Wróć do katalogu

Na ratunek

Próżny piętnastolatek wyrusza na poszukiwania swej dziewczyny...

reynevan, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I Gdzieś tam, daleko, w krainie, o której pamiętają już tylko najstarsze księgi, wznosi się Góra. Nie jest to jednak zwykła góra, jakich pełno na świecie. Pnie się ona wysoko ponad chmury, gdzie już nawet wzrok nie sięga. Cały rok okryta jest śnieżnym płaszczem i tylko najwytrwalsze drzewa są w stanie przezwyciężyć niewiarygodnie niską temperaturę panującą na owym wzniesieniu. Góra ta otoczona jest dziewiczym, nie skażonym cywilizacją terenem, obszytym dywanem lasów, pagórków, rzek, wodospadów i wszystkiego, co najlepsze. Choć od wielu lat kraina ta nie widziała człowieka, gdy dobrze się przyjrzeć, kilka metrów od szczytu Góry dostrzec można postać. Postać ta odegra dość istotną rolę w dalszej części opowiadania, warto więc opisać ją dokładniej. Stworzeniem tym jest pucołowaty chłopiec odziany w bluzę z kapturem, dżinsy, tenisówki i czapkę z daszkiem. I tak, drżąc z zimna i stękając z bólu, chłopiec brnie przez grubą warstwę śniegu powtarzając co jakiś czas przemarzniętymi ustami „I pomyśleć, że …” Marcin był zwykłym, naznaczonym piętnem cywilizacji nastolatkiem, jakich wielu żyło wtedy i żyje dziś. Ten piętnastoletni chłopiec zostałby kiedyś nazwany konsumentem, dziś jednak częściej używa się wyrażenia ‘rozpieszczony bachor’. Bachor ów mieszkał w dużym, przepełnionym przepychem domu, otoczonym ładnym ogrodem. Jego legowisko mieściło się na piętrze, w pokoju, w którym panował nieustanny bałagan i szum włączonego prawie zawsze komputera. Obok komputera stała nowiutka, 35-calowa plazma. Oba te skarby znajdowały się naprzeciw dwuosobowego wodnego łóżka, tak, aby były pierwszymi przedmiotami, które chłopiec ujrzy po przebudzeniu. Marcin, oprócz domu, masy elektronicznych sprzętów, wodnego łóżka i bogatych rodziców miał także prawdziwego przyjaciela i wspaniałą dziewczynę, na których nie zasługiwał.

II Były wakacje, czas, na który wszystkie dzieciaki czekają cały rok szkolny. Czas, w którym rodzice wydają zaoszczędzone przez cały rok pieniądze na wycieczki, atrakcje i tony chipsów, lodów i coli dla swoich pociech. Czas, w którym większość nastolatków kładzie się do łóżka nad ranem, a wstaje z niego późnym popołudniem. Jednak pewnego wakacyjnego dnia jeden z tych nastolatków obudził się, a raczej został obudzony, wczesnym rankiem, gdy słońce przeciągało się jeszcze po wzejściu, a ptaki kończyły swój poranny koncert. Marcina obudził dźwięk, który dotychczas znał tylko z filmów. Przez otwarte okno wleciała i z tym właśnie stłumionym, wibrującym lekko dźwiękiem wbiła się w drewnianą ścianę pokoju strzała. Rozbudziwszy się chłopiec wstał z łóżka, wsunął na bose stopy laczki, przeciągnął się, ziewnął potężnie i podszedł do strzały. Dopiero po dokładnym jej obejrzeniu zdał sobie sprawę, co właściwie się stało i porządnie się zdziwił. Zdziwienie to zwiększyło jeszcze znalezienie kawałka papieru, który przybity został do ściany tą długą, ładnie wykonaną strzałą. Z lekkim wysiłkiem Marcin wyrwał strzałę ze ściany i spojrzał na kartkę. Na popielatym papierze narysowana była mapka, taka, jakie widuje się w powieściach fantasy albo grach komputerowych. Pod nią znajdował się wydrukowany ozdobnymi literami krótki napis: „Julia została porwana. Udowodnij, że na nią zasługujesz, a otrzymasz ją z powrotem.”. Chłopiec przeczytał tekst cztery razy, zanim doszedł do niego cały jego sens. Nie wiedział, co robić. Julia była dla niego wszystkim. Może nie traktował jej tak, jak powinno się traktować swoją miłość, ale znaczyła dla niego więcej, niż ktokolwiek inny. Położył się na łóżko, wpatrywał się w mapkę i zaczął myśleć. A im dłużej myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że autor liściku miał rację. Nie zasługiwał na taką dziewczynę. Julia nie cieszyła się w szkole opinią „superlaski”, ale była bardzo ładna. Była także inteligentna, miała poczucie humoru i nigdy się nie obrażała. - I musi być aniołem, skoro tak długo ze mną wytrzymała. – stwierdził na głos Marcin.

III Po paru minutach, gdy ocknął się z zamyślenia, usiadł na łóżku i stwierdził, że należy podejść do sprawy racjonalnie. Pierwszym krokiem było zadzwonienie na komórkę Julii. Po dwóch sygnałach odezwał się bliski płaczu głos Julii ‘To prawda’, a zaraz potem zautomatyzowane ‘Zostaw wiadomość po sygnale’. Upewniwszy się, że sprawa nie jest tylko niemiłym żartem, zaczął się pakować. Postanowił uratować swą dziewczynę. Gdy w plecaku znalazły się już najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak parę zimnych puszek coli (Marcin miał w pokoju małą lodówkę), paczka chipsów, dziadkowy scyzoryk, mapa z wiadomością od porywacza, odtwarzacz MP3, czy portfel, chłopiec ubrał się, skorzystał z łazienki, po cichu, uważając na śpiących rodziców, zszedł na dół, wziął z kuchni parę bułek na drogę i wyszedł z domu. Po pokonaniu drogi od ganku do ulicy ruszył chodnikiem w lewo. Pogoda była wyśmienita, na niebie nie było żadnej chmurki, słońce lekko grzało i nie raziło w oczy, przyjemny wietrzyk pałętał się po okolicy, pierwsza część podróży nie zajęła więc Marcinowi dużo czasu. Po niecałym kwadransie znalazł się przed domem swojego najlepszego przyjaciela. Rodzice Karola byli na wakacjach w Turcji, a on sam prawie nigdy nie spał, Marcin mógł więc bez skrupułów nacisnąć guzik dzwonka. Po chwili zamek w drzwiach przekręcił się i w progu stanął Karol. Wyglądał tak jak zawsze. Rozwichrzone brązowe włosy opadały mu na uśmiechniętą twarz, przewieszona przez szyję gitara zasłaniała częściowo czarną, lekko rozpiętą koszulę, a na nogach wisiały przydługie spodenki moro. Chłopcy przywitali się, po czym weszli do domu Karola. - Przepraszam za bałagan, rodziców nie ma w domu, wiesz jak jest… - Wiem. A ty wiesz przecież, że mi to nie przeszkadza. W środku panował nienaganny nieład. Na pierwszy rzut oka widok był przerażający, jakby przed chwilą rozegrała się tam krwawa jatka. Po podłodze walały się kartonowe pudełka, świadczące o niezbyt rozbudowanej wakacyjnej diecie składającej się z pizzy. Między nimi błyszczały puste puszki po piwie i coli. Na ławie obok kanapy leżała niedojedzona pizza i trzy paczki po chipsach. Niemal wszędzie znaleźć można było też brudne rzeczy. Atmosferę grozy nadawały zasłonięte okna z nielicznymi tylko szparami, przez które wpadały nieśmiało promienie słońca. Ten przykry obraz można częściowo tłumaczyć tak zwaną „wolną chatą”, jednak nawet w roku szkolnym trudno było zastać w tym domu porządek. Karol odziedziczył poczucie ładu i harmonii po rodzicach. - Znajdź sobie kawałek wolnego miejsca, ja zaraz wracam. – rzekł Karol i oddalił się w bliżej nieokreślonym kierunku. Marcin rzucił plecak koło drzwi i usiadł na kanapie. Zmysł telemaniaka podpowiedział mu, gdzie jest pilot i już po chwili chłopak skakał po kanałach w poszukiwaniu czegoś „fajnego”. W końcu zostawił kanał muzyczny. - Żubr czy Dąb? – doleciało gdzieś z oddali pytanie Karola. - Może być Dąb, dawno nie piłem. Nie minęła nawet minuta, gdy w pokoju pojawił się gospodarz wraz z dwoma piwami. Usiadł obok Marcina, wyłączył telewizor i otworzył puszki. - Ahh, uwielbiam ten dźwięk. – westchnął Karol i pociągnął olbrzymi łyk. – Co cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze? Marcin także upił trochę piwa i zaczął mówić. - Sprawa jest bardzo ważna i bardzo dziwna. Spokojnie sobie spałem, gdy przez okno wleciała strzała z wiadomością, że Julia została porwana. Na kartce była też jakaś mapa. Mam ją w plecaku, zaraz przyniosę. Chłopiec pogrzebał trochę w plecaku i pokazał Karolowi mapę. Ten obejrzał ją, chwilę pomyślał i rzekł: - Chyba wszystko jest jasne. Ktoś ukradł ci dziewczynę i chce, żebyś po nią poszedł. Tak się składa, że znam okolice z mapy. Podejrzewam też, że przyszedłeś prosić mnie o pomoc w poszukiwaniach. – tu Marcin kiwnął głową. – Zgadzam się. Kiedy zamierzasz wyruszyć? - Miałem nadzieję, że od razu, ale jeśli nie chcesz, to możemy… - I bardzo dobrze. – przerwał Karol. – Im wcześniej wyjdziemy, tym wcześniej wrócimy. Zabrałeś wszystko? - Tak. - To poczekaj chwilę, pójdę się spakować i możemy iść. W czasie, gdy Karol pakował swoje rzeczy, Marcin poszperał trochę w kuchni i znalazł jakiś zapomniany kawałek pizzy. Zjadł go, popił colą z lodówki i wrócił do salonu. Tam włączył telewizor i raz jeszcze sprawdził, czy na pewno wszystko zabrał. Stwierdził, że tak i przez parę minut słuchał muzyki. Po jakimś czasie na dół zszedł jego przyjaciel. Marcina zdziwił trochę spory rozmiar plecaka, lecz stwierdził, że Karol ma swoje dziwactwa i lepiej o to nie pytać. - To co, dopijemy nasze piwa i ruszamy. Jak postanowili, tak uczynili. Po paru minutach, gdy byli już napojeni i gotowi, rozpoczęli podróż.

IV Gdy wychodzili, dochodziła siódma rano. Pogoda wciąż była idealna na dłuższą wyprawę. Nie było za gorąco, deszcz nie padał, a w powietrzu czuło się świeżość poranka. - Na pewno wiesz, w którą stronę mamy iść? – spytał Marcin. - Wszystko mamy na mapie. Kiedyś już tam chyba byłem, więc raczej nie będzie kłopotów z trafieniem. – Karol wydawał się pewny siebie. - Ja jakoś nie mogłem skojarzyć tej mapy z żadnym miejscem. - Jakbyś nie siedział cały czas w domu, tylko wyszedł czasem na jakiegoś tripa, też wiedziałbyś, gdzie to jest. - Ty i te twoje tripy. Chłopcy szli kawałek w milczeniu. Przerwał je Marcin. - Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli posłucham MP3? - Nie. Chociaż i tak nie będzie długo działała. - Mam świeżo naładowane baterie, wystarczą przynajmniej na dwa dni. - Zobaczymy… Kilkanaście minut szli jeszcze główną ulicą, a później skręcili w jakąś polną drogę. Po jakimś czasie dotarli do lasu. Dopiero tam można było odczuć prawdziwą magię letniego poranka. Ptaki krzyczały coś do siebie, korony drzew szumiały łagodnie pod naporem wiatru, wszędzie roznosiła się przyjemna woń niezaschniętej, lepkiej jeszcze żywicy. Marcin słuchał dudniącej w słuchawkach muzyki. Karol rozkoszował się leśnym powietrzem i wypatrywał wiewiórek biegających po drzewach. Im dalej w las szli, tym bardziej las się zmieniał. Z czasem luźno rosnące drzewa zmieniły się w zwartą gęstwinę, zapach żywicy nasilił się, ćwierkanie ptaków stało się intensywniejsze. - Nie wiem, skąd to wiedziałeś, ale miałeś rację. Odtwarzacz przestał działać. – stwierdził Marcin z lekkim wyrzutem. - Myślę, że to dobrze. Może to porwanie ma też pozytywne strony. - Co ty gadasz. Nie dość, że muszę tułać się gdzieś po lesie, to jeszcze nie mam czego słuchać. – Marcin mówił z coraz większą złością. - Ależ masz. W tym lesie muzyka jest ładniejsza. I nigdy się nie wyczerpie. - Eh. Chcąc nie chcąc, Marcin musiał obejść się bez swojego odtwarzacza. Z początku szedł jakby od niechcenia, ze spuszczoną głową, lecz z czasem jego krok stał się raźniejszy, może nawet spodobał mu się poranny koncert leśnej fauny. - O! Popatrz, jagody! – wykrzyknął radośnie Karol i podbiegł do skraju ścieżki, gdzie zauważył krzaki z małymi fioletowymi kuleczkami. - E

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych