Na huśtawce
Wielkie uczucie, uzależnienie,strach i huśtawka emocjonalna.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Księżniczka – krzyknął wykrzywiając usta z obrzydzeniem. Potem usłyszałam już tylko trzaśnięcie drzwi. Nie znoszę tego, gdy tak wychodzi, ale przecież tak lepiej przynajmniej obejdzie się bez awantury. Tak bardzo chciałabym, aby teraz przytulił mnie, pocałował. Płaczę, nie mogę powstrzymać łez, leci mi z oczu, nosa i ust. Muszę wyglądać okropnie. Nie pierwszy raz nazwał mnie księżniczką. Najczęściej mówił to z dużą ironią w głosie, ten wyraz obrzydzenia zobaczyłam dzisiaj pierwszy raz. Mój dziadek dawno temu też nazywał mnie księżniczką, jednak jego słowa brzmiały zupełnie inaczej i zupełnie, co innego oznaczały. Moja księżniczka mówił i uśmiechał się tak serdecznie. On uwielbia dowcipy o blondynkach, zna ich całe mnóstwo i opowiada je przy każdej okazji. Twierdzi, że brak mi poczucia humoru, gdy nie śmieję się razem z nim. - Przecież nie jesteś blondynką, co się obrażasz – mówi i obejmuje mnie wtedy ramieniem a po chwili dodaje – moja ciemnowłosa księżniczka, tylko koronę gdzieś zgubiła. Po czym śmieje się głośno i długo a jego kumple wtórują mu popijając piwo. Tak naprawdę to nie wiem, o co dzisiaj się pokłóciliśmy. On nie znosi sprzeciwu, wolno mi przytakiwać ewentualnie milczeć. - Widzisz, jaka jesteś grzeczna – to jego kolejne ulubione powiedzonko. Mówiąc uśmiecha się do mnie z tym swoim błyskiem w oku. On chyba naprawdę myśli, że słysząc coś takiego powinnam czuć się szczęśliwa. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro, naprawdę wyglądam okropnie. On jest taki przystojny. Mam szczęście, że wciąż chce być ze mną. On ma racje to moja wina. Jak wróci będę miła. Niepotrzebnie tak się denerwuję.
Kilka lat wcześniej…… Tego dnia nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Chciałam odpocząć, pooglądać telewizję przytulona do mojego mężczyzny, iść wcześniej spać. - Chodź, tylko na godzinkę, proszę, zależy mi na tym abyś była tam ze mną. Jesteś moją lepszą połówką, z tobą wszystko mi się udaje. Kocham cię – powiedział Janek, mój narzeczony i pocałował mnie w usta. - No dobrze, ale wrócimy wcześnie – zgodziłam się tylko dlatego, aby nie robić mu przykrości. - Wrócimy, kiedy zechcesz daj tylko znak. Dobrze kochanie? – zapytał jeszcze. W łazience poprawiłam włosy, nie były już świeże, ale nie chciałam ich umyć. Nie zależało mi na wyglądzie, nie spodziewałam się niczego szczególnego i nie miałam ochoty na zabawę. Posiedzę sobie gdzieś w kąciku najlepiej niezauważona, może wypije jakiegoś drinka. Wcześniej wrócimy, Janek mi obiecał, on zawsze dotrzymuje słowa. Związałam włosy gumką, wyprostowałam grzywkę, trochę lakieru i wyglądam…jak wyglądam? Wyglądam porządnie tak to dobre określenie mojego wyglądu i ogólnego samopoczucia. - Ślicznie, jak zawsze ślicznie – Janek uśmiechnął się, objął mnie w tali. Przez chwilę obracaliśmy się wokół własnej osi. Janek jest świetnym facetem, jesteśmy razem już od kilku lat, bez większych uniesień i upadków jakoś tak dzień za dniem. Poznaliśmy się jeszcze w liceum na jakiejś imprezie, nie rozmawialiśmy wtedy nawet szczególnie dużo. Zdziwiłam się, gdy wychodząc zaproponował, że mnie odprowadzi. Potem był telefon od niego, wyjście do kina, na koncert, potem poprosił mnie abym poszła z nim do jego znajomych na imprezę. Tak się zaczęło. Wszystko układało się prawie niezauważalnie, pierwszy pocałunek, pierwsza wspólna noc, ukończona szkoła, pierwsza praca, wspólne mieszkanie. To może się pobierzemy, tak kiedyś powiedział. To może tak, odpowiedziałam z uśmiechem. Jesteśmy zaręczeni od pół roku, pierścionek oczywiście też sama sobie wybrałam. Większość znajomych uważało nas w tamtym okresie czasu za idealną parę. Czasem chciałabym inaczej, ale…no właśnie, co ale…nie mam powodów narzekać. - Puść mnie, daj spokój – powiedziałam odsuwając się delikatnie od mojego narzeczonego - chodźmy już. Poszyliśmy trzymając się za rękę. Minęliśmy kilka budynków, weszliśmy do klatki schodowej, potem na drugie piętro, zadzwoniliśmy. Otworzyły się drzwi, w których ukazał się gospodarz. Po godzinie trwania imprezy wcale nie chciałam wychodzić. W końcu wyszliśmy nad ranem, mój narzeczony był ostro wstawiony. Ja też czułam się pijana, jednak nie z powodu alkoholu, wypiłam go niewiele. Mój stan od początku był dla mnie zagadką, nie wiedziałam, co czuję, nie wiedziałam, co myślę. Mózg zalany endorfinami lub innymi hormonami, był jak otępiały.
Potem było udawanie, że nic się nie zmieniło, próbowałam zapomnieć, naprawdę próbowałam. Było przywoływanie zdrowego rozsądku i wiele przegadanych godzin z moją przyjaciółką. To właśnie ona pierwsza zrozumiała, że to wszystko jest nieuniknione. Potem odbyła się trudna rozmowa, trudne rozstanie, niezrozumiałe dla nikogo. Nawet dla mnie. Spaliłam wszystkie mosty i zostałam bez niczego o co zabiegałam przez te wszystkie lata. Bez spokoju, pewności, stabilności, bez poczucia sprawstwa. Moje życie przemieniło się w wielką huśtawkę. Góra – dół, góra – dół i tak w kółko. Huśtawki bywają ekscytujące, ale w końcu doprowadzają do mdłości i tak też było w tym przypadku.
Zaczęło się od przypadkowych spotkań, które wcale nie były takie przypadkowe. Doprowadzanie do tych przypadków nie było takie trudne, bo oboje chcieliśmy tego samego i myśleliśmy bardzo podobnie. Chodziliśmy tymi samymi ścieżkami a gdy już raz spotkaliśmy się na wspólnej ścieżce stawała się ona ścieżką jeszcze częściej odwiedzaną. Potem były długie rozmowy, potrafiliśmy rozmawiać wiele godzin nie czując znużenia. To właśnie wtedy pierwszy raz opowiedziałam mu o swoich marzeniach on słuchał bardzo uważnie, zadawał pytania i obiecał, że wszystkie je spełni. Ja mu uwierzyłam. Wtedy ogólnie zadawał mi mnóstwo pytań a ja nie widziałam w tym nic dziwnego. Potem była nasza wyprawa nad morze. Nasz pierwszy pocałunek a potem już bardzo wiele gorących poranków, wieczorów i nocy, spacery, wspólne jedzenie, zakupy, wszystko wspólne albo raczej wszystko, co moje stawało się wspólne, ale co jego to już nie koniecznie. To oczywiście wtedy było urocze. Jadąc samochodem nad morze trzymał ręką na moim kolanie. - Jakie piękne, zgrabne kolanko – mówił z uśmiechem – i moje dodawał. - Tak kochany, wszystko dla ciebie – śmiałam się szczęśliwa jak nigdy. Nie wiedziałam wtedy, że nie mam powodów do radości, że on to wszystko rozumiał bardzo dosłownie. Gdy samochód zatrzymał się na parkingu nadmorskiego pensjonatu zaczynało się ściemniać. Powietrze było bardzo przyjemne jak zawsze wieczorem po upalnym dniu. Słońce zachodziło i nie piekło tak bardzo, za to ciepło parujące od rozgrzanej ziemi sprawiało, że powietrze otulało nas przyjemnym dotykiem. Bez słowa wysiedliśmy z samochodu i chwytając się za ręce pobiegliśmy w stronę plaży. Nie pomyśleliśmy o tym, że trzeba załatwić nocleg i zanieść bagaże. Biegliśmy jakby coś nas tam przyciągało. Na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marzanna6
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…