Wróć do katalogu

NIEBIESKIE OCZY

Marta poznaje mężczyznę o niebieskich oczach

adammopublikowano 27 lipca 200921 min czytania 3,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-Pozwoli pani? Rzeczywiście, Marta miała kłopot. Torba upadła na chodnik, z torby wyleciały ziemniaki. Czy to czerwcowe słońce, czy nierówny chodnik – nieważne, ważne, że głos był miły – Marta kiwnęła głową – pozwala sobie pomóc. Mężczyzna szybkimi ruchami pozbierał warzywa, włożył do torby zaproponował: -Odprowadzę panią … Gdzie pani mieszka? Odpowiedziała filuteryjnie: -W Warszawie, ma pan tyle czasu i tyle siły? Mężczyzna nie ukrywał zdziwienia: -To w Warszawie nie ma ziemniaków? Marta roześmiała się: -Są, są … Mieszkam w Warszawie, a tu pomieszkuję – już pan rozumie? Pan już rozumiał. Miał śliczny uśmiech i był zajefajnie przystojny. Bardzo wysoki ( 180 czy 190?, brunet, wysportowany – no, taki siatkarz lub koszykarz. -Rozumiem – powtórzył – Pani tu pomieszkuje.

Tu – w Kozienicach miała ciocię, przyjechała na kilka tygodni, zrobiła sobie wolne, w maju czy w lipcu – jej jest wszystko jedno, byle odetchnąć – a teraz ma zamiar zrobić obiad, niestety tylko drugie danie, ziemniaczki z kurczakiem, kurczak już domu … Pan westchnął: -Ja lubię zupy. Marta nie wydała się zdziwiona: -Każdy mężczyzna lubi. Pan jakby nie słyszał: -Trudno – bez zupy. Marta śmiała się: -Z ciocią jest to uzgodnione. Pan był ciekawski: -A z mężem uzgodnione? Marta szybko odpowiedziała: -Męża nie ma, rozumie pan? … Pan skłonił się: -Przepraszam, przepraszam. Marta westchnęła: -Już dobrze …

Na drzwiach była tabliczka:W. Majda – dentystka. -To ciocia – wyjaśniła Marta. Mężczyzna postawił siatkę przy drzwiach, ukłonił się szarmancko – i przedstawił się: -Zenon Podwała – gapa na gapy …. Marta zaśmiała się: -Marta Pęgowska – wybaczająca gapie nad gapami. Zenon zauważył: -Znów pani się śmieje. Przez chwilę wydawało mi się … Przerwała łagodnym głosem: -Tylko wydawało się … - nawet zrobiła gest jakby chciała go pogłaskać po dłoni. Drzwi z tabliczką otworzyły się. Ziemniaczana randka skończyła się, nastąpiła oficjalna wizyta z herbatką i z ciasteczkami. Marta odłożyła skrobanie ziemniaków na później, przecież ten pan jest bardzo taki miły i taki cudny! No cóż – ciocia, ach ta ciocia – zaczęła wywlekać „sekrety” Marty z dzieciństwa, takie tam, teraz śmieszne i nieważne szczegóły z życia nastolatki, ale uwagi tego pana były naprawdę gustowne i „pod publiczkę”, tak, żeby zadowolić ciocię-dentystkę, a nie urazić Marty. Zmieniono temat. Tym razem ciocia pytała o pana – gdzie mieszka, czy podobają się Kozienice, czy zwiedza okolice? Pan mieszka w Warszawie – i jak Mógł nie zauważyć w tłumie tak miłej pani, jak Marta, Kozienice podobają się, tym bardziej, ze mieszka w nich tak elegancka pani jak ciocia Marty, zwiedza okolice – tyle, że samotnie … Marta wypaliła: -Jutro jest w Sieciechowie impreza … Będzie pan? -Do Sieciechowa – nie tak daleko – brzmiała odpowiedz.

Sieciechów to mała osada z kilkuwiekowymi tradycjami – tego dnia z okazji jakieś-tam rocznicy włodarze osady zorganizowali festyn. Oczywiście festyn był tylko pretekstem. Marta dawno nie „wychodziła” ze swoim towarzystwem, kilka miesięcy, tak jakoś się złożyło – sprawy osobiste, tak powiedzmy – Marta to rozumiała, ale przecież kiedyś musi to się skończyć – a tu przyszło zbawienie w osobie Zenona Podawały. Taki miły, taki grzeczny – i te oczy … Chyba niebieskie? Z tyłu boiska szkolnego ustawiono scenę i kilkanaście długich stołów. Na scenie produkował się zespół z sąsiedniej gminy, Zenon miał na ten temat coś do powiedzenia: -Nawet, nawet … Marta zapytała: -Co – ładne panienki? Zenon dziwnie się spojrzał na nią: -Ja mówię o śpiewie, nie o urodzie … Marta kiwnęła głową: -Rozumiem. Ona nie mogła narzekać na urodę – długie, na ramiona opadające włosy, szczupła jak ta osa, zielonkawe oczy – i jeszcze coś – 35 lat, w jej wieku dopiero zaczyna się życie. Zenon nie przerywał żartów: -Fajno tańcujo. Marta popatrzyła na towarzysza z ukosa: -A jak tańcujo! Ho, ho, ho … Zenon nie był gorszy i odpowiedział bez namysłu: -Nie trzeba zamykać oczu … Po zespole ludowym były przemówienia i toasty na cześć miasta – któraś-tam rocznica zobowiązuje. Zenon zaproponował: - Pani Marto – tu niedaleko jest jezioro … Może byśmy … Marta udała zdziwioną: -Skąd pan wie, że nie lubię przemówień? Zenon odpowiedział, tak szybko, jakby odpowiedz miał już gotową: -Ja myślę, że pani w o l i spacer.

To była miła rozmowa. Zenon nie zadawał zbędnych pytań, intymnych i dociekliwych. Tematu męża, którego miało nie być nie dotykał, o sobie mało mówił – ale nie był nieśmiały, kobieta wyczuje to na odległość – nie, Zenon był dobrze wychowany, taktowny – kobietę przepuszczał przed siebie, sam pozostając cieniem dla towarzyski. Towarzyska była zachwycona. Dawno już żaden mężczyzna nie rozmawiał z nią w ten sposób. Bardzo dawno! W pomaturalnych techniku był ktoś … Niebieskooki, Jedyny, Kochany … I on potrafił … Dawno temu! Bardzo dawno!!

W pewnym momencie zaproponowała: -Może wrócimy? Zenon zdziwił się: -Jeszcze wcześnie … Marta sprecyzowała: -Przed scenę – ciocia będzie wypytywać o szczegóły. Zenon od razu połapał się w sytuacji: -Pani ciocia była tak miła dla mnie, że mógłbym obejrzeć nawet horror pod tytułem Skok z wysokości wanny. Marta śmiała się, śmiała się, śmiała ….

Pożegnali się koło północy. I tym razem Zenon był elegancki: -Mam nadzieję, że ciocia nie będzie zła? Marta puściła do niego oko: -Ja znam pewną tajemnicę.. Zenon zapytał: -Jaka to tajemnica? -Ciocia jest trochę przygłucha … Zenon zdziwił się: -Ciocia-dentystka jest przygłucha? Marta wyjaśniła: -Ciocia jest przygłucha od 22 do 6 rano. Zenon nie wytrzymał: -Ciocia ma na drugie Cisza Nocna? Marta śmiejąc się podpowiedziała: -Panie Zenonie, teraz pan trochę …. Zenon miał nadzieję: -Ale tylko trochę …

Zanim Marta zamknęła drzwi, Zenon zaproponował: -Może się spotkamy pojutrze – już bez festynu? -Pojutrze nie mogę …. -Oooo … -Mam ważną sprawę. Zenon był przygotowany na taką ewentualność: -Proszę – oto moja wizytówka …. Niech pani zadzwoni, kiedy się zdecyduje …

Marta miała rację – ciocia- dentystka o nic nie pytała. Zamknęła się w swoim pokoju – i chyba czytała, bo świeciła się lampka – Marta prześlizgnęła się do swojego pokoju, rozebrała się – i po szybkim prysznicu – przytuliła się do poduszki.

W pomaturalnym technikum był ktoś … Niebieskooki – Jedyny. A ten Zenon przypominał Jedynego- też miał takie oczy – niebieskie z czarną oprawą brwi. Zginął ten Jedyny-Niebieskooki, jeden z wielu wypadków, jechał do niej, może z pierścionkiem zaręczynowym? – Chciała w to wierzyć. Trzy lata po wypadku napatoczył się taki jeden, Marta nie chciała go nazwać mężem, choć był ślub, było wesele. Dlaczego dla Marty nie był mężem? Był za oszustem, hazardzistą – oto jest odpowiedz dlaczego Marta nie chciała przyznać się do porażki, bo ten facet to jej porażka. Nie pamiętała gdzie go poznała – jedyne co pamięta to, że jedyną rzeczą., którą jej zaimponował to seks. Przez pierwsze pół roku kochali się namiętnie, bez wytchnienia, bez żadnego znieczulenia. Marta czuła się jakby chodziła pięć centymetrów nad ziemią, nic nie widziała, nic nie przeczuwała. Mąż-nie mąż nagle(?) wpadł – koleżkowie i karty, ruletka i koleżkowie, Marta spadła na ziemię z wielkim hukiem, choć to tylko pięć centymetrów uniesienia, mąż przestał się przejmować Martą, domem, dzięki Bogu nie mieli dzieci. Kupiła mu samodzielne mieszkanie – właścicielka agencji reklamowej miała pieniądze, Marcie nie chodziło o to – Marta potrzebowała męża. Nie szukała romansów podczas separacji, romanse nie szukały Marty. Ten upadek był zbyt dotkliwy – Marta była zmęczona. Separacja jednak trwała już kolejne dwa lata. Zmęczenie opadło, Marta nie narzekała, ale może czas coś zmienić? Zenon Podwała i jego niebieskie oczy … Przypomniał Marcie Jedynego … Niebieskie oczy w czarnej oprawie …

Marta siedziała przy stole i jadła śniadanie. Ciocia jeszcze spała, no tak – dziś nie ma pacjentów, może sobie pozwolić na dłuższe spanie. Marta nie mogła, a raczej nie chciała spać. Myśli były zbyt gorące, zbyt namiętne aby móc spokojnie spać. Myśli dotyczyły Zenona, jego oczu, ale przecież także oczu Jedynego. Jak tak naprawdę miał na imię ten jej Jedyny? Marta zastygła w oczekiwaniu, ale żadne imię nie przychodziło jej do głowy. Zapomniała? Dla niej był Jedynym … -Dziecko – co masz takie iskry w oczach? Marta odpowiedziała krótko: -Zenon .. Ciotka usiadła ciężko na krześle: -Ach, ten nowy znajomy … - mruknęła ciotka i szybko dodała – uważaj, dziecko, uważaj. Marta zapytała: -Na co? Ciotka smarowała chleb: -On jest zbyt elegancki. Wtedy kiedy mówił o Warszawie porównując Kozienice był taki elegancki. Marta już wiedziała – ten jej mąż-nie mąż taki był – elegancki, naskakujący, a potem – bańka mydlana, prysło, wódzia i koleżkowie – ale miała argument za Zenonem: -Tamten nie miał niebieskich oczu. Naiwne myślenie? Może, ale Marta chciała wierzyć, że mężczyźni o niebieskich oczach są tacy jak jej Jedyny – a jaki był Jedyny? – cichy, pokorny, żaden bawidamek, ani ochlapus sięgający po kieliszek. Codziennie kwiaty, bardzo często drobiazg. Ciotka smarowała drugą kromę chleba: - Oj, Martuś … Martuś … To był koniec rozmowy.

Ciotka miała rację: nie oczy, tylko zupełnie inne cechy ważą na losie człowieka. Marta była jednak uparta – może trochę zepsuta awansami Jedynego, a przy tym powtórzmy – naiwna. Kapryśna? Tak, oczywiście – po oczach Jedynego Każda byłaby kapryśna, prawda? Marta po dziesięciu minutach zadumy odłożyła na bok temat Zenona – zajęła się zupełnie inną sprawą. Kupiła mężowi nie mężowi mieszkanie, ale także za nie płaciła – jeszcze raz naiwność? – jeśli tak – ją stać na ten gest, ma pieniądze i koniec rozmowy – O jej szlachetności nie wiedziała nawet ciotka. Nikt nie wiedział.

Przy kolacji powiedziała: -Jutro jadę do Warszawy, ciociu. Na zakupy. Ciotka kiwnęła głową i coś tam mruknęła, był to znak dla Marty – jestem obrażona, ale słyszę i rozumiem – jedz do tej Warszawy, na te zakupy.

Zaparkowała na jednym z osiedli warszawskich. Stolica przywitała Martę pochmurnym niebem, jeszcze nie padało, Marta na wszelki wypadek wzięła pod pachę parasol. Do domu miała parę kroków, ale chmury były naprawdę ciężkie, przezorny zawsze ubezpieczony. Przy klatce schodowej nie złapał Martę deszcz, a pan Tomasz z piątego piętra. -Dawno panią nie widziałem. Marta zaśmiała się: -Proszę kupić mi psa, będziemy częściej się spotykać. Pan Tomasz ukłonił się. -Wszystko, dla…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych