Wróć do katalogu

Niebezpieczne zabawy

Historia prawdziwa, trochę ubarwiona. Czekam na opinie

pati.cosmo, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W mieszkaniu było niesamowicie głośno… Kakofonie powodowały krzykliwe rozmowy ludzi. Dudniące rytmy muzyki puszczanej z odtwarzacza płyt CD potęgowały niemiłe wrażenia słuchowe. Miał dość, myślał tylko o tym żeby wyjść z tej imprezy. Nie lubił spędów, ale na prywatnych przyjęciach najłatwiej było kogoś poznać. Było już późno gdy postanowił wyjść na niewielki balkon, pooddychać świeżym powietrzem, pozbyć się z nozdrzy okrutnego smrodu nikotyny i spoconych ciał. Upalny sobotni wieczór nie przyniósł mu ukojenia, było duszno a powietrze stało w miejscu. Odwrócił wzrok od subtelnej panoramy mieniącego się miasta. Obserwował przez zakurzoną szybę osadzoną w odrapanej ramie ochoczo bawiących się gości… Z niesmakiem zauważył jak w zebranych narasta podniecenie, podsycane alkoholem i erotycznie wijącymi się w tańcu, rozochoconymi kobietami. Niespodziewanie jego wzrok powędrował na drugi koniec zapchanego pokoju. Pośród kilkudziesięciu nic nie wartych ciał zauważył ją. Delikatnie uśmiechnięta mówiła coś do ucha swojej koleżance. Długie, ciemne włosy otaczające jej niewinną twarz swobodnie opadały na nagie ramiona, wyraźnie zaznaczając delikatną linie szyi. Zacisnął oczy i spojrzał raz jeszcze w tamtym kierunku, aby upewnić się czy to nie jest halucynacja. Przekonał się, że wzrok go nie myli i uśmiechnął się do siebie. Podjął decyzję. Zdobędzie ją. Dzisiaj. Teraz. Zaraz. Musi być jego. Wszedł do cuchnącego mieszkania, zmierzał w kierunku swojej zdobyczy. Po drodze zgarnął ze stołu dwie butelki heinekena. Nie musiał się przepychać, wszyscy, nie wiadomo czemu schodzili mu z drogi. Rzucił okiem na jej kobiece ciało i poczuł delikatny dreszcz w lędźwiach. Podobała mu się, była zjawiskowa kompletnie nie pasująca do tej otaczającej ich hołoty. Wybrał uśmiech numer 5 ze swojego wachlarza, przykleił go na twarz i bez zbędnego „cześć” wręczył jej piwo. - Dzięki – melodyjnie artykułowała słowa. - Przejdź ze mną na balkon, utoruje ci drogę między tymi świrusami – nie czekając na odpowiedź chwycił ją za rękę. Poczuł lekki opór, spojrzał na nią i zachęcająco poruszył głową. Poddała się, poszła za nim. - Przepraszam, nie przedstawiłem się. Michał – stuknął butelką o butelkę. – Męczą mnie takie imprezy. A ty, co tu robisz? Przyszłaś z kimś? - Jestem z przyjaciółką. Marta – uśmiechnęła się pokazując całą górną szczękę. - Masz zniewalający uśmiech… Dobrze się bawisz? - Nie najlepiej, za głośno jak dla mnie, ale lubię taką muzykę – na głośnikach akurat pojawił się zmysłowy kawałek z gatunku r’n’b. Pogładził jej dłoń swobodnie opartą o balustradę, nie cofnęła ręki. Lekko przymrużyła oczy. - Zatańczymy? Przysunął się do niej. Założyła mu ramiona na szyję. Stanowczo przyciągnął jej biodra, pozostawiając już na nich dłonie. Zaczęli się kołysać w subtelnym rytmie kojącej muzyki. Przesunął, jakby od niechcenia ręką po jej plecach, czuł jak skóra napina się pod jego dotykiem. Lekko złapał ją za kark i odchylił głowę do tyłu. Musnął jej usta językiem. Spodobało się jej, chciała więcej. Drugą dłoń położył na jej piersi, poczuł jak pod bluzką twardnieją jej sutki. Dotknął językiem jej szyi, poczuł przyspieszone bicie serca. Z przyjemnością usłyszał jak cicho sapie. Przetańczyli tak pół nocy, na niebie pojawiły się pierwsze oznaki świtu, gwiazdy stały się niewidoczne. - Pojedziemy do mnie? – szepnął do jej ucha. Była odwrócona plecami, biodrami drażniła jego nabrzmiałe krocze. - Zbyt krótko się znamy. Wolałabym wymienić się numerami. Zadzwonisz do mnie? - Z wielką chęcią. Może jednak się skusisz. Zapraszam na kawę o wschodzie słońca. - To miłe, ale oboje jesteśmy już zmęczeni. Zadzwoń do mnie po południu, umówimy się… - Obiecuję… pozwól się chociaż odprowadzić do taksówki. Stali objęci na chodniku, czule się żegnając. Wsiadła do samochodu, zamknął za nią drzwi. Przez szybę posłała mu całusa. Pomachał jej gdy odjeżdżała. Otworzyła drzwi do mieszkania. Weszła, jej współlokatorka zasnęła na kanapie przed telewizorem. Usiadła obok, dotykając jej ramienia. - Jestem… - Widzę, czemu mnie budzisz? – ziewnęła przeciągle i przetarła oczy. – Jak impreza? - Fantastycznie. Poznałam cudownego faceta i chętnie się z nim jeszcze spotkam. - Może w końcu przestaniesz jęczeć, że jesteś sama. Idź pod prysznic i daj mi spać pogadamy jak się obudzę. - Przepraszam, musiałam ci powiedzieć już uciekam. Wyszła do łazienki. Rozbierając się przed dużym lustrem zauważyła, że na jej ciele pojawiły się w niektórych miejscach czerwone plamki. Wróciła do pokoju. - Agata, sory… Zobacz, co to jest? - O kurwa! Wygląda na wysypkę. Długo to masz? - Nie wiem dopiero zauważyłam. - Swędzi cię? Odwróć się. - Jak cholera. Jak plecy? - Całe czerwone i w małych krostkach. Idź z tym jutro do lekarza. - Zobacz na moje ręce. Przed chwilą było tego mniej. - Ubiorę się i zawiozę cię do szpitala. - Myślisz? Może do jutra zejdzie - Jak na razie to szybko się rozprzestrzenia. Podniosła się z łóżka i poszła po ciuchy. - Dobra. Gotowa? – wychodziła z pokoju dopinając spodnie. Marta pokiwała potakująco głową. – To choć. Wyszły z mieszkania. Na klatce schodowej dziewczyna zaczęła się drapać bez opamiętania. - Nie drap, bo będzie gorzej. Przed kamienicą stał samochód. Agata wymierzyła pilota w czarną honde civik i wyłączyła alarm. Wsiadły. Z piskiem opon ruszyły. Auto mruczało przyjemnie jak kociak pieszczony tysiącami dłoni. Dojechały na Banacha. Gdy wchodziły przez automatycznie otwierane drzwi wysypka pojawiła się już na twarzy Marty. - Dzień dobry. Moje przyjaciółka dostała wysypki i nie wiemy co robić – zagadnęła grubą babę siedzącą na recepcji. - Proszę usiąść. Zaraz wezwę lekarza – tłuste babsko sięgnęło po słuchawkę telefonu. - Dzięki! Po chwili pojawił się lekarz. Podszedł do dziewczyn i zatrzymał się jak wryty w ziemię. - Proszę do gabinetu natychmiast. Pani tu zostaje – rzucił do Agaty. Marta poszła za lekarzem. Kiedy znaleźli się w gabinecie, człowiek w zielonym kitlu, zatrzymał ją i obrócił twarzą do siebie,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych