Wróć do katalogu

Na krawędzi...

Inspirowany grą "Thief" napisałem początek opowiadania o losach pewnego złodzieja w świecie, w którym na pewno nie zazna nudy. Zapraszam do czytania i komentowania czy wam się podoba i czy was zaciekawiło. Bardzo trudno jest ocenić swoje p

piietras91, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Z turkotem drewnianych kół wozu toczyłem się nieśpiesznie w stronę niewielkiego miasteczka portowego, które w bladym porannym świetle wyłoniło się przede mną. Wciągnąłem potężny haust powietrza i poczułem zapach morskiej bryzy. Orzeźwiający wiatr odgarnął mi włosy z twarzy. Szum fal cicho rozbrzmiewał w moich uszach. Wszystko to sprawiało, że nim dotarłem do miasta byłem w bardzo dobrym nastroju. Nazywam się Garet i jestem wolnym podróżnikiem, a od czasu do czasu bywam złodziejem i to cholernie dobrym złodziejem. Nie to bym się przechwalał, ale czyny mówią same za siebie, nikt mnie jeszcze nie złapał ani nawet nie pomyślał, że ów Garet to tak naprawdę zwykły złodziej. Po tylu udanych kradzieżach powinienem pływać w złocie, a mimo to w dalszym ciągu nie mam pieniędzy. I nie mam zielonego pojęcia, gdzie i jak trwonię złoto. Do prawdy jest to nie lada zagadką dla mnie. Teraz zmierzam do miasta Carem z nadzieją odbicia się od bankructwa, które niechybnie na mnie czeka. Ma się rozumieć nawet złodziej ma swój kodeks, a może tylko ja go mam… W każdym razie okradam tylko szlachtę i nie zabijam, to są moje dwie żelazne zasady, których nigdy nie złamałem i nie złamie. Może, dlatego wciąż mogę chodzić i cieszyć się wolnością, bo nie zajmuję się drobną kradzieżą, a przy tym nieprzemyślaną i chaotyczną. Do każdego „Skoku” przygotowuje się z bardzo dużą dokładnością, staram się przewidzieć nieprzewidziane. - Coś tak się zadumał młody człowieku - Z przemyśleń wyrwał mnie woźnica. – Niedługo dotrzemy do miasta – Oznajmił znużonym głosem. Kiwnąłem mu głową. – Mam nadzieje, że Carem okaże się ciekawym miastem – Pomyślałem. Po dotarciu do celu i zaciekłym targowaniu się z woźnicą odliczyłem mu cztery złote monety i pięćdziesiąt srebrników, pożegnałem się z nim, po czym stanąłem przed niewielką bramą miasteczka. Całe Carem otoczone było pierścieniem solidnego i grubego muru. Pierwsze, co przyszło mi na myśl to, że podczas wojny cholernie trudno było by zdobyć te miasto. Małe okienka i dwie niewielkie wierze po bokach, idealne dla łuczników. Brama miała wielkie solidne metalowe zawiasy ukryte w murze, otwierała się na zewnątrz, a wszystkiego dopełniały dwa wielkie kotły (także ukryte częściowo za kamiennymi blokami muru) zamocowane centralnie nade mną, w których jak podejrzewałem podgrzewano do ogromnej temperatury smołę i wylewano na nieszczęśników. To wszystko miało skutecznie udaremnić próbę wywarzenia bramy taranem. Same miasto usadowione było na skarpie przy samym morzu tak, że jedynym możliwym atakiem był szturm od frontu miasta, co wiązało się ze sporą stratą wojsk. Broniący się w tym miasteczku ludzie mając sporą ilość zapasów skutecznie mogli odpierać ataki przez długi czas. Wszystko to czyniło te małe miasteczko fortecą nie do zdobycia. Gdy przekroczyłem i zostawiłem bramę za sobą moim oczom ukazał się zamek w górnej części miasta. Piękne witraże w oknach, strzeliste wierze, a na najwyższej z nich majestatycznie widniała flaga miasta Carem, która z gracją tańczyła na wietrze. Dookoła mnie widziałem krzątających się ludzi, jedni wychodzili ze swych drewnianych chat inni kroczyli ulicami albo poruszali się na niewielkich wozach ciągniętych przez stare szkapy. Niektóre z chat pod naporem czasu oparły się z ulgą o mur miasta. Jest to najbiedniejsza dzielnica, choć w przeciwieństwie do innych miast nie panoszy się tu bezprawie. Główne ulice były wybrukowane, to też udałem się wzdłuż jednej z nich. Chwile później znalazłem się na niewielkim okrągłym placu, gdzie znajdował się rynek . Tutaj domy wyglądały przedziwnie, każdy z nich był inny. Jedne były lekko wykrzywione inne piętrowe jeszcze inne miały szpiczaste dachy. Okna były większe od drugich, a co po niektóre były krzywe i między drewnianymi okiennicami widniała wielka luka. Było gwarno, każdy kupiec próbował przekrzyczeć drugiego i zachęcić ludzi by to właśnie jego stragan odwiedzili. Spory tłok ludzi skutecznie utrudniał mi marsz. Gdzie niegdzie przy kramach stały konie przywiązane uzdą do palika wbitego w ścianę. Ludzie ubrani byli lekko i zwiewnie typowo do panującego tu klimatu, gdzie jest gorąco i wietrznie. Nagle poczułem delikatne muśnięcie dokładnie tam gdzie miałem sakiewkę ze złotem. Szybkim ruchem przekręciłem się, złapałem złodziejaszka za rękę i wykorzystując mój pęd wywinąłem nim wykręcając mu całe ramię. Usłyszałem tylko przeciągły jęk nieszczęśnika, który okazał się młodym chłopakiem. Puściłem smarka. Z ulgą na twarzy upadł zadem na ziemie. – Ja, Ja, Ja bardzo przepraszam…to nie to, co Pan myśli – Jąkał się ze strachu. Rozmasowując swój bark chłopak dodał ze łzami w oczach. – Niech mnie Pan nie wydaje straży, bo mi rękę utną!! – Biadolił. - Trafiłeś na niewłaściwą osobę smarku, jak cię zwą? – Jimi. – Słuchaj Jimi na przyszłość rozważniej wybieraj swoją niedoszłą ofiarę. A teraz uciekaj nim się rozmyśle i zawołam straż. Dzieciak wstał i zniknął potykając się o własne nogi w tłumie ludzi. Ubawiony całym tym zajściem zaczepiłem jednego z miastowych, dowiedziałem się, które oberże są godne polecenia, a których lepiej unikać. Mnie interesowały te, których lepiej unikać. Instruowany wskazówkami jegomościa zboczyłem z wybrukowanych ulic i wkroczyłem na ziemie ubitą setkami codziennych kroków. Gospoda mieściła się w dolnej części miasta. Stary drewniany szyld, co jakiś czas skrzypiał przy silniejszym wietrze. „Oberża pod Kuflem”, bo tak głosił ów szyld, była stara, lecz utrzymana w solidnym stanie. W środku nie było nikogo poza jedną kelnerką, która zgrabnie przemykała od stolika do stolika po jego uprzednim wyszorowaniu. – Hej młoda damo! – Zawołałem za nieznajomą, która znikła za szynkwasem. – Już.. Chwileczkę.. – Głos był wysoki i miły. Chwilę później podeszła i zmierzyła mnie od góry do dołu swoimi wielkimi brązowymi oczami. – W czym mogę pomóc? – Mówiąc to lekko się uśmiechnęła pokazując nieznacznie swoje białe zęby. Była zgrabna i to bardzo. Miała okrągłe piersi i z dumą eksponowała je odpowiednim dekoltem. Jej twarz była delikatna i kobieca, choć z nutką zadziorności. Każdy facet zaczepiłby na niej oko, a mi ewidentnie w nie wpadła. Otrząsałem się i głosem najbardziej męskim, jaki mogłem wykrzesać w tej chwili odparłem. – Są może jakieś wolne pokoje? - Hmm… - Ściągnęła lekko usta niczym do pocałunku. - Mamy kilka wolnych, dwa na piętrze, a ostatni na poddaszu. - Ile kosztowałby pokój na poddaszu? - Dziesięć złotych monet za noc wraz z ciepłą kąpielą i możliwością wyprania swoich ubrań. Doprawdy nie miałem ochoty targować się z tą uroczą panną. Zgodziłem się na jej warunki, zapłaciłem z góry dostałem klucz, po czym zaprowadziła mnie do pokoju. Na dowiedzenia uśmiechnęła się życzyła miłego dnia i zeszła schodami kręcąc przy tym delikatnie biodrami, a miała do prawdy, czym kręcić. Z cichym szczęknięciem zamku otworzyłem drzwi pokoju. Naprzeciwko mnie za oknem na poddaszu słońce chyliło się ku końcowi, niechybnie zwiastując noc. Na prawo od wejścia w kącie stał siennik z kocem i niewielką poduszką, koło niego przycupnęła mała niewielka szafka nocna, na której zostawiono starą świecę. Po przeciwnej stronie w lewym dolnym rogu pokoju niewielka szafa oparła się o ścianę. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz, zapaliłem świecę, podszedłem do okna i z głośnym zgrzytem otworzyłem je. Przelazłem przez okno na dach, rozejrzałem się. Liczne domy opierały się o siebie tworząc zbiorowisko ciasno do siebie przylegających budynków praktycznie całe dolne miasto tak wyglądało wykluczając tylko chaty na samym obrzeżu miasta. Bez problemu z tego miejsca mogłem niepostrzeżenie poruszać się po większej części miasta, a właśnie taką miałem nadzieję wybierając ten pokój. Miasto na tle morza wyglądało przepięknie. Tu i ówdzie z pokrzywionych kamiennych kominów leniwie ulatywał dym. W co poniektórych chatach paliło się blado-żółte światło, a na głównych ulicach miasta zapalono właśnie latarnie. Wszystko to skąpane było w pomarańczowo-czerwonym zachodzącym słońcu i sprawiło, że miasto nabrało tajemniczego uroku. Po wykapaniu się i wyszorowaniu ubrań wróciłem do pokoju, narzuciłem na siebie prostą szarą koszule, a na stare tu i ówdzie zacerowane spodnie wciągnąłem solidne wysokie buty z miękką podeszwą. Na dole było tłoczno i gwarno a wszystko spowijał dym, który niemiłosiernie gryzł w oczy. Wszędzie było pełno chłopów i kilka kobiet. Głównie,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych