Wróć do katalogu

Nie wszyscy możemy wszystko (cz.1)

Egoistyczna, zadufana w sobie, samolubna... Taka była. Do czasu. Zmienił ją czas. Zmieniły ją łzy...

makabe, opublikowano , 15 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziała w przestronnej, jasnej kuchni. Spojrzenie czekoladowych oczu utkwiła w podłodze, na której ostatnie promienie letniego słońca malowały pozłacane wzory. Kochała wakacje, lecz tym razem ich koniec wcale nie był jej największym zmartwieniem. Nie była nim również zmiana szkoły z powodu przejścia do liceum. Rodzice. To przez nich czuła od pewnego czasu złość i rozdrażnienie. To oni spowodowali, że ostatnie dni lata spędziła w samotności, krążąc od kąta do kąta i krzycząc z dobijającej bezsilności. Bo oni są dorośli. Bo oni zdecydowali, że ma być tak, a nie inaczej. Bo ona musi się pogodzić, z ich egoistyczną decyzją… Dziewczyna uniosła głowę i uraczyła krótkim, wzburzonym spojrzeniem to mamę, to tatę, po czym z powrotem utkwiła wzrok w brzoskwiniowych kafelkach. Miała dość prośb, groźb i buntu. Nie potrzebowała dużo czasu by zrozumieć, że jej słowa na nic się nie zdają. Szybko wbiła sobie do głowy, że tak naprawdę nikt się z nią nie liczy i jest zdana jedynie na samą siebie. Nienawidziła pozorów, jakie chcąc nie chcąc towarzyszyły jej w każdym miejscu i w każdym czasie. Miała wrażenie jakby chodziła z plakietką, na której wielkimi, czarnymi literami napisane było ,,Jestem z dobrej, przykładowej rodziny”. Żałowała jedynie, że brakuje na niej jednego, krótkiego zdania: ,,…lecz niestety pozbawionej jakichkolwiek uczuć”. Człowiek przystosowuje się do życia w takim świecie, w jakim się znajduje. Karolina nauczyła się funkcjonować w przypadłości, gdy rodzice dają jej wszystko oprócz miłości. I właśnie dlatego tak bardzo różniła się od swoich rówieśników. Wyciszona i zamknięta w sobie miała jedynie ścisłe grono znajomych, jakie raczyła swoim towarzystwem. Nienawidziła zmian i nowości, toteż między innymi dlatego tak strasznie uderzyło w nią przybycie nieznajomego chłopaka. - Wiecie już, że jutro przyjedzie Emil. Chcieliśmy tylko prosić was o kilka rzeczy – oznajmiła rzeczowo mama. Karolina z zaciętym wyrazem twarzy spojrzała na Angelikę, która bez emocji obserwowała swoje wymalowane na krwistą czerwień paznokcie. Czasami dziewczynę bawiły pomysły młodszej siostry, jej sposób bycia i niecenzuralne słownictwo zupełnie nie pasujące do trzynastolatki. Lecz mimo że obie panny łączyły więzy krwi, wcale nie darzyły się specjalną sympatią. Różne były nie tylko ich charaktery, ale i wygląd. Ktoś nieznajomy mógłby śmiało powiedzieć, że są jedynie dwoma, obcymi sobie osobami. - Nie chcemy żeby odczuł, iż nie jest wam na rękę jego przyjazd. I prośbę o tolerancję kierujemy szczególnie do ciebie, Karo. - No spoko – mruknęła Angelika. – Jeśli będzie fajna dupa to mogę go nawet oprowadzić po mieście. - Angelika! – ojciec wyprostował się na krześle. - No co!?! - Wiesz, że będziemy miały z tego niemałe pieniądze – mama zignorowała zachowanie młodszej córki i zwróciła się do Karoliny. – A chłopak dostanie szansę na ukończenie najlepszej uczelni w Warszawie. - A ty wiesz, że ja mam już po dziurki w nosie tej całej gonitwy o pieniądze? Tylko kasa się liczy! Może choć raz to mnie postawilibyście na pierwszym miejscu…?! - Nie wiedziałem, że moja córka jest taką egoistką. - Tak? To może was zaskoczę, ale ja o egoizmie moich rodziców wiem już od dawna… *** Dwie wielkie, pełne torby leżały na korytarzu, jakby czekając na swojego właściciela. Tuż obok stała niska, wiotka kobieta i ze smutkiem obserwowała owe bagaże. Choć wiedziała, że wyjazd ten jest najlepszym z możliwych rozwiązań, w głębi serca marzyła, aby syn został tu, w jego prawdziwym domu. - Zabrałeś wszystko? – spytała kobieta, gdy wreszcie chłopak pojawił się w drzwiach korytarza. - Chyba tak… - brunet zrobił kilka kroków w stronę swojej rodzicielki i dość przerażonym wzrokiem spojrzał na ogromne torby. – Jednak mogłem ograniczyć te wszystkie pary skarpetek, które spakowałem – zażartował z uśmiechem, mimo że tak naprawdę cała ta podróż była dla niego nie lada stresem. Im bliżej było wyjazdu, tym więcej miał wątpliwości i rozterek. W końcu, gdy nadszedł ten moment, kiedy to opuści swój rodzinny dom na wiele miesięcy, wszystkie złe uczucia skumulowały się i całkowicie go przytłoczyły. - Będzie dobrze – zapewniła spokojnie kobieta, jakby czytając w myślach Emila.– O mnie też się nie martw. Poradzimy sobie tu. Z Markiem… - Właśnie. Pożegnaj go ode mnie… - chłopak dopiero teraz przypomniał sobie, że przez to całe zamieszanie zapomniał o pożegnaniu z konkubinem matki, który wczesnym rankiem musiał udać się do pracy. Chłopak szybko złapał buty, słysząc dźwięk klaksonu. – Taksówka już jest – zauważył wiążąc sznurowadła. Ręce tak mu się trzęsły, że ledwie zdołał wykonać tą czynność bez większych trudności. - Będę dzwonił… I pisał… Kocham cię mamo – Emil uściskał mocno kobietę, która za wszelką cenę starała się opanować łzy napływające mimo woli do oczu. - Też cię kocham synku… Uważaj na siebie… Pa…

*** Na dworze od samego rana szalała okropna wichura, której wiernie towarzyszyły opady deszczu. W domu atmosfera była napięta i niemiła. Mama specjalnie na przyjazd Emila piekła ciasto, ale nawet jego kuszący zapach nie był w stanie poprawić humoru Karolinie, która już od dnia wczorajszego nie odzywała się zupełnie do nikogo. Zaraz po porannej toaletce ubrała się w pierwsze z rzędu dżinsy, bluzę i bez uprzedzenia kogokolwiek wymknęła się cicho z domu. Najszybciej jak się dało pokonała kilka ulic dzielących ją od bloku, w którym mieszkała Weronika. Ręce trzęsły się jej z zimna, gdy wciskała mokrym palcem przycisk na domofonie przy nazwisku Pacholczyk. Wreszcie usłyszała głos przyjaciółki i bez wszelkich czułości burknęła krótkie ,,Otwieraj”. Dziewczyna na widok Karoliny zrobiła wielkie oczy i od razu skierowała się do swojego pokoju po suche ubranie. - Mogłaś jakiś płaszcz założyć chociaż… - mruknęła zaglądając do jednej z szuflad. - Nie mogłam, bo by się skapnęli, że wychodzę. - No i co z tego? - I to, że lada moment ma pojawić się Emil..! – Karolina z wyraźnym przekąsem wypowiedziała imię chłopaka. – Nie mam zamiaru go witać z uśmiechem na ustach… - A jeśli okaże się, że jest niesamowicie przystojny i zabójczo fajny? – Weronika była rozbawiona całą histerią koleżanki. Dziewczyna ta miała pewną zaletę, którą Karolina nieświadomie w niej lubiła- ten optymizm nasączony ironicznymi żartami, który już wiele razy poprawił humor zgorzkniałej pannie. - Jakby nie mógł zamieszkać w akademiku… - Karolina z obojętnością obserwowała swoje odbicie w wielkim lustrze, które stało dokładnie naprzeciw. Ciemne, brązowe włosy skręciły się przy twarzy, a kucyk zupełnie opadł i zmizerniał. – Masz suszarkę? - Mam… - Weronika podała przyjaciółce jedną ze swoich bluzek. – Właśnie… Dlaczego on nie zamieszka w akademiku? - Nie wiem dokładnie… Za wygodny jest pewnie. - No to w takim razie, czemu przeniósł się akurat do was? – dziewczyna otworzyła inną z szafek, najwidoczniej poszukując spodni. - Jego ojciec tak samo jak mój jest przedstawicielem Classa i jeżdżą razem na te konferencje po Europie… Nie znam całej tej historii, ale podobno będę nam płacić za to niezłą kasę… Dasz tą suszarkę? * Dziewczyna wróciła do domu dopiero w porze obiadu. W duchu dziękowała samej sobie za pomysł z wypadem do Weroniki, gdyż dobrze wiedziała, iż już jakiś czas temu rodzice udali się na od dawna planowane wyjście do teatru z całym gronem swoich znajomych. Miała nadzieję, że uda się jej przemknąć niepostrzeżenie do pokoju nie napotykając się na nieznajomego gościa. Na paluszkach przemierzyła schody i z całkowitym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych