Wróć do katalogu

Myśli pozytywne cz.1

Opowiadanie, które nie jest jeszcze doszlifowane.Dlatego proszę nie oceniać zbyt krytycznie.Będę wdzięczna za wskazówki:)

sobikate, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zawsze marzyłam o domku z widokiem na ocean. No i oczywiście o białym płotku i ogródku, którym mogłabym się zajmować. Jednak w tych marzeniach, nie było ze mną nikogo, kto by oglądał ocean ze mną. Nie chciałam nikogo takiego. Czy naprawdę można być szczęśliwym, żyjąc tak? Przekonałam się, że życie daje nam zawsze o jedną niespodziankę więcej, niż się spodziewamy. Ja dostałam dużo tych niespodzianek. Nie wszystkie były dobre. Właściwie to jedyną dobrą rzeczą było to, że mój ojciec umarł.

Co ze mnie za człowiek, że cieszę się ze śmierci ojca? No cóż, nie każdy tatuś dobiera się do swojej córeczki, chcąc od niej tego, czego chcieć może mężczyzna od kobiety. Te wspomnienia są już tylko blizną i nic nie rozdrapie rany, ale radość z tego, że biologiczny tato leży w ziemi jest nie do opisania. Kiedy dowiedziałam się, że kilku jego kolegów, którzy i tak siedzą teraz w więzieniu, zabiło go dla forsy, którą tatuś wygrał podobno na loterii, byłam najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Pomyślałam sobie wtedy: Boże, czemu tak długo kazałeś mi czekać na tę cudną chwilę. Na pogrzeb przyjechałam w stroju, który zbulwersował całą rodzinę. Nie poznali mnie w pierwszej chwili, ale co mnie to obchodziło. Chciałam tylko zobaczyć twarz ojca, która już nigdy nie ujrzy światła dziennego. Wtedy stało się coś, czego nie brałam nawet pod uwagę. Najprościej w świecie się rozpłakałam. Nie dlatego, że brakowało mi go, ale dlatego, że zabrał mi tyle lat z dzieciństwa, którego nigdy nie miałam. Tak mi było cholernie żal tych lat i tego, co po nich nastąpiło, że nie mogłam wytrzymać i poszłam stamtąd, nigdy więcej nie chcąc oglądać twarzy żadnego z członków mojej rodziny. Potem, jak zwykle zresztą, kiedy mam zły nastrój, poszłam się uchlać. Tylko to zawsze poprawiało mi humor, bo nie musiałam myśleć o rzeczach, które mnie raniły. Nienawidziłam nigdy płakać. A już to, że płakałam wtedy przez ojca, doprowadzało mnie do wściekłości. Poszłam do znajomego, który prowadził jakąś zawszoną knajpę. Chodziłam tam tylko dlatego, że często ów znajomy pożyczał ode mnie pieniądze. Pracowałam wtedy jeszcze w biurze matrymonialnym, spędzając czas na łączeniu beznadziejnych ludzi w pary. „Pan w średnim wieku bez nałogów, pozna miłą panią… „ bla, bla, bla i tak dalej. Obiecałam sobie wtedy, że nigdy w życiu nie pozwolę sobie skończyć tak, jak ci ludzie. Niedługo potem wyrzucono mnie z pracy. Nie muszę oczywiście dodawać, że zupełnie bez powodu. Kiedy jednak siedziałam u znajomego w barze, miałam jeszcze tę posadę i nie musiałam martwić się o to, że niedługo przyjdzie do mnie miły pan w garniturku, informujący mnie o tym, że zostało mi kilka dni na wyprowadzenie się z mieszkania. Tak szczerze mówiąc to mieszkanie nadawało się jedynie do rozbiórki. Ale czy kogoś to obchodziło? Siedząc tam i pijąc jakiegoś drinka roboty własnej, Bóg wie, z czego zrobionego, myślałam nad tym, co się stało. Emocje po pogrzebie nieco już opadły, ale nadal miałam depresję z powodu mojego nieudanego dzieciństwa. Wszystkie rzeczy, które się w tym okresie wydarzyły, zaważyły na całym moim życiu. Oczywiście nie przyczyniły się do ani jednej szczęśliwej chwili, na którą musiałam zapracować samodzielnie ciężką pracą. Nawet nie myślałam, że po ukończeniu studiów nie będę musiała korzystać z tych wszystkich rzeczy, które nas tam uczyli. A uczyłam się… ha, jak ja kocham tę ironię losu, psychologii. Skończyło się jednak na tym, że nie miałam czym opłacać mojej nauki.Znikąd nie było pomocy, gdyż dziadkowie, którzy pomagali mi finansowo zmarli w tym samym roku a matka, która za wzór mężczyzny stawiała ojca, skreśliła mnie ze swojej listy. Kiedy powiedziałam wreszcie komuś o tym, co robił ojciec, matka wyrzuciła mnie z domu i tyle zostało po naszej rodzinie. Musiałam więc uśmiechnąć się do starych znajomych. Oni prowadzili beztroskie życie, bawiąc się w nocy, i pracując popołudniami w jakichś marnie płatnych fabrykach. Zawsze to jednak coś. Skończyłam ze studiami i zaczęłam na siebie zarabiać. A psychologia okazała się być całkowicie niepotrzebna w tym świecie, w którym zaczęłam żyć. Ranek przesypiałam, czekając, aż mój kac zniknie, popołudniu szłam do pracy, a wieczorem znów leczyłam chorobę dwudziestego pierwszego wieku. Takie życie sprawiło, że z młodej kobiety stałam się wrakiem człowieka. Na niczym mi już nie zależało; szkoda, bo miałam wielkie plany. Siedziałam w tym ciemnym kącie i piłam, żeby zapomnieć o tym dniu, w którym zostałam półsierotą. A zdawałam się być taką inteligentną i pełną ambicji osobą, kiedy byłam dzieckiem. Teraz bynajmniej nie przypominałam człowieka z ambicjami a już na pewno nie wykształconego. Patrzyłam na tych wszystkich ludzi, ciekawe czy oni też mieli spieprzone dzieciństwo. Powinnam być zła na siebie, bo ciągle zrzucam wszystko na rodziców. Ale kiedyś poszłam do psychologa (sama się przecież leczyć nie będę) i powiedział mi (psycholog), że to, jacy będziemy w przyszłości, w większej części a nawet czasem w całości zależy od naszych rodziców. Tak, więc uspokoiłam swoje sumienie i dalej zaczęłam obwiniać ojca. Chociaż teraz pewnie smażył się w piekle. Tak w ogóle to ja nie wierzyłam nigdy w piekło. Wyobrażałam sobie, że jedynie dla mojego ojca istnieje to miejsce, którego wszyscy się tak boją. Ja się nigdy nie bałam śmierci. Dla mnie gorsza była samotność, której teraz właśnie doświadczałam. - Dzisiaj wyglądasz o wiele gorzej - powiedział nagle Robert, ten mój znajomy. Kurcze dzięki, pomyślałam sobie. Tego właśnie potrzebowałam. - Zamordowali mi ojca - powiedziałam obojętnie, na co on zamknął się. Chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Czemu do jasnej cholery, kiedy to powiedziałam, coś mnie ścisnęło za żołądek? Przecież mam gdzieś tego idiotę, który odebrał mi wszystko, co miałam. - Może drinka postawić? - z zamyślenia wyrwał mnie nie ochrypły głos faceta, który właśnie coś do mnie mówił. Czemu takich ludzi nie sieknie od razu i nie pójdą se gdzieś spać. - Nie, dzięki. Ja już wychodzę - powiedziałam i wstałam z krzesła, żeby istotnie opuścić lokal. Wtedy on złapał mnie mocno za ramię i posadził mnie siłą z powrotem na krzesło. Co to, to nie! Odepchnęłam go. Zatoczył się i spadł na ziemię, strasznie głośno przeklinając. Jak ja nienawidzę pijanych facetów, którzy przeklinają i chcą mi postawić drinka. Zabiję własnymi rękami. Podeszłam do niego i zaczęłam krzyczeć. Już nawet nie pamiętam co. Robert podszedł do mnie i kazał mi się zamknąć. To samo mu powiedziałam. Jakiś facet do nas podszedł i kazał zamknąć się nam obojgu. - A ty co? Spadaj skąd przyszedłeś! - krzyknęłam mu w twarz. Ten drink, którego wypiłam zadziałał i zaczęło kręcić mi się w głowie. Boże, z czego on to zrobił? - Zamknij się Mina. - powiedział Robert. Nie nazywam się oczywiście Mina. To skrót od Irminy. Nie wiem jak można tak nazwać dziecko, ale co ja poradzę. Mojego ojca i tak już smażą. - Bo co… mi zrobisz? - śmiać mi się chciało. Muszę dostać przepis na tego drinka. - Bo to właściciel tej knajpy. - Robert wskazał na tego co przyszedł. - Dzień dobry - powiedziałam. - Ale nie mogę się zamknąć, bo ten tu co leży uraził mnie i potraktował niegrzecznie. - A mnie to gówno obchodzi - odrzekł właściciel. Jeszcze większy cham z niego niż mi Robert opowiadał. - Bierz stąd swoją puszczalską dupę i spadaj - syknął mi w twarz. Tak się oburzyłam, że nie wiem co. Robert chyba też. - Przepraszam, co pan powiedział? - Ty do baru idź, bo ludzie czekają. - Co pan myśli, że każdym można pomiatać? - Tylko tymi, którzy se na to zasługują. No wiesz… takim marginesem jak wy. Robert nie wytrzymał, chyba mieli oboje na pieńku. Potraktował go swoim lewym sierpowym. Ale to było fajne. Nie muszę mówić, że właściciel wstał i oddał Robertowi. Później to już tylko się wszyscy zaczęli lać. Zabawne, że kiedy dwóch się bije to dziesięciu się zawsze dołącza. I tym sposobem wywiązała się bójka. Moja bójka, bo przeze mnie. Usiadłam na krześle, bo mi świat wirował. Niepotrzebnie też zaczęłam pić drugiego drinka bo kiedy otworzyłam oczy, to knajpa znikła, bójki żadnej nie było, a ja siedziałam na ławce w celi.

Boże, aresztowali mnie za moją bójkę - pomyślałam sobie. Zauważyłam, że dalej jestem pijana. No i znowu mnie dół totalny wziął, bo pomyślałam sobie, jakie to moje życie jest puste i beznadziejne. Siedzisz sobie, pijąc drinka a tu nagle budzisz się zamknięta w celi jak jakiś przestępca, kryminalista, debil jakiś. Przepraszam, ale ja skończyłam prawie studia psychologiczne i prawie bym doktorat zrobiła… i magistra. A tak w ogóle to prawie miałam być szczęśliwa no, ale to mi całkiem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych