Wróć do katalogu

Niszczący nałóg

z LP w roli głównej... O narkomanii, miłości...przeczytajcie, bo myślę że warto. plis o komentarze i ocenki :)

Svenka, opublikowano , 1 godz. 48 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień był pochmurny i wyjątkowo zimny jak na początek października. Wiatr sypał żółtymi i czerwonymi liśćmi na chodniki, ulice i parki. Tutejsze dzieciaki miały niesamowitą radochę, gdy idąc ze szkoły mogły porzucać się właśnie tymi kolorowymi liśćmi. Taką niewinną zabawę obserwował przez okno ciemnowłosy chłopak o koreańskich rysach W ręku trzymał kartkę i ołówek, którego koniec niecierpliwie pogryzał w zamyśleniu. -Panie Shinoda ! Coś nie tak ? – w głębi klasy rozległ się pretensjonalny, surowy głos. Chłopak wzdrygnął się na dźwięk swojego nazwiska i spojrzał na rozeźloną postać stojącą nad nim. -Eee... Nie, wszystko w porządku – odpowiedział próbując odwrócić kartkę na drugą stronę, ale ręka pani profesor była szybsza. -Shinoda, nie zacząłeś nawet ! – powiedziała, groźnie mrużąc oczy. -Nie, bo ja właśnie... – zaczął zakłopotany ale nie dano mu dokończyć. -Nie zacząłeś, a chcę ci przypomnieć że do jutra należy złożyć na moim biurku osiem prac – powiedziała nieprzyjemnym tonem – Mówię to do wszystkich ! – dodała głośno podchodząc do tablicy. Chłopak odetchnął i spojrzał na zegarek. W tym momencie zadzwonił dzwonek. Wrzucił swoje ołówki i blok do plecaka, po czym szybko wyszedł na korytarz. Ruszył w stronę szatni gdy nagle usłyszał : -Mike ! Mike ! Cześć... Kończysz już ? – podbiegł do niego zdyszany, mniej więcej na oko jego rówieśnik, koreańczyk. -Joe ! No tak... Nareszcie... – mruknął, czując że robi mu się niedobrze na myśl o dzisiejszej pracy domowej. Miał gotowe cztery, każdą robił trzy godziny. Pokręcił głową i zapytał : -Dowalili ci ? Bo mi tak... – wykonał gest rozpaczy. -Hm... W sumie ja mam wszystko gotowe, jak chcesz to mogę ci pomóc... – zaproponował przyjaciel przeczesując czarne włosy palcami. -No chętnie – odpowiedział Mike markotnie – Ja nie wiem jak wyrobię w tym roku... -Stary, robisz zajebiste rysunki, jesteś prymusem ! – rzekł z ożywieniem Joe. Brunet westchnął. Zdecydowanie pasadeńskie Art Center College było szkołą na wysokim poziomie. Ciężka praca i wiele nauki... Ale że robił świetne rysunki to była prawda. W końcu dlatego tu przyjechał. Zawsze wyróżniał się talentem plastycznym. Chciał tu studiować. I chciał skończyć tę szkołę z jak najlepszym wynikiem -Wiesz, chciałbym wreszcie poznać tych twoich kumpli... – powiedział nagle Joe. -Brada i Roba ? Ah... Jak wiesz teraz rzadko się z nimi widuję... Też studiują. Gdyby byli tu, w Pasadenie, to widywalibyśmy się codziennie. Oni są genialni. Musisz im zaprezentować swoje zdolności didżejskie, Mr. Hahnie – zawołał Mike trącając Joe`go w ramię. Szli przez korytarz, tak rozmawiając gdy nagle obok nich przeszła ciemnowłosa dziewczyna o dużych, piwnych oczach. Obdarzyła Mike`a uśmiechem i powiedziała : -Cześć ! On kiwnął tylko nieznacznie głową. Gdy dziewczyna przeszła Joe wrzasnął : -Znasz ją ?! Mike znów kiwnął głową. -Skąd ?! – znów wrzasnął Joe. Mike spojrzał na niego zdziwiony. -Podoba ci się ? Bracie, darują sobie tą cizię ! – powiedział Mike z rozbawieniem – Jest okropnie pusta ! Jeśli nie masz o czym pogadać z dziewczyną to znaczy żebyś darował sobie tą znajomość – zakończył Mike. -No ale kiedy ty z nią gadałeś ? – nalegał jego przyjaciel. -A wiesz... – zaczął z ociąganiem Mike – Kleiła się do mnie ostatniego czasu, zagadała i stwierdziłem że jest głupia... -Aha – mruknął Joe. Weszli do szatni. -Mike, ale czy ty nie zauważyłeś że wszystkie się do ciebie kleją ? – zapytał po chwili Joe ze złośliwym uśmiechem. -Oh, przestań... – syknął Mike ale w tej chwili podeszła do niego grupka dziewczyn, śmiejąc się i wdzięcząc. Joe nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem. Kumpel rzucił mu mordercze spojrzenie i powiedział do dziewczyn : -Sorry laski, chętnie bym pogadał, ale się spieszę... No wiecie... Mnóstwo prac domowych – po czym wyszedł z Joem przed budynek szkoły. Skierowali się do tego samego parku, gdzie jeszcze 20 minut temu bawiły się dzieciaki. -Mike, jak to się stało że jeszcze nie masz dziewczyny ? – zapytał Joe pocierając brodę. -Eh, przestań, mówiłem ci ! Czemu ty nie masz dziewczyny ? – syknął brunet. -Ej, ale ja serio mówię – odpowiedział Joe poważnie. Mike zastanowił się i rzekł : -One są wszystkie puste ! Myślą że są takie piękne i cudowne... Potrafią gadać tylko o sobie – zrobił odruch wymiotny w efekcie czego Joe roześmiał się. Szli przez park, rozgarniając liście nogami, i rozmawiali o muzyce. Oboje mieli bzika na punkcie muzy. Mike, gdy miał tylko czas, siadał do swoich klawiszy które wziął ze sobą i tworzył. Joe miksował, i robił genialne rzeczy. Przyjaciele Mike`a z Agoury, Brad Delson i Rob Bourdon mieli własny zespół – Relative Deegre. Można było powiedzieć że Mike też w nim jest. Przygotowywał sample dla nich gdy tylko miał czas. Teraz jednak w ogóle nie grali z powodu roku szkolnego. Mike bardzo chciał przedstawić Joe`go chłopakom. Wiedział że to może mieć przyszłość. Nagle, ni stąd ni z owąd Mike poczuł silne uderzenie i znalazł się na ziemi. Joe wrzasnął. Otrząsnął się i z pomocą Joego wstał. Otrzepał się i jego wzrok padł na podnoszącą się dziewczynę. Miała na nogach glany, czarne szerokie spodnie, czarną kurtkę, opaskę na głowie i kolczyk w nosie. Mike mimo tej sytuacji zauważył że dziewczyna jest bardzo ładna. Nie miał najmniejszego pojęcia ile może mieć lat. -Eee... Nic ci się nie stało ? –zapytał wyciągając ku niej rękę. Zmierzyła go chłodnym wzrokiem i tylko rzuciła : -Uważaj gdzie łazisz, idioto – nie miała w ogóle angielskiego akcentu. Mike`a zatkało. Żadna dziewczyna jeszcze nigdy tak go nie zlała. -Ej, zdaje się że to ty na niego wpadłaś – powiedział ze złością Joe. -Co ty nie powiesz japońcu ? – rzuciła dziewczyna, obróciła się na pięcie i pobiegła dalej. Słychać było tylko tupot ciężkich butów. -Boże, jaka wariatka – rzucił Joe do Mike`a który się nie odzywał. Był w szoku. Żadna dziewczyna jeszcze nigdy go nie olała. Gdy chciał zwrócić na siebie uwagę jakiejś laski udawało mu się to w ciągu pięciu minut. Wystarczyło się uśmiechnąć i mrugnąć okiem... Za wszelką cenę musiał dowiedzieć się czegoś więcej o tej dziewczynie. Musiał. -Mike ? Idziemy ? Nie przejmuj się tą świruską – powiedział Joe ciągnąc go za rękaw kurtki. Mike kiwnął głową i wyszli z parku. Brunet spojrzał na zegarek. 16.45... Cieszył się że jutro wychodzi o tej samej godzinie. Musiał coś sprawdzić.

Wyszedł ze szkoły prawie biegiem. Miał nawet całkiem niezły nastrój, bo udało mu się sprostować wymagania profesor Harrods. Dał jej te pierdolnięte rysunki i nawet uśmiechnęła się jak je zobaczyła. Mike poszedł do parku i usiadł na ławce w tym samym miejscu, w którym sam wczoraj leżał na ziemi przewrócony przez chamską dziewczynę. Nie czekał na Joego. On skończył trzy godziny wcześniej. Siedział i czekał. I nagle zobaczył ją... Biegła, znów w glanach, ale tym razem miała ciemnozielone spodnie. Mike zerwał się z ławki porywając plecak i biegnąc za nią. Dogonił ją i stanął przed nią . Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie. Wzniosła oczy ku niebu. -Cholera, czego ty ode mnie chcesz, co ? – zapytała ze złością próbując wyminąć Mike`a. Jednak bezskutecznie. -Jesteś mi coś winna... – powiedział Mike nadal zagradzając dziewczynie drogę. Zrobiła dziwną minę. -Tak, wczoraj mnie o mało co nie zabiłaś ! – powiedział jej prosto w twarz. Prychnęła pogardliwie. Wyminęła go i ruszyła szybkim krokiem. Mike dotrzymywał jej tempa. -To co ? Mam teraz iść z tobą do kawiarni ? – zapytała ironicznie. -Chociażby – odpowiedział Mike uśmiechając się. Dziewczyna znów prychnęła. -Ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego – powiedziała cicho, znów się zatrzymując bo Mike stanął jej na drodze. Spojrzał na nią z niekłamanym zdumieniem. -Dlaczego ? – zapytał naprawdę wytrącony z równowagi. -Bo jesteś zbyt pewny siebie ! – odpowiedziała , wykorzystując moment nieuwagi Mike`a i uciekając. Mike bezradnie wzruszył ramionami. Kopnął leżący obok kamień. Jakkolwiek starałby się zapomnieć o niej, to wiedział że będzie o niej myślał... Fascynowała go. Jeszcze nigdy nie spotkał tak upartej i tajemniczej dziewczyny. Musiał, musiał ją poznać. Tylko jeszcze nie wiedział jak... Od razu postanowił iść do Joego i zapytać go o radę. Zapukał do drzwi małego domu stojącego niedaleko collegu. Joe miał ten dom po ciotce, więc między innymi dlatego jego rodzice postanowili go tutaj wysłać. -Mike ! – zawołał Joe od progu.- Gdzie cię nosiło ? Dzwonię i dzwonię do ciebie ! Mike wszedł, rozebrał się i usiadł po turecku na dywanie. Opowiedział Joemu wszystko, co chciał mu powiedzieć. Mr. Hahn zawył. -Uuu... To ona ci się podoba ? – zapytał śmiejąc się. -Od razu się podoba, podoba ! – burknął Mike – Nie, ja chcę tylko czegoś się o niej dowiedzieć, naprawdę ! -No dobra... Niech ci będzie... – odpowiedział Joe nadal się uśmiechając. – Proponuję małe śledztwo... Jutro jej nie będziesz zaczepiał, tylko zwyczajnie za nią poleziesz... Zobaczysz gdzie chodzi tak codziennie, a raczej biegnie i to już będzie coś ! -Hmmm... Racja, tylko żeby się nie skapła że za nią idziemy... – odpowiedział w zamyśleniu Mike. -No tak... Ej, zaraz... Jak to MY ? – wrzasnął Joe. -Oj, proszę cię ! Przecież sam nie będę się włóczył ! – Mike wyszczerzył zęby w proszącym uśmiechu. -Eh, dobra... – mruknął Joe. – A, zobacz co wczoraj zrobiłem ! Usiedli przy kompie Joego a on puścił niezły bit. Mike zamyślił się i dorwał się do kartki i ołówka. Po chwili powstał szary szkic postaci stojącej na wietrze w czarnej kurtce i glanach. Miała ręce w kieszeni i wydawała się nad czymś zastanawiać. Joe spojrzał przez ramię i przez jego twarz przebiegł delikatny uśmiech satysfakcji. Teraz zrozumiał że to właśnie taką dziewczynę chce mieć Mike. Upartą, niecodzienną a jednocześnie piękną. Taka właśnie była ta złośliwa dziewczyna z parku. Nie miała na twarzy tapety, lubiła czarny kolor i biło od niej na odległość to, że nie jest w najmniejszym stopniu łatwa. No i przed Mike`em ciężka droga, jeśli będzie chciał zwrócić jej uwagę na siebie. A chciał. I to bardzo mocno.

Już następnego dnia w budzie był niespokojny i w ogóle nie słuchał lekcji. Jego myśli wracały cały czas do parku. Czekał, czekał i czekał. Została mu tylko godzina żeby wreszcie wyrwać się na wolność. Dziś miał wyjątkowo dosyć. Wszystkiego. Grafiki, profesorów i dziewczyn. Właśnie darł na kawałki trzy liściki które dostał. We wszystkich trzech proponowano mu spotkanie. Na samą myśl robiło mu się niedobrze. Udawał że słucha z zaciekawieniem tego co głosiła sorka ale tak naprawdę czekał wyłącznie na koniec. I nareszcie. Wybiegł jak szalony po drodze łapiąc Joego. Nie założył nawet kurtki. Było słonecznie i nawet dość ciepło biorąc pod uwagę stan październikowej pogody. Wbiegli zdyszani między drzewa parku i czekali na dziewczynę. Mike szturchnął Joego. Spojrzeli w jedną stronę. Laska szła znów w glanach. Miała podwinięte jeansy, opaskę na głowie, i luźną czarną bluzę. Nie miała kurtki. W uszach dostrzegli słuchawki. Podwinięte rękawy ukazywały pieszczochy, rzemyki i łańcuchy na rękach. Przy spodniach również wisiał łańcuch. Szła szybko i rytmicznie. Mike uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na swoje rzemyki dwie pieszczochy na rękach. W końcu jego kumple grali rocka, a on sam przygotowywał dla nich rockowe bity i sample. Poszli spokojnie za dziewczyną która szła coraz szybciej. Nie mogli jej spuścić z oczu ale nie mogli też dopuścić by ich dostrzegła. Szli jakieś 10 minut gdy dziewczyna nagle stanęła na rogu małej uliczki i wyraźnie na coś, lub kogoś czekała. Spoglądała na zegarek, raz po raz. I nagle zbliżył się do niej jakiś chłopak z czerwonymi włosami. Mike i Joe postanowili podejść jak najbliżej się da. Chcieli co nieco usłyszeć. Stanęli za betonowym słupem. Chłopak miał kolczyk w wardze, obroże nabijaną ćwiekami na szyi i okulary w czarnych kwadratowych oprawkach. Miał na sobie T-Shirt, trochę za duży, i ciemnoczerwone szerokie spodnie na tle których były zawieszone trzy łańcuchy. Na nogach buty na deskę. -Tak ciepło to nie jest – mruknął Joe patrząc na T-Shirt chłopaka. Wyjął ręce z kieszeni gdy dziewczyna do niego podeszła. Na jego nadgarstkach widniały nietypowe tatuaże : dwa duże płomienie. Ogólnie na rękach miał pieszczochy, dużo łańcuchów i rzemyki. Chłopak pocałował dziewczynę w policzek i zapalił papierosa. Chłopcy nie byli w stanie dosłyszeć o czym gadają ale jedno było pewne : mieli zamiar za nimi iść dalej. -Czy myślisz... Myślisz że są parą ? – wydobył z siebie Mike. Joe wzruszył ramionami. -Musimy się sami przekonać – powiedział by pocieszyć kumpla. Chłopak i dziewczyna przez chwilę rozmawiali po czym ruszyli w stronę odległych budynków. Za nimi jak cienie podążyli Joe i Mike.

Doszli za nimi aż do schludnego domu. Nie to żeby byli mocno zdziwieni, ale Joe i Mike sądzili że może idą na jakieś zebranie metalowców albo co... A para weszła w bramę tego domu i chłopcy usłyszeli tylko jak dziewczyna mówi : -Dzień dobry pani Farrel ! -Dzień dobry, dzień dobry ! David i reszta są w garażu – padła miła odpowiedź. Joe i Mike spojrzeli i zobaczyli jak laska i ten chłopak wchodzą do garażu. -Chodź, musimy wiedzieć co tam robią ! – mruknął Mike ciągnąc Joego dookoła domu. Ku ich uldze, z tyłu dom nie był jeszcze ogrodzony i mogli zajrzeć przez małe okienko garażu. Oboje się rzucili i w sumie co do zebrania metalowców nie pomylili się tak bardzo. W środku było może z sześciu ludzi, wszyscy ubrani podobnie jak dziewczyna i chłopak. Tylko jedna lala wyróżniała się z nich trochę. Miała jasne włosy, czarny top i spodnie. Właśnie do niej podszedł chłopak z kolczykiem w wardze, nachylił się i pocałował ją w usta. Mike wypuścił powietrze ze świstem. Poczuł dziwną ulgę. W garażu stały głośniki, na stoliku leżały dwa mikrofony i oprócz tego gitara basowa oraz... Turntable. Joemu zaszkliły się oczy. -Boże ! Ja tam chcę iść i obejrzeć te gramofony ! – powiedział z rozmarzeniem. Trzeba było przyznać że sprzęt jako taki mieli. -Chodź do tych drzwi, chcę wiedzieć co mówią – szepnął Mike wskazując drzwi obok. Usłyszeli strzępki rozmowy. -Przecież oni wszyscy byli do niczego ! Jesteśmy coraz gorsi... -Tak ! To może powiedz lepiej od razu że też jestem beznadziejny ! -Jesteś ! Czy ty kiedykolwiek robiłeś dobre skrechee ? -Nie pasuje ci to nie ! Ja tu nie muszę być ! -Zamknąć mordy ! Mike rozpoznał głos swojej laski. -Kotku nie denerwuj się tak ! -K***, żaden kotek ! Jeszcze raz a zmiotę ci ten uśmieszek z twarzy ! -Ostra jest – szepnął Joe do Mike`a, który tylko kiwnął głową. -Nika, daj spokój... Mike strzelił palcami. Nika ! -Wiecie co ? Mam was dość ! Cały czas nie podoba wam się to co robię ! – odezwał się inny głos. -Tak ! Bo my potrzebujemy profesjonalisty ! -Więc mam odjeść ? -Jeśli tak to nazywasz... Nagle drzwi otworzyły się i Joego zmiotło do tyłu. Mike wleciał do środka. -Ooo... – usłyszał Mike podnosząc się z ziemi. Spojrzał po twarzach tych wszystkich osób. Obok stanął Joe. -Proszę, proszę... – powiedział chłopak z czerwonymi włosami zbliżając się do nich. -Chester – rzuciła ostrzegawczo dziewczyna którą pocałował. -Przecież nic nie robię – odpowiedział chłopak z pokrętnym uśmieszkiem. Założył ręce na piersi i zjechał ich bezczelnie wzrokiem z góry na dół. -Nie przypominam sobie żebyście byli zaproszeni – wycedził zimno – My nie lubimy intruzów. Dziewczyna z parku uśmiechała się tajemniczo. -Ja ich znam – powiedziała cicho nadal dziwnie się uśmiechając. Chester spojrzał na nią zdumiony. Joe był zafascynowany Turntable`m. Nie obchodziło go czy zaraz ich tutaj zleją. Chciał koniecznie obejrzeć to cacko. Przemknął się więc w stronę sprzętu i podłączył go. Wiedział wszystko. Oczy mu błyszczały. Stanął za stołem, poprzestawiał parę przełączników i looknął na to co ma. Jakaś płyta. A co tam... Atak dźwięku poderwał wszystkich. Mike wzniósł oczy ku niebu. Jego kumpel był nieobliczalny. Joe zaczął miksować dźwięk. Robił niezłe cuda. Nikt nie był w stanie do niego podejść. Gdyby nie to że był genialny dawno by ich tu obdarto ze skóry. Joe skończył zakłopotany. Dopiero teraz czuł że nieźle wpadli ale nagle... -Boże, facet ! Jesteś genialny ! – wrzasnął chłopak z czerwonymi włosami podbiegając do niego. – Chester Bennington, wokal – powiedział potrząsając ręką otumanionego Joego. Mike się roześmiał. Nie mógł dłużej. To była głupia sytuacja. Joe lekko się zaczerwienił. -Gdzie ty wcześniej byłeś ? Jesteś profesjonalistą ! – wrzasnął znowu czerwonowłosy. -Eee... – powiedział Joe patrząc na Mike`a. -No bo wiesz, mamy taką swoją kapelę jak widzisz, gramy rocka ale coraz gorzej ostatnio... Mieliśmy beznadziejnego DJ ale jeśli nie grasz nigdzie indziej, w co wątpię, to błagam cię ! Dołącz do nas ! – Chester powiedział to bardzo szybko wpatrując się w Joego z zachwytem. -Lepiej posłuchajcie jego... – mruknął Joe wskazując na Mike`a któremu zrzedła mina. -A on co ? – odezwała się dziewczyna w glanach. Joe od razu powiedział : -To najlepszy MC jaki kiedykolwiek chodził po świecie... Nika prychnęła. Mike zmrużył oczy. Podszedł inny chłopak. -No to pokaż co potrafisz – powiedział do niego, wręczając mu mikrofon. Mike powiódł wzrokiem po wszystkich, zdjął bluzę i powiedział : -Ok. Nika omiotła wzrokiem jego pieszczochy i rzemyki na rękach. Zrobiła znudzoną minę. -Mr. Hahn ! Podkład ! – krzyknął Mike do Joego. Joe tylko uśmiechnął się i przyłożył dłonie do ust. Joe zrobił totalny freesyle. To było to. Mike zaczął rapować jeden ze swoich tekstów które kiedyś napisał. Gdy skończył Chester zaczął bić brawo a za nim reszta. Nawet Nika wyraziła zdumienie klaskając. -No to co ? Widzę was jutro na próbie o tej samej godzinie, co ? A tak w ogóle, to moja dziewczyna Samantha, to basista Phoenix, moi przyjaciele Tommy i Steve i moja przyjaciółka Nika... – przedstawił Chester wszystkich – A ja Chaz. Chazy Chaz – dodał. Mike uścisnął Nice rękę. Zrobiła zaczepną minę ale uśmiechnęła się. Mike odwzajemnił to. Dowiedział się interesujących rzeczy... Tylko Phoenix mieszkał w Pasadenie a reszta w ... Los Angeles ! Tam gdzie Mike, Joe, Rob i Brad ! To go ucieszyło. Chaz i jego paczka wydawali mu się dość sympatyczni ale na razie nie mógł więcej powiedzieć. No i nie zdziwił go fakt że na każde wakacje Nika wyjeżdżała do Polski. Tam się urodziła i dopiero dwa lata temu znalazła się w Ameryce. Poznał że jest cudzoziemką po sposobie mówienia za pierwszym razem. Tak więc umówili się na próbę i wyszli z garażu. Joe i Mike nie sądzili że tak to się skończy. Mike był strasznie szczęśliwy. Po chwili dobiegła do nich Nika. Brunetowi serce zaczęło bić szybciej. -Cześć ! Co, nie zaczekacie ? – rzuciła, Joe zmierzył ją chłodnym wzrokiem. -Nadal gniewasz się za tego japońca ? – zapytała szczerze. Joe kiwnął głową. -Oh, Mr Hahn ! Nie obrażaj się ! Proszę ! Wiem że byłam chamska... – powiedziała. -No dobra... – powiedział wyniośle i pożegnał się z nimi. Mike i Nika szli w milczeniu. -Ee... Mike ? – zapytała niepewnie – Przepraszam. Mike spojrzał na nią z rozbawieniem. -Za co ? – spytał. -No za to że byłam taka złośliwa i niemiła... Niestety, nie umiem nad tym zapanować... To jest moja najgorsza wada... Myliłam się co do ciebie. Myślałam że jesteś takim Narcyzem... – powiedziała spuszczając głowę – Ale już wiem że nie miałam prawa oceniać cię tak pochopnie... -No ok. Ja nie jestem zły. – odpowiedział czując że serce rośnie mu z radości. -To co ? Aktualna ta kawiarnia ? – zapytała uśmiechając się szeroko. -No jak najbardziej – odpowiedział Mike. -To fajnie ! Do jutra ! – rzuciła laska i ruszyła w zupełnie przeciwną stronę niż Mike, który miał ochotę podskoczyć z radości.

Siedział do późna w nocy i rysował. Zupełnie zapomniał o tym co miał zrobić. Tak to już było w tej cholernej budzie. Osiem godzin lekcji i osiem godzin pracy domowej. Położył się o drugiej w nocy i rano był nieprzytomny. Wypieprzył budzik za drzwi z taką siłą że rozleciał się na kawałeczki. Niestety dopiero po fakcie stwierdził że to nie było mądre posunięcie bo jutro się sam nie obudzi. W sumie mógł ustawić sobie komórkę ale było ryzyko że też ją rano rozpieprzy. Zwlókł się z łóżka prawie na czworaka, szukając rzeczy. Ubrał się, umył zęby i wyszedł. Chłodne powietrze lekko go rozbudziło. Doszedł do parku. Powłóczył nogami i cały czas ziewał. Nagle ktoś go szturchnął w ramie. Nie był to Joe. -Nika ? A co ty tuuu... aaa... taj, robisz ? – zapytał zdziwiony nie mogąc powstrzymać ziewnięcia. – Sorry – dodał znów ziewając. -Nie wyglądasz za dobrze – powiedziała uważnie mu się przyglądając. -Ehh... No nie wyspałem się – odpowiedział czując jednak że rozbudza się pod jej wpływem – Gdzie ty chodzisz do budy ? I czemu tu a nie w Los Angeles ? No chyba że studiujesz... -Ee... W sumie jeśli chcesz to mogę ci opowiedzieć... Nie chce mi się iść do budy – powiedziała obojętnie. Mike wzruszył ramionami. -Mi też nie – odpowiedział czując że dziś jest gotowy zwiać z zajęć – To co ? Idziemy gdzieś ? -Jasne ! Tylko że nic nie jest jeszcze otwarte... – powiedziała też ziewając. Mike roześmiał się. -Jest otwarty bar kanapkowy na Stocker Street... – powiedział Mike. -No to chodź ! – odpowiedziała. Poszli więc. Praktycznie nie było nikogo więc usiedli w kącie. -Chcesz kawę ? – zapytał Mike Nike. Ona pokręciła głową. Mike usiadł naprzeciw niej z filiżanką . -Nie pijam kawy – wyjaśniła z sztucznie poważną miną i roześmiała się. Mike wyraził obojętność i zapytał : -To ile masz lat ? -Eee... No, tego, 18... – mruknęła przygryzając wargi. Mike kiwnął głową. Dałby jej 19... – A ty ? -Ohh... Rok starszy – powiedział uśmiechając się. -Ahh... – mruknęła tylko Nika. -To gdzie studiujesz ? – spytał ponownie. -Gdzie ? No właśnie... Mike, dobra, nie będę cię wkręcać – wyrzuciła. – Tak naprawdę mam 15 lat i chodzę do tego gimnazjum niedaleko twojej budy... Mike zakrztusił się. Spojrzał na nią jak na wariatkę. Ona tylko pokiwała głową z rezygnacją. -Boże ! Ja bym ci dał 19... – powiedział. Ona ma 15 lat ! No super ! -Zawsze tak jest ! – powiedziała – Jak mówię ile mam lat to wszyscy że już inaczej ze mną gadają i w ogóle... Tylko Chester jest wobec mnie wporzo ! No i reszta paczki też... Chaz ma 20 lat a jest moim najlepszym przyjacielem... W sumie to go poznałam w Los Angeles i specjalnie dla niego przyjechałam tu się uczyć. -Oo... No nie, ja cię nadal traktuję tak samo ! Spoko ! – powiedział Mike – A czy ty coś do niego czujesz ? – zapytał niespokojnie. -Do Chaza ? No coś ty ! On ma dziewczynę a ja chłopaka ! – powiedziała wesoło. Mike poczuł że coś nie fajnego podchodzi mu do gardła. Przymknął oczy i mu przeszło. -Aha... – mruknął. Tylko tyle mógł wydusić. -No... Powiem ci że parę razy się z Chesterm lizałam, ale to było na początku... Tak dla ciekawości – rzuciła obojętnie. – On nie był jeszcze z Sam a ja nie byłam ze Sebastianem... Mike poczuł że nie nadąża za tą dziewczyną. -To byłaś kiedyś z Chesterem ? – zapytał. -Nie- odpowiedziała szczerze. -Aha – powiedział Mike. Zbiła go z tropu zupełnie. Zauważyła na jego twarzy wyczekiwanie i powiedziała : -Ja i Sebastian jesteśmy już rok... Tylko wiesz, on ma 19 lat... Tak jak ty – mruknęła. Prze pół godziny Mike nie miał wcale dobrego nastroju. Ale później zapomniał i gadał z nią normalnie. Cały dzień przechodzili razem. Siedzieli w kawiarni, później w parku. Postanowili też ze pójdą później po Joego. -Hmm... On może być zły że nie poszedłem na zajęcia... – mruknął Mike do Niki gdy siedzieli na ławce w parku. -No... Ale nie mów Chazowi że zwiałam, dobra ? – zapytała przymilnie. Mike spojrzał zdziwiony. -No proszę ! Ostatnio często mi się to zdarza... – dodała spuszczając głowę. -No wiesz ! Gdybym wiedział to bym ci nie pozwolił – oburzył się Mike. – A Chester byłby zły ? -No on się o mnie bardzo troszczy... To on namówił moich rodziców żebym tu przyjechała się uczyć. Ja z nim mieszkam. – powiedziała wzruszając ramionami -A Samantha ? Nie mieszka z Chazem ? – zapytał zdumiony Mike bawiąc się paskiem plecaka. -Nie... Ona mieszka w akademiku – odpowiedziała Nika. – Wiesz, ona kiedyś myślała że ja Chaz jesteśmy razem, że on ją zdradza... Po tym jak kiedyś weszła do nas w sobotę i zastała nas razem w łóżku... – powiedziała śmiejąc się. Mike już nic nie rozumiał. Nic a nic. -Czekaj – powiedział pocierając czoło – Ja już nic nie czaje... To jesteś z Chazem czy nie ? -No nie ! Mówiłam ci już ! Ja go kocham jak brata, a nawet więcej... Kocham go tak że życie bym za niego oddała ! Ale nie jak chłopaka... Nie w takim sensie... No i jak z nim śpię to jak siostra z bratem. Zawsze się do niego przytulę i czuję się bezpiecznie... Przecież ja nigdy bym z nim nic nie zrobiła – powiedziała cały czas się śmiejąc – Ja wiem że to jest nienormalne ! Ale my nie jesteśmy nienormalni... Przynajmniej ja – dodała wybuchając jeszcze głośniejszym śmiechem na widok twarzy Mike`a. -No ok... Nadal niewiele z tego rozumiem ale ok... – powiedział zagubiony Mike. Westchnął. Czuł że ta dziewczyna jest okryta wielką tajemnicą. Nie była prosta. Trudno było ją zrozumieć. Miała złożoną psychikę. Inną niż wszyscy ludzie... -To co ? Idziemy po Joego ? – spytała spoglądając na zegarek. -No... – odrzekł Mike i poszli po przyjaciela. Joe otworzył im w bardzo złym humorze. -Gdzieś ty dzisiaj był cały dzień, co ? – wrzasnął na Mike`a w progu – Co ty sobie myślisz ? Że możesz wiać sobie z zajęć ? -Oh, Mr. Hahn... To ja go namówiłam żeby ze mną poszedł…. – wstawiła się za Mike`m Nika. -No ! A ty nie lepsza ! Też zwiała ! Wiecie co ? Jesteście nienormalni ! – krzyczał Joe. Był wkurzony. -Braciszku, no uspokój się ! – uspokajał go Mike – Wuluzuj ! Chodź, idziemy do Phoenixa. Joe ubrał się i poszedł z nimi. Po drodze był jednak jeszcze trochę naburmuszony. Przeszło mu dopiero gdy doszli. Chester czekał na Nike. -Kotku, jadłaś coś ? A co w szkole ? – zapytał gdy ona do niego podeszła i zarzuciła mu ręce na szyję. Na wzmiankę o szkole puściła do Mike`a oko który uśmiechnął się. -Dobrze. Nie jestem głodna – odpowiedziała siadając obok Mike`a. Nagle zadzwoniła czyjaś komórka. Nika wyjęła z plecaka telefon. -Tak ? – spytała – O, cześć... Ja ? Tak, no mogę... – powiedziała i odeszła od grupy. – Ja myślę że to nie jest rozmowa na telefon... Co ? Eee... Jasne... Rozumiem. – zrobiła zbolałą minę – Tak, ja wiem... Żadnego sensu... Co ? Mam szczerze odpowiedzieć ? Dobrze... Nie, nie kochałam cię... Byłam z tobą bo jesteś fajny i podobałeś mi się... – Mike podniósł głowę. Sebastian... - Mhm... No... Cześć – rozłączyła się i rzuciła komórką z całej siły. Chaz podbiegł i złapał ją w powietrzu. -Nika... Proszę... Przecież sama mi mówiłaś że... No... – zreflektował się podchodząc do niej – Nie rozpaczaj po nim. Jak go tylko spotkam to obiecuję że mu jebnę ! – powiedział z uśmiechem unosząc kciukiem jej twarz. Ona uśmiechnęła się i przytuliła Chaza. Samantha również uśmiechała się. Mike zrozumiał. Sebastian z nią zerwał... No... -To co ? Możemy grać ? – zapytał David biorąc gitarę. Ta próba nauczyła ich wszystkich wiele. Każdy wnosił nowe pomysły i swoje opinie. Wokal Chestera i MC Mike`a łączyły się w jedno i brzmiały wspaniale. Każdy to przyznawał. Dzięki Joemu ich kapela stała się naprawdę profesjonalna... Mike myślał by wkręcić tu jeszcze Roba i Brada. Dzięki temu że zaczął śpiewać z Chazem polubił go bardzo. Był to człowiek o mocnym i wybuchowym charakterze, z wieloma przeżyciami na koncie swego życia. I również był inny niż ludzie. Trudno było go zrozumieć. Tak samo jak Nike. To byli ludzie o takiej samej psychice. To dlatego tak dobrze się rozumieli i kochali. Ale mimo to nie mogli być parą. Po prostu byli dwoma połowami które odnalazły swoje drugie połowy prawdziwych przyjaciół. Mike to zrozumiał. Po próbie wracał z Niką do domu. I z Joem, który zdobył szacunek i uwielbienie reszty paczki. Mike postanowił iść do przyjaciela więc pożegnali się z Niką i poszli każdy w swoją stronę.

Nika weszła do mieszkania, zapaliła światło i weszła do pokoju. Chaz poszedł jeszcze do Sam. Ona zapaliła w pokoju świece i włączyła muzykę. Był to akurat kawałek nagrany przez Chaza i chłopaków. Zawsze myśleli o tym by nagrać jakąś płytkę... Ale to były tylko marzenia. Położyła się na dywanie, podparła się rękami i czekała na Chaza rozmyślając. Nagle trzasnęły drzwi i usłyszała przyjaciela. -Skarbie, jestem już – krzyknął z korytarza. Spojrzała na zegarek. Wpół do dwunastej. Była bardzo senna. Chester przyszedł i usiadł obok niej. Położyła mu głowę na piersi i wyszeptała : -Chaz ? -Mhm ? – zachęcił Chester uważnie ją obserwując. Widział że jest zmęczona. -Ja dzisiaj nie byłam w budzie... – powiedziała zamykając oczy. Nie miał siły na nią nawrzeszczeć. Pokręcił tylko głową i wykrzywił usta. I tak go nie słuchała, już prawie spała. Wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. -Przyjdziesz zaraz ? Bo ja sama nie zasnę... – wyszeptała nadal nie otwierając oczu i wtulając się w poduszkę. Chester uśmiechnął się i powiedział całując ją w czoło : -Tak, zaraz przyjdę – i wyszedł do małej kuchenki. Usiadł przy stole ściągając okulary. Dla tej nastolatki życie by oddał. Kochał ją niezmiernie. Przez cały rok to on stanowił jej rodzinę. Nawet nie pamiętał jak się poznali. Wiedział tylko że nie jest szczęśliwa... Że jej inność ma źródło. Wiedział też, że dobrze zrobił biorąc ją ze sobą. Nie chciał jednak o tym teraz myśleć. Oczy mu się same zamykały. Wziął przykład z Niki i poszedł spać. Nie drgnęła nawet gdy przykrywał się kołdrą. Spała już mocno. Chester po raz ostatni uśmiechnął się do siebie i zamknął oczy zasypiając natychmiast.

Mike obudził się rano i ucieszył się bardzo gdy uświadomił sobie że dziś sobota. Leżał przez chwilę gdy nagle zadzwoniła jego komórka. Odebrał zdziwiony. -Mike`i ? Cześć ! Słuchaj, nie przeszedłbyś się dzisiaj ze mną na małe zakupy ? Chester ma egzaminy i nudzę się... – usłyszał głos Niki. Ożywił się natychmiast. -He, no jasne ! – odpowiedział siadając gwałtownie na łóżku. -No to oks... Za godzinę będę po ciebie ! Papa – powiedziała i rozłączyła się. Mike`owi nie pozostało nic innego jak wstać i ubrać się. Punktualnie o 10.00 w drzwiach stanęła Nika. Wyszli razem z mieszkania. -Słuchaj, co ty masz zamiar właściwie kupić ? – zapytał Mike gdy kierowali się ku centrum. -Hmmm... Głównie to nowe glany – odpowiedziała spoglądając na stare. Wyglądały na bardzo wysłużone. No raczej już nie dało się ich nosić... Nika kupiła glany całe czarne z podniesionymi czubkami. W sumie mogli już wracać ale nie chciało im się. Chodzili po sklepach trzy godziny aż w końcu im się znudziło i Mike zaproponował by poszli do niego. -Wow ! Jaki ty masz talent ! – powiedziała Nika oglądając wszystkie rysunki leżące na biurku – A ten kogoś mi przypomina... Hej, przecież to ja ! – krzyknęła zdziwiona. -Ehh... – mruknął zakłopotany Mike – No... -Jest świetny ! - powiedziała dokładnie przyglądając się pracy. Mike przyglądał jej się uważnie. -Coś nie tak ? – zapytała poważnie. -Nie... – wymamrotał – Tylko... Ja cię czasem nie rozumiem... -No, bo ja taka jestem przez... – ale nagle umilkła. Mike postanowił nie nalegać. Nic nie mówił. Spojrzała uważnie na niego. -Chcesz posłuchać ? – zapytała podchodząc do niego. Kiwnął głową. Serce zaczęło mu bić bardzo szybko. Chwyciła go za rękę i oboje usiedli. Przeszył go dreszcz gdy poczuł jej dotyk. -Mike... To, co ci teraz powiem, wie tylko oczywiście Chester i Sam... – zamilkła na chwilę i wciągnęła powietrze. Mike mocniej ścisnął jej rękę. Przymknęła oczy. – Mike, wiem że możesz się teraz ode mnie odwrócić. Nie chcieć już ze mną rozmawiać, ale bardzo cię polubiłam i patrząc w te twoje szczere oczy nie potrafię tego ukryć... Proszę cię, nie mów o tym Joemu... Ani nikomu innemu. – Mike znów ścisnął delikatnie jej rękę na znak zgody. -Widzisz... Ja teraz jestem na odwyku i nie potrafię dać sobie z tym rady – Mike spojrzał na nią ściągając brwi. Spuściła głowę i powiedziała : -Tak, Mike, jestem ćpunką... – po policzkach potoczyły się łzy. Mike miał burzę myśli bijących się rozpaczliwie w jego głowie. -Nika, nie płacz... – szepnął pochylając również głowę. Dotknął policzkiem jej włosów. -Mike... To jest trudne, strasznie trudne... Ćpam od jakiś trzech lat, za każdym razem gdy już prawie wychodziłam nie mogłam i wszystko od początku. I to właśnie Chester próbuje mnie z tego wyciągnąć. Rozumie mnie jak mało kto, bo sam przez to przechodził... Sam był narkomanem. I poznałam go właśnie w tym środowisku, zaraz po przeprowadzce do Los Angeles, z tym że on już z tego wychodził. Jemu pomogła Samantha no i oczywiście różne ośrodki... On nie tknie już teraz nic. Jego matka też odegrała dużą rolę... A moi rodzice... Oni właśnie przeprowadzili się z Polski bo myśleli że tu jest lepiej... Że otrzymam pomoc, sami nie potrafili. A tu było jeszcze gorzej. Brałam częściej i mocniejsze dragi. Aż poznałam Chaza... On powiedział że nie pozwoli bym ja, wtedy 14-latka, zabiła się w wieku lat 17. Skoro jemu się udało to mi też. I od tego czasu chodziłam z nim wszędzie, na leczenia, do szkoły... Był bardzo zawiedziony gdy przychodziłam naćpana i nieprzytomna. To u niego wtedy byłam, to on się troszczył... Oczywiście matka i ojciec wiedzieli o wszystkim ale wiesz... Praca i pieniądze to najważniejsze – prychnęła przez łzy i mówiła dalej : -Chester gadał z nimi ale oni myśleli że jest już w porządku bo do chaty nigdy nie przyszłam naćpana. Nie wiedzieli tylko że zawsze wtedy byłam u Chaza... No i on musiał przyjechać tutaj się uczyć. Nie chciał nawet słyszeć o tym by mnie zostawić praktycznie samą w Los Angeles więc przyjechałam z nim tu... Nowe środowisko, nowi ludzie... Jestem na odwyku prawie dwa miesiące. Ostatni raz brałam we wakacje... Jest mi ciężko ale zrobię to, dla Chaza... Wiem już gdzie można dostać tutaj narkotyki – uśmiechnęła się smutno – Ale muszę to zrobić, bo moje życie to nie życie... – załkała. Mike przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. -Ja widzę że twoja psychika jest w kawałkach... – szepnął – Ale nie martw się... Jeśli teraz nie weźmiesz to już nigdy tego nie zrobisz, naprawdę – powiedział ocierając z jej policzka łzę. W oczach dostrzegł rezygnację i pustkę. -Właśnie teraz jest najgorzej – powiedziała cicho – Wszystko zaczyna mnie boleć, codziennie rzygam, czuję jak coś się we mnie skręca... Wczoraj gdy razem chodziliśmy było dobrze... Nawet nie myślałam o tym żeby brać. Najgorzej jest gdy jestem sama.... To się staje nie do zniesienia... To jest trudne. Ale myślę że wytrzymam. Tylko nie wiem ile będę musiała się tak jeszcze męczyć. Skutki będą wychodzić przez całe życie, wiem, ale jeśli teraz skończę to w mniejszym stopniu... – spojrzała na Mike`a smutno. Był zdziwiony, oczywiście, ale nie tak jak się spodziewał. Wiedział że jest inna, jej zachowanie... Inna a jednak taka sama. -Dziś rano zadzwoniłam do ciebie bo czułam że jeszcze pół godziny a nie wytrzymam i pójdę do dealera... Ale dzięki temu że się zgodziłeś przetrwałam kolejny dzień. Nie wiem na jak długo... – załkała i wtuliła głowę w Mike`a. Gładził ją po głowie, i tak siedzieli. Po chwili jednak odezwał się : -Na zawsze... Ja wiem że przetrwasz. Ja ci pomogę. Chester też. Ale daj sobie pomóc... – powiedział Mike. Wiedział już co jest nie tak. Spojrzała na niego zdziwiona. -Przecież ja opieram się teraz tylko na pomocy – powiedziała z naciskiem. -Nie – odpowiedział Mike – Ty masz w podświadomości zakodowane coś, co nie pozwoli ci przestać jeśli się tego nie pozbędziesz... Bo ty tak naprawdę nadal chcesz brać. -Co ? Jak możesz tak mówić ? – krzyknęła. -Nie widzisz tego ? Czemu bierzesz ? Bo chcesz poczuć tą przyjemność narkotyku i to jest zakodowane w twojej głowie ! Mimo że nie chcesz, chcesz... – powiedział łagodnie Mike. Spojrzała niego zbolałą miną. -Jak mogę się tego pozbyć ? – spytała powoli. Tak, Mike miał rację, wiedziała to... -Do psychologa chodzisz ? – spytał. Kiwnęła głową. – No to teraz musisz sobie wmówić że dragi są ohydne, mają gorzki smak i w trakcie ich działania czujesz się fatalnie... Że nie jest fajnie. Czekaj - wyszedł na chwilę i wrócił z nożykiem i małym pudełeczkiem. -Weź to – powiedział podając jej pudełko. – Weź do ust całą zawartość – nakazał. Zrobiła jak nakazał i myślała że za chwilę eksploduje z bólu w ustach. Miała usta pełne pieprzu który palił i wyżerał. W tym samym momencie Mike zrobił nożykiem na jej ręce głęboką ranę. Krzyknęła patrząc na skapującą krew. W ustach czuła pieczenia i ból na ręce również. Po policzkach potoczyły się łzy z cierpienia. To było okropne. Mike podał jej chusteczkę. -Wypluj – powiedział podając jej też szklankę wody. Zrobiła to natychmiast wypijając duszkiem całą szklankę. Mike zajął się jej ręką. Dokładnie opatrzył ją a ona tylko spojrzała na niego. Zrozumiała o co mu chodzi. I dziękowała za to. -Przepraszam że zadałem ci taki ból – powiedział spoglądając na nią przepraszająco – Ale wyobraź sobie że to są dragi. Pamiętaj, nie dają ci przyjemności ani na chwilę ! Czy chcesz przeżyć to jeszcze raz ? – zapytał złowieszczym tonem. -Nie ! – krzyknęła. -No właśnie. Więc nie możesz brać. Naprawdę, to był brutalny sposób uświadomienia ci tego ale musiałem. Sądzę że Chaz zrobiłby to samo, ale nie był w stanie... Za bardzo cię kocha, a z miłości nie zrobi się nic złego osobie którą darzy się uczuciem... Ja to zrobiłem bo jeszcze cię nie kocham... – szepnął wodząc palcami po jej ręce – Przepraszam. -Jeszcze ? – zapytała. Mike nie odpowiedział. Nie mógł się przyznać że związał się z nią bardziej niż kiedykolwiek z kim innym.

Nika wróciła do mieszkania Chaza późnym wieczorem. Mike ją odprowadził. -Dziękuję – powiedział stojąc z nią jeszcze prze chwilę nim weszła do bloku. -Za co ? – zapytała zdziwiona – To ja powinnam ci być wdzięczna że co nieco mi powiedziałeś... Mike spojrzał na bandaż wystający spod kurtki. -Ja dziękuję ci za to że mi powiedziałaś... – szepnął. Kiwnęła głową. -To do jutra – rzekł Mike i zniknął w ciemności ogarniającej całą Pasadene. Nika weszła do domu. Od razu podszedł Chaz. -Gdzie ty byłaś ? – zapytał niespokojnie zapalając światło. Wziął jej twarz w dłonie i sprawdził oczy. -Nie ćpałam – powiedziała spokojnie. Każde jej spóźnienie czy dziwny nastrój Chaz odbierał jako alarm. Zawsze sprawdzał jej tęczówki oczu. -Ja ci ufam, wiesz to skarbie. Ale wiem też jak to jest, jak jest trudno... Nigdy więcej nie bądź taki długi czas sama, bo możesz naprawdę zrobić okropną rzecz... A wytrzymasz ! Wierzę w ciebie ! – Chester mówił szybko. -Nie byłam sama. Byłam u Mike`a... – odpowiedziała zdejmując buty. Chester założył ręce na piersi. – Cały dzień z nim byłam... – zdjęła kurtkę i Chester zerwał się na widok bandaża. -Spokojnie – rzekła – Opowiem ci. Chester siedział i słuchał. Powiedział z grobową miną : -Zabije go ! – oczy mu się rozszerzyły. -Chaz, nie ! Słuchaj dalej ! Proszę ! – opowiedziała o sensie skaleczenia i o swoich refleksjach. Chester pochylił głowę. -Tak... No rozumiem... Jeśli sama sobie nie pomożesz nikt ci nie pomoże – Chaz już zrozumiał. Nie miał żalu do kumpla. -Połóż się wcześniej spać, dobrze ? – zapytał łagodnie całując ją w czoło. -Mhm... – odpowiedziała – Wszystko mnie boli... Rzygać mi się chce... – dodała po czym poszła do łazienki. Wróciła blada i zmęczona. Chaz chwycił ją za ramiona i powiedział : -Nie wolno ci teraz zaćpać ! Rozumiesz ? Zaszłaś za daleko, proszę cię ! – miał błagalny ton. -Wiem – powiedziała i opadła na łóżko czując się fatalnie.

Nika chodziła przez cały tydzień jak na szpilkach. Warczała na każdego, nie odzywała się bez powodu i w każdej minucie myślała o tym by nie wziąć. Rozmawiała z psychologiem, Chesterem i Mike`m. Reszta mogła tylko się domyślać dlaczego tak się zachowuje. Nawet Sam, którą bardzo lubiła, teraz całkowicie ignorowała. Ale Samantha to rozumiała. Drugi tydzień była tylko przygnębiona i całe dnie siedziała u Mike`a który pomagał jej myśleć o czym innym niż o dragach. Przez to zaczął zawalać szkołę i Joe nieźle musiał się napocić by go usprawiedliwiać. Pomagał mu, choć nie wiedział dlaczego. Wierzył że Mike mu kiedyś powie o co chodzi... Nika traktowała Mike niemalże jak Chestera. Mówiła mu wszystko. Wszystkie lęki, bóle i wątpliwości. A on... Świata już poza nią nie widział. Minął kolejny tydzień, poszli wszyscy do Phoenixa pograć. Wtedy Chaz wziął Mike`a i Joego na bok. Spojrzał na Mike`a znacząco. A więc mieli zrealizować swój plan. Chcieli wtajemniczyć Joego by pomógł im w czymś, co miał sądzić dalej o życiu Niki. Joe był zszokowany, nie chciał im uwierzyć, ale później zrugał ich że wcześniej mu nie powiedzieli. -Joe... Chodzi o to że... My musimy wiedzieć czy ona naprawdę z tego cholerstwa wyszła. Czy jest silna, czy nie weźmie... – zaczął przekonująco Chester. Joe spojrzał podejrzliwie. -No i co ma zrobić ? – spytał mierząc ich cały czas podejrzliwym wzrokiem. -No... – zaczął Mike – Wkręcisz ją, że masz dragi i zaproponujesz jej... Wiem, że to kłamstwo i w ogóle ale jeśli się zgodzi to znaczy że musimy jeszcze ciężko pracować by przywrócić ją do normalnego życia... Joe, błagam zrób to ! Mr. Hahn westchnął. -Dobra – powiedział z rezygnacją – Joseph Hahn w roli czarnego charakteru... Coś niesamowitego... Chester roześmiał się. -Do dzieła ! – powiedział i obaj z Mike`m poszli ich obserwować. -Nika ? – zaczął odważnie Joe – Mogę na chwilę z tobą wyjść ? -Jasne – powiedziała i wyszli na dwór. Chester z Mike`m rzucili się za mur domu, bijąc się o lepsze miejsca. -Przestań ! – syknął Mike Chester walnął go w nogę. -Cicho ! – powiedział Mike trącając go w ramię. Oboje zamilkli słysząc Joego. -Słuchaj, ćpałaś kiedyś ? Bo ostatnio taka niemrawa jesteś, a to nastrój poprawia jak nie wiem ! Jak raz weźmiesz to nic się nie stanie... – powiedział słodkim tonem. Był zeschizowany na maxa. Mike`owi serce waliło jak oszalałe... Co powie ? Co powie ? -A ty bierzesz ? – spytała zszokowana Nika. Poczuła jak coś w jej wnętrzu się gwałtownie rusza. -Eee... Nie, ale pytam czy ty byś chciała... – Joe przełknął głośno ślinę. Chester znieruchomiał. Nika nagle odżyła. Tak fajnie kiedyś było. Nie było problemów, jak się wzięło... Oczy jej błyszczały. Ale nagle przypomniała sobie taki okropny ból i pieczenie... Krew skapująca z ręki... To było okropne ! Nie chciała przeżywać tego jeszcze raz. Wtedy Mike jakimś cudem zakodował jej że dragi to krew i ból. Wzdrygnęła się. -Nie, nie chcę ! To jest obrzydliwe ! – powiedziała cicho. Joe wrzasnął. Zza muru wylecieli jak nienormalni Chaz i Mike. Obydwoje pchali się i wrzeszczeli. Nika po raz pierwszy od miesiąca roześmiała się. -Głupki ! – krzyknęła przez łzy – Podpuściliście mnie ! Jezu kochany, ja nie chcę ćpać ! I nie będę już bo mi się nie chce ! Nie chce mi się ! – śmiała się i płakała na przemian. Wpadła w ramiona Chaza który tulił ją i głaskał. Oderwała się od Chaza i podbiegła do Mike`a. To był ułamek sekundy. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Nikt nie zwrócił na to uwagi, wszystko jakby ucichło. Nika jakby przygasła, Mike również. Nagle jakby stanęli. Stali i całowali się. Aż nagle Chester jakby się obudził. Joe zatrzymał się gwałtownie. Mike oderwał usta od jej ust i spojrzał na nią jak jeszcze nigdy podczas ich przyjaźni. Jej policzki delikatnie się zaróżowiły, wypuściła powietrze. Spojrzała na Mike`a oczami kobiety. Kobiety która właśnie przeżyła coś cudownego. Spuściła wzrok. Po raz pierwszy zarumieniła się pod spojrzeniem Mike`a. Cały czas czuła smak jego ust. Wspaniale całował... Przygryzła wargi jakby chciała zatrzymać to uczucie na zawsze. Oczy Mike`a były roześmiane. Ujął rękami jej twarz i ponownie się nachylił. Ich usta znów się złączyły. Przymknęła oczy z rozmarzeniem. -Co ? – usłyszeli oboje. Mike przestał ją całować. Spojrzeli. Chester miał dziwny wyraz twarzy. Mieszanina złości i zdziwienia. Joe spoglądał na to bez zdziwienia. Chaz podszedł do Niki, chwycił ją za rękę i poszedł z nią ku bramie. Ona rzuciła ciekawe spojrzenie na Mike`a dając mu do zrozumienia że zadzwoni. -Stary, ale akcja – powiedział Joe klepiąc rozmarzonego Mike`a po plecach. – Tylko nie wydaje mi się by Chester był tym zachwycony. - do Mike`a na razie nic nie docierało oprócz uczucia błogości.

-Nika ! Jak mogłaś ? – krzyknął Chester gdy doszli do domu. Był wściekły. -Co ja zrobiłam ? Zaprzyjaźniłam się z nim bardzo i podoba mi się – powiedziała płaczliwym tonem siadając na kanapie. -Ile razy się z nim lizałaś ? A może już się z nim przespałaś ? – Chaz chodził w tą i z powrotem po całym pokoju. -Jak możesz ! Jeszcze ani razu nie byłam z facetem w łóżku ! Jeśli nie byłam z tobą to z nim tym bardziej ! – krzyknęła – I ani razu z nim się nie lizałam ! Tylko dzisiaj , pierwszy raz, bo zrozumiałam że coś do niego czuję ! Wrzeszczeli na siebie pół godziny. Aż Nika nie wytrzymała, wstała, i wyszła trzaskając drzwiami. Zbiegła po schodach i 15 minut później znalazła się u Mike`a. -Nika ? Co się stało ? – zapytał niespokojnie, wpuszczając ją do środka. -Miałam zgrzyt z Chesterem ... – powiedziała ze złością, ściągając kurtkę. Mike podszedł. -O to ? – zapytał po czym jego język znalazł się w ustach dziewczyny. Westchnęła i tylko mruknęła : -Mhhhmmm...

Siedzieli cały wieczór gadając o narkomanii i o sobie... -Czy... Czy ty... Będziesz teraz ze mną ? – zapytał Mike niespokojnie. -Myślała że nigdy nie zapytasz ! Ja wiesz... Nigdy nie myślałam że kiedyś coś do ciebie poczuje... Naprawdę... – Mike przyłożył jej palec do ust. -Wiesz... Ja już myślałem o tobie gdy wtedy wpadłaś na mnie w parku... Bo byłaś inna... Jako pierwsza dziewczyna zlałaś mnie niemiłosiernie i nie kleiłaś się do mnie... Zawsze chciałem mieć taką dziewczynę... – powiedział kładąc jej głowę na kolanach. -Taką nienormalną ? Ze zlasowaną psychiką przez dragi ? – spytała uśmiechając się. -Nie mów o narkotykach... Zapomnij... Proszę cię. – szepnął – Możesz być nienormalna... Ale i tak chcę być z tobą – dodał. Usłyszeli kroki na klatce schodowej. Czuła że to Chaz... On by jej nie pozwolił zniknąć na więcej niż dwie godziny. -Zamknąłeś drzwi ? – zapytała gładząc go po policzku. -Nie... – odpowiedział unosząc brwi. -Hmm... No to uważaj... – Nie myliła się. Do mieszkania wparował Chester. Oparł się o futrynę drzwi. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Nika siedziała oparta o ścianę, przeczesywała włosy Mike`a palcami, a on miał głowę położoną na jej kolanach... Chester spokojnie policzył do 10. Spodziewał się takiego widoku. -Musimy pogadać ! We trzej ! – warknął i usiadł obok nich. Mike podniósł się i usiadł naprzeciw niego. Nika nadal była oparta o ścianę. Chaz zrobił uciągniętą minę. -No i co ? Nie macie mi nic do powiedzenia ? – zapytał z ironią w głosie. -Owszem, mamy – odpowiedziała Nika – Jesteśmy parą. Chester zmrużył oczy i wykrzywił się. Wodził oczami od jednego do drugiego. Wstał i powiedział : -Nie zgadzam się. Widzę cię za 20 minut w domu ! – powiedział i wyszedł bez słowa. Nika przeciągnęła się i przytuliła do Mike`a. -Masz być zaraz w domu, słyszałaś go przecież... – powiedział smutno Mike. -Żartujesz ? – odpowiedziała i zamknęła oczy. Ziewnęła i wygodnie ułożyła głowę na torsie Mike`a.

Chester siedział naburmuszony w domu i czekał na Nike. Nie przyszła po dwudziestu minutach, nie przyszła po godzinie ani po dwóch. Chester zrozumiał że po prostu, po raz pierwszy w życiu nie posłuchała go. Nie mógł w to uwierzyć. Zawsze słuchała go i była wpatrzona w niego jak w obrazek. Nie wiedział dlaczego dziś go olała. Nie sądził by był to wpływ Mike`a... Ogólnie myślał że pan Shinoda był w porządku ale nie mógł dopuścić by on i Nika byli razem. Był przeciwny temu gdyż sądził że Nika jest za młoda by mieć takiego dojrzałego chłopaka jak Mike. No, wiedział że Sebastian ma też 19 lat ale jego nie znał i z powodu tego że zerwał z Niką, Chester stwierdził że był okropnie dziecinny. Jeśli Nika byłaby z Mik`em mógł być to dość poważny związek, a ona mając 15 lat nie powinna w nim być... Oczywiście Chaz myślał tu o pewnej rzeczy która niepokoiła go gdy Nika była sama z Mike`m... Boże, przecież ona ma dopiero 15 lat, nie mógł dopuścić do czegokolwiek. Chwycił za telefon i zadzwonił do niej na komórkę ale nie odbierała. Do Mike`a numeru nie znał... Nagle otworzyły się drzwi i do kuchni weszła Nika. Naburmuszona ale przyszła. -No nareszcie... – mruknął Chaz. Ona rzuciła tylko posępne spojrzenie i poszła do pokoju. Wykąpała się i poszła spać. Chester po cichu wszedł do pokoju i położył się obok niej. -Nika, skarbie... – szepnął – Przecież ty wiesz że ja chcę dla ciebie jak najlepiej... -Mhm – padła odpowiedź. Chaz nie ustępował. -Nika, masz 15 lat ! – rzekł z pretensją w głosie. -Jak byłam z Sebastianem to nie miałeś nic przeciwko ! – mruknęła z sarkazmem w głosie. -Tak, ja wiem ale byliście daleko od siebie i ... – zaczął ale gwałtownie mu przerwała. -No to właśnie jeszcze gorzej nie ? – syknęła – Czy ty myślisz że nasz związek nie ma sensu ? Mylisz się ! -Nie, nie o to chodzi – odpowiedział łagodnie Chaz – Mi chodzi o to byście nie zrobili czegoś głupiego... -Chester ! Mimo że mam 15 lat przeszłam w życiu o wiele więcej niż puste panienki w moim wieku ! Nie zauważyłeś tego ? – powiedziała ostro. Chaz westchnął. -Ja cię o jedno proszę, nie popełnij żadnego głupstwa, bo jeden krok rozpoczyna każdą podróż – powiedział cicho. -Myślisz że nie wiem ? – padła odpowiedź. Chester wstał i wyszedł. Po raz pierwszy w życiu pokłócił się z Niką. Pokręcił z niedowierzaniem głową i sięgnął po telefon. Musiał pogadać z Samanthą.

Dość ładna brunetka siedziała na brzegu łóżka i sięgała po słuchawkę telefonu, to znów ją odkładała. Serce waliło jej jak oszalałe, ręce miała po prostu mokre. Sama nie wiedziała co może mu powiedzieć... To, że zdobyła jego numer telefonu to nic nie znaczy. No bo naprawdę ! Co mogła mu powiedzieć ? Kocham cię ? Każdego dnia gdy przechodzisz obok mnie myślę o tobie cały dzień ? Jesteś boski ? Wszystko bez sensu... On nawet nie wiedział jak ona ma na imię... A poza tym wszystkie laski za nim szalały, więc co znaczy ona, taka szara i codzienna ? To byłoby głupstwem gdyby teraz do niego zadzwoniła. Nie zeszła na dół na kolację, nie pouczyła się... Tylko położyła się na łóżku i próbowała zasnąć. Rano wstała, i cieszyła się, naprawdę się cieszyła, że idzie do budy. Zobaczy go... Nie zjadła śniadania tylko popędziła do budy. Od razu znalazła swoją kumpelę, Tibby , która też uwielbiała tego cudnego bruneta z I G... Mogły obie gadać o nim godzinami. Tibby zrugała przyjaciółkę za to że nie zadzwoniła do niego. -Ann ! Masz numer i nie zadzwoniłaś ? – krzyknęła – Daj mi ten numer, obiecuję ci że to zrobię dzisiaj ! – powiedziała siadając na ławce w szatni. Anna wyrecytowała numer z pamięci. Nagle obie obróciły głowę w jedną stronę. Obok ich szatni przeszedł ten właśnie brunet, z plecakiem na jednym ramieniu. Przeczesał ręką włosy i zniknął im z oczu. Tibby i Anna rozpaczliwie łapały powietrze. -Matko... Boski... – szepnęła Tibb. Anna tylko kiwnęła głową. Poprawiły się obie i wyszły z szatni patrząc się w szatnię obok. Chłopak siedział i stukał coś na komórce. Rzucił tylko okiem na przechodzące dziewczyny i powrócił do komórki. One były w głębokim zachwycie. -Widziałaś jak się spojrzał ? – zapiszczała Anna. -No... – westchnęła Tibby. Weszły razem po schodach na górę i wtedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Cały dzień szukały pretekstu by być na tym samym piętrze co brunet o koreańskich rysach. Tego dnia kończyły o tej godzinie co on. Znały na pamięć jego plan. Gdy zauważyły że już poszedł, czym prędzej pobiegły do szatni, naciągnęły kurtki i wybiegły przed szkołę. I wtedy je wmurowało w ziemię. Przed wyjściem wpadły prosto na swojego boskiego bruneta stojącego w objęciach z jakąś laską i liżącego się z nią. Obie spuściły głowy, przeszły obok nich i wychodząc za szkolną bramę starały się ukryć rozgoryczenie i łzy. -Przecież to było do przewidzenia – załkała Tibb – On może mieć każdą laskę jaką chce... -Wiem... Ale ona nie jest z naszej budy, zauważyłaś ? – szepnęła przygnębiona Anna. Tibb odwróciła się i przez ramię dostrzegła chłopaka szepczącego coś dziewczynie do ucha a ona się roześmiała. -Mike... – znów szepnęła Ann – Bardzo mnie dziś zraniłeś... Obie szły milczące, każda przeżywając to na swój sposób, i myśląc że marzenia potrafią tylko ranić...

Mike splótł swoją dłoń z dłonią Niki i wyszli zza teren szkoły. -Słuchaj... Ja bym musiał pogadać z Chazem... – powiedział Mike gdy szli razem za ręce przez miasto. Nika spojrzała na niego z zaciekawieniem. -Bo ja nie mogę mieć w nim wroga... – zaczął znowu – Przecież mu wyjaśnię że chcę być z tobą i że jestem dorosły, a on to powinien zatolerować... On też nie jest małym dzieckiem żeby tego nie zrozumieć. Co o tym sądzisz ? – zapytał zwracając się do Niki. Ona wzruszyła ramionami. -Zrobisz co uznasz za słuszne... – powiedziała poważnie. Nie rozumiała postawy Chaza.

Już następnego dnia w szkole Mike`a huczało od plotek. Mike Shinoda, największy i najsłodszy przystojniak w całej budzie ma dziewczynę ! Mike czuł się trochę niezręcznie słysząc to tu, to tam różne pogłoski o samym sobie. Nie chciał tego słyszeć, nie chciał wiedzieć jak bardzo dziewczyny objeżdżały Nike mimo że nigdy jej nie widziały... Joe starał się go rozweselić cały dzień ale nie udało mu się to tym bardziej że Nika oznajmiła Mike`owi że wyjeżdża na całe święta Bożego Narodzenia do Polski... Nie mógł tego przeżyć. Sam też miał jechać do Los Angeles ale liczył że spędzi te święta wraz z nią, właśnie w Los Angeles. Miał bardzo kiepski nastrój. No i nie gadał z Chesterem. Szedł sam przez park, trzęsąc się z zimna wśród grudniowej pogody. Był początek grudnia a śnieg nie spadł ani razu... Nagle poczuł że ktoś szturcha go w ramię. Obrócił się i zobaczył jedną z tych dziewczyn która piszczała na jego widok. Z wielkim wysiłkiem udało mu się nie zrobić znudzonej miny. Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo i powiedziała : -Cześć, Mike... Nie zgubiłeś czegoś ? – i podała mu jego rękawiczki. -Aaa... No dzięki – powiedział biorąc swoją zgubę. Widocznie wypadły mu z kieszeni kurtki. -Jestem Tibby. Znam cię z korytarza szkolnego – powiedziała dziewczyna wyciągając rękę. Mike kiwnął tylko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych