Niezapominajki
Historia pewnej przyjaźni
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Upłynęło tak wiele czasu, tyle samotnych dni i nocy, tak wiele wylanych łez. Pomimo tego ja nadal w swojej głowie przechowuje te bolesne wspomnienia. Sam już nie wiem czy powinienem puścić to wszystko w niepamięć, a jeśli nawet...To czy byłbym w stanie. Wielu mówiło, że nie powinienem tak dużo o tym myśleć, że czas leczy rany, tylko dlaczego ja nadal czuję zapach niezapominajek, które ona tak bardzo kochała, dlaczego gdy zamykam oczy widzę jej rumiane policzki i śmiejące się do mnie błyszczące zielone oczy. Była dla mnie wszystkim sprawiała, że życie stawało się łatwiejsze, nabierało kolorów... Cudowny anioł pełen radości i współczucia dla innych. Poznałem ją tuż po ukończeniu szkoły średniej, w szare deszczowe popołudnie. Szedłem na kolejny morderczy trening... Sam nie wiem, po co mi to było, już dawno hokej przestał być dla mnie czymś wyjątkowym, a jednak dwa razy w tygodniu pakowałem torbę, zarzucałem ją na ramie i szedłem na lodowisko udając, że jest dobrze, że robię to, co chciałem, to co kocham. Przeszedłem przez na wpół zapełniony parking ku głównemu wejściu, jak zwykle pchnąłem ramieniem ciężkie metalowe drzwi a one otworzyły się do środka. Zrobiłem krok na przód i zobaczyłem ją... Siedziała na ziemi pocierając prawy łokieć, w oczach miała łzy. Od razu zrozumiałem, że to ja byłem wszystkiemu winny, uderzyłem ją drzwiami! Rzuciłem torbę na bok i pomogłem nieznajomej podnieść się z zimnego betonu. Jęknęła cicho i mruknęła: Dziękuję Chciałem ją przeprosić, ale jakoś słowa ugrzęzły mi w gardle i nie chciały wyjść. Nieznajoma spojrzała na mnie i wtedy to po raz pierwszy zatonąłem w szmaragdzie jej oczu. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie i nie puszczając stłuczonego łokcia sięgnęła po niewielki plecak. Wyprzedziłem jej ruch i pierwszy podniosłem plecak z ziemi. Znów obdarzyła mnie uśmiechem i wzięła ode mnie swoją własność, po czym odwróciła się i odeszła. A ja stałem tak przez dłuższą chwilę całkowicie oniemiały. Dwa dni później tą samą dziewczynę spotkałem na hali lodowiska, kiedy wszedłem na widownie by poobserwować koleżanki z klubu, ona kręciła piruet na środku tafli. Długie kasztanowe włosy miała splecione w warkocz, jedynie parę niesfornych kosmyków łaskotało ją po nosie. Chociaż miała na sobie powyciągane dresy i luźną koszulkę to i tak w moich oczach wyglądała jak najprawdziwsza księżniczka, wokoło której kręciły się łabędzie...Pozostałe dziewczęta z sekcji łyżwiarskiej. Zrobiła jeszcze kółko wzdłuż bandy, po czym zatrzymała się i opierając dłonie na kolanach próbowała złapać oddech. Policzki miała mocno zaróżowione, ale to zamiast ujmować dodawało jej jeszcze uroku. Nie mogłem się powstrzymać, zarzuciłem torbę na ramię i podszedłem pod bandę. Zauważyła mnie...Zamiast „cześć” posłała mi ciepły uśmiech a ja odwzajemniłem miły gest. Odepchnęła się prawą łyżwą i powoli zbliżyła się do mnie. -Znów się spotykamy. - Powiedziała cichym, ale jednak pewnym siebie głosem. -Słuchaj...Przepraszam za to ostatnio, naprawdę nie myślałem, że ktoś będzie próbował otworzyć te przeklęte drzwi od drugiej strony. - Próbowałem się wytłumaczyć, ale jej najwidoczniej nie zależało na tym, bo zaśmiała się cicho i przerwała mój wywód.
-Wierz mi, myślenie nigdy nie było mocną stroną takich osiłków jak ty. Słysząc te słowa poczułem się niezręcznie, zupełnie tak jakby ktoś przyłożył mi prosto w twarz... -Nie jestem taki jak ci się wydaje. -Nie znam cię, więc pewnie nie powinnam cię oceniać. -Właśnie. -Mruknąłem. -Miło się z tobą rozmawia, ale musze wracać do ćwiczeń, jak widzisz nic mi nie jest, co i mnie cieszy. No to na razie. - Z jej głosu znikła ta nuta ignorancji a na sam koniec znów pojawił się ten ciepły uśmiech. Po dziś dzień doskonale pamiętam tamtą rozmowę, nie wiem, dlaczego, może, że powiedziała mi coś, co zabolało? A może, dlatego, że po raz pierwszy wymieniliśmy zdania, uśmiechy.... Parę dni później dowiedziałem się, kim była ów tajemnicza i niezwykle uszczypliwa dziewczyna, przeniosła się do naszego małego miasteczka ze względu na jedną z trenerek, jeździła z seniorkami, krążyły też plotki, że jako trzecia łyżwiarka w kraju miała szansę pojechać na olimpiadę. Sporty zimowe to było coś, co mogło nas połączyć, więc zacząłem przychodzić na treningi coraz wcześniej, by móc podziwiać łyżwiarki w akcji, chociaż na tafli kręciło się zwykle około piętnastu dziewcząt ja bez trudu potrafiłem dostrzec mojego anioła. Była dość drobną osóbką, na pozór słabiutką i delikatną, ale tylko na pozór. W tej dziewczynie drzemała niezwykła siła... Ktoś kiedyś zapytał mnie czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, odpowiedziałem, że nie. Początkowo byłem nią zauroczony, była taka piękna, dopiero, kiedy poznałem ją bliżej moje serce drgnęło... To było ciepłe kwietniowe popołudnie, wiosna zawitała na dobre do naszego miasteczka, aż chciało się żyć. Jak co czwartek leniwie sunąłem przez park z ciężką torbą na ramieniu, w takie słoneczne dni traciłem resztki ochoty na pocenie się w ciężkim hokejowym sprzęcie. Chciałem usiąść na ławce i rozkoszować się zapachem kwiatów, śpiewem ptaków i błękitem nieba... I wtedy mijając niewielki plac zabaw dostrzegłem ją, siedziała na huśtawce obiema rękami ściskając pionowe rurki, wzrok miała wbity w adidasy. Kasztanowe włosy opadały jej na twarz prawie całkiem ją zasłaniając. Tuż obok oparty o drewnianą belkę stał niewielki plecak. Początkowo chciałem przejść obok obojętnie obawiając się kolejnych głupich uwag pod moim adresem, ale coś we mnie pękło i po prostu nie umiałem jej ominąć. Zatrzymałem się, ale ona najwidoczniej mnie nie zauważyła. Podszedłem nieco bliżej i mruknąłem: –Cześć. Ona uniosła lekko głowę odsłaniając w ten sposób twarz, oczy miała takie smutne...Nie zdążyłem się jej bliżej przyjrzeć, bo już po chwili z powrotem spuściła głowę a wzrok wbiła w ciemny piasek pod jej stopami. -Idziesz na trening prawda? -Zapytała niepewnie. -Właściwie szedłem na trening dopóki nie zobaczyłem ciebie z taką niewyraźną miną. Usiadłem na huśtawce obok niej. -A ty nie powinnaś ćwiczyć teraz potrójnego axla? -Dodałem ironicznie. -Pewnie powinnam...Tylko jakoś nie mam na to najmniejszej ochoty. -Westchnęła cicho. -Czasami chciałabym, żeby życie było mniej skomplikowane. -A kto by nie chciał? Gdy mniej problemów na głowie, więcej uśmiechów na twarzy. -Taaak...Coś w tym musi być. -Mogę zapytać, co cię gryzie? - Zapytałem nieśmiało. -Nie dość, że osiłek to jeszcze wścibski! - Na jej ślicznej buzi znów zagościł ironiczny uśmieszek. -Dlaczego bierzesz mnie za bezmózgiego mięśniaka?! Już ci mówiłem, że nie należę do takich, chyba na oglądałaś się tych wszystkich amerykańskich filmów! - Poderwałem się na równe nogi i zacząłem prawie krzyczeć, a twarz płonęła mi ze zdenerwowania. Chciałem być dla niej miły a ona... Odpłaciła mi czymś takim. -Jeśli dobrze pamiętam, powiedziałam ci też, że cię nie znam wiec chyba nie mnie cię oceniać. - Odparła ze spokojem w głosie. -Skoro nie tobie, to dlaczego mówisz takie rzeczy? -Nie wiem, może dla draki. - Podniosła się z huśtawki śmiejąc się jak małe dziecko. - No, ale skoro już oboje zrobiliśmy sobie dzień wolny od zajęć, to powiedzmy, że zapraszasz mnie na lody! Chwyciła mnie wtedy pod rękę i zaciągnęła do kawiarni. Na nic były moje tłumaczenia, że jestem bez pieniędzy, dotarło to do niej chyba dopiero, gdy przyniesiono rachunek, za który zmuszona była zapłacić sama. Czułem się jak idiota pokazując jej pusty portfel, ale ona okazała się być prawdziwą damą i zapłaciła bez zbędnych komentarzy. Długo rozmawialiśmy, dowiedziałem się, że nie przyjechała tu ze względu na trenera, ale chorą matkę, która potrzebowała spokoju, miała dość miejskiego zgiełku, który wcale nie wpływał pozytywnie na jej słabe zdrowie. Ojciec odszedł od nich, gdy miała zaledwie pięć lat, ale nie uważała go za kogoś podłego, nie umiała powiedzieć o nim złego słowa, może dlatego, że w oczach matki zawsze uchodził za dobrego człowieka... Nie sądziłem, że można kogoś tak dobrze poznać spędzając z nim zaledwie jedno popołudnie... Czy się zakochałem? Nie... To jeszcze nie była miłość, a zaledwie początek prawdziwej przyjaźni. Kolejny dzień na uczelni, niby zwyczajny wtorek z nudnymi wykładami, ale w tym wszystkim, w całej tej monotonii było coś, co napawało mnie optymizmem. Popołudniowy trening, wizyta na lodowisku i możliwość spotkania właśnie Jej, zamienienia z nią choćby paru słów. Tak niewiele potrzebowałem do pełni szczęścia... Polubiliśmy się, można powiedzieć, ze narodziła się miedzy nami prawdziwa przyjaźń. Ona mówiła mi o swoich problemach, o matce kłótniach z trenerką...Olimpiadzie a ja...Cóż…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Millie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…