Na scenie
Życie jest jednym wielkim teatrem... Człowiek-aktor stoi na scenie bez możliwości ucieczki, cicho, samotnie... A przecież tyle ludzi dookoła... Nie widzi przyczepionych do rąk sznurków, a jedynym wyzwoleniem jest śmierć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To była scena. Nie duża, nie mała, ot taka sobie. Kiedy wszystkie miejsca aż po galerie i balkony zostały zapełnione, weszli aktorzy przy akompaniamencie orkiestry. Śpiewak zawodził, trąbki odgrywały przeróżne hymny, zachwycona publiczność biła brawo. Aktor, mężczyzna w kwiecie wieku, przepięknie ubrany, z peruką i maską na twarzy zaczął spacerować po scenie. Nagle wszystko wokół ucichło. Pozwolono aktorowi przemówić, więc rozpoczął swą kwestię. Recytował pięknie, gestykulował po mistrzowsku. Widownia wydała okrzyki zachwytu. Artysta jak oszalały biegał w tą i z powrotem, nie potrafiąc opanować podniecenia. Rzucono mu różę pod nogi, a on wciąż biegał i biegał, niezmordowanie. Dano wreszcie znak, aby przestał. Stanął wówczas natychmiast, jak zaczarowany. Orkiestra zagrała i aktor zasmucił się, że już nie może grać, że zapomniano o nim, że nie znajduje się w centrum uwagi. Słuchał z bolesnym uczuciem niższości, ale nadal był zobowiązany stać i czekać. – Czekaj – powiedziano mu – Czekaj, aż ci pozwolimy znowu coś powiedzieć. Więc czekał. Długo czekał. Czekał i czekał i czekał, a kiedy nagle chciał odejść, ponieważ nogi osłabły mu od stania, a oczy zamykały się ze zmęczenia, mistrz spektaklu krzyknął do niego – Jeśli teraz wyjdziesz, jeśli nie zaczekasz do końca przedstawienia i uciekniesz jak tchórz, to wiedz, że stracisz wszystko. I nigdy więcej nie pozwolą ci pokazać się publiczności. Aktor wystraszył się. Został. Minęło wiele dni i wiele godzin, zanim pozwolono aktorowi znów wystąpić. Dziwne nawet dosyć było to czekanie. Stał pośrodku sceny, światła reflektorów padały prosto na niego, a jednak nikt nawet przez chwilę nie zatrzymał na nim wzroku. Orkiestra grała nie do taktu, śpiewak fałszował niczym pijany wesołek po zabawie, a mimo to spojrzenia były skierowane wyłącznie na nich. Stali w cieniu, nudzili źle odgrywanymi pieśniami, lecz publiczność biła brawo. Jakiś podekscytowany widz krzyknął nawet – Cudownie! Wprost przepiękna gra! – i chociaż niejeden odwrócił się wówczas do kolegi i szepnął mu o nietakcie krzyczącego, według większości postąpił słusznie. „Nie powinien był krzyknąć – pomyślał aktor – Nie rozumiem, dlaczego wszyscy zachwycają się tym syfem, bezguściem totalnym i tak dalej… Ja przecież ładniej recytuję.” Bo rzeczywiście był on dobrym aktorem. Skończył trudne studia i wręcz wyśmienicie nadawał się do swojej pracy. Lecz nie mógł przecież winić za to mistrza, on jedynie prowadził spektakl i wyraźnie powiedział, że wystąpi w swoim czasie. Chwilę myślał, dlaczego każą mu stać, ale i to szybko sobie wytłumaczył tym, że powinien być dostępny w każdej chwili. Cierpliwe czekanie należało do jego obowiązków, za to mu płacono, a przecież pieniądze są najważniejsze. Może czuł żal do swojego pracodawcy, ponieważ ten za wiele od niego wymagał. „Chociaż – myślał – nie powinienem się na niego wcale gniewać. Sam jest bardzo biedny, ma dużo pracy, to nie jego wina. Zresztą bardzo dobrze, że wymaga, tym lepszym będę aktorem i wkrótce zasłynę. Wtedy pójdę do niego z pudełeczkiem czekoladek, nie, wezmę cały koszyk słodyczy i wręczę mu go. Powiem ‘Żaden wydatek, panie szefie. Jestem już tak bogaty, że to dla mnie żaden wydatek’, a on na to ‘Och, nie trzeba było, naprawdę, czym sobie zasłużyłem na taki drogi prezent?’, ja na to ‘Dzięki panu cała sława, bo wymęczał mnie pan i właśnie dlatego później zasłynąłem’. Tak powiem. Trzeba być cierpliwym i znosić wszelkie niedogodności. Zło to dobro w przebraniu. Najważniejsze, żeby się nie gniewać i być cierpliwym”. Rzeczywiście w pewnym momencie, kiedy orkiestra połamała już wszystkie instrumenty, a śpiewak zachrypł, widownia zwróciła się w stronę aktora. Mistrz szepnął zza kurtyny, że ma zaczynać. Lecz, jak na złość, wcale nie pamiętał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Matilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…