Nie znam słowa; „strach”. 2
Temat bez zmian...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Och, ach! Cóż za piękny poranek, tak –mruknąłem przeciągle ziewając. –Wyspałem się chyba za wszelkie czasy, nom. Czuję się rześki i pełny energii, także mógłbym puścić w niebo radosny, elektro-ładunek, gdybym taki rodzaj ruchu znał. Ha! Ha! Czego, jak czego, ale nie powinienem się śmiać z własnej niedoli?! W każdym bądź razie, chciałbym nauczyć się jednego, bardzo przydatnego ruchu. Jest nim stalowy ogon, to bardzo skuteczny ruch, który jest koszmarem dla kamiennych Pokemon. To bardzo przydatna umiejętność. Muszę, muszę tego ruchu się nauczyć! Koniecznie! Bez tego ruchu mogę zapomnieć o walce, ponieważ w żaden sposób nie dam rady pokonać takich przeciwników bez użycia stalowego ogona! -Witaj, dzieciaku! Najwyraźniej roznosi cię energia, bardzo mnie to cieszy –usłyszałem znajome wołanie. –Spójrz, zerwałem ci kilka czerwonych jabłek z pobliskich drzew i kilka jagód, zwanymi owocami oranu. Są podobne do jagód i mają identyczny smak, w ich soku są zawarte właściwości lecznicze... Lecz one tylko wzmacniają przywracając energię osłabionym Pokemonom, niestety tylko po części, iż mają takie sobie działanie. Musisz pogodzić się z myślą, że nie zawszę będę nad tobą czuwał, dziecko! Być może to już ostatni raz, więc nie będziemy się więcej spotykać. To smutne, lecz prawdziwe... Taka jest kolejność rzeczy, jest czas powitań, i również z biegiem, upływem czasu – pożegnań, czas pożegnań. I ten czas właśnie nadszedł, właśnie teraz. Nie płacz! Bądź dzielny. Czas rozstania, to także nowy rozdział w twoim życiu!... Aha, prawie bym zapomniał... Ktoś kazał cię pozdrowić, niedawno przelatywał tędy Celebi! Za jego pośrednictwem Ponury las! Zazielenił się! Trzymaj się, przyjacielu... Bądź odważny, walcząc rozwijaj bitewne! Umiejętności! Pokonuj przeciwników! I nie daj się!... ...I znikł w oślepiającym blasku słońca. -Och, zatem pora zjeść śniadanie –mruknąłem do siebie zabierając się za jedzenie. Nie mogąc się oprzeć urokowi, zacząłem pożerać soczyste jabłuszka, jedno po drugim. Tak łapczywie się nimi zajadałem, że strach się bać?!.. Jadłem i jadłem, a mój pomarańczowy brzuszek rósł z każdym, następnym połkniętym kęsem, a było tego dużo. Aż dziesięć soczystych, czerwonych jabłek, które znikały jedno po drugim. Bardzo uwielbiałem jabłka, zwłaszcza duże, soczyste, mające najwięcej witamin... Miałem bzika na ich punkcie. Ponad to! Miałem wilczy apetyt, przecież to oczywiste!?.. Po zjedzeniu takiego, znakomitego posiłku niewinnie poklepałem się po pełnym brzuchu zadowolony, trawiąc. Było mi tak dobrze, jak nigdy dotąd. Wszystkie, co do jednego zjadłem, lecz owoców oranu?! Nie ruszyłem, po prostu, nie mogłem już patrzeć na jedzenie. Taki byłem najedzony. Oblizując się starannie mruknąłem. Następnie ruszyłem przed siebie, zadowolony opuszczając miejsce obozowiska. Powoli idąc czułem, że jest mi ciężej niż zwykle, lecz tym za bardzo się nie przejmowałem, ponieważ to było przyjemne uczucie, na które nie warto było zwracać zbytniej uwagi. Maszerując bez strachu i obaw, wesoło podśpiewywałem sobie. Nagle z jakiejś przyczyny beknęło mi się po jedzeniu, to mnie trochę rozbawiło. –Cóż za smakowite śniadanie zjadłem dziś rano! W rodzinnym domu takiego smakowitego posiłku nie dostałbym, ponieważ moja kochana, mądra mama nigdy w życiu nie pozwoliłaby mi pożreć ze smakiem tylu jabłek na raz. Jej zdaniem przytyłbym upodobniając się do grubszego ode mnie brata, Raichu, który zjada znacznie więcej ode mnie. Nic dziwnego, dla takiego wiecznie głodnego Raichu trzy duże jabłka to nic takiego. Dla takiego głodomora to zdecydowanie za mało! Ponieważ zje wszystkie trzy w całości i wciąż będzie głodny. Sparks, to wielbiciel jedzenia! Prawdziwy, szanujący się łakomczuch, niewybredny smakosz i wielbiciel w jednej osobie! Zaś jego wiernym naśladowcą jest mały, ciekawski Łaps, który jest dzieckiem Pokemon. I jest młodszy ode mnie o pół roku. Ciekawe, czy chłopaki zaczęli zbyt wcześnie za mną tęsknić? Znając ich, pewnie już nie mogą się doczekać mojego szybkiego powrotu?! Lecz nie po to wyruszyłem na wyprawę żeby teraz z jakiegoś błahego, durnego powodu rezygnować z niej, i wszystko zaprzepaścić? To nie w moim stylu, już podjąłem decyzję! Nie wrócę na stare śmieci. Zamierzam wyruszyć w świat!... No świetnie, i jeszcze gadam sam do siebie. -...To dziecko, dziecko Pikachu –zawołał ktoś przesadnie się podniecając, lecz z początku to zignorowałem. Następnie usłyszałem zabawne, czyjeś kichnięcie jakby za krzaków. Ktoś chyba najwyraźniej mnie obserwuje, bowiem szelestu liści raczej trudno nie usłyszeć. Jestem czujny i spostrzegawczy jak mało, kto... Mam bardzo zaostrzony węch i słuch, dlatego nikt i nic nie zdoła się przede mną ukryć! Żeby się upewnić, posłałem dawkę elektrowstrząsu w zarośla. To sprawiło, że stojący za nimi osobnik wyskoczył jak oparzony nie mając innej możliwości. –Aj, z takim osobnikiem miałbym awans w kieszeni! Właśnie takiego urwisa powinienem zanieść z uśmiechem na twarzy profesorowi... Profesor hojnie mnie wynagrodzi przyznając awans na wyższy szczebel. Pikachu, bądź grzeczny! Nie ruszaj się i pozostań tam gdzie jesteś. Dzięki tobie i twojej malutkiej pomocy dostanę mój pierwszy! W życiu awansik!... -Uważaj, bo dam się oswoić -wypaliłem odwracając się do niego tyłem. Następnie w zniewadze żartobliwie klepnąłem się w tyłek. -Och, jaki zuchwały i arogancki –stwierdził z oburzeniem na to spoglądając. –No cóż. Taka moja praca... Musze koniecznie cię schwytać dla jednego profesorka?! Więc skończ z tymi szczeniackimi wygłupami i przyjmij to, jako prośbę, a nie groźbę?! To nie będzie boleć... -Odpuść sobie!... Twoje słowa nie wiele dla mnie znaczą –rzekłem ignorując. –Jeszcze dobrze mnie nie znasz, głupcze! Nie mam zamiaru zadawać się z tobą. Po pierwsze, jedzie od ciebie jakimś syfem! Po drugie, jestem Dingo, i nie będziesz mi rozkazywał! Mam swoje zdanie! I Nie mam zamiaru się… -No proszę! Niezła z ciebie bestyjka, lecz, co powiesz na to –oświadczył wyciągając z torby, jakąś dziwną rzecz z ostrym zakończeniem. Nie zwlekając, delikatnie wbił mi w skórę igiełkę, a ja pisnąłem z bólu. Następnie naciskając spust strzykawki, z czuciem, powoli wtryskiwał jakąś dziwną substancję pod skórę. –Na tym polega moja praca, na chwytaniu rzadkich gatunków Pokemon, do których twój gatunek również się zalicza! Więc musisz iść ze mną!... Niezależnie od tego, czy tego chcesz, czy nie?! Ta niewielka dawka sprawi, że poczujesz się senny, a obraz zacznie ci się rozmazywać przed oczami. Więc kolorowych snów, śpij słodko! I nie przejmuj się mną, wszystko jest pod kontrolą... -Ach! Ty głupcze, nie masz pojęcia, z kim zadarłeś –zawarczałem oburzony gryząc go w dłoń. –Możesz próbować odebrać mi wolność!, Lecz nie zmusisz mnie do posłuszeństwa?! Nie poddam się bez walki, nie ulegnę, nie poddam się! Nie zmusisz mnie!?!... -Ależ uparta z ciebie bestyjka –zajęczał opatrując sobie obolałe miejsce. –Teraz już wiem, co dokładnie miał na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dingo2
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…