"Napad"
Przedstawiam Wam pierwszy odcinek serialu pt. "Napad". To trzyanstoodcinkowy serial sensacyjny.Proszę Was o komentarze. Miłego czytania...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
AUGSBURG, POŁUDNIOWE NIEMCY, LABORATORIUM.
W pomieszczeniu, w którym każde okno „ozdabiały” mosiężne kraty, panowała cisza. Każdy z mężczyzn, który przebywał w pokoju, zajęty był swoją pracą. Chodził w tą i z powrotem, ostrożnie przenosząc szklane pojemniki, wypełnione to różnokolorową cieczą, to tabletkami. Wszyscy mieli na twarzy maski, która zasłaniały im niemal połowę twarzy. Wszystko po to, by w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa, związanego przede wszystkim z chemikaliami, które trzymali w rękach, mogli czuć się bezpieczni. Jeden z mężczyzn wreszcie odstawił naczynia, poczym zdjął maskę, która zasłaniała mu niemal całą twarz i uniemożliwiała mówienie. Mężczyzna miał ciemne, krótkie włosy. -Dzisiaj mieliśmy skoczyć ten lek.- powiedział do pozostałej dwójki, która również zdjęła z twarzy uciążliwą maskę. -Sam wiesz, że to mało realne.- powiedział drugi z mężczyzn, bezradnym głosem, zdejmując rękawiczki. -Nic mu się nie stanie, jak poczeka dzień dłużej.- powiedział trzeci. Ostatni z mężczyzn, który wraz z resztą przebywał w pomieszczeniu miał czarne, krótkie włosy. To co odróżniało go od swoich przyjaciół to przede wszystkim ciemna karnacja. -Chris, do jutra skończymy?- zapytał ten sam mężczyzna, nie ukrywając lekkiego zdenerwowania sytuacją. Ten popatrzył tylko na swojego przyjaciela, następnie zapewniając go: -Tak. Ostatni mężczyzna, który był w pomieszczeniu i tylko przysłuchiwał się rozmowie pozostałej dwójki, chwilę potem powiedział: -Dobra, ja się zbieram. Jedzie któryś ze mną? -Nie, dzięki.- powiedzieli obaj, poczym mężczyzna zdjął kurtkę z wieszaka i nawet jej nie zakładając, pokonał dwa stopnie, by dostać się do drzwi. Jednakże właśnie wtedy w drzwiach pojawił się ktoś jeszcze. Kolejny mężczyzna, który stanął w drzwiach nie chcąc przepuścić pracownika laboratorium. Był wysoki. Włosy miał długie, a gdzieniegdzie widać było siwe kosmyki. Uśmiechnął się sztucznie do mężczyzny, którego nie chciał wypuścić z sali, poczym powiedział do niego: -Musimy pogadać, Matt. Po tym zrobił krok w przód, zmuszając Matta do powrotu. Obaj z powrotem weszli do pomieszczenia… -Czego chcesz?- spytał go Chris, kiedy mężczyzna wraz z Mattem stanęli obok niego. -Myślę, że dobrze wiesz.- powiedział, wskazując na tacę, na której leżały pojemniki z jakimiś substancjami. Chris tylko się uśmiechnął. -Rozmawialiśmy już o tym, Marcus.- powiedział do mężczyzny Chris, dodając dodał: -Szef nam przydzielił produkcję tego leku, nie tobie. Marcus jednak nie rezygnował: -Ale zakończę to ja.- powiedział głośno i wyraźnie Marcus, chcąc by wszystko było jasne. -Ty chyba mnie nie usłyszałeś, Serezen.- powiedział do niego Chris, poczym dodał mówiąc równie głośno i równie wyraźnie jak on: -My to zaczęliśmy i my to skończymy. Nie dało się ukryć, że Marcus był nie tyle zaskoczony, co zły. Chwilę stał i wpatrywał się w tacę leżącą na stoliku obok, poczym się uśmiechnął. -To w takim razie miłej pracy.- powiedział sztucznie, nie wiadomo co chcąc przez to osiągnąć. Zaraz po tym wyszedł z pomieszczenia, zostawiając ich samych. Jednak nie trwało to długo bowiem Matt, Chris i trzeci z mężczyzn- Erick, chwilę później również wyszli z pomieszczenia, kierując się w stronę parkingu…
-To jak? Nikt ze mną nie jedzie?- spytał Matt, kiedy od parkingu dzieliło ich może sto metrów. -Dobra, ja wsiadam.- powiedział obojętnie Chris, chcąc już, by Matt dał sobie spokój tym ciągłym pytaniom. -Ja mam blisko, także lecę.- powiedział Erick, żegnając się ze swoimi przyjaciółmi i zostawił Matta i Chrisa samych. -Co jest?- zapytał Matt, widząc, że Chris czymś się martwi. -Nic. Denerwuje mnie ten Serezen.- odpowiedział Mattowi, następnie słysząc: -Ten lek będzie na pewno hitem. Niejeden chciałby zgarnąć taką kasę.- powiedział Matt, jakby tłumacząc zachowanie Marcusa. Kiedy Matt skończył mówić, nieoczekiwanie poczuł cios w plecy. Był tak mocny, że od razu powalił go na ziemię. Upadł przodem do chodnika, nie widząc, co się stało. -Cześć Oselen.- powiedział Serezen do Chrisa, cisnąc go z całej siły do muru. Trzymając w ręce nóż, przyłożył go do szyi Christophera. Matt właśnie w tej chwili się odwrócił, poczym zobaczył, kto go uderzył, a przede wszystkim, kto teraz grozi śmiercią Chrisowi. Był jednak za słaby, by wstać. -Czego znowu chcesz?!- zapytał Chris, ledwo mogąc mówić przez rękę Marcusa dociśniętą do jego szyi. -Wracamy do wytwórni, podpiszesz dokument.- powiedział, a raczej rozkazał Chrisowi, łapiąc go za bluzkę i odciągnął od ściany, by obaj wrócili do laboratorium. Jednak w tej właśnie chwili Chris wyrwał się Serezenowi, kopiąc go w twarz. Ten padł na ziemię, jednak w przeciwieństwie do Matta mógł się podnieść. Zrobił to momentalnie, zamachując się nożem. Ostrze zetknęło się ze skórą Christophera, najpierw przecinając rękaw kurtki i bluzki, a potem rozcinając mu skórę. Chris od razu złapał się za krwawiącą ranę. Oparty o ścianę, nie mógł znieść piekącego bólu. Kiedy Marcus zbliżał się już do niego by zadać kolejne krwawe ciosy, Matt wstał z ziemi. Od razu zauważył to Serezen, który jednak nie zdążył nic zrobić. W jednej chwili cała zawartość butelki, którą Matt trzymał w ręce wylała się na twarz i tułów Marcusa. W mgnieniu oka kwas zaczął wypalać mu najpierw ubranie a później skórę. Przerażony Serezen zaczął krzyczeć i wyć. -Zabije cię!- darł się na cały głos Serezen w kierunku Matta. Jednak na nim nie robiło to wrażenia. Mimo, że nawet nie chciał wiedzieć, jaki ból musi odczuwać. Szybko wyciągnął z kieszeni komórkę, poczym zaczął gdzieś dzwonić. Zanim jednak się połączył podszedł do Chrisa, a kiedy usłyszał, że wszystko z nim w porządku, zapytał: -Pogotowie?
Kilkanaście chwil później na miejscu zdarzenia było już i pogotowie, i policja. Poparzony Marcus leżał na półprzytomny w karetce, zaś opatrzony już Christopher dołączył do Matta, który rozmawiał z policjantami. -Spytajcie go sami.- powiedział Matt, kiedy zobaczył Chrisa. Policjanci odwrócili się w jego stronę. -Decyzja należy do pana.- zaczął mówić policjant, chwilę później dodając: -Czy oskarża pan Marcusa Serezena o napaść?- spytał powoli policjant, czekając na odpowiedź. Chris nie namyślał się zbyt długo. Od początku wiedział, jaką podjąć decyzję. -Nie.- powiedział po chwili. Matt nie ukrywał swojego zdziwienia, ale wiedział, że dodatkowe kłopoty są niepotrzebne. -Jest pan pewien?- zapytał po raz kolejny policjant, chcąc być pewnym decyzji Chrisa. -Tak, jestem pewien.- powiedział zdecydowanie Chris, poczym, pożegnał policjantów i razem z Mattem odszedł w stronę parkingu, by wreszcie odjechać…
-Tak, już jesteśmy.- powiedziała szybko do słuchawki jakaś kobieta, idąc szybko wraz z jakimś mężczyzną. Kobieta uniosła w jeden chwili rękę do góry, by drzwi na lotnisko szybciej się otworzyły. W tym samym momencie, gdy podniosła rękę, można było zauważyć broń, którą miała w kaburze przy spodniach. -Samolot do Madrytu odlatuje za…- słychać było w tle głos spikera, jednak dwójka, która właśnie weszła do budynku lotniska. -Ten mężczyzna, widział go pan?- zapytała kobieta, pokazując przypadkowemu człowiekowi zdjęcie. -No, no seniorita.- powiedział do niej, a ta tylko przewróciła oczami z bezradności, że musiała trafić akurat na obcokrajowca. Kilkanaście sekund później kobieta stała już przy młodej dziewczynie z bagażem w ręce. -Widziałaś go?- zapytała ją, przybliżając jej fotografię. W tej samej chwili mężczyzna, który tylko niecierpliwie przysłuchiwał się pytaniom o człowieka ze zdjęcia, krzyknął: -Sara! W tej samej chwili kiedy Sara odwróciła się, by zobaczyć o co chodzi jej partnerowi, mężczyzna stojący jakieś trzydzieści metrów od nich zaczął uciekać. Nie było widać jego twarzy, bo na głowie miał czapkę z daszkiem. Jednak Sara doskonale wiedziała, że mężczyzna wypatrzony przez jej partnera jest tym, którego poszukują. Jak oparzeni zerwali się także dwójka poszukujących go partnerów. Nie wiadomo kiedy w ich rękach pojawiły się bronie. -Stój Teenged!- zawołał mężczyzna, próbując jednocześnie wycelować w jego stronę z pistoletu. Uciekinier jednak nawet nie myślał o spełnieniu jego życzenia. Co chwila potrącał podróżujących ludzi. Ani Sara, ani jej partner- Jonathan, nie byli w stanie go doścignąć. Cały pościg przez budynek lotniska był jak zabawa w kotka i myszkę. Na nic zdawały się pistolety, bowiem w takim tłumie użycie ich byłoby szaleństwem. Teenged wpadł na ruchome schody, jednak nawet nie myślał, by jego nogi odpoczęły. W mgnieniu oka wybiegł na górę, a zaraz za nim podążyli Sara i Jonathan. Wreszcie Teenged zniknął w jednym z korytarzy, w którym były tylko jedne drzwi- do łazienek. Dwójka, która go ścigała momentalnie zatrzymała się przed wejściem. -Pod żadnym pozorem nie strzelamy, jasne?- zapytała Sara Jonathana, patrząc na niego. -Pod żadnym.- powtórzył jej partner mrugając do niej, poczym z hukiem otworzył drzwi do ubikacji lotniska. W jednym momencie rozejrzeli się po całych pomieszczeniach. Przy czterech umywalkach przy oknie i rządzie drzwi do WC nie było nikogo. Jonathan schylił się, zaglądając do każdej ubikacji. Po chwili wstał, pokazując palcem na trzecie drzwi z prawej. Tam właśnie przebywał ktoś, kto miał na nogach charakterystyczne czerwone buty- dokładnie takie jak Phil Teenged. Jonathan wskazał tylko ręką na ścianę. -To nie strzelajmy.- powiedział do swojej partnerki. Sara uśmiechnęła się, podnosząc pistolet do góry. Strzeliła trzykrotnie w ścianę obok. -Wyłaź Teenged, to koniec.- powiedział Jonathan do człowieka w ubikacji. Minęła chwila, a drzwiczki do ubikacji ciągle były zamknięte. Wreszcie jednak otworzyły się. Przed Sarą i jej partnerem stanął mężczyzna, na nogach mając czerwone buty, a na głowie tą samą czapkę, którą miał Teenged. Uniósł ręce do góry, a Sara odwróciła się do niego plecami. Nie mogła uwierzyć w ten widok. Jonathan ciągle wpatrywał się w mężczyznę, chowając broń do kabury.
-Jesteście mi w stanie powiedzieć coś jeszcze?- zapytał Sarę i Jonathana młody mężczyzna. -Ale szefie…- zaczął mówić partner Sary, kiedy przerwał mu ponownie mężczyzna: -Jak mogliście na to pozwolić?- wypytywał ich, nie mogąc w to uwierzyć. Jonathan popatrzył tylko na Sarę. -Uciekł innym wyjściem, a buty i czapkę kazał nałożyć przypadkowemu człowiekowi w łazience. Mężczyzna opadł na krzesło. -Teenged nie będzie długo na wolności. Prędzej czy później go złapiemy. I to wam mogę darować.- zaczął mówić do swoich podopiecznych. -Ale za to, że w publicznym, pełnym miejscu ludzi otworzyliście ogień, odpowiecie już wy sami.- powiedział do Sary i Jonathana, nawet nie myśląc o tym, żeby im pomóc.
-------------------------------------------------
Był późny wieczór. Matt siedział na fotelu w ciemnościach. Nagle rozległ się dźwięk otwierających drzwi. Chwilę później egipskie ciemności zastąpiła oślepiająca jasność. Światło oświetliło całe pomieszczenie. -Hej. Dawno wróciłeś?- spytała ciemnowłosa, piękna kobieta, na którą spojrzał przed momentem Matt. -Cześć Sara. Niedawno.- powiedział Matt, całując żonę. -Zmęczona?- spytał, pomagając jej się rozebrać. -Oj tak.- powiedziała wzdychając i jednocześnie uśmiechając się do niego. Matt wziął do ręki leżące na stole jabłko, poczym siadł na fotelu i spytał: -Ustanowiłaś kolejny rekord złapanych przestępców? Czy ktoś dzisiaj był od ciebie lepszy? -Bardzo zabawne kochanie. Nie dość, że pan Teenged zwiał nam sprzed nosa…- powiedziała mając już dość tego nazwiska. -To jeszcze mi się nieźle oberwało od szefa.- dodała po chwili, stojąc przy oknie. -Mathijas już śpi?- spytała po kilkunastu sekundach. -Tak, chyba tak.- powiedział Matt, wstając i podchodząc do żony. -Ale my chyba tak szybko nie musimy spać, co?- spytał, poczym zaczął całować żonę, najpierw usta, potem policzek, szyja… -Nie musimy…- powiedziała zadowolona kobieta, poczym objęła swojego męża. -Wszystko widziałem!- powiedział, może ośmioletni chłopiec, który stanął w progu salonu, w którym przebywała para. -Co widziałeś?- spytała kobieta uśmiechając się do niego. -Co widziałeś?- powtórzyła podchodząc do chłopca. Złapała go i zaczęła łaskotać, co sprawiało, że maluch był bardzo szczęśliwy. Matt tylko się przyglądał. -A dlaczego Ty jeszcze nie śpisz, co?- spytała Sara, słysząc: -Bo chciałem poczekać na ciebie. -Oj, no to jak jesteś taki dzielny, to mama coś dla Ciebie ma.- powiedziała kobieta, podchodząc do torby, którą ze sobą przyniosła. Malec kiedy tylko zobaczył kawałek tego, co kobieta właśnie wyjmuje z torebki, zrobił jeszcze bardziej szczęśliwą minę, niż przed momentem. -Podoba ci się?- spytała. Mathijas był bardzo szczęśliwy, że dostał tak wspaniały prezent. Grę, o której marzył od bardzo dawna. -To ta, którą ostatnio tak chciałeś.- powiedziała chwilę później. -To leć już kochanie do siebie spać, jutro się pobawisz.- pożegnała się z synkiem, odwracając się w stronę Matta. -To jak? Idziemy do siebie?- spytała uśmiechając się. Matt równie uśmiechnięty powiedział: -No nie wiem… Po tych słowach podszedł do Sary, poczym wziął ją na ręce, jakimś cudem udało im się jeszcze zgasić światło. Oboje zniknęli w ciemnościach, które prowadziły do sypialni.
Następny dzień zapowiadał się dość dobrze. Słońce od rana świeciło mocno i intensywnie. Matt obudził się dość wcześnie, a wszystko po to, by być jak najwcześniej w laboratorium. W laboratorium nie było jeszcze nikogo, co było dość dziwne, bo Matt nigdy nie przychodził jako pierwszy. Siedział na krzesełku na zapleczu wytwórni, czekając, aż ktoś do niego dołączy. Parę minut później Matt usłyszał otwierające się drzwi. Ktoś nareszcie przyszedł. Matt wstał, by przywitać się z Erickiem bądź Christopherem. Zaraz gdy tylko otworzył drzwi, okazało się, że radosna mina z powodu przyjścia kogoś do pracy szybko zeszła z jego twarzy. Na końcu korytarza Matt zamiast jednego ze swoich przyjaciół, zobaczył Serezena. Ten również zauważył Clavettiego, poczym szybkim krokiem szedł w jego stronę. Matt nie miał jednak zamiaru na niego czekać i szybko wrócił na zaplecze. Chwilę później, te same drzwi otworzyły się z hukiem. Do pomieszczenia wpadł Marcus Serezen. -Co Clavetti? Jesteśmy sami?- powiedział w stronę Matta, Serezen. -Jesteśmy.- odpowiedział mu spokojnie, patrząc mu w oczy. -Sam nie wiem co powinienem ci zrobić.- powiedział wściekły Serezen, twarz mając całą czerwoną, jednak nie ze złości. Raczej w wyniku wczorajszych poparzeń. Matt uśmiechnął się. Był całkowicie rozluźniony. -Może podpowiem.- zaczął mówić Matt, chwilę później dodając: -Nawet mnie nie dotkniesz. Tym razem roześmiał się Marcus, mówiąc: -Przekonamy się? Z twarzy Matta nie schodził irytujący uśmiech. Chwilę później jego oczy zsunęły się na dół, bowiem Serezen sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej ten sam nóż, który miał wczoraj. -Schowaj to.- powiedział spokojnie i głośno Matt, czekając na reakcję mężczyzny. Marcus jakby na zawołanie złożył nóż i schował go do kieszeni. -Obiecuję ci, że pożałujesz wczorajszego dnia. Masz moje słowo.- powiedział, a raczej groził Mattowi, patrząc na niego. -Zapamiętam to.- powiedział Matt, poczym ruszył do przodu, potrącając przy okazji Serezena. Drzwi otworzyły się po raz kolejny, następnie zamykając się z hukiem.
-Wszystko już załatwione.- powiedział Chris, kiedy razem z Mattem i Erickiem szedł wzdłuż chodnika. -Miał jakieś pretensje, że się spóźniliśmy?- zapytał Erick. -Nie, nic nie mówił. Chyba jest zadowolony, że ma to już za sobą.- powiedział przekonany Chris, poczym powiedział: -No i wreszcie Serezen się odczepi. Koniec leku, koniec kłopotów. -Szczerze w to wątpię.- powiedział Matt, przekonany, że ma rację. -Dostał nauczkę i mamy go z głowy. Zaufajcie mi.- powiedział Chris, chcąc zakończyć już denny dla niego temat Marcusa Serezena. Cała trójka szła wzdłuż chodnika rozmawiając ze sobą. Chwilę później do Matta zadzwonił telefon. -Sory.- powiedział do przyjaciół poczym odebrał komórkę odchodząc parę kroków od nich. Dzwoniła Sara. -No co tam kochanie?- spytał Matt, przystawiając do ucha telefon. -Co!?- wykrzyczał do słuchawki, kiedy usłyszał to, co powiedziała mu żona. Był zszokowany. -Podaj mi adres.- powiedział szybko, chwilę później dodając: -Za chwilę będę. Szybko się rozłączył i chowając telefon do kieszeni kurtki, podbiegł do przyjaciół. -Co się stało Matt?- spytał Chris, kiedy zobaczył całkowicie zaniepokojonego Matta. -Wytłumaczę Wam później. Przepraszam, ale muszę iść.- rzucił Matt, poczym popędził w stronę samochodu, który zaparkowany był dosyć daleko od drogi, gdzie przebywali. Chris i Erik nie zdążyli się obejrzeć, kiedy Matta już nie było widać…
Matt biegł, niemal do samego końca korytarza, gdzie zdenerwowana chodziła w tą i z powrotem Sara. Kiedy tylko zobaczyła Matta, od razu wpadała mu w ramiona. -Jak to się stało?- spytał nerwowo Matt, uspokajając całkowicie roztrzęsioną kobietę. -Matt ja nie wiem. Weszłam do domu, a on leżał nieprzytomny na podłodze. Boże, ja nic nie mogłam…- mówiła zapłakana. Matt ją uspokajał, ale Sara nie mogła przestać płakać. -Usiądź. Wszystko będzie dobrze, spróbuj się uspokoić.- powiedział Matt, który sam również ledwo powstrzymywał się od panikowania. Starał się zachować spokój i poczekać na to, aż w końcu ktoś do nich wyjdzie. Z każdą minutą Sara i Matt coraz bardziej się niecierpliwili. Z każdą minutą nie było widać nikogo, kto mógłby do nich wyjść i powiedzieć im coś więcej, niż wiedzą oni sami. Od momentu kiedy w szpitalu zjawił się Matt minęło już dobre dwie godziny. Przez cały ten czas on i jego żona siedzieli na krzesełkach, czekając na pojawienie się lekarza bądź pielęgniarki. Nawet przez moment nie zainteresowało ich to, co dzieje się obok. Nie mieli żadnego kontaktu z otaczających ich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil famessi19
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…