Nie wszyscy możemy wszystko (cz.2)
Egoistyczna, zadufana w sobie, samolubna... Taka była. Do czasu. Bo życie potrafi płatać figle.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ze znużeniem snuła się po czterech kątach swojego brzoskwiniowego pokoju i starała się wymyślić choćby byle głupie zajęcie, które odciągnęłoby nudę i monotonię. Jedynym pomysłem, jaki wpadł jej do głowy, było spotkanie z Weroniką i tak właśnie po krótkiej, telefonicznej rozmowie z ową dziewczyną wykręciła również numer do zaprzyjaźnionej pizzerii. Nie minęła może godzina, gdy przyjaciółki siedziały już w kuchni objadając się ulubionym daniem obu pań- Margaritą z podwójnym serem. - Ty…! A może jakaś imprezka? Rodziców nie ma… - Weronika zachichotała cicho. Czasami Karolina zupełnie nie wiedziała, czy dziewczyna żartuje czy nie, gdy szepcze z tą znaną sobie ironią. - Chyba zwariowałaś… - Czemu…?! Ostatnio było fajnie – blondynka kokieteryjnie zamrugała oczyma. - Tak, ale ostatnio nie było EMILA – nie po raz pierwszy imię to zostało niemile podkreślone przez Karolinę. Tym razem jednak Weronika nie zakpiła z przyjaciółki, wręcz przeciwnie- wyraźnie zainteresowała się chłopakiem. - A właśnie… Chciałabym go wreszcie poznać.. – na ustach dziewczyny pojawił się szaleńczy uśmiech. Uśmiech, który gościł zawsze wtedy, kiedy Weronika miała ochotę na coś postrzelonego. - Nie, nie… Nawet o tym moja droga nie myśl – Karolina odsunęła od ust kawałem pizzy. - Ja się do niego słowem nie odzywam i nie mam zamiaru tego zmieniać. No chyba, że… – dziewczyna nachyliła się bliżej przyjaciółki i dokończyła z kpiącym spojrzeniem – Sama się z nim zapoznasz. - Myślisz, że wykracza to poza moją odwagę? – szaleńczy uśmiech nie schodził z twarzy Weroniki, dodatkowo jeszcze oczy jej zabłyszczały ochoczo. - Myślę, że możesz sobie odpuścić – Karolina ponownie zajęła się swoją Margaritą i podszyta strachem zerkała niepewnie na swoją towarzyszkę, która siedziała wyraźnie zamyślona. - E… Czy… Emil jest w domu? – głos dziewczyny był nienaturalnie delikatny i ostrożny. - Wera, proszę… - No, ale chcę go jedynie yhm… Zbadać. - Zbadać? – Karolina przez niespodziewany śmiech zakrztusiła się pizzą. - Tak moja droga, nic więcej jak zbadać. Od stóp do głów. Od serca po mózg. Dotarło? - A jak ty sobie to wyobrażasz? Co? Wejdziesz do niego do pokoju i…? ,,Cześć, chciałam cię zbadać”? - Już ja sobie poradzę. - W to nie wątpię. - Więc w czym problem? - JA NIE BIORĘ W TYM UDZIAŁU – dziewczyny mierzyły się wzrokiem i minęła dłuższa chwila, nim bezruch ten przerwała Karolina, ponownie wracając do swojej pizzy. Weronika milczała z miną obrażonego mędrca. Mędrca, gdyż widać było, iż zastanawia się nad dalszym planem. - Co ci zależy…? - Nie. - Ja będę gadać. - NIE. - Tylko staniesz obok. - N-I-E…! - To zajmie chwilkę… no… Proszę… - NIE…! Nie ma szans, rozumiesz? Najlepiej zmieńmy temat. - A jaki temat cię tak męczy, co? – w progu kuchni niespodziewanie pojawił się chłopak. Chłopak ten był wysokim brunetem, o równie jaki i Karolina czekoladowych oczach, umięśnionej sylwetce i miłym wyrazie twarzy. Pewnym krokiem wszedł do pomieszczenia, w którym to dziewczyny zajadały się pizzą i zmierzył wzrokiem obie z przyjaciółek. - Nie twoja spr… - Opowiadałam właśnie – słowa Karoliny niespodziewanie zagłuszyła Weronika, zrywając się impetem z krzesła – o pewnym projekcie, który muszę zrobić do szkoły i prosiłam Karo, aby pogadała o tym z tobą, bo potrzebuję pomocy jakiegoś studenta, a nie znam nikogo takiego. Weronika – dziewczyna z uśmiechem wartym milion dolarów podała rękę Emilowi, na co on mimo początkowego zdziwienia odpowiedział tym samym. - Emil… A o czym jest ten projekt? – chłopak otworzył lodówkę, by chwilę później wyjąć z niej puszkę Coli. Blondynkę zalał lekki rumieniec i odpowiedziała dopiero po wymuszonym ataku kaszlu. - Przepraszam – oczy błyszczały jej jak oszalałe, a uśmiech ani na sekundę nie schodził z twarzy. – O co pytałeś? * Karolina z rezygnacją rzuciła się na łóżko i mimo złości, jaką czuła gdzieś tam w środku, razem z przyjaciółką wybuchła nieopanowanym śmiechem. Dopiero po dłuższej chwili, gdy wróciła do siebie spytała rozbawiona: - Czyś ty zwariowała? – Weronika cała czerwona pokiwała głową i klasnęła w ręce. – Projekt? Jaki projekt? Co ci odbiło? - Aaach moja kochana, mówiłaś wiele rzeczy o Emilu, ale pominęłaś dwa, ważne szczegóły. - Tak? - Tak. Dlaczego nie powiedziałaś, ze jest boski i wspaniały? – dziewczyna w podskokach podeszła do łóżka i usiadła tuż obok przyjaciółki. - Szczerze…? Nie zauważyłam tego – Karolina przekornie wystawiła język, na co znów na twarzach obu pań zagościł uśmiech. - Och, czuję, że będę do ciebie wpadać częściej, niż do tej pory. - Aż tak ci się spodobał? - Karo! – Weronika pobudzona jak rzadko kiedy zerwała się na proste nogi. – On wygląda jak Brad Pitt . Albo nie…! Jeszcze lepiej! - Jest przygłupi… - Oj nieprawda…! Jest bardzo miły, uprzejmy i… pomocny – oczy dziewczyny zawirowały, a ona sama rumiana jak rzadko kiedy usiadła z powrotem tuż obok przyjaciółki. - Podziwiam za spryt. Nieźle wymyśliłaś z tym projektem. - Czego się nie robi dla faceta. - Dla faceta? – na twarzy Karoliny zagościł pytający uśmiech. - No jasne. Przecież to, że będziemy razem to jedynie zasługa moja i mojego mózgu. - Będziecie razem? – dziewczyna pokręciła głową. – Weronika co za plany… No ale dobra, a jaką on będzie miał z tego korzyść, bo nadal nie rozumiem…? - Ujmę to tak… Każdy marzy o wspaniałej, wygadanej, pięknej i mądrej dziewczynie. Zrozumiałaś? * Karolina smęciła się po pokoju, zerkając nerwowo na zegarek, który wyznaczał godzinę dwudziestą trzydzieści. Mimo że były to już ostatnie dni, w których wszyscy mogli się cieszyć ciepłymi wieczorami i słonecznymi porankami, dziewczyna zupełnie nie starała się korzystać z ‘przyjemności natury’. Nie odgrywało dla niej najmniejszej różnicy jak wygląda świat za oknem- całe życie skupiała na sobie i własnych humorach, które zupełnie nie zależały od pogody. Klnąc pod nosem wyszła na korytarz i złapała pierwsze z rzędu adidasy. Jak zwykle Angelika zupełnie olała sobie zasady wyznaczone przez rodziców i jak zwykle to ona, Karolina, musi umoralniać młodsza siostrę. Wściekła i rozjuszona przemierzała ulice miasta, zastanawiając się jak tym razem wyciągnąć dziewczynę z zabawy urodzinowej. Nie minęło kilkanaście minut, gdy to stała już w progu jasno-zielonego domu i czekała na Angelikę. Nie było żadną nowością to, iż nie łatwo pannica dała się zmusić do powrotu. Tym razem jednak odbyło się bez wszelkich kazań, gdyż Karolina zamyślona, nie potrafiła zajmować się niczym innym, jak wspominaniem tego, co zdarzyło się ponad godzinę wcześniej. Dziewczyna ciągle miała przed oczami ten podniecony, radosny wyraz twarzy Weroniki i sposób, z którym zwracała się do Emila. Chłopak okazał się niegłupim rozmówcą, mimo to Karolina starała się ze wszystkich sił tworzyć w myślach jego negatywny obraz. - Czy to moja wina, że ty nie masz znajomych i nie chodzisz na prywatki?! – z ust zirytowanej i rozeźlonej Angeliki przez całą drogę powrotną wychodziły coraz to gorsze obelgi i zniewagi. Dziewczyna starała się to ignorować, lecz gdy młodsza siostra nie ustępowała, mimo że przekroczyły już próg własnego domu, wreszcie z wyższością rzuciła: - Jesteś jeszcze głupim dzieckiem. - Też jesteś głupia, mimo że nie jesteś już dzieckiem. - Miło słyszeć, ściągaj buty i do pokoju. - Siostra Malwiny zawsze ją kryje – w głosie Angeliki dało wyczuć się żal. Dziewczynka ściągnęła płaszcz i ukazała jedynie bardzo krótką, czerwoną spódniczkę i białą, koronkową bluzkę. - Nie za mała jesteś na taki strój? - Nie wiesz, że mężczyźni to wzrokowcy? - A nie za mała jesteś na myślenie o MĘŻCZYZNACH? - Nie. Bo ja, w przeciwieństwie do ciebie mam już chłopaka. Akurat o TYCH sprawach wiem chyba więcej niż ty. Karolina, czy ty się w ogóle się kiedyś całowałaś? – po twarzy dziewczyny przemknął ironiczny grymas, który tylko podburzył starszą siostrę. - Ciekawe pytanie – z wnętrza korytarza wyjawił się Emil. Najwyraźniej obserwował kłótnię dziewczyn już jakiś czas. Nawet nie starał ukryć się rozbawienia, które biło z jego oczu i uniesionych kącików ust. Karolina poczuła jak z sekundy na sekundę coraz bardziej czerwienieje. Mimo letniej bluzeczki ciało zalała gorąca fala, która wywołała drżenie rąk. - Żebyś ty wiedział jaka to cnotka – żachnęła się Angelika, po czym wzięła się za rozwiązywanie butów. - Tak? – Emil uśmiechnięty od ucha do ucha nie odrywał wzroku od Karoliny. – To chyba trzeba to zmienić, co? - Nie jestem żadną cnotką… - Ha ha, jasne! – młodsza siostra nie dawała spokoju. - Angelika przestań się tak zachowywać…! Nic o mnie nie wiesz i gadasz bzdury… - Nic o tobie nie wiem? A jest coś poza tym, że cale dnie siedzisz zamknięta w czterech ścianach swojego pokoju i raz na ruski rok zaprosisz Weronikę? - To nie twoja sprawa co robie, rozumiesz?! I jeśli w tej chwili nie przestaniesz popisywać się przed Emilem, to powiem rodzicom nie tylko o dzisiejszej sytuacji, gdy to jak zwykle musiałam po ciebie latać, ale również o wszystkich poprzednich imprezach, z których cię ciągnąłem do domu! – Karolina wprost płonęła ze złości. Angelika wyraźnie się przestraszyła nie tyle gróźb, jakie padły z ust dziewczyny, ale stanu do jakiego ją doprowadziła. Z miną obrażonej damy rzuciła buty na dywan i zamachistym krokiem ruszyła do swojego pokoju. - No no, ładne masz metody wychowawcze – Emil zaklaskał w ręce bez entuzjazmu. Stał oparty o ścianę i z zainteresowaniem obserwował Karolinę, która bez słowa wzięła się za rozwiązywanie butów. – Jak to możliwe, że jesteście tak różne? Angelika rozgadana, ty cicha. Ona otwarta na wszystkich, ty nie. Ona towarzyska, ty… - Nie obchodzi mnie twoje zdanie na ten temat. Nie obchodzi mnie twoje zdanie na jakikolwiek temat. Najlepiej w ogóle ze mną nie gadaj, ok.? - Tego niestety nie mogę ci obiecać. - Nie potrzebuję twoich obietnic. Po prostu nie odzywaj się do mnie i już. - Nie pozwoliłaś mi dokończyć ostatniej kwestii. Angelika towarzyska, ty odludek… - Emil przez chwilę jeszcze wbijał spojrzenie w zdruzgotaną Karolinę, po czym obrócił się i nie mówiąc nic więcej udał do swojego pokoju. * Ciszę jaka panowała w pokoju już od dłuższego czasu, przerywało na zmianę głośne tykanie zegara i szmer pióra jeżdżącego zwinnie po kartce. Pomieszczenie z minuty na minutę zapełniał coraz to większy półmrok, a ciemne chmury okrywające niebo, już od rana zwiastowały ulewę. Dziewczyna schyliła się, aby włączyć małą lampkę stojącą tuż obok łóżka, a gdy wróciła na swoje poprzednie miejsce, na pamiętnik padało już ciepłe światło. Przez chwilę gryzła zakrętkę od pióra, po czym wzięła się za kontynuowanie zapisków.
,, Wracając do sprawy z Emilem. I do tego jak mnie nazwał. Po prostu bezczelnie burknął ‘odludek’. Jakby mówił do koleżanki. Ale ja nie jestem jego koleżanką. I nigdy nie będę. Zobaczysz mój drogi. Zobaczysz...”
Znudzone spojrzenie po pokoju, jak zwykle kończące swoją wędrówkę na oknie. Wiedziała, że prędzej czy później zacznie padać i tak oto właśnie pierwsze krople deszczu ozdobiły szybę, a towarzyszył im miły dźwięk. Stukot. Nie wiedzieć czemu Karolina lubiła, gdy były ulewy. Taka pogoda odpowiadała jej o wiele bardziej niż słońce i przez niektórych tak uwielbiany gorąc. Dziewczyna podeszła do okna i otworzyła je, by chwilę później poczuć specyficzny zapach. Zapach deszczu. - Napada ci do pokoju – Karolina obróciła się szybko i zamarła bez słowa. – No ale nie ponaglam, bo sam lubię mieć otwarte okno, gdy pada – Emil wszedł bez wszelkich grzeczności, a dziewczyna zaniemówiła. Ze zdziwienia…? Z zaskoczenia…? Brunet stał chwilę, po czym ruszył w stronę łóżka. Karolina ocknęła się i złapała pamiętnik znajdujący się tuż obok miejsca, które zajął Emil. Zeszyt przycisnęła mocno do piersi, jakby bała się, że ktoś może go jej odebrać, a w chłopaka wbiła pytające spojrzenie. Spojrzenie, które wcale nie należało do tych oznajmiających ,,miło, że jesteś”. - Mam do ciebie dwie sprawy. - Hm… A to dziwne. Odludki przecież nie mają z innymi ludźmi nic wspólnego. A jeśli tak, to również nie pomagają im w żadnych ,,sprawach”. Nie wpadłeś na to przychodząc tutaj? - Wpadłem. Mimo wszystko zaryzykowałem wychodząc z założenia, że wyjątki istnieją. - Może istnieją. Ale ja nim nie jestem – Karolina ledwie powstrzymała uśmiech, który wprost nasuwał się jej na usta, gdy po słowach, które wypowiedziała, zapadła cisza. ,,Jeden-zero” szepnęła w myślach, mierząc chłopaka triumfującym spojrzeniem. - Powiedz mi… Dobrze ci z tym, że nikt cię nie lubi? – ironia, jaka biła z oczu Emila, nie pierwszy już raz podburzyła dziewczynę. - Nie powiem ci, czy mi dobrze, bo nie znam takiego uczucia. - Więc spytam inaczej… Dobrze ci z tym, że oprócz Weroniki nikt cię nie lubi? – gdyby było to możliwe, pozabijali by się samym spojrzeniem. Oboje prowokowali się wzajemnie. Zwykłym błyskiem w oczach… Zwykłym uniesieniem brwi…. I ona i on. Dwóch młodych ludzi, równie upartych i zawziętych. - Mam znajomych. Nawet o tym nie wiesz. I nic ci do tego. - Ależ ja nie mam zamiaru się wtrącać w twoje życie. - Odniosłam inne wrażenie. - Pozory mylą. - Nie zawsze – kolejne nienawistne spojrzenie. Kolejny dowód nienawiści. Tylko jak można nienawidzić kogoś, kogo tak naprawdę w ogóle się nie zna? Można. I każdy prędzej, czy później tego doświadczy. - Rozumiem, że wyjątkiem nie jesteś. Yhm… W takim razie jest jeszcze jedne koło ratunkowe. Pomożesz mi… Jakby to określić… ,,Z dobrego serca”? Zlitujesz się nad biednym, nieporadnym Emilem i spełnisz jego prośbę. - Tak, twoje żarty śmieszą mnie i bawią, ale wybacz, mam ich już po dziurki w nosie. - Jeśli zrobisz to, o co cię proszę, będziesz mogła się od nich uwolnić – od dłuższej chwili z twarzy chłopaka nie schodził wyraźny ubaw. Ubaw, który jedynie drażnił dziewczynę… - Nie muszę ci pomagać. I nie mam takiego zamiaru. - Ale odłóżmy dumę na bok. Kochanie… Ja naprawdę potrzebuję pomocy – Emil wstał i zatrzymał się tuż przed Karoliną obdarzając ją uwodzicielskim spojrzeniem. Gdyby chociaż było szczere… - KOCHANIE. Ale ja ci jej nie udzielę. Zresztą przeszkadzasz mi… - dziewczyna obróciła głowę w stronę okna, za którym od kilku minut szalała już straszna ulewa. - Skoro tak… To pójdę na ugodę. Porozkoszujemy się deszczem, a gdy przestanie padać spełnisz moją prośbę. - To już się robi nudne. Czego chcesz? - Kredki – Emil uśmiechnął się od ucha do ucha. Tym razem nie towarzyszyła mu ani ironia ani ubaw. Karolina wbiła w chłopaka pytające spojrzenie. – To znaczy kilku. Potrzebuję kilku kredek. - I myślisz, że JA mam kredki? - Hm… A nie domyślasz się odpowiedzi? - Chyba wyrosłam już z takich rzeczy, nie sądzisz? Jeśli już szukaj tej swojej ,,pomocy” u Angeliki. - Szukałem. Ona też twierdzi, że wyrosła z kredek. - No to przykro mi bardzo. - Ale jest jeszcze coś, co masz na pewno – na twarzy chłopaka zagościł tajemniczy uśmiech. - Mówiłam ci już, że mi przeszkadzasz? - Niech pomyślę… - Czego chcesz? - Numeru Weroniki. Komórki, domowego… Obojętne – Emil po raz ,,enty” okazał komplet swoich białych zębów. Dziewczyna zesztywniała i spojrzała na bruneta podejrzliwie, aczkolwiek z nutką niepewności – No nie patrz tak, tylko daj mi jej numer. - Nie wiem czy by tego chciała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…