nad drzewami, wśród kwiatów, jak pszczoły
Moi znajomi byli zaskoczeni tym opowiadaniem. Zupełnie nie pasującym do tego co czytali. Nie pasującym do mnie, przynajmniej nie pasującym do tego co a mnie sądzili.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Trzymał w ręku kielich czerwonego wina. Wypijał je powoli, sącząc łyk za łykiem, zamiast zjeść kolację. Czuł jego dotyk na krawędzi warg, jego bukiet rozchodzący się w jego nozdrzach, jego kolor pieszczący jego oczy, i ten smak rozlewający się po podniebieniu. To było jego ukojenie. Katharsis. Chwila przyjemności w jego szarym, bezbarwny życiu, pozbawionym jakichkolwiek barw i muzyki rozkoszy. Życiu, które przeszło obok niego, jak podmuch huraganu, zabierając cały jego świat, cały smak istnienia, jaki znał. Nie, nie był alkoholikiem. Lampka dobrego czerwonego wypita w samotności, każdego samotnego wieczoru, kiedy umierasz po raz kolejny, wypita nie dla upojenia, lecz dla chwili przyjemności, poczucia smaku tego boskiego trunku, nie jest chyba jeszcze alkoholizmem. A właściwie... To chyba nie ma znaczenia. Oparty o miękkie oparcie fotela, którym się kiedyś tak cieszyli, nie myślał o niczym. Chciałby powiedzieć, kiedy cisza rodziła jakieś głosy: - To ty Tereso? Ale tego nie mówił. Nie potrafił. Wiedział, że jej tu nie ma. Właściwie to wolałby, aby odeszła. Odjechała od niego. Zostawiła albo porzuciła. A nawet, wystawiła jego walizki za drzwi i powiedziała:- Odejdź. - Ale tak nie było. Ona stała się wspomnieniem. Jakby wczorajszym oddechem jego wspaniałych dni, miłości, którą jej ofiarował, życia, które mieli przeżyć razem. Ktoś mógłby powiedzieć: - To się zdarza.- Ale czy zawsze, takie rzeczy muszą się zdarzyć nam. Czy zawsze to my musimy być ofiarą tych bezlitosnych kół i pisku opon na ulicy. Czy to nas ma zabić ta bezlitosna ręka, przecinająca pępowinę łączącą nas z tym światem.
Tym razem czuł to wyraźnie. Jakaś dłoń dotykała jego ramienia. Była ciepła, chociaż może nie. Może, to jego wspomnienia rodziły jej ciepło. Ciepło jakby odciśnięte w jego duszy, w otchłani bezwładnych wspomnień, tego co odpłynęło wraz ze strumieniem czasu, napędzającym zegarek na jego biurku. - To, ty Tereso? Rozejrzał się wokół i spojrzał na budzik. 23.17. Był sam. Ten sam pokój, ta sama pusta przestrzeń ukryta pomiędzy równymi, pomalowanymi na pomarańczowo ścianami, gdzie miał być dziecinny pokój. - Tak To ja. Głos słodki, tajemniczy, dochodzący z jego duszy, z głębi serca, które uważał, że tamtego dnia umarło. - To ja Arturze. - Czy przyszłaś do mnie, Tereso? Nie widzę ciebie. - Nie patrz oczyma Arturze. Zamknij je, nie są ci potrzebne. Spójrz w głąb swojej duszy. Tak głęboko jak tylko ty, Arturze, patrzeć potrafisz. Spójrz tą wrażliwością twojego serca, której nikt nie chciał w tobie dostrzec, a tylko ja umiałam ją widzieć i cenić. Spójrz dobrocią, którą dobry Bóg cię przepoił, spójrz miłosierdziem, które jest ci dane. - Dobrze Tereso. W tamtej chwili, kiedy zamykał oczy, odpychał od siebie złe sny tego świata. Wszystkie złe żale i troski odchodziły, jak i smutek za życiem tak utraconym,. Teraz nie był już sam. Tańczył w rajskim ogrodzie, wdychał zapachy nieziemskich kwiatów, słuchał nieziemsko pięknego śpiewu chórów anielskich. Ale wszystko to przyćmiewały niebieskie oczy Teresy. Strzaskałby bramy piekieł, aby na nie spojrzeć. Gotów był cierpieć wieczne piekielne katusze, bym choć chwilę trzymać ją w swych objęciach, tak jak robił to teraz. Czuć jej ciepło i miłość tak samo gorąca jak jego. Ale nie musiał niczego poświęcać. Ta chwila była mu dana, bez żadnych ofiar, bez warunków wstępnych. Nawet Bóg, nie mógł być obojętny wobec takiego uczucia. Przecież on sam jest miłością. – Tak. On jest miłością Arturze. Miłością, którą on nas obdarował, dał nam w prezencie. Darem, którego nie mogą pokonać piekielne zastępy. - Kiedy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nihil
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…