Wróć do katalogu

Mysie opowiadanie o swojej rodzinie

Bardzo lekkie opowiadanie, jednak nie do końca dla dzieci. Mała mysz na swój prosty, "dziecięcy" sposób opowiada o swojej rodzinie - która nie składa się z innych myszy a przedmiotów kuchennych i produktów spożywczych z kuchni samego Lorda

merkowaty, opublikowano , 25 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MYSIE OPOWIADANIE O SWOJEJ RODZINIE

No cóż. Są momenty, gdy mówię zbyt poważnie i momenty, gdy mówię nie poważnie. Ale dzisiaj opowiem o mojej rodzinie.

1 Więc tak. Urodziłam się jako mysz. We wrześniu. Dokładniej to w drugiej połowie września. A skoro już tyle o sobie powiedziałam, to powiem jeszcze, że urodziłam się 23 września. Mam kochaną rodzinę. Mam wujka Widelca, który pochodzi z zacnego rodu - Sztućców Srebrnych. Jego żoną jest ciocia Nessi, bardzo się kochają, ale są odmienną parą, nie mogą mieszkać razem. Ja nie widzę w nich nic odmiennego, ale rodzina Kuchenna krzywo się na to patrzy. Ciocia zawsze była ciocią, a wujek zawsze był wujkiem. Nawet jak ich nie było. - Nie będę mieszkać w tak zatłoczonym miejscu, jak dom Widelca Sztućca! Jest tam cała jego rodzina, wraz z tą dzieciarnią jego siostry Małej Łyżki. - powiedziała kiedyś do mnie ciocia Nessi, gdy byłam u niej na herbatce. - Nie będę mieszkać na dnie jeziora. I w ogóle, to niegodne jest Widelca Sztućca być podawanym na herbatach! Phi! I jeszcze wyłowili by moją rodzinę, z jeziora! - rzekł wujek, w czasie nabierania na niego obfitego kawałka steku. - Nadziałam się na Widelca jak na widelec. – zwierzyła mi się ciocia Nessi zrezygnowanym tonem, odkładając karty do wróżenia. - Ach! gdyby Nóż w tamtych latach był taki ostry, na jakiego wyglądał! Tak więc ani wujek ani ciocia razem nie zamieszkają.

2 W ogóle moja rodzina pochodzi z Kuchennego rodu. Jest to duża rodzina, bo i człowiek, do których należą, jest jakimś Lordem Tortem. Ale gdy go nie ma w pobliżu, wszyscy mówią po prostu o nim "ser" - nie wiem, dlaczego. A przecież ser jest najmniej lubiany na ulicy Spiżarkowej. Lord Tort bardzo nie lubi drugiej mojej ciotki - Szpilki. - No cóż, był tak nadęty, że postanowiłam uwolnić go od tej dumy. Wyglądał, jakby zaraz miał pęc! Ktoś mi powiedział „Lepiej go nie pękać!” Ale ja i tak go przekłułam. - usprawiedliwiała się, gdy ją o to spytałam. Ciocia Szpilka jest na wygnaniu. Chowa się pod Dolnymi Szafkami, które użyczyły jej schronienia.

Najmniej lubię stryjka Garczka Gburowatego. Szczyci się tym, że nie wkładają do niego byle jakich produktów. I w ogóle jest taki gruby, nawet dno ma grube. Stryj Garczek Gbur bardzo lubi się ze swoim pomocnikiem - Łyżką Mieszaczem. Łyżka Mieszacz jest ostatnim ze swojej rodziny, ale nawet pomimo tego Wuj Widelec wydziedziczył go z rodu. - Taki zdrajca nie będzie moim krewnym! Mieszasz brudne sprawy z Cienkim Gburem - krzyczał kiedyś Wuj W. Zawsze nazywał stryja Garczka "Cienkim", bo tylko to go urażało.

3 Najciekawiej jest, gdy do Solniczki oraz Pieprzniczki dosypią sól lub pieprz. Przekomarzają się, jak warzywa na rynku - wiem, bo raz na taki targ zabrała mnie ze sobą Babcia Koszyk. Targ zwany był "Słowiańskim". Babcia koszyk powiedziała, że można kupić na nim wszystko, dosłownie wszystko. Niesamowite, co Ci słowianie znoszą na handel. Ale wróćmy do klekot. Solniczka szczyci się, że soli nią każdy, a jej ziarenka soli są drobniutkie i kryształowe. Podczas obiadów mało nie pęknie z dumy, gdy raz po raz ktoś po nią sięga. - Pieprzniczkę też podejrzewam o współpracę z Cienkim Gburem. Popatrz, jaka ciemna ona jest – nic nie można zobaczyć, co w niej siedzi! - powiedział Wuj W. przyglądając się znad binokli Pieprzniczce. Prawdę mówiąc, Przeprzniczka miała tylko pojęcie o swojej zawartości – sama też wiele nie widziała. Muszę wam powiedzieć, że obsesją wuja jest szpiegowanie i podejrzewanie. Właściwie jego głównymi oskarżonymi są Ci, którzy mają coś wspólnego z "ciemnymi sprawami". Właściwie nie wiem, co to znaczy, a wuj zapytany o to zrobił tylko tajemniczą minę.

Z zamyślenia nad tą sprawą, wyrwała mnie właśnie sama Pieprzniczka: - Spójrzcie na Solniczkę! Jak się wdzięczy! Każdy ma ją w palcach, i byle kto ją obraca! Nie wiem, co oznaczać miało "byle kto ją obraca", ale nawet Wuj Widelec aż się zarumienił na te słowa i nakrzyczał później na Pieprzniczkę, gdy wrócił z obiadu. Wymyślał jej od najciemniejszych charakterów spod ciemnych gwiazd i ciemnego sklepienia, a na koniec powiedział: - Tutaj są dzieci! I wskazał na mnie. To dziwne. Jestem przecież prawie dorosła! Na 10 urodziny dostałam Księżyc, a to jest wystarczający dowód! I jakie dzieci? Babcia Koszyk przyniosła mnie z targu, jako jedyną mysz. Dobrze, że był w suszarce i nie mógł się z niej wydostać, bo strach pomyśleć, co by jej zrobił. Pewnie nieźle by ją przetrząsł, i mało co by z jej dumnych ziarenek zostało. Pieprzniczka i Solniczka to głowy przypraw w Kuchennej – zawsze najlepiej wiedzą i najwięcej mają do powiedzenia – jednak pozostałym mieszkańcom Małej Górnej Szafki usta i tak się nie zamykają. Inne przyprawy są w szafkach i nie wiele mają do powiedzenia, bo nie mają też zbytniego kontaktu z nami. - Przyprawiają mnie o ból głowy. - powiedział kiedyś zrezygnowany Wuj Widelec. Kto wie, co by się działo gdyby wszystkie przyprawy stały na stole.

4 Najspokojniejszy jest Dziadek Do Orzechów. Jest miły i najlepiej rozumie moje mysie piski. No i zawsze pozwala mi podjadać orzechy. Czasem mi szkoda, że Dziadek nie jest głową Kuchennej. Właściwie jest nią, ale to wujek Widelec uważa, że rządzić rodziną może tylko ktoś z temperamentem, a dziadek takiej cechy nie posiada. Szkoda. Ale wierzę, że Dziadek na pewno swoim spokojem uspokoiłby każdego. Babcia Koszyk opowiadała mi, jak to za młodu Dziadek Od Orzechów rozłupał brata wujka Widelca. Dziadek był wtedy nowy i silny, bo chwilę wcześniej został wypakowany. Brat Wujka Widelca miał złamane dwa zęby i od tamtej pory nikt go nie widział. Ale to właśnie przez tamto wydarzenie Wuj Widelec nigdy się o nic dziadka nie czepia, bo boi się, że złamie go tak samo.

Właśnie niosłam orzech laskowy do Dziadka Od Orzechów, gdy przypomniały mi się jego słowa: - Spójrz, orzech ten w środku przypomina ludzki mózg. – powiedział kiedyś. Ludzie muszą mieć w takim razie bardzo małe mózgi, pomyślałam. - Mózg jest w głowie Lorda. Nie wierzyłam. Przecież Szpilka powiedziała, że przekłuła Lorda Torta. A głowa jest twarda, jak skorupka orzeszka. Jednak Dziadek nie mógł kłamać! Spytałam go, czy jest może na świecie Dziadek Do Głowy Lorda, który sprawdza co oni tam mają. Odparł, że to już może wiedzieć sam Moździerz, bo on najlepiej zna ciała Lordów. Zawróciłam z moim orzeszkiem. Nigdy nie zostawiam ich samych, w obawie, przed Tłuczkiem, który mógłby je zniszczyć. - Tłuczek jest niepoważny. Taki stary, a nadal się wygłupia. - wzdychał dzisiaj Wuj Widelec. Zawsze miał sentyment do drewna łączonego z metalem. Spojrzałam na tłuczka. Jego metalowa końcówka błyszczała groźnie i surowo - wcale nie wyglądając staro. - Przecież mógł ubijać poważne interesy, a skończył na biciu mięsa.

Nagle zaczął bić moździerz, komenderując całą załogą wózka obiadowego. Tak się wystraszyłam, że orzeszek wypadł mi z mysich łapek. Orzeszki są bardzo przebiegłe - zawsze schowają się tam, gdzie się tego nie spodziewam. Tym razem ukrył się pod szafką. Przygniótł Ciotkę Szpilkę. - Tfu tfu! – wydawała z siebie dziwne odgłosy ciotka. Zawsze przy innych udawała, że jest uczulona na kurz. Ciocia pracowała kiedyś w teatrze, i od tamtej pory nazywała siebie aktorką. - Tfu tfu! Ach! To przez tego przeklętego Starego Widelca! - rzuciła mu wzburzone spojrzenie. - Tak tak, moje mysie dziecko, to za moją sprawą Tłuczek nie ubija dziś *wielkich* interesów. Tak tak, już ja o to zadbałam.

5 Przypomniałam sobie o Moździerzu. Wspięłam się szybko na szafkę, choć orzeszek mi to utrudniał. Pan Moździerz, cały pozłacany ze wspaniałymi wzorami, aż podskakiwał w miejscu, wydając rozkazy. Bo właściwie on jeden podobno był w wojsku. Wzory traktował jak ordery za waleczność, a samo imię „Moździerz” jak tytuł generała, choć pomimo tego kazał się nazywać jeszcze dodatkowo „Sir!”. Przyglądałam się pracy Sira Moździerza. Krzyczał i zachowywał się tak energicznie, że aż robił się czerwony, a wąsy mu się zawijały. - Sir Moździerz zawsze uważał, że to on jest odpowiedzialny za wózek obiadowy i że on jedyny potrafi się tym zajmować odpowiednio. – powiedział mi kiedyś wuj W., po czym mlasnął, co miało oznaczać niezadowolenie. Sir Moździerz dyrygował całym wózkiem, który traktował jak swój pojazd wojskowy. Zbliżyłam się do niego, gdy patrzył tęsknym wzrokiem za znikającym za drzwiami wózkiem obiadowym, mówiąc ni to do siebie, ni to do innych: - Tak tak! Moja krew, moja krew! Nie wiem, co mogło to oznaczać, ale najwyraźniej ma on cechę Lordów. Posiada „krew”. Zebrałam się na odwagę i spytałam go, czy jest może na świecie Dziadek Do Głów Lordów. - Hahaha! – wybuchnął nagle śmiechem. Nie wiem, co było w tym śmiesznego. W pierwszej chwili cała Kuchenna wystraszyła się tegoo śmiechu i zamilkła. Chyba jeszcze nikt nie słyszał jego serdecznego śmiechu. – Moje mysie dziecko! Wreszcie dorosłaś! Myślę, że już najwyższy czas, abyś wybrała się do siostry babki Koszyk – idź do Herbatki Zielonej. Z okazji, że było cicho, cała Kuchenna słyszała słowa Sira Moździerza, po czym nagle wszyscy wybuchli głośnymi rozmowami o mnie, a gdy przechodziłam obok nich, mieli wyjątkowo tajemnicze wyrazy twarzy.

6 Po obiedzie jest największy ruch. Nie przeszkadza mi on właściwie, bo mogę spotkać całą rodzinę i podjeść smakołyków, jednak pół Kuchennej jest niezadowolone, iż leży nie na swoim miejscu. Gdy tak wracałam ze swoim orzeszkiem do Dziadka, zamyślona wpadłam po drodze na stryja Wałka. Dawno już go nie widziałam, bo przeważnie leży w szufladzie lub ugniata ciasto - a wtedy nie jest w stanie rozmawiać. Dokładniej - to udawać kogoś lub coś. - <hik!> <hik!> - turlał się jak pijany, chociaż Wuj Widelec twierdzi, że pijany to się tylko zatacza i „zwala jak bela”. Spytałam kiedyś wuja Widelca. - Nie, moje dziecko, stryj Wałek nie jest taką nieudanym aktorzyną, jak Twoja ciotka Szpilka. - spod szafki doszedł naszych uszu głos oburzenia „PHI!”. - Stryj ma problemy z myśleniem... Jako dziecko był foczką. To znaczy - tak mu się wydawało. Nikt nigdy nie śmiał się ze Stryja. Wuj nie powiedział, dlaczego, ale ciotka krzyknęła spod szafy: - O tak! Uważaj, bo rozwałkuje Ciebie, jak kiedyś Twojego brata! Po tych słowach Wuj W. schował się, tłumacząc nagłym napadem migreny.

Po drodze spotkałam jeszcze Otwieracza Do Wina. Prowadzony był pod pachy przez jego przysadzistego i rozsadzistego kolegę Otwieracza Do Piwa, oraz dziwnego Otwieracza Do Puszek. Otwierak Win był szwagrem Tłuczka. - Biedny Otwierak Win, skończył tak samo źle, jak jego szwagier. Co za czasy! - wzdychał Wuj W. Otwierak Win był z pierwszej linii królewskiej, dodatkowo pochodził z samej Francji! - Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Przynajmniej otwiera dobre wina! - powiedziała ostro Tarka. Pani Tarka wszystko ścierała na drobne kawałki, również ser dla mnie. Wuj zawsze miał obawy, że któregoś dnia także zostanie starty. - Mogło być znacznie gorzej! Wuj W. zasępił się i nic nie odrzekł na to. Wszystkie trzy otwieraki zniknęły w szufladzie, z której dochodziło tylko stłumione <hik!> .

7 Wspięłam się po półkach i wskoczyłam do otwartej szafki, gdzie było wyjątkowo gwarno. Nie zawsze podczas obiadów szafka jest otwarta, na co przyprawy się bardzo żalą – lubią mieć wgląd na wszystko. A raczej wygląd. - Ha! Słyszycie? Otwierak Win znowu się spił, pijaczyna jedna! – powiedziała oburzona Herbata Zwykła. - Taaa, życie jemu i jego śwagrowi nie udało się tak samo, jak kradzież Księżyca. – przytaknęła Suszona Pietruszka. - Osobiście zupełnie nie rozumiem, jak Otwierak do Win dał się wkręcić w ten interes, a potem w sam Księżyc i dlaczego Tłuczek próbował ten satelita naturalny utłuc. – zastanawiała się Majeranek, która wszystko traktowała „osobiście” i była bardzo osobista. – W ogóle co to za maniery! Na ten komentarz zrobiło się jeszcze bardziej gwarno, jeśli to tylko było możliwe. Przyprawy trzęsły swą zawartością w przezroczystych pojemniczkach, a herbatki szeleściły nieznośnie saszetkami. Przysiadłam sobie z boku wraz z orzeszkiem, obserwując mieszkańców Małej Górnej Szafki, których życiem były wieczne dyskusje przypominające sprzeczki – im bardziej bez ładu i składu, tym bardziej zadowolone z tego były. W tej szafce mieszkały tylko herbatki i przyprawy, tak więc na każdego obcego patrzyły tak, jakby z Księżyca spadł – tak też spojrzały na mnie. Darowałam sobie wyjaśnianie, że ja wcale nie spadłam, tylko przyszłam i że nikt z Księżyca spaść nie może, bo przecież tam nikogo nie ma. Jest mój.

8 Zanim wam opowiem, co do wydarzyło się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych