały...! -Szefie, wóz nam nawalił, przy wjeździe do lasu, Mały zahaczył o korzeń i poszło zawieszenie. -Żyła, wiesz że macie przejebane, czy mam Ci to przeliterować? Przecież mieliście być o 17:00, jest kurwa 20. Od szosy do mojej leśniczówki jest 10 km, nawet harcerz byłby już na miejscu. To Żyła po raz drugi wykorzystał fakt, że zziajany kompan jest dobry kawałek z tyłu i nic a nic nie słyszy. -Szefie- ciągnął- Mały zapomniał cebuli i musieliśmy się wracać. -Ale macie? -Tak, tak jest cały worek, świeżutkiej cebulki. Twardziutka, jedna w jedną, Szefie, jakby robione na miarę. Każda złota, kształtna, a zapach, uch, cudny! -Dobra, Żyła, nie pierdol, najważniejsze że ją macie. A broń? -Wszystko jest... Facet w garniturze w środku lasu, mówił coś jeszcze przez chwilę lecz aparat milczał. Jednym nierozważnym krokiem przekroczył niewidzialną granicą zasięgu. Schował telefon do pokrowca przy pasku i machnął na Małego: -Dawaj, szef nieźle wkurwiony!!! Dopiero teraz, jak się zatrzymał, poczuł jak jest zmęczony, pot ciekł mu po plecach, na koszuli maił owalną plamę. A pod pachami zapanowało środowisko idealne do hodowli pieczarek. Poci się tak okropnie od blisko 7 lat. Był z tym nawet u lekarza, ale nie na wiele się to zdało. Kiedyś jeszcze jako smarkacz chciał być silny, co w tym dziwnego, każdy chce. Ale nie każdy bierze dożylnie testosteron dla koni. Stąd ksywa i stąd brak karku. Efektem ubocznym prócz pocenia, był też tajemniczy pociąg do młodych klaczy, szczególnie maści arabskiej. Mały w końcu go dogonił. Rzucił torbę na ziemię, usiadł na mchu: -Muszę chwilę odpocząć- mówił zadyszany. Żyła klapnął obok, mech był mięciutki i przyjemny w dotyku: -Słyszałem że jak się zgubisz w lesie możesz jeść mech i przeżyjesz- zagadnął, gładząc ręką zielony dywanik. -Ta, kurwa, możesz go wpierdalać tonami- Mały wciąż sapał- Słyszałem, że mają niedługo wprowadzić McMchy i mech z rusztu. -Ale jesteś małostkowy, człowieku, co ty myślisz że ludzie zawsze wpierdalali hamburgery z frytkami. Kiedyś trzeba było sobie upolować bażanta, czy dzzika. W ogóle to nie rozumiem po co dziś się hoduje bydło, lasy przecież pełne są zwierzyny, starczyło by dla wszystkich. A tak trzymają te prosiaki w klatkach metr na metr i karmią zgniłymi kartoflami. -No- odarł Mały. "No" wyraźnie połechtało Żyłę, ciągnął więc dalej: -Gdzie tu kurwa logika, ile to trzeba ziemniaków, żeby wykarmić jednego knura. A przecież są ich miliony. Czaisz, miliony knurów wpierdalają setki milionów kartofli. A zwierzyny, nie trzeba karmić, nie trzeba doglądać. Przychodziło by się do lasu jak do sklepu. Podchodzisz, do budki i mówisz kolesiowi że chcesz 3 kilo dziczyzny. To chuj, koleś wysyła ludzi w las i za 10 minut masz świeżutkie mięsko. Proste. -No- odparł Mały. Słońce schowało się za widnokręgiem, zrobiło się szaro, zwierzyna wyszła z głuszy. -Patrz, kurwa- Żyła klasnął w dłonie- a nie mówiłem. Palcem wskazywał na krzaki opodal. Mała sarenka skubała sobie tam zielone listki. -Las jest pełny zwierzyny!!! To jest pewne. Ruszyli dalej po, 15 minutach monotonnego marszu, pomiędzy konarami drzew zaczęło migotać blade światło. Płachta nocy opadła gwałtownie, przykryła wszystko całunem mroku. Las bez wątpienia jest kryjówką diabła. Gdzieś w niedostępnej głuszy, siedzi na kamieniu i płacze w ciemnościach. Kocha zło, wie że jego bytem jest nicość, degradacja do korzeni życia i śmierci, tam gdzie zegary stają, a czas odmierza się jękiem trupów. Jego gniazdo wyściełane ludzkimi trzewiami, bijące jeszcze serca wiszące na suchych gałęziach sosen, ta beznadziejność pochłania go. A zaczęło się tak prozaicznie: od buntu przeciw Bogu, po prostu nie mógł znieść blasku jego chwały. Ale to ludzie zrobili z niego praojca zła i to ci sami ludzie przerośli go w jego wyimaginowanym rzemiośle. Przecież oni tak mało potrafią pojąć, dlatego ich bunt przeciw Bogu jest taki naturalny, dziecinny. Szatan czuje że jego czasy się kończą, on antagonizm boskiej formy i treści znika na leśnym pustkowi, płacze za utraconą władzą, a łzy jego jak ogniste pociski palą wszystko wokół, ale kogo to obchodzi... Mały zastukał do drzwi. Kroki w środku zbliżały się, drzwi skrzypnęły. Olaf w blasku płonącego z tyło kominka, to robi wrażenie. Skinął głową, weszli do środka. Obaj, przybyli próbowali wyczytać cokolwiek z twarzy gospodarza. Jednak to właśnie dzięki tej pokerowej twarzy Olaf mimo 62 lat dalej trzymał miasto za mordę. Każdy większy deal w mieście nie mógł się odbyć bez jego wiedzy. Szulerzy, złodzieje, dziwki wszyscy płacili Olafowi piątą część dochodów. Kiedyś liczył ludzi których posłał do piachu. Ostatnia liczba jaką pamięta to 187 ale to było dobre 10 lat temu. Teraz w swojej leśniczówce, ubrany w szlafrok musiał załatwić z goła odmienną sprawę. Oparł się o stół, splótł ręce na klatce piersiowej i nerwowo kiwał głową. Oczy utkwione miał gdzieś pomiędzy obrazem na ścianie a oknem. Zapadła niezręczna cisza, ani mały ani żyła nie odważyli się przerwać Olafowi kiedy myślał, znali wszak historię kolesia, który kiedyś to zrobił- sosnowa trumna i tyle. Stali więc, w zakurzonych garniturach, które czasy świetności mają już

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych