Wróć do katalogu

Nie zawsze warto wierzyć w przeczucia.

Opowieść o tym, jak w pogoni za iluzjami, dziwnymi przeczuciami i wyobrażeniami możemy stracić to co realnie posiadamy.

LaMaraya, opublikowano , 33 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Było piątkowe popołudnie. Moi współpracownicy powoli zbierali się do domów, ja jednak prowadziłam rekrutację do działu reklamy i musiałam poczekać z godzinkę na dziewczynę, która był ze mną umówiona w sprawie pracy. No cóż, zawsze marzyły mi się wysokie stanowiska to teraz mam za swoje. Aby zająć czymś czas weszłam na gadu-gadu licząc, że może ktoś z niewielu moich znajomych będzie dostępny. Nie było nikogo. - Wszyscy zapracowani - pomyślałam o odruchowo spojrzałam na samą górę listy kontaktów. Na czerwone słoneczko podpisane "Adi". Na numer gg, z którego nie korzystałam już od pięciu lat... Zamyśliłam się. Przypomniały mi się czasy kiedy potrafiłam przesiedzieć pół dnia przed komputerem, aby tylko natrafić na moment w którym Adi będzie dostępny. Do dziś pamiętam ten lipcowy wieczór, gdy jak co dzień przeglądałam portale randkowe w nadziei znalezienia na którymś z nich swojego księcia z bajki. Niestety, większość panów szukała "laski na jedną noc", "gorącej lali do sexspotkań" albo "matki dzieciom" czy "pani domu". Żadna z tych opcji mi nie odpowiadała. Nagle rzuciło mi się w oczy zdjęcie pięknego, ogromnego klombu z czerwonymi różami za którym daleko w tle stał mężczyzna w dżinsowej kurtce. Był z mojej miejscowości i o rok starszy ode mnie. Jego "oferta" pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie szukał okazjonalnej przygody, ale kobiety która nada sens jego życiu. Na żadnym zdjęciu nie było dokładnie widać jak wygląda ale mimo to poczułam, że ten facet dużo zmieni w moim życiu. Czym prędzej wysłała mu swój numer gadu-gadu i adres e-mail. Dni mijały, chłopak nie odpisywał, a ja powoli zapominałam o jego profilu. Planowałam iść na studia i szukanie odpowiedniej uczelni całkowicie mnie absorbowało. W końcu któregoś wieczoru, przeglądając w internecie kolejne oferty szkół wyższych, zobaczyłam ze na gg przyszła do mnie wiadomość od "Nieznajomego". - Cze- przeczytałam po otworzeniu jej - Tak myślałem, że złapię cię o tej porze. W końcu wiadomość wysłałaś mi o 20.00 więc wydało mi się logiczne, że o tej godzinie najczęściej jesteś dostępna. A tak w ogóle to Adam jestem. Dla przyjaciół Adi. Z radości zaczęłam biegać po swoim pokoju. To był on! To był jedyny normalny facet na portalu randkowym. Tego wieczora pisaliśmy ze sobą jakieś dwie godziny. przeczucie mnie nie myliło - mój nowy znajomy okazał się fantastycznym człowiekiem. Dowcipny, inteligentny oczytany. Tak jak mnie fascynowały go egzotyczne kultury. Tyle ze on znał je nie tylko z książek. Kilka lat spędził w Afryce, ponieważ jego ojciec jest Algierczykiem. Mówił, że odziedziczył po nim arabską urodę. Hmm... zawsze pociągali mnie południowcy. Szczególnie podobali mi się Latynosi, ale w sumie Arab też mógł być. Od razu zapragnęłam poznać go osobiście, ale okazało się to w najbliższym czasie niemożliwe. Adam co prawda mieszkał w mojej miejscowości, lecz obecnie przebywał w Anglii. Pracował w jakiejś restauracji, domyśliłam się że na zmywaku. Niezbyt mnie to jednak zmartwiło. - Jeżeli jesteśmy sobie przeznaczeni, to on kiedyś z tej Anglii wróci i będziemy razem - myślałam. Następnego dnia o tej samej porze znów czekałam na mojego Araba, ale tym razem się nie pojawił. Nie było go też na drugi ani na trzeci dzień. A mi nawet przez myśl nie przeszło, że tam za granicą on może kogoś mieć, a do mnie napisał tylko po to, żeby pogadać z kimś z ojczyzny. Adam nie dawał znaku życia przez kolejny miesiąc. Któregoś dnia niespodziewanie się pojawił. Od razu go zagadnęłam: - Cześć, pamiętasz mnie? - zapytałam z ciekawością - Jasne, koleżanka z dalekiej Polski. - odpisał, przesyłając uśmiechniętą buźkę. - Gdzie się podziewałeś przez ten czas? - Zmieniałem pracę, teraz mniej zarabiam i musiałem zrezygnować z neta w domu. Korzystam jedynie w bibliotekach gdy mam chwilę czasu. Ale cieszę się, że tam daleko, w Polsce, ktoś cały czas o mnie pamięta. - pisał, a ja wyczytywałam z jego słów tęsknotę za krajem i... za mną. Wzruszał mnie. Wyobrażałam go sobie samotnego w obcym kraju, walczącego z przeciwnościami losu. Wierzyłam, że mówi prawdę. Obiektywnie patrząc, miałam małe szanse na dalsze kontakty z Adamem, jednak moje przeczucie, że to ten jeden jedyny było tak silne, że przestałam szukać innych chłopaków skupiając się jedynie na czekaniu na powrót mojego Araba. Z drugiej strony nie było to takie trudne, ponieważ dopiero co rozpoczął się rok akademicki i wymarzone studia pochłonęły mnie całkowicie. Myśli o zamążpójściu na jakiś czas odeszły na dalszy plan. Powróciły wraz z listopadowymi pluchami i jesienną chandrą. Przez ostatnie dwa miesiące rozmawiałam z Adim jedynie dwa razy i to tylko po kila minut. Było mi coraz bardziej przykro, gdy moje koleżanki wracały z uczelni ze swoimi chłopakami, a ja jedynie z moją nową przyjaciółką, Sylwią (notabene już zaręczoną). Po wielu przemyśleniach i przepłakanych nocach, z ciężkim sercem postanowiłam odpuścić sobie Adama. Przecież nawet nie wiedziałam, czy wróci do Polski. Zaczęłam SMS-ować z Tomkiem, wkrótce się z nim spotkałam. Był sympatyczny, ale kompletnie mi się nie podobał, zarówno pod względem urody, jak i intelektu. Nie wiem czemu zgodziłam się zostać jego dziewczyną. Dziś odbieram to jaką ogromną desperację. Dokładnie tego samego wieczoru gdy zgodziłam się chodzić z Tomkiem poczułam na własnej skórze czym jest ironia losu. Po powrocie z randki weszłam na gadu-gadu i zobaczyłam "dostępnego" Adama. Cieszyłam się jak dziecko, od naszej ostatniej rozmowy minęły już przecież dwa miesiące! Od razu go zaczepiłam. - Wiem, że mam chłopaka, wiem, że on też może już kogoś sobie znalazł, ale jeżeli jesteśmy sobie przeznaczeni, to on odpiszę na moją wiadomość. Jeżeli zaś nie, to wykasuje go z pamięci na zawsze. - myślałam, pisząc "cześć" do Adiego Odpisał. Wraca do Polski. Za dwa tygodnie będzie w naszym mieście. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać z powodu tej sytuacji. Gdy już postanowiłam związać się z innym, mój wirtualny ukochany stawał się realny jak nigdy dotąd. Po dwóch godzinach rozmowy miałam mętlik w głowie. Położyłam się do łóżka, ale nie zasnęłam do rana. - Czy rzeczywiście wróbel w garści jest lepszy niż gołąb na dachu? - rozważałam - Czy zostać z nudnym Tomkiem, czy zaryzykować, i starać się o Adama? Tomek jest pewny, zakochany we mnie do szaleństwa, a przecież nawet nie wiem jak wygląda Adi. Ale przecież tyle czasu marzyłam o egzotycznych podróżach u boku Adama, a nie o szarym życiu z ciut prostackim Tomkiem. - takimi myślami zadręczałam się przez kilka następnych dni. W końcu podjęłam decyzję. Zerwałam z Tomkiem. Tłumaczyłam się, że zbyt pochopnie zdecydowałam się na związek z nim. Nigdy więcej się do mnie nie odezwał. Trudno, podobno nie można przejść przez życie nikogo nie krzywdząc. Kolejne dni mijały mi w euforii i oczekiwaniu na Adama. Liczyłam, że spotkamy się zaraz po jego przyjeździe. Adi wrócił tydzień przed Bożym Narodzeniem. Zaczęliśmy spędzać całe wieczory na rozmowach. Mijały tygodnie, a żadne z nas nie miało odwagi zaproponować drugiem spotkania. Więcej, nawet nie przesłaliśmy sobie swoich zdjęć. Nie wiem co o tym myślał Adam, ale ja chyba dlatego nie nalegałam na spotkanie, iż bałam się, że moje wyobrażenie jego osoby będzie miało mało wspólnego z rzeczywistością. Wreszcie pewnej zimnej, marcowej nocy obojgu nam przyszła ochota na zwierzenia. Było już grubo po północy, gdy wciąż opisywaliśmy swoje najskrytsze marzenia. - Chciałbym poznać miłość mojego życia. I chciałbym, żeby była taka jak ty. - napisał Wstałam od komputera i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Byłam szczęśliwa. Moje marzenia za chwilę miały się spełnić. - Chciałbym wreszcie wiedzieć, jak wygląda moja przyjaciółka z gadu-gadu. Może wymienimy się fotkami? - kontynuował rozmowę Adi - Jasne, w końcu znamy się tyle czasu - odpisałam niepewnie. Choć uważam, że jestem ładna, to jednak przestraszyłam się, że mogę mu się nie spodobać. Wysłałam jednak zdjęcie. W końcu przecież musieliśmy się kiedyś zobaczyć. Na drugi dzień patrzyłam się już w wielkie, błyszczące oczy śniadego chłopaka o arabskich rysach twarzy i miłym uśmiechu. Podobał mi się. - A jednak miałam rację, jest mi przeznaczony, gdyby tak nie było, nie spodobałby mi się. - myślałam - Ciekawe, co on o mnie sądzi. Wieczorem na gg od razu przeszłam do rzeczy. - Dzięki za zdjęcie. Fajnie wyglądasz. A moje dostałeś? - byłam strasznie ciekawa, czy mu się spodobałam - Tak... Wiesz, skądś cię kojarzę. Pamiętam taką szarą myszkę z liceum. To nie byłaś przypadkiem ty? - zdenerwowało mnie to pytanie, bo to rzeczywiście byłam ja. - Możliwe, nie byłam wtedy zbyt przebojowa. - odpisałam, czekając na propozycję spotkania. Adam jednak zmienił temat, co lekko mnie zaniepokoiło. -Może źle mnie zapamiętał - obawiałam się To prawda w Liceum byłam beznadziejna. Byłam zakompleksioną szarą myszką, na którą nikt nie zwracał uwagi. To znaczy: nikt nie zwracał uwagi w pozytywnym sensie tego słowa, bo nie było dnia, aby w szkole ktoś mnie nie wyśmiał. Wtedy nie rozumiałam, dlaczego akurat ja byłam na szkolnym marginesie. Przecież miałam zadatki na zostanie klasową gwiazdą: dość zamożnych rodziców, długie, zgrabne nogi, kręcone blond włosy, delikatne rysy twarzy. Poza tym bardzo dobrze się uczyłam, ale na pewno nie byłam zarozumiałym kujonem. Teraz, po latach, wiem, że nie potrafiłam wtedy wykorzystać swoich zalet. W ogóle nie interesowałam się modą, ubrania wybierała mi mama, nigdy nie robiłam sobie makijażu, a włosy dzień w dzień nosiłam związane w warkocz. Gdy dziś oglądam swoje zdjęcia z liceum widzę XIX-wieczną pensjonarkę w towarzystwie przebojowych, nowoczesnych dziewczyn. - Ale przecież ludzie się zmieniają - myślałam dalej - Adam na pewno nie będzie przywiązywał wagi do mojego dawnego wizerunku. Jednak od wymiany fotek nasze rozmowy stawały się rzadsze. Adi tłumaczył się poszukiwaniami pracy, ale ja gdzieś głęboko w sercu czułam, że zniechęcił się do mnie widząc moje zdjęcie. W końcu doszło do tego, że pisywaliśmy ze sobą zaledwie raz na tydzień. Było mi przykro, ale nadal liczyłam że wszystko wróci do normy, gdy Adam gdzieś się zatrudni. I znów przeczucie mnie nie omyliło. Na początku czerwca mój Arab przysłał mi SMS-a w którym przepraszał za to że ostatnio nie miał czasu i prosił o powrót do naszych rozmów. Z radości prawie się popłakałam. I obiecywałam sobie, że tym razem doprowadzę do spotkania. Znów pisaliśmy ze sobą do rana. Chodziłam półprzytomna, ale szczęśliwa. Z bardzo wysoką średnią kończyłam pierwszy rok studiów i coraz częściej zachęcałam Adama do spotkania. On jednak znowu zaczął wykręcać się od rozmów. Któregoś dnia już nie wytrzymałam. - Dlaczego po prawie roku znajomości nie chcesz poznać mnie osobiście? - zapytałam wprost - Wiesz... lubię cię, ale nie wiem, czy byś ze mną wytrzymała. - myślałam ,że się ze mną droczy - Taki jesteś straszny? - podjęłam grę - Może jednak spróbuję. - Mówię poważnie. Widzisz... ja lubię imprezy, ludzi, zabawę, a ty jesteś inna... - teraz pisał już na poważnie - To prawda, jestem domatorką, ale chyba zabawa nie jest najważniejsza na świecie. Czyżby imprezy były dla ciebie ważniejsze od naszej znajomości? - drążyłam temat - Nie chciałem ci tego mówić, ale widzę, ze nie odpuścisz. Ja naprawdę cię lubię. Ale moi znajomi wciąż pamiętają cię jako szarą myszkę z liceum, z której wszyscy się śmiali. Nie sądzą...ja zresztą nawet sam tak nie sądzę, że się zmieniłaś. Po przyjeździe z Algierii do naszego miasta musiałem długo pracować na odpowiednią pozycję w tutejszym towarzystwie i nie mogę sobie teraz jej popsuć nieodpowiednią partnerką. - odpisał Rozpłakałam się. Bez pożegnania z Adim zgasiłam komputer i z płaczem położyłam się do łóżka. - Przecież to było dawno! - krzyczałam do wyłączonego monitora- Ludzie się zmieniają, teraz jestem inna! Zmęczona płaczem zasnęłam. Przez kilka następnych dni nie włączałam komórki ani gadu-gadu. Wciąż jednak liczyłam, że Adam za mną zatęskni i mnie przeprosi. Czekałam kilka tygodni, ale tym razem przeczucie mnie zawiodło. Wreszcie, pod koniec wakacji, coś we mnie pękło i skasowałam gg wraz ze wszystkimi naszymi rozmowami. Po dniach rozpaczy przyszły dni ogromnego żalu i złości. Na niego i na siebie. Na niego, że jest taki pusty, że ma pstro w głowie, że jest inny, niż sobie to wyobrażałam. I na siebie - że go sobie wymyśliłam. Tak, przyznałam się sama przed sobą - wymyśliłam sobie Adama, przypisywałam mu najlepsze cechy nawet nie wiedząc, czy rzeczywiście je posiada. Opowiadałam sobie bajeczki o przeznaczeniu nawet nie wiedząc jak wygląda. No cóż, za głupotę trzeba płacić. Nie czatowałam już z nikim. Postanowiłam zająć się jedynie karierą. Dostałam pracę w nowej firmie, która właśnie powstawała w naszym miasteczku. Szybko awansowałam i zaczęłam całkiem przyzwoicie zarabiać. Pieniądze inwestowałam w siebie, powoli przemieniając się w kobietę sukcesu. Samotność nie była mi jednak pisana. Na uczelni zaprzyjaźniłam się z Pawłem, chłopakiem z młodszego rocznika. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, mieliśmy podobne poczucie humoru, zainteresowania, charaktery, a także przeszłość i problemy. Paweł miał problemy z układem nerwowym, Szybko się męczył, nie mógł wykonywać wielu cięższych prac, miewał dziwne tiki. Z tego powodu w szkole średniej był odtrącany przez kolegów i z czasem całkowicie zniechęcił się do ludzi. Mnie jednak zaakceptował. Opowiedziałam mu swoją historię z Adamem. - On miał rację. Jesteś inna. Ale dla mnie jest to zaleta. Nie jesteś pustą lalą, skupioną jedynie na swojej fryzurze i makijażu. - komplementował mnie mój nowy przyjaciel - Wiesz, że nie przepadam za ludźmi, ale ciebie polubiłem od pierwszego naszego spotkania. Przeczucie mówiło mi, że znajdę bratnią duszę. I nie pomyliłem się. Tylko ty mnie rozumiesz, bo w liceum przeszłaś przez to samo co ja. To fakt. Rozumiałam go, lubiłam, wreszcie pokochałam. Nie była to gorąca namiętność, ale silne, stabilne uczucie oparte na szacunku i przyjaźni. Pobraliśmy się gdy skończyłam studia. Paweł dostał dobrą pracę, a ja awansowałam na szefową działu. Powodziło nam się bardzo dobrze. Po kilku latach stałam się elegancką i przebojową kobietą sukcesu. Chociaż nadal na ulicy wypatrywałam śniadych facetów... Z zadumy wyrwała mnie sekretarka, zapowiadając umówioną dziewczynę. Kandydatka okazała się jednak nie spełniać pokładanych w niej oczekiwań, więc szybko zakończyłam spotkanie i poszłam do domu. Po drodze wstąpiłam do supermarketu. Zrobiłam dość duże zakupy i z siatkami pełnymi produktów wychodziłam ze sklepu, gdy w drzwiach zderzyłam się z młodym mężczyzną. Zakupy rozsypały mi się po chodniku. - Przepraszam, to moja wina, zaraz pani wszystko pozbieram. - facet rzucił się do zbierania moich rzeczy. Nie protestowałam. Prawdę mówiąc, stałam jak słup soli i przyglądałam się nieznajomemu. Miał jasnobrązowe ręce i kruczoczarne włosy. Nie miałam odwagi spojrzeć na jego twarz. To mógł być Adam. Wreszcie mężczyzna pozbierał wszystkie przedmioty i z uśmiechem na twarzy podał mi moje torby. Spojrzałam na niego i zamarłam. Zobaczyłam twarz, której fotografię klika lat temu całowałam co wieczór przed zaśnięciem. Widziałam te same arabskie rysy twarzy, może troszkę wyostrzone przez upływ lat, te same wielkie, błyszczące oczy i szczery uśmiech. - Poznałaś mnie, prawda? - Adam zauważył, że ciągle się na niego gapię - Słucham? - udałam, że nie wiem, o co chodzi - Czy to nie z tobą pisałem kilka lat temu na gadu-gadu? - uśmiechnął się do mnie figlarnie - Pisałam z wieloma osobami. - nie wiedziałam jak z tego wybrnąć, naprawdę nie chciałam żeby Adi domyślił się, że wciąż go pamiętam - Ale ze mną chyba najbardziej lubiłaś. Adam jestem. Adi. - wyciągnął rękę do przywitania - A... tak... przypominam sobie...- uścisnęłam mu dłoń i, choć tego nie chciałam, szczerze się uśmiechnęłam - Masz jeszcze gadu-gadu? - spytał, przyglądając mi się coraz bardziej uważnie - Nie, już dawno się w to nie bawię. - skłamałam, nie musiał przecież wiedzieć, że często podglądałam jego profil - To może warto powrócić do dawnych zwyczajów. Lubiłem z Tobą rozmawiać. - I nic poza tym. - pomyślałam z coraz bardziej mieszanymi emocjami - Wiesz, miło było cię poznać, ale muszę już iść, jestem umówiona - musiałam uciekać, bo inaczej albo bym się rozpłakała, albo z radością rzuciła Adamowi na szyję…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych