Niebieskie tulipany
Ostatni z cyklu niebieskiego. Chętnie posłucham Waszych opinii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
* - Zobacz, to o nim ci opowiadałam. Czyż nie jest boski? – jej koleżanka głową wskazała na przechodzącego wykładowcę. – A popatrz na jego tyłeczek, nie wielu facetów ma taki zgrabny…Mhmmm…schrupałabym go na śniadanie, gdyby tylko zechciał na mnie zwrócić swoją uwagę… - wypięła swój wydatny biust, mając nadzieję, że w ten sposób na pewno on na nią spojrzy. Marta popatrzyła na niego i uśmiechnęła się do koleżanki. - Ja nie wiem, co ty w nim widzisz. A zauważyłaś jak bardzo ma zaniedbane włosy? Niedobrze mi się robi, gdy widzę takie długie. Mógłby je, chociaż wiązać w kitkę, przynajmniej miałoby to ręce i nogi. – kwaśno skomentowała jego wygląd. – Przecież to nie przystoi asystentowi, a zobacz na jego ubranie, wyciągnięty sweter, no dobrze, spodnie w dobrym gatunku, ale to wszystko, na co go stać? – komentowała dalej. – I tak wygląda doktorant? – kiwnęła głową w dezaprobacie. Jej przyjaciółka roześmiała się. - Ale, co ci się w nim nie podoba? To, że ma przydługie włosy wcale nie oznacza, że nie jest przystojny. Sweter? A co sweter ma tu do gadania? A i tak chciałabym znaleźć się z nim sam na sam… - dziewczyna rozmarzyła się. - Wiesz, co, puknij ty się, lepiej popatrz na nasze rodzynki, ci to są dopiero przystojni, a nie, w głowie masz jakichś doktorskich dupków, co to nie widzą więcej poza koniec swojego nosa! – Marta śmiała się ze swojej koleżanki. Rzeczywiście, na wydziale dziewczyny „piszczały” za nim. Był przystojny. Chodziły plotki, że nie przepuścił żadnej ładnej studentce, ale żadna ewentualnie uwiedziona przez niego dziewczyna nigdy nie powiedziała o tym głośno. A może to były naprawdę tylko plotki? Mógł się podobać, naprawdę mógł. Ale Martę nie przekonywały tego typu argumenty jak ładna buzia, czy zgrabny tyłeczek. Co prawda chciała być kiedyś na jego ćwiczeniach, bo podobno prowadził je niekonwencjonalnie i przez to ciekawie, ale nigdy nie udało jej się zapisać do tej grupy. A potem już nie było potrzeby. Słyszała także, że pomimo swej urody, to kosił studentów bezlitośnie, słyszała, że nie jedna osoba miała niezaliczone ćwiczenia u niego i musiała je powtarzać. Więc siłą rzeczy, nie bardzo chciała się w to mieszać. Tym bardziej, że odpuściła sobie studia po pierwszym roku. Zawiodła się bardzo. Nie spodziewała się aż takich nudów. Co prawda sesje zdawała zawsze w terminie, ale nie dostawała już tak dobrych ocen, jak kiedyś, będąc jeszcze licealistką. Nie miało to już dla niej znaczenia. Teraz liczyła się dobra zabawa, imprezy, na których można było poznać fajnych chłopaków, z którymi czasem łączyło ją troszkę więcej, niż zwykła koleżeńska znajomość. Tłumaczyła zawsze, że szuka swojej połówki, rozstając się z kolejnym chłopakiem, albo, kiedy oni zrywali znajomość z nią, tłumaczyła sobie, że to nie była ta „właściwa osoba”. Nigdy się nie przejmowała tym, nigdy nie rozpaczała. Nie uważała, że robi coś niewłaściwego. Z czasem jednak coraz mniej chciała się bawić w tego typu związki. Zaczęła dojrzewać do czegoś poważniejszego. Coraz rzadziej spotykała się z chłopakami, z którymi nie łączyło ją nic oprócz zabawy. Zaczynało ją to po prostu męczyć. Zarówno imprezowanie jak i tego typu układy. A może w końcu dorosła. Przemieszczając się z jednego wykładu na drugi, czasami mijała się z tym właśnie wykładowcą, który tak bardzo podobał się swego czasu jej koleżance. Co prawda nadal nie zwracała na niego specjalnej uwagi, to jednak zawsze musiała na niego chociaż popatrzeć. I wciąż nie mogła uwierzyć w to, że była cała rzesza dziewczyn, które wzdychały do niego. W jego wyglądzie nic się nie zmieniło. Nadal nosił przydługie włosy, nadal nosił powyciągane swetry. I dziwiła się temu nieustannie. I wciąż nie stanowił dla niej kogoś, kim mogłaby się zainteresować, kto wzbudziłby w niej szybsze bicie serca. Mijała go obojętnie, dłużej się nad tym wszystkim nie zastanawiając. Zabiegana za swoimi sprawami. I tak było dobrze.
* - Jak dobrze, że mamy wszystko już z głowy. Nareszcie, bo ja miałam już dość tych studiów, wiecie? – Marta zwierzała się przyjaciołom, siedzącym w kawiarni. Oblewali obronę swoich prac magisterskich. - Wiesz, ja też już miałem dość tej presji, tego ciśnienia, tych wiecznych egzaminów, tego ciągłego biegania z poprawkami do promotora. – Andrzej roześmiał się serdecznie. – Całe szczęście, że już po wszystkim. Wiecie już, co będziecie robić? – popatrzył na koleżanki, biorąc w dłoń swój kieliszek z winem. - Dostałam propozycję ze szkoły podstawowej, ale zastanawiam się nad jej przyjęciem, bo nie wiem, czy chcę uczyć dzieciaki. A ty, wiesz już coś? – Marta zapytała, kierując się do jednej z przyjaciółek. - Tak, będę w liceum. Praca z młodzieżą, to jest to, co chciałabym robić. – dziewczyna rozmarzyła się. - A my z Weroniką wyjeżdżamy w góry. Zdecydowaliśmy się w końcu na to. Tam będziemy oboje uczyć w małej wsi. A może jeszcze coś? Zastanawiamy się nad wyborem właściwego kierunku…Słuchajcie, a może za parę lat spotkajmy się wszyscy i sprawdźmy jak nam się ułożyło, zweryfikujemy wtedy nasze wyobrażenia, co wy na to? Umawiamy się? – Michał zapytał siedzących obok przyjaciół. Wszyscy głośno przystali na tę propozycję. Przekrzykując się nawzajem ustalili konkretny termin. - No to za nasz sukces i za przyszłe spotkanie! – krzyknęli w toaście, śmiejąc się do siebie. - Jeszcze tylko odebranie dyplomów i witaj prawdziwe, realne życie… - cicho, w zamyśleniu powiedziała do nich. Popatrzyli na siebie, jakby chcieli właśnie ten moment zapamiętać. Być może jest to ich ostatnie takie wspólne, beztroskie spotkanie i zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, im bliżej było końca wieczora. Ich życie zmieni się teraz diametralnie, skończyła się wolność i swoboda. Ale przecież są przyjaciółmi i to, że zakończyli swoją edukację nie oznaczało od razu, że przestaną się spotykać, może już nie tak często, jak do tej pory, lecz obiecali sobie, że będą się spotykać, jeśli to tylko będzie możliwe. I z taką myślą rozstali się.
* - Sporo ludzi zaprosiliście, jak widzę, na swoje pożegnanie – powiedziała do organizatorki imprezy. - Tak, kilka osób z naszego roku, kilkoro moich znajomych, a wszyscy z osobami towarzyszącymi, więc sama rozumiesz. Ale nie przesadzajmy – omiotła spojrzeniem stojących niedaleko od nich grupkę osób. Podjadając przygotowane przysmaki, zauważyła stojącego nie opodal, otoczonego już tłumem wielbicieli mężczyznę, z którym kiedyś, dawno temu zderzyła się na uczelni, rozpoznała go. - Widzę, że nie tylko osoby z naszego roku, ale także i naszego znanego wykładowcę, co? – złośliwie zauważyła, dziwiąc się samej sobie, a przede wszystkim swojej reakcji. Weronika popatrzyła na nią i roześmiała się. - Przyszedł ze swoją nową flamą, przecież nie wyproszę go! A zresztą, czemu nie miałby tu być? Zobacz, jaką furorę robi. A poza tym czas go poznać… – uśmiechając się do niej, wzięła łyk wina ze swojego kieliszka, patrząc na niego i na ten tłumek otaczający jego osobę. Przez chwilę obydwie przypatrywały się temu. - Masz rację, jestem do niego uprzedzona i nie wiem sama, dlaczego?! – roześmiała się do koleżanki. Stuknęły się kieliszkami na znak, że czas na dobrą zabawę. Wziąwszy swój kieliszek z czerwonym winem ruszyła w kierunku grupki osób, by posłuchać, o czym on tak rozprawia, że wszyscy są w niego zapatrzeni i wsłuchani. A kiedy podeszła, zauważył ją, uśmiechnął się do niej przyjaźnie, nie przerywając swojego opowiadania. Zaczęła i ona słuchać go, zainteresowało ją jego opowiadanie, aczkolwiek większość tego czasu spędziła, zastanawiając się nad barwą jego oczu i samym sposobie wypowiadania słów. Zaczynała być zauroczona jego osobowością, po prostu nim! Nie czując się z tym komfortowo odwróciła się nagle i odeszła podchodząc do stolika, by nalać sobie jeszcze trochę wina i porozmawiać z resztą swoich przyjaciół. - Czyżby się pani nudziła? – podszedł do niej nagle, biorąc do ręki talerzyk i nakładając sobie jedzenie. Zaskoczona uśmiechnęła się do niego. - Zgłodniałam, ale widzę, że nie tylko ja. Czyżby zmęczył się pan swoimi opowieściami? – powiedziała złośliwie, nie patrząc na niego. Roześmiał się. - Jesteśmy zazdrosne o powodzenie? – popatrzył na nią ironicznie. Tym razem ona się roześmiała, wciąż nie patrząc na niego. A może bała się jego spojrzenia? - Umie pan czarować, jak widzę, bo nie odstępują pana na krok – nie odpowiedziawszy na pytanie, popatrzyła w stronę jego dziewczyny. – Nie za młoda dla pana? – głową wskazała na młodą kobietę, która z niepokojem podchodziła do nich. Nie czekając na odpowiedź zostawiła ich i odeszła nieco dalej, nie chcąc być powodem nadchodzącej kłótni. Nie wiedzieć czemu poczuła się zazdrosna o tę młodą dziewczynę. „Boże, co ja wyprawiam! Przecież ja go w ogóle nie znam!” – pomyślała, zdenerwowana swoim zachowaniem i swoją złośliwością. - „Idiotka ze mnie i tyle” – roześmiała się cicho do siebie. - Jestem ciekaw, co tak panią bawi? – znów podszedł do niej, czym ją zaskoczył. Podał jej nowy kieliszek z winem. – Widzę, że to wino pani smakuje… – wskazał na czerwoną barwę kieliszka. Popatrzyła na wino, mieszając je delikatnie, a potem na niego, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Uśmiechnęła się jednak. – Tak, smakuje mi to wino, jest bardzo młode, ale takie lubię…a bawi mnie cała ta sytuacja… – powiedziała i popatrzyła po raz pierwszy w jego oczy.. Jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu. - Mam tylko cichą nadzieję, że nie ja i mam nadzieję, że będzie to pani ulubione wino, bo to ja je przyniosłem. – roześmiał się serdecznie, podnosząc kieliszek w toaście. Poczuła jak do jej gardła wlewa się złość wraz z kolejnym łykiem wina, też nie wiedzieć czemu. - Jest pan bezczelny – cicho i dokładnie wypowiedziała słowa. Nagle nachylił swoją głowę do jej ucha. - Mam na imię Dominik…A to wino przywiozłem specjalnie na taką okazję…z Francji…Marto…być może dla ciebie… - delikatnie palcami dotknął jej policzka, a ona stała wmurowana do podłogi, nie mogąc się poruszyć. Popatrzyła prosto w jego ciemne oczy, czując, że za chwilę wciągną ją w tę niebezpieczną grę. - Tu jesteś! A ja cię znów szukam! Nie zostawiaj mnie tak! – nagle przerwała im, zionąc złością i pretensją, dziewczyna, jego dziewczyna. Marta odsunęła się od niego i poczuła ulgę, bo robiło się niebezpiecznie, zostawiła ich samych, by mogli sobie wyjaśnić całą sytuację. Poszukiwała swoich przyjaciół, chcąc się z nimi pożegnać. Postanowiła natychmiast wyjść.
* - Hej, Marta, poczekaj! – krzyknął za nią, w biegu nakładając kurtkę. – Spieszysz się dokądś? – dogonił ją. Jęknęła. - A co z twoją młodą przyjaciółką? Zostawiłeś ją samą? – nie zwolniła kroku i nie patrząc na niego szła dalej. Chwycił ją za ramiona i zatrzymał, odwracając do siebie. - To tylko moja znajoma… A czy to ma dla ciebie znaczenie? – zapytał. - Znaczenie? A powinno? Przecież ja cię wcale nie znam. Widzieliśmy się raz i to przelotnie, więc, o czym tu rozmawiać? Oczywiście pomijam fakt, że często mijaliśmy się na uczelni, nie zwracając na siebie uwagi…Byłeś w końcu wykładowcą na moim wydziale… – powiedziała, uśmiechając się do niego. - Chciałbym się z tobą spotkać. Chciałbym, żebyśmy się poznali. Lepiej. W ogóle poznali… – popatrzył na nią, uśmiechając się do niej z urzekającym zakłopotaniem. - Dlaczego? – zdziwiona zapytała i ruszyła przed siebie. Szedł obok niej chwilę w milczeniu, jakby szukając odpowiednich słów. - Bo uważam, że to nie przypadek, że dzisiaj się spotkaliśmy. Nie wiem, jak ci to mogę wytłumaczyć…- znów się zastanowił. - Normalnie wytłumacz, zadałam tobie proste pytanie, na które oczekuję prostej odpowiedzi – odpowiedziała. – Czyżby językoznawcy nagle zabrakło odpowiednich słów? Niespotykane! – powiedziała złośliwie - Dlaczego chcesz się ze mną spotkać? – powtórzyła. - Bo mnie zauroczyłaś… - powiedział cicho - Czym??!! – roześmiała się na całe gardło – Dominik, ty mnie w ogóle nie znasz! Rozmawialiśmy, może pięć minut, a pewnie i to nawet nie, więc czym ja ciebie mogłam zauroczyć!? – wciąż się śmiała. – Rozbawiłeś mnie… Czy tak właśnie czarujesz wszystkie swoje panienki? – zapytała złośliwie. Poczuł się urażony, nie wiedząc jak ma ją przekonać, by się spotkali. – Pamiętam, jak po uczelni krążyły o tobie plotki, że nie odpuszczasz żadnej ładnej buzi… – powiedziała sarkastycznie. – Nie wiem na ile to jest prawda, ale nie interesują mnie tacy faceci, jak ty. Nie szukam przelotnej znajomości, przygody, czy jakkolwiek to nazwać. Wyrosłam z tego! – ze złością popatrzyła na niego. - Jesteś pewna tego, co mówisz? – i on ze złośliwością w głosie odpowiedział. - Nie mam osiemnastu lat, by interesowało mnie romansowanie ze zbyt pewnym siebie, zapatrzonym w siebie draniem, który zmienia kobiety, jak rękawiczki! Nie mam zamiaru znaleźć się w twoim kalendarzyku. – bezczelnie skwitowała. - I właśnie dlatego powinnaś się ze mną spotkać, bo nie wiesz jak jest naprawdę. Chcesz się przekonać, jaka jest prawda? – z wyzwaniem zapytał, odwracając nieoczekiwanie kota ogonem. Zdziwiła się tym pytaniem i zatrzymała się nagle. Popatrzyła na niego i przypatrywała mu się przez chwilę. Nagle roześmiała się. - Nie rezygnujesz tak łatwo, co? – zapytała - Nie… – uśmiechnął się do niej, czując, że jest bliski zwycięstwa. Odeszła kilka kroków dalej. - Dobrze, spotkajmy się – powiedziała nagle. Uśmiechnął się szeroko. Wiedział, że zwyciężył.
* - …I wtedy poczułem, jak grunt osuwa mi się spod stóp. To było niesamowite wrażenie… – żywo gestykulował. - Leciałem w dół siłą bezwładności, ale na samym końcu, na szczęście, lina mocno się zacisnęła i wiedziałem już, że nic złego mi się nie stanie. A potem powtórzyłem to wejście jeszcze kilka razy, tak dla pewności, czy nie popełniłem wtedy jakiegoś błędu. – uśmiechnął się do niej - Wyeliminowałem go, bo od tego zależało moje bezpieczeństwo… - Dominik opowiadał jej kolejną ze swoich historii o wspinaczce, a ona jak urzeczona wsłuchiwała się we wszystkie wypowiadane przez niego słowa. Patrzyła mu prosto w oczy, nie mogąc się od nich oderwać. Siedzieli już kolejną godzinę w kawiarni, nie wiedząc, jak szybko upływa im czas. - A jak godzisz to ze swoją pracą? Bo przecież takie wyjazdy są czasochłonne? – zapytała. Roześmiał się. - Oficjalnie badam dialektykę i wpływy cywilizacji na rozwój języka różnych regionów, więc łączę swoje zamiłowania z pracami badawczymi. Potem tylko kompiluję wszystko w jedną całość i gotowe. A profesor jest zadowolony. Gorzej już z wykładami, ale przecież i to zawsze można załatwić. Priorytetem są prace badawcze i dlatego nigdy nie miałem z tym problemów…- uśmiechnął się do niej czule – Kiedyś musisz sama spróbować takiej wspinaczki. Nie jest niebezpieczna, jeśli zachowa się maksimum bezpieczeństwa… - Ja się do takich rzeczy nie nadaję, bo mam lęk wysokości. Prędzej chyba bym się zastrzeliła, niż ktoś namówiłby mnie na taką rzecz. Dziękuję za takie wrażenia. Po co miałabym narażać zarówno siebie jak i drugą osobę? – odpowiedziała mu uśmiechem. Popatrzył na nią. - A jednak będę ciebie namawiał do tego… – przez chwilę namyślał się nad czymś – A co byś powiedziała na przyszły miesiąc? Jedziemy z kilkorgiem przyjaciół na krótki wypad w Sudety. Może zabrałabyś się z nami, co? – zaproponował – Spróbowałabyś sama? - zapytał - Doceniam propozycję i dziękuję za nią. Nie nadaję się na takie rzeczy. Naprawdę. Jestem zbyt wielkim tchórzem, by się na takie coś zdecydować. – grzecznie podziękowała. Poczuł się rozczarowany, ale nie nalegał. - Masz rację, za zimno już na takie eskapady – przyznał jednak. Przez chwilę siedzieli w milczeniu. - Lubisz takie sporty ekstremalne? – nagle zapytała. Zastanowił się przez chwilę nad odpowiedzią. - Szczerze mówiąc, to tak. Lubię takie wyzwania, lubię w ten sposób sprawdzać siebie i swoją wytrzymałość – powiedział. - A czy to nie jest tak, że drzemie w tobie mały niespełniony chłopiec, któremu zabrano w dzieciństwie ulubione zabawki i teraz odgrywa się na wszystkim? – zapytała, nie mogąc powstrzymać się od złośliwości. Przez chwilę patrzył na nią, zastanawiając się, czy rzeczywiście myśli to, co mówi. Na jego ustach pojawił się delikatnie szyderczy uśmieszek. - A czym jest w takim razie twój strach przed takimi wyzwaniami? – odpowiedział pytaniem. – Czyżby tobie dano lalkę, którą bawić się nie chciałaś a kazano to robić? – popatrzył na nią z ciekawością. - Nie zmieniaj tematu. Zapytałam pierwsza… – roześmiała się. - No cóż…Miałem udane dzieciństwo i pozwalano mi się bawić, czym chciałem. Byłem ciekaw świata i nie zabraniano mi go poznawać. Mogę powiedzieć nawet, że dopingowano mnie w tych doświadczeniach. Choć czasem starano się wkraczać wtedy, kiedy stawało się to naprawdę niebezpieczne. Po śmierci ojca zmieniło się to diametralnie, matka raczej skupiła się na czym innym, ale tak naprawdę i tak na tym tylko skorzystałem. Chyba właściwie dzięki tej swobodzie do dzisiaj szukam wrażeń, wspinając się i robiąc jeszcze tysiące innych rzeczy. No, a twoje, jakie było? – opuściła głowę, jakby wstydząc się swojego dzieciństwa. - Moje nie było nadzwyczajne, mnie w przeciwieństwie do ciebie wychowano w bardzo surowy i kulturalny sposób. – zaczęła mówić z lekką goryczą. - Świat dla mnie stanowił wielką zagadkę, której nie mogłam rozwiązać, choć bardzo chciałam. Dopiero wtedy, kiedy spełniałam prawidłowo wszystkie oczekiwania rodziców popuszczano mi smycz. Ale też nie za bardzo, żebym tylko nie uciekła. – zamyśliła się. Popatrzył na nią i wziął w swoją dłoń jej rękę. - I nigdy się nie zbuntowałaś? – zapytał delikatnie, bawiąc się jej palcami. - Pierwszy raz zbuntowałam się, kiedy skończyłam osiemnaście lat. Zrobiłam w domu wielką urodzinową imprezę a rodziców wyekspediowałam do rodziny. Nie powiem, jakie były skutki tej zabawy, ale grunt, że w dorosłość weszłam z całkiem niezłym doświadczeniem. A kolejny raz zbuntowałam się, kiedy dostałam się na studia. Wyjechałam na całe trzy miesiące na wakacje i mimo olbrzymich sprzeciwów moich rodziców udało mi się o nich zapomnieć na cały ten czas. Wtedy spróbowałam chyba wszystkiego… Potem jeszcze przez kilka lat studiów ostro imprezowałam, ale pod koniec mi przeszło. Tak, jakby skończył się mój wyrażany w ten sposób bunt. A może w końcu dorosłam. – zamyśliła się nad swoimi wspomnieniami. - To chyba nie masz dobrego kontaktu ze swoja matką, co? – pytał dalej. - Nie, raczej nie. A ty, masz dobry? – popatrzyła na niego. - Myślę, że tak. Aczkolwiek nie mam zbyt dużo czasu, by ją często odwiedzać, ale staram się to robić w miarę regularnie. Odkąd mieszkam sam jest to coraz rzadziej, niestety. Ale często do siebie dzwonimy.- uśmiechnął się do niej. - Ja cały czas mieszkam z rodzicami, choć naprawdę są chwile, kiedy mam ich dość i najchętniej wynajęłabym sobie cokolwiek, ale może już niedługo. Od poniedziałku zaczynam pracę, więc pewnie będę mogła sobie pozwolić na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil alex2511
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…