Wróć do katalogu

Myśli pozytywne cz.3

dalszy ciąg mojego opowiadania

sobikate, opublikowano , 27 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy jakoś opuściłam ten hotel (zapomniałam nawet, który to był), poszłam natychmiast do domu. Nie chciałam już nigdzie się zatrzymywać, żeby znów nie było przeze mnie jakiejś bójki. W domu mi nerwy opadły. Usiadłam na swoim kochanym fotelu, przykryłam się kochanym kocem, chociaż był środek lata a na moje kolana natychmiast wskoczył mój ukochany koteczek, Pusia. Od razu zamruczała, kiedy ją zaczęłam głaskać. Nie wiem, ale głaskanie tego kota od razu mnie uspokajało. Spojrzałam na dokumenty, które leżał na stole obok. Przykryłam je gazetą z programem i poszłam spać, bo czułam, że nic więcej dzisiaj pożytecznego nie zrobię. Kochany, kojący sen skończył się równie nagle, jak przyszedł. Kiedy się obudziłam, była noc a na zewnątrz szalała burza. Puśka łaziła w tę i z powrotem. Mi w głowie huczało, prawdopodobnie przez te drinki wypite w dzień. Kiedy wstałam i napiłam się soku z lodówki, w głowie dalej miałam dźwięk rozwalanych butelek. Nagle dźwięk się urwał, a po kilku sekundach znów rozległ się w moim mózgu. Podeszłam do drzwi i powoli je otworzyłam. W tym samym momencie porządnie grzmotnęło a mój kot zamiauczał. Myślałam, że zawału dostanę, bo się tak przestraszyłam. Kiedy wychyliłam głowę przez drzwi, zrozumiałam, że to nie mój łeb tak hałasuje, ale ktoś na dole. Mieszkałam na trzecim piętrze w starej kamienicy, więc echo się rozlegało odpowiednie. Że też nikt oprócz mnie tego nie słyszał, to cud. Pchana swoją wrodzoną ciekawością, zeszłam na dół. Trochę mnie te błyski straszyły. Lubiłam burzę, ale jednocześnie mnie przerażała. Kiedy zeszłam na dół, nic takiego specjalnego nie zauważyłam. Będąc już na pierwszym piętrze hałas nagle ucichł. Zeszłam na sam dół. Nikogo tam nie było. W kącie leżały porozbijane butelki, nawet dużo ich ktoś natłukł. Ale kto, no właśnie, nikogo już nie było. Nagle usłyszałam czyjeś szybkie kroki i znowu błysnęło. Tyle, że teraz prawie równo z błyskiem dało się słyszeć taki grzmot, że aż szyba w drzwiach głównych się zatrzęsła. Mnie ciarki po plecach przeszły. Poczułam nagle zapach śmierdzącej klatki schodowej, przeraził mnie mrok, nagła cisza, przenikliwy wiatr, który świszczał w każdej szparze, to, że ktoś przed chwilą podejrzanie szybko wbiegał po schodach i to, że byłam tu całkiem sama. Znów mnie ciarki przeszły i szybko wbiegłam po schodach, chcąc znaleźć się już w przytulnym, bezpiecznym mieszkanku. Kiedy stanęłam przed drzwiami zauważyłam, że są one otwarte, a przecież je zatrzasnęłam, wsadziwszy klucz do kieszeni. Pomyślałam od razu o włamywaczach. Nagle przypomniały mi się te kroki, a jeśli ten ktoś wciąż był w moim mieszkaniu? Przeraziłam się nie na żarty. Znów grzmotnęło, czułam się, jak bohaterka horroru. Weszłam cicho do mieszkania, oczywiście było ciemno, a jakże. Przeszłam przez przedpokój i weszłam do mojej sypialni, o ile można to było nazwać sypialnią. Mój dom nie był za duży, składał się z małego przedpokoju, dość dużej kuchni, łazienki, w której ciągle coś się psuło, pokoju gościnnego i mojej sypialni, która była jednocześnie moją oazą spokoju. Nikt nie miał tam prawa wstępu oprócz mnie i mojej przyjaciółki Klary. No, może czasem przewinął się przez nią jakiś mężczyzna, ale nie było to aż tak często. Kiedy stanęłam na środku tej mojej oazy spokoju, zauważyłam, że ktoś śmiał mi tę przystań ciszy zakłócić. Niewątpliwie ktoś był w moim mieszkaniu, gdyż na łóżku leżała czarna koperta, której na pewno nie położyłam. Chyba, że mój kot nagle stał się inteligentną formą życia i zachciało mu się korespondencji. Zapaliłam natychmiast wszystkie światła, jakie miałam w mieszkaniu i przejrzałam każde pomieszczenie bardzo dokładnie. Sprawdziłam, czy nikt mi nic nie zabrał, chociaż mój dobytek nie był zbyt duży i wtedy dopiero zabrałam się do tej czarnej koperty. Puśka wskoczyła na łóżko i przyglądała się z uwagą moim poczynaniom. Ręka mi trochę drżała, kiedy wyciągnęłam z koperty również czarny papier. Odwinęłam arkusz i moim oczom ukazała się mozaika literek powycinanych z różnych gazet i poprzylepianych w następującej kolejności: Lepiej bierz ten spadek, bo inaczej nie będzie ci tak wesoło. Nie żartuję, więc nie drażnij mnie i leć do księdza. Chyba, że nie chcesz doczekać następnego dnia. No, właśnie tak to mniej więcej wyglądało. Gdybym stała, to zapewne już bym nie stała, tylko leżała na podłodze. Zaczęło mi się kręcić w głowie, więc położyłam się i zmusiłam mój system oddechowy do pracy dużo ponad normę. Zaprzestałam tego jednak, obawiając się hiperwentylacji. Ktoś wie gdzie mieszkam, wie, że otrzymałam spadek i wie, że tego spadku wcale nie chcę. Był tu, w moim mieszkaniu, i teraz grozi mi, że nie doczekam następnego dnia. Strasznie mnie to zdenerwowało. Naruszono ciężko moją prywatność. Chwyciłam komórkę i znalazłam numer Damiana. Spojrzałam na zegarek, była za dziesięć druga. A co mi tam, pomyślałam. Kazał dzwonić, to dzwonię. - Damian? - spytałam się głupio. Usłyszałam jego ziewnięcie. - Obudziłam cię? - to było już całkiem głupie pytanie, wiem. Przecież wiadomo, że spał. - Co się stało? - mój brat nie lubił owijać w bawełnę. - Ktoś był w moim mieszkaniu, ktoś, kto wie o spadku. Przyjedź tu, to sam zobaczysz.

Damian wszedł do mojego mieszkania o drugiej. Ja już w tym czasie zdążyłam wypić kawę i otrząsnąć się z tego wszystkiego. Damian, jak na prawdziwego prawnika przystało, zaczął mi zadawać różne pytania. Kiedy dokładnie usłyszałam kroki, czy kogoś widziałam, czy słyszałam na dole jakieś głosy, czy ktoś mnie śledził, czy wszystko przeszukałam, czy nie zostawiono nic więcej oprócz czarnej koperty i tak dalej. Nie wytrzymałam po pewnym czasie i się na niego wydarłam, że tak, wszystko sprawdziłam, nie, nikt mnie nie śledził, nie słyszałam głosów żadnych, nikogo nie widziałam, dokładnie przeszukałam dom i nie znalazłam nic oprócz czarnej koperty i śladów obuwia, które zapewne zostawił na moim dywanie inteligentny braciszek. Dodałam też, że nie pamiętam dokładnie godziny, w której zeszłam na dół. Damian ucichł, rozmyślając niewątpliwie o tym wszystkim. - Musimy iść na policję - powiedział stanowczo. To i ja wiedziałam bez tych jego mądrości. Przed wyjściem jednak Damian kazał mi się przebrać, bo nadal miałam na sobie strój, w którym byłam na pogrzebie. W jaskrawej spódnicy i pluszowym sweterku nie wyglądałam inaczej wcale jak kobiety pracujące, co się żadnych kierowców na autostradach nie boją. Przebrałam się więc szybko w dżinsy i niebieską bluzę jeszcze z czasów studiów. Miała na sobie inteligentny napis Uniwersytet Warszawski, więc czułam się w niej zawsze inaczej niż wszyscy. Wyszliśmy na dwór i od razu poczułam orzeźwiające, chłodne powietrze, które uderzyło mnie w twarz. To mnie jakoś przywróciło do rzeczywistości. Mojemu bratu nieźle się powodziło, skoro weszłam do jego nowej Audicy. Na posterunku znaleźliśmy się szybko, więc nawet nie mogłam pomyśleć nad tym, co im właściwie tam powiem. Okazało się, że musiałam opowiedzieć całą historię spadku, oraz powtórzyć dokładnie to, co powiedziałam już wcześniej Damianowi. Siedziałam z moim bratem po jednej stronie biurka, a po drugiej siedział policjant z wąsami. Nad nim stał inny mundurowy, tyle że bez wąsów. Miał za to taki grymas, jakby w ogóle żałował, że się urodził. Oboje słuchali mnie z uwagą, ale kiedy skończyłam mówić, spojrzeli na siebie jednocześnie i wydawało mi się, że telepatycznie zaczęli się ze mnie śmiać. Spojrzałam na Damiana, ostatecznie to była jego działka. - Panowie chyba nie biorą tego na serio - powiedział stanowczo. Tym razem jego prawniczy, surowy ton wcale mi nie przeszkadzał. Panowie policjanci spojrzeli na niego już inaczej niż na mnie. - To brzmi trochę… dziwnie - powiedział ten z wąsami, jakby się zastanawiał wcześniej jak to brzmi. - Nigdy wcześniej takiej historii nie słyszałem - odrzekł ten z grymasem. - Ja też, zapewniam panów. W mojej karierze nie spotkałem się jeszcze z tak dziwnym przypadkiem spadku. Warunek, jaki postawił mój nieżyjący już ojciec, rzeczywiście może budzić jakieś kontrowersje, ale takie są fakty i niestety trzeba je uznać. Ale Damian lubił się popisywać. - To nie posiedzenie sądu - powiedziałam cicho, ale on mnie i tak usłyszał i spojrzał na mnie spod byka. - Czy ja sama mogłabym się wypowiedzieć? - spytałam w końcu. Chciałam powiedzieć, jakie jest moje zdanie na ten temat. - Myślę, że to był jednorazowy wybryk jakiegoś człowieka, któremu się strasznie nudziło i pewnie więcej to się nie powtórzy - powiedziałam, chociaż wcale nie byłam tego taka pewna. - Nie byłbym tego taki pewny - odrzekł nagle czyjś głos, zupełnie jakby czytał w moich myślach. Już zaczęłam myśleć, że wariuję i słyszę głosy, kiedy nagle pan z wąsami spojrzał ponad moją głowę. - Dzień dobry panie Zagórski - powiedział oficjalnym tonem ten z wąsami. Obróciłam się gwałtownie, żeby zobaczyć, kto to jest ten Zagórski. Moim oczom ukazał się wysoki, przystojny brunet. W pomieszczeniu było jasno od jarzeniówek, więc mogłam dostrzec piękne, brązowe oczy pana Zagórskiego. Stał w drzwiach, oparty o framugę, w dłoni miał kubek z kawą. Był ubrany w jasne spodnie i marynarkę o tym samym kolorze. Wyglądał tak, jakby kawa o drugiej w nocy była dla niego czymś zupełnie normalnym. Gapiłam się tak na niego, gdyż był to widok godny uwagi. On również się na mnie patrzył aż mnie policzki zapiekły. - Coś pan mówił? - zapytałam, bo już nie mogłam wytrzymać tego napięcia, które nagle powstało w tym pomieszczeniu. Nie pamiętam, żeby jeszcze jakiś nieznajomy tak na mnie działał, no nie wliczając oczywiście platonicznej miłości do Brada Pitta. - Mówiłem, że nie byłbym taki pewny tego, że to pierwszy i ostatni raz dostała pani tę czarną kopertę. Wszyscy milczeli. Ja również. Pewnie robili w tym czasie to samo, co ja: zastanawiali się, skąd on do cholery o tym wie. - Ale, skąd pan wie, że… - zaczęłam, ale on mi przerwał. Miał dziwną chrypkę w głosie, która sprawiała, że mnie ciarki po plecach przechodziły. - Byłem w pokoju obok, i słyszałem co pani mówiła. To ja aż tak głośno mówiłam? Co prawda drzwi były otwarte, ale przecież nie krzyczałam. Nieznajomy pan Zagórski podszedł do mnie i aż mnie w gardle ścisnęło kiedy stanął obok mnie a ja poczułam jego perfumy. Pomyślałam sobie, że też takie kupię. - Marek Zagórski - przedstawił się przystojny nieznajomy i wyciągnął dłoń. Podałam mu moją drżącą dłoń na przywitanie a on uścisnął ją mocno. Ciekawe, co kryło się pod tą koszulką, pomyślałam sobie i od razu się skarciłam w duchu, że w takiej chwili myślę o takich pierdołach. - Irmina Szadowska -powiedziałam a on się uśmiechnął. Pewnie z tego mojego idiotycznego imienia. Boże, czemu ja się tak beznadziejnie nazywam. - Niech pan usiądzie - powiedział mądrze pan z wąsami, bo przystojniak Zagórski ciągle stał. Chwycił za krzesło i usiadł obok mnie. Czemu nie mógł usiąść obok Damiana? Teraz nie mogłam się skupić na niczym. - Jak już zacząłem mówić, nie sądzę, żeby to było jednorazowe - powiedział kładąc kawę na stole. Co…, jednorazowe, co takiego niby, aha, przypomniało mi się, kiedy już przestałam się na niego gapić. No tak, ta koperta, ona rzeczywiście nie była jednorazowa, mogła przecież się jeszcze do czegoś przydać. Co ja wygaduję! - Nazywam się Damian, jestem bratem Miny - powiedział nagle mój brat. Oboje uścisnęli sobie dłonie. Czemu on powiedział Miny? Czy nie wiedział, że kompromituje mnie tym doszczętnie?! - Ja również uważam, że to się powtórzy. Ktoś chciał nastraszyć moją siostrę i udało mu się. Następnym razem może być inaczej. - Co może być inaczej? - spytałam. - Zupełnie się z panem zgadzam. Ktoś dowiedział się o spadku i o ile zrozumiałem bardzo mu teraz zależy, żeby pańska siostra go przejęła. - Tak - powiedział Damian z uśmiechem na ustach, jakby cieszył się z tego, że znalazł sobie godnego uwagi rozmówcę. - Tylko, że nie wiem kto mógłby się o tym dowiedzieć tak szybko. Mina, czy ty komuś o tym mówiłaś? Zapadła cisza. Po chwili zrozumiałam, że padło pytanie, i to do mnie. - Co? - zapytałam odwracając się do niego. Ten Zagórski mną zawładnął całkowicie. Nie chciałam tego po sobie ujawnić, ale mi to nie szło dobrze. Zebrałam się w sobie i skupiłam się na pytaniu. - Nie - powiedziałam, nie dając Damianowi powtórzyć pytania. Spojrzał na mnie z dezaprobatą. - Nikomu o tym nie mówiłam. Kiedy przyszłam do domu od razu poszłam spać. - zważałam na każde słowo, mówione przeze mnie, gdyż miałam świadomość, że pan Zagórski wszystko słyszy. - Nic nikomu nie mówiłam - powtórzyłam. - No to w takim razie, ktoś musiał panią śledzić, może usłyszał pani rozmowę z bratem. - Nikogo obok nas wtedy nie było - stwierdził stanowczo brat. - A może… - zaczęłam, ale szybko ugryzłam się w język. Chciałam powiedzieć, że może w hotelu są kamery, ale palnęłabym tylko głupstwo. Przecież na kamerach tylko widać obraz a nie słychać, chyba że ktoś wyćwiczył się w rozumieniu z ruchu ust. Każdy się na mnie patrzył, Zagórski przystojniak też. Boże, skompromitowałam się. I jak tu teraz wybrnąć? - A może… - powtórzyłam, grając na zwłokę. Nagle mnie oświeciło. - może to był ktoś z rodziny? - Na początku, kiedy to powiedziałam, znów pomyślałam, że palnęłam głupotę, ale przecież to było jedyne najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie do tej pory. Zapadła cisza. - To jest chyba najbardziej prawdopodobne - powiedział pierwszy Zagórski. Chyba też o tym myślał wcześniej. Może nie chciał tego mówić pierwszy. - W końcu komu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych