"Napad"
Drugi odcinek serialu...proszę WAS drodzy czytelnicy, komentujcie to, co pisałem specjalnie dla WAS...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cała trójka siedziała przy jednym stoliku. Chris i Erick nie mogli uwierzyć w to, co przed momentem usłyszeli… -Matt ja wiem w jakiej jesteś sytuacji, ale to nie jest dobry pomysł.- odradzał mu to wszystko Erick, który kompletnie nie rozumiał decyzji przyjaciela. -Potrzebuje pieniędzy na operację syna, a to jedyny możliwy sposób.- tłumaczył Matt, oczekując cierpliwie dalszych pytań. Wiedział, że w ich oczach wyglądał na wariata. Jednak to go nie dziwiło. Sam zastanawiał się na tym, czy nie ześwirował. Dokładnie wiedział jednak, co ma robić. -Matt, czy ty wiesz o czym mówisz?!- zapytał go Chris. -Myślisz, że obrabujesz bank od tak po prostu?- wypytywał go dalej Chris, nerwowo gestykulując. Chyba ciągle myślał, że to wszystko to jakiś kiepski dowcip. -Nawet jeżeli ci się uda i tak policja cię złapię.- tłumaczył mu chwilę później, chcąc jednocześnie, by zmienił swoje zdanie. -O to się nie martw. Przygotuje idealny plan. Was proszę o to, żebyście mi pomogli.- oznajmił im Matt, poczym spoglądając na ich obu jednocześnie, powiedział: -Jeżeli się zgadzacie, objaśnię wam wszystkie szczegóły. -Jeżeli nie…- zaczął mówić po chwili. -…to zapomnijcie o tym co tu usłyszeliście. -Wybór należy do was.- powiedział Matt, poczym przechylił jeszcze filiżankę z kawą. Teraz czekał już tylko na to, co zdecydują Chris i Erick… Był przygotowany na to, że się nie zgodzą. Nikt normalny by tak nie ryzykował. Jednak oni byli najlepszymi przyjaciółmi. Matt wiedział, że zrobili by dla niego wszystko, zresztą on dla nich też. Ale czy zdecydują się mu zaufać i rzucić się na tak głęboką wodę bez kamizelki ratunkowej? Zapadła cisza przy stoliku trójki mężczyzn. Żaden bał się odezwać jako pierwszy. -Matt to szaleństwo. Nie uda ci się.- powiedział Erick, poczym zamilkł na parę chwil. -Ale…-zaczął mówić, dokańczając: -Zgadzam się. Matta jednak nie cieszyło to, że ma po swojej stronie Ericka. Wiedział, co czeka go w ciągu najbliższych dni. Mimo, iż zapewne strasznie się bał, to był co do tego wszystkiego stuprocentowo pewny. -A Ty, Chris?- zapytał Matt, czekając na to, aż podejmie decyzję. Christopher popatrzył na niego, poczym zapytał: -Co ja? -Zgadzasz się na to?- zapytał Matt, już teraz wiedząc, że z nim będzie o niebo trudniej, aniżeli z Erickiem. -Matt.- zaczął mówić Christopher. -Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przykro mi, ale nie mogę czegoś takiego zrobić.- powiedział Chris. Matt pokiwał tylko głową, co oznaczało, że rozumie decyzję swojego przyjaciela. -Mam Alice. Nie mogę jej zostawić, idąc na długie lata do więzienia. Ty też powinieneś się zastanowić, dobrze ci radzę.- mówił, a raczej ostrzegał go Christopher. -Nie zostawiaj Sary i Mathijasa teraz, kiedy oni najbardziej Cię potrzebują.- tłumaczył mu cały czas, nie chcąc nawet zrozumieć takiego szaleństwa, na jakie zdecydował się Matt. Tak bardzo chciał, aby jeszcze raz wszystko dokładnie przemyślał. Był pewny, że jego przyjaciel robi chyba największy błąd w swoim życiu. -Nikt z nas, nie pójdzie siedzieć. Tego jestem pewien.- mówił przekonany Matt. Christopher podparł głowę na rękach. -Sara wie o tym wszystkim?- spytał Chris, patrząc na niego. -Myślisz, że mówiłbym o tym stróżowi prawa?- spytał Matt, na co już każdy sam umiał sobie odpowiedzieć. -Chciałbym Ci pomóc, ale nie w ten sposób.- powiedział Chris, poczym odszedł od stołu. -Przykro mi.- powiedział jeszcze, poczym żegnając się, wyszedł z kawiarni. -To jaki jest plan?- spytał Erick kiedy w kawiarni przy Loden Street zostali już tylko oni dwaj. -Za wcześnie na jakiekolwiek plany, Erick.- powiedział Matt. -Pierwsze co muszę zrobić, to się tam zatrudnić.- wytłumaczył mu wszystko. Zapadła głucha cisza, którą przerwał Erick: -Który to bank?- spytał ciekawy, zapominając o tym najważniejszym pytaniu. Matt popatrzył na niego, nie wiedząc jak zareaguje. Ale musiał mu powiedzieć: -Największy.- powiedział krótko Matt, wiedząc, że Erick sam się już domyśli. Ten tylko pokiwał głową „na nie”. -Chyba nie South…- zaczął mówić, ale przerwał mu Matt. -Dokładnie ten.- powiedział z lekkim uśmieszkiem. Spuścił z niego wzrok, poczym powiedział już cicho, jakby sam do siebie: -South Botten Bank. Erick nie ukrywał może nie tyle zdziwienia, co strachu. Nie był zachwycony. Bank, o którym mówił Matt był największy w całym Augsburgu i okolicach. Jednak o nic nie pytał Matta. Nie wiedział jak musi się czuć ze świadomością, że jego syn niedługo może umrzeć, ale skoro zdecydował się na tak radykalny krok, to na pewno nie czuł się z tym wszystkim dobrze. Erick starał się go tylko zrozumieć. Mimo, iż podobnie jak Chris twierdził, że to czyste szaleństwo, to jednak chciał pomóc Mattowi. Nawet w taki sposób…
Matt wreszcie się tego doczekał. Po raz drugi już stał oko w oko z olbrzymim budynkiem, o którym teraz chyba ciągle myślał. Trochę to wszystko przypominało olbrzymie podium, zrobione nie z trzech różnej wysokości, w zależności od miejsca, kwadratów, ale pionowych walców. Matt powoli i bardzo dokładnie przyjrzał się każdemu oknu, jakie tam wmurowano, każdej postawionej ścianie, każdemu sklepieniu. Wyglądało to tak, jakby zapisywał sobie wszystko głęboko w głowie. Ale jak powiedział Erickowi, jeszcze nie czas na jakikolwiek plan. Parę chwil upłynęło, zanim Matt wreszcie otworzył drzwi do banku. Pierwszy raz w swoim życiu był tutaj. Dokładnie wiedział, że to nie będzie jedyny raz. Zaraz po wejściu, jego oczom ukazały się olbrzymie schody, które prowadziły jakby do podziemi, na dół budynku. Matt spojrzał do góry gdzie wisiały informację, co gdzie się znajduje. Na dole był dział operacji finansowych oraz sekretariat i gabinet dyrektora. Kilkanaście centymetrów od tych informacyjnych plakietek, zamontowana była kamera, która śledziła każdy ruch osób wchodzących do banku. Matt od razu ją zauważył. Stojąc ciągle na wycieraczce przy głównych drzwiach, rozejrzał się jeszcze na boki, gdzie w rogach, obok drzwi, zamontowane były dwie następne kamery. Matt jednak zszedł na dół po schodach, do dyrektora banku. Nie zwracał już uwagi na kręcące się kamery. Wiedział, że jest ich tu mnóstwo, a zapamiętywanie wszystkich od razu jest niemożliwe. Wszedł przez kolejne drzwi, za którymi rozciągał się kręty korytarz. Na końcu było dwoje drzwi…
-Dzień dobry.- powiedział Matt do mężczyzny siedzącego za biurkiem, który przekładał jakieś papiery na biurku. -Słucham pana?- powiedział mężczyzna, odkładając te wszystkie dokumenty i proponując Mattowi, by usiadł obok niego. -Miałem się tu zgłosić w sprawie pracy.- oznajmił Matt, przypominając o tym mężczyźnie. -Ach tak. Pan…- zaczął mówić mężczyzna, ale dokończył za niego Matt. -Matt Clavetti, miło mi. -Mnie również.- powiedział, poczym także się przedstawił: -Tom Roddick. -Mogę zobaczyć pańskie dokumenty?- spytał Tom. Matt dopiero teraz sobie o nich przypomniał, poczym wyjął je zza swojej kurtki. -Dobrze dziękuję. Proszę przejść do następnych drzwi, do dyrektora, on panu wszystko wyjaśni do końca. Ja za chwilę dostarczę mu wszystkie pana papiery…
-Panie Clavetti.- zaczął mówić podstarzały mężczyzna, patrząc to w kartkę, to na Matta. -Czy pan już kiedyś pracował w banku?- spytał go. -Do tej pory pracowałem tylko w sklepie obuwniczym.- powiedział Matt, kłamiąc. Mężczyzna uśmiechnął się lekko, poczym spytał po raz kolejny: -Skąd więc pomysł, by przenosić się do banku? Z tego co widzę, nie zarobi pan tu stokroć więcej. Matt pokiwał głową. -Stokroć na pewno nie, ale dla mnie liczy się każdy cent.- powiedział, dając do zrozumienia, miał nadzieję swojemu przyszłemu szefowi, że jego sytuacja materialna nie jest najlepsza. -Ja naprawdę potrzebuje tej pracy, panie Jones.- powiedział Matt, chcąc go przekonać. Zapadła długa cisza. Matt siedział, tak jak w sekretariacie, obok biurka. Czekał cierpliwie na decyzję dyrektora. Zaś sam mężczyzna czytał papiery, które przyniósł ze sobą Matt. Zabierało mu to już dość długą chwilę, jednak w końcu powiedział: -No niestety. Przykro mi, ale nie ma pan wystarczającego doświadczenia na pracę w moim banku.- powiedział mężczyzna odkładając papiery na bok. Matt zamarł. Przecież on musi tu pracować. To filar jego planu. Bez niego nie ruszy się z miejsca. Kompletnie nie wiedział co teraz zrobić. Jak przekonać siedzącego naprzeciw niego człowieka. -Poradzę sobie na tym stanowisku. Jestem pewien.- zarzekał się Matt. -Również uważam, że mógłby się pan nam przydać. Jednakże muszę trzymać się ustalonych zasad. Nie ma pan odpowiednich papierów, bym mógł pana przyjąć.- powiedział z raczej sztucznym smutkiem na twarzy dyrektor banku, bowiem nie dawał nadziei na pracę u niego wielu ludziom. Matt patrzył się tylko w blat stołu, na papiery, które mogą mu wszystko zrujnować. Nie wiedział, co teraz zrobić. Co powiedzieć Erickowi, który zdecydował się mu pomóc. To wszystko było bardzo trudne. -Dobrze, nie będę nalegał. Dziękuje i…do widzenia.- powiedział po chwili Matt, akcentując ostatnie wyrazy. Jednak ten akcent był słyszalny chyba tylko dla niego samego. Pożegnał się i wyszedł z gabinetu dyrektora na zewnątrz banku. Stał obok wejściowych drzwi, zastanawiając się jakby, gdzie teraz pójść. Chwilę później odwrócił się i popatrzył za siebie z taką pogardą i złością, jakby patrzył na swojego najgorszego wroga. Wszystko się w nim gotowało. Do tego stopnia, że dokumenty, które trzymał ręce znalazły się dopiero na ścianie budynku.
-Czy ja, aby wszystko dobrze zrozumiałem, Matt? Żeby wszystko było jasne…- zaczął mówić, poczym dodał: -Chcesz się zwolnić z pracy?- spytał szef Matta, krążąc wokół siedzącego na krześle swojego pracownika. -Chciałbym znaleźć lepiej płatną pracę.- powiedział Matt, tłumacząc mu swoją dziwną decyzję. Jednak dziwna wydawać się ona mogła jedynie dla Matta, bowiem jego szef o wszystkim już wiedział… -Rozumiem, że ma to związek z twoją rodzinną sytuacją.- zapytał szef Matta, czekając na odpowiedź. Matt nawet się nie domyślał tego, że wieść o chorobie syna tak szybko się rozeszła. -Skąd pan wie?- zapytał, mimo wszystko ciekawy tego Matt. -Nie przejmuj się. Tutaj wiem to tylko ja, nikt więcej.- uspokoił Matta, poczym dodał: -Jak już powiedziałem, to ma związek z twoją sytuacją rodzinną… -Ale nie możesz odejść po tylu latach, Matt.- mówił jego szef, będąc zdruzgotanym jego decyzją. Nie chciał tracić takiego pracownika. -Masz już coś na oku?- spytał po kilku chwilach szef Matta. Clavetti zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. -Rozglądam się.- powiedział chwilę później. Jego szef usiadł za biurkiem, przestając chodzić w tą i z powrotem. -Bardzo chcę pomóc tobie i twojemu synkowi.- zaczął mówić mężczyzna. Po chwili ciągnął dalej: -Dlatego jeżeli prosisz mnie o zwolnienie, to zrobię to… Matt uśmiechnął się w geście podziękowania. Parę chwil później wstał, poczym uścisnął rękę swojego byłego już pracodawcy. Kiedy Clavetti znalazł się przy drzwiach, przez które kilkanaście minut temu wszedł do gabinetu, usłyszał: -Matt?- zawołał mężczyzna, co trochę zdziwiło Matta, bo myślał, że wszystko już wyjaśnili. Jednak w głowie Matta po tym coś się zmieniło. Poczuł radość. Taką wewnętrzną. Wiedział, czego w tym momencie chce. Clavetti odwrócił się, nie odezwał się jednak nawet słowem, czekając na to, aż jego szef powie mu o co chodzi. -Mogę ci jeszcze jakoś pomóc?- zapytał, co jeszcze bardziej zmieniło wewnętrzny nastrój Matta. Dopiero teraz poczuł się tak, jak to zakładał przed przyjściem do swojego szefa. Przypomniał sobie, że tak naprawdę tylko czekał na te słowa. W głębi duszy na pewno uspokoiła się cała ta burza, jaka dziś szalała w jego głębi. Matt uśmiechnął się lekko. Tak lekko, że niemal nie było widać jego uśmiechu. -Może pan.- powiedział spokojnie Matt, teraz już tylko czekając na odpowiedź mężczyzny. Chciał już szybko wyjść z tego miejsca. Raz na zawsze się z nim pożegnać…
----------------------------------------------------
Po raz kolejny wielkie schody stanęły przed Mattem. On od samego początku ich nienawidził. Ale nie zdążył nawet się obejrzeć, kiedy po raz drugi stanął przed drzwiami gabinetu dyrektora banku. Zapukał w nie, poczym otworzył szerokim łukiem. -Co pana znów do mnie sprowadza? Chyba nie przyszedł pan po raz kolejny prosić o pracę.- powiedział zaskoczony widokiem Matta szef banku, kiedy ten wszedł do jego gabinetu i usiadł na tym samym krześle, na którym siedział poprzednim razem. -Zdziwi się pan, ale tak.- powiedział Matt, w ręce trzymając teczkę, którą położył obok nogi krzesła, na podłodze. -Panie Clavetti, chyba wczoraj wyraziłem się dość jasno. Nie ma pan odpowiednich kwalifikacji.- powiedział mu po raz kolejny, kiwając głową. Jednakże dzisiaj Matt na te słowa zareagował zupełnie inaczej niż wczoraj. Był spokojny o to, co w najbliższym czasie się wydarzy. Wiedział, że wszystko zależy od niego. -Proszę spojrzeć.- powiedział Matt, jednocześnie kładąc na biurko otworzoną już teczkę. Wyjął z niej jakieś dokumenty, zaś dyrektor ciekawy tego, co ma mu do powiedzenie Matt, założył swoje okulary. -Wczoraj przypomniałem sobie o czymś.- powiedział Matt, patrząc na przeglądającego jego dokumenty mężczyznę. -Proszę kontynuować…- powiedział dyrektor, nie spuszczając z oka kartki papieru. -Zastanawiało mnie to, że mnie pan nie przyjął, chodź wiedziałem, że mam odpowiednie kwalifikacje.- zaczął mówić Matt, poczym chwilę później dodał: -Zajrzałem w dokumenty, które panu pokazałem. Po prostu nie włożyłem do nich paru najważniejszych kartek. Matt mówiąc to cały czas patrzył na mężczyznę, który z dużym zainteresowaniem czytał brakujące wcześniej papiery. Zapadła cisza, której Matt nie chciał przerywać, a dyrektor nawet o tym nie myślał. Chwilę później jednak zaczął mówić: -Rzeczywiście zapomniał pan o najważniejszych dokumentach. Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Matt uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że gdyby nie jego były szef, nie byłby tutaj teraz i nie prosiłby po raz kolejny o pracę. -Więc jak brzmi pana decyzja? Mogę pracować w pana banku?- spytał Matt, co było chyba jego ostatnim pytaniem. Dyrektor odłożył dokumenty, poczym zdjął swoje okulary i spojrzał na Matta. Po chwili powiedział: -Popełniłbym duży błąd, nie zatrudniając takiego pracownika jak pan.- powiedział dyrektor banku, uśmiechając się serdecznie do Matta. Ten również nie krył zadowolenia. Był szczęśliwy, że zrobił wreszcie to co miał zrobić już dawno. Stracił kolejne cenne zarówno dla niego, jak i jego syna dni, na zatrudnieniu się w tej pracy. Mógł wszystko lepiej przewidzieć, ale jednak stało się tak, jak się stało. Wiedział jednak, że teraz będzie już tylko trudniej…
W samochodzie, który stał na parkingu i zlewał się z kolorem rosnącej wkoło trawy, ktoś siedział. Była to jakaś kobieta, której niebieskie oczy odbijały się w lusterku przy dachu, wewnątrz auta. Przy uchu trzymała telefon, rozmawiając z kimś przez niego. -Radzisz sobie?- zapytał po drugiej stronie jakiś mężczyzna, z którym dziewczyna rozmawiała. -Tak, znalazłam pracę.- powiedziała do niego, poprawiając się na siedzeniu. Nastała chwilowa cisza, poczym mężczyzna powiedział: -Wiesz dobrze, o co mi chodziło. Oczy dziewczyny wyglądały na przerażone. -Phil, nie zrobię tego w parę dni! Nie mam pojęcia ile zajmie mi to czasu!- mówiła podniosłym tonem do słuchawki. Po chwili mężczyzna o imieniu Phil po raz kolejny przemówił: -Jeśli się zorientuję, że nie robisz nic, by poszukać odpowiedniej osoby, to wiesz co się stanie, prawda?- zapytał retorycznie. -Najpierw dorwią ciebie, potem mnie.- dodał po chwili. Dziewczyna siedząc już za pewne nie tak wygodnie w przednim siedzeniu, jak przed paroma chwilami, powiedziała: -Zrobię wszystko, by było tak jak dawniej. Chwilę później dziewczyna rozłączyła się. Pogrążyła się w myślach, która zaprzątały jej umysł.
Matt szedł przez aleję w parku, nagle zatrzymując się przy jednej z ławek, na której ktoś siedział. -Chodź, przejdziemy się.- powiedział Matt, poczym razem z Erickiem ruszyli dalej. -Udało się?- spytał zniecierpliwiony Erick, który o niczym jeszcze nie wiedział. -Tak.- powiedział Matt, jednak nie sprawiało mu to zbyt wielkie radości. -To dlaczego się nie cieszysz?- powiedział zadowolony Erick, który nie rozumiał Matta. -Sam nie wiem.- powiedział wzruszając ramionami Matt, poczym usłyszał: -Opowiadaj. Gdzie pracujesz? Jak wygląda ten bank?- wypytywał go Erick, nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil famessi19
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…