Nobody's listening.
Transformers. Historia jednej z moich postaci - Decepticona Nitrocrushera. Ostrzeżenia - przekleśstwa.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zezłomują go, czy nie zezłomują? Ciekawe.
Pewne było tylko to, że tym razem kara go nie ominie. Bo i czemu miałaby ominąć? W końcu Nitrocrusher nie dostałby nagrody dla najbardziej pomocnego Cona... Jeżeli w ogóle takie nagrody byłyby przyznawane wśród Decepticonów.
Czy kogoś by to obchodziło? Ależ skąd.
Spytacie zapewne co tym razem przeskrobał Nitrocrusher? Ano nic takiego. W jego mniemaniu znaczy się. Według innych Conów roztrzaskanie jednej z kończyn kolegi z załogi wymagało odpowiedniej kary.
Ale Crusher ostrzegał...
*Jakiś czas wcześniej*
Wszędzie słychać było rechot. Nitrocrusher - Decepticon mały jak niewielu - chciał być tak dobry jak pozostali. Ba. Uważał się za równego, jeśli nie wyżej postawionego.
Jednak był sporo niższy, mniejszy i w ogóle. Dodatkowo Crusher miał "szczęście" posiadać alt-mode w postaci motocyklu. Zapewne sądzicie, że to już pogrążyło go na samym początku, prawda? Niekoniecznie. Warto było dodać, że Con wcale nie był taki silny, czy groźny.
Nikt nie przejmował się tym, że Nitrocrusher starał się z całych sił, by przynajmniej zasłużyć na jakieś dobre słowo od przełożonego. Tak, również wśród Decepticonów zdarzały się pochwały. Ale od kiedy Crusher chciał zostać wojownikiem, nikt nawet nie próbował go brać serio.
Był słabszy, wolniejszy. Gorszy.
To tylko irytowało młodego Cona coraz bardziej. Musiał coś wymyślić! Chciał być kimś… nie. On BYŁ kimś, tylko inni wokół tego nie zauważali! Tylko nie miał pojęcia co takiego mógłby zrobić… Chwytał się już chyba wszystkiego, żeby zostać zauważonym.
Z pomocą przyszła nocna warta i jeden ze znajomych Conów. Życie w armii nigdy nie było łatwe, a grupy tworzyły się nie według jakkolwiek pojętej przydatności dla ogółu, ale według prawa „kto silniejszy, ten lepszy”. W ten oto sposób nasz kochany Crusher trafił niemal na sam koniec łańcucha pokarmowego organizmu zwanego Decepticońską Armią. Wracając do owego „przyjaciela”, który przyszedł z pomocą, trzeba powiedzieć o nim coś więcej.
Był to Transformer zupełnie nie na swoim miejscu. Nikt nie był tak naprawdę pewien skąd on wziął się wśród wyszkolonych (a przynajmniej ciągle szkolących się) wojowników. Był typowym technikiem i nikt nie mógł powiedzieć czemu na tego technika się nie zgłosił. Może chciał być dobrą wróżką dla Decepticonów takich jak Nitrocrusher? Chyba nigdy się tego nie dowiemy.
Faktem pozostawał fakt, że pomógł. I to znacznie – usprawnił i stuningował silnik swojego kompana, wyraźnie go podkręcając. Dzięki temu młody wojownik mógł osiągnąć większą prędkość… teoretycznie. Żaden z nich nie kwapił się do testowania sprzętu zaraz po jego przerobieniu. Oboje dobrze wiedzieli, że mogło się to wiązać nie tylko z niewypałem, ale dość pokaźnym wybuchem, a Crusherowi wbrew pozorom tak bardzo na złomowisko się nie śpieszyło.
Jednak test miał nadejść szybciej niż mech byłby w stanie przyzwyczaić się do zmian.
Była to pierwsza misja, w której miał brać udział jego pluton. Oczywiście Megatron Megatronem, ale nikt nie byłby tak głupi, by wysłać do działania aż tylu Decepticonów. A że przełożeni chcieli dać wszystkim szansę (choć prawda była inna – to był łatwy sposób na pozbycie się słabszych jednostek), odbyło się losowanie.
Czy sprawiedliwie, czy nie, nikomu z nas to oceniać, do grupy wszedł Nitrocrusher, jakiś inny motocykl i dwa myśliwce. Oczywiście należałoby wspomnieć, że myśliwce należały niemalże do początku koszarowego łańcucha pokarmowego, podczas gdy Nitrocrusher i towarzysz jego niedoli zwisali sobie gdzieś na szarym końcu. Ach, to życie jednośladu.
***
- …A wtedy bez problemu go zdejmiemy! Wszystko jasne?
Nitrocrusher wydawał się znudzony całą odprawą prowadzoną przez ich {i}jakże szacownego{/i} samozwańczego przywódcę. Za to drugi motocykl, Nightshade, był bardzo poruszony całą sprawą. Ten idiota naprawdę zamierzał wykonywać na ślepo wszystkie rozkazy? Heh.
Nagle odezwał się {i}zastępca lidera{/i}, mierząc zebranych surowym wzrokiem.
- Mam nadzieję, że wziąłeś poprawkę na nieco wolniejszych, prawda? – Tutaj wzrok padł na oba mechy-motocykle. Crusher czuł się w obowiązku odpowiedzieć na zaczepkę.
- Nie wiem jak ty, ale ja nadążę za naszym jaśnie liderem. Ale jeśli ty masz jakieś problemy z przyśpieszeniem… - Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. – To radzę ci się wycofać, zanim zrobisz sobie krzywdę.
Tamten chciał zareagować, jednak do akcji wkroczył sam lider i sprawa skończyła się bez żadnych przykrych rezultatów. Och, oczywiście każda ze stron sądziła, że wygrała. Bo czemu mieliby myśleć inaczej?
Wyruszyli następnego dnia. Droga miała być długa i trudna. Według obliczeń powinna im zająć niemalże cały dzień („Z powodu kilku słabszych ogniw!”, jak to stwierdziły zgodnie myśliwce), ale wśród mechów można było wyczuć, że prędzej czy później się rozdzielą. Jedni przybędą na miejsce wcześniej, inni – później. Pytaniem było: kto będzie szybszy?
Przywódca i jego zastępca pozostawali z przodu, unosząc się ponad motocyklami. Zdawało się, że specjalnie lecieli tak wolno – choć i tak wystarczająco, by Nightshade i Nitrocrusher nie mogli nadążyć.
- Popaprańcy… Bawią się z nami! – warknął Crusher. Jakby wystarczającym upokorzeniem nie było samo zadawanie się z nimi wszystkimi!
Drugi Con starał się nieco uspokoić towarzysza:
- Przecież lecą dość powoli, prawda? To chyba dobrze dla n…
- Mogliby przyśpieszyć w każdej chwili! – przerwał mu beżowy motocykl. – Wiedzą, że i tak ich nie dogonimy!
Niemal jak na zawołanie swój lot zniżył zastępca lidera. Zwolnił też trochę, by zrównać się z naziemnymi towarzyszami. Roześmiał się.
- No, proszę, proszę! Nie sądziliśmy, że możecie być tak szybcy! Ale spokojnie! Będziemy lecieć wolniej, specjalnie dla was, żebyście nie musieli tak się spinać. – Zakołysał się w powietrzu.
W Nitrocrusherze coś niebezpiecznie zawrzało. Czuł, że mógłby spokojnie wyprzedzić tego dupka o dobre kilka metrów na mecie. Chciał przyśpieszyć. Ale nie chciał ryzykować przegrzania się poszczególnych komponentów silnika. To nie tylko byłby koniec ich „wyścigu”. To byłby koniec niego samego. Aż tak głupi nie był…
- Och, lider mnie wzywa. Koniec ślimaczenia się! Do zobaczenia na miejscu! – Myśliwiec wzniósł się i przyśpieszył.
…chyba nie był.
Nightshade musiał wyczuć, że jego towarzysz coś szykuje, ponieważ postanowił natychmiastowo zareagować.
- Co ty zamierzasz zrobić? Chyba ich nie zestrzelisz?!
- Oczywiście, że nie – odparł mech głosem zbyt spokojnym, jak na obecną sytuację. – Jednakże zaraz przekonasz się, czemu moje imię to „Nitrocrusher”!
Przyśpieszył. I jeszcze trochę. Czuł, że doprowadza swoje obwody niemalże do granic wytrzymałości. Ale nie mógł się teraz zatrzymać. Albo ich dogoni, albo zginie próbując!
Uruchomił dodatkowy napęd zamontowany jakiś czas temu. Przez jego silnik przepłynęła przyjemna moc, przepełniająca całe jego ciało prędkością jakiej jeszcze nigdy nie czuł. Słyszał gdzieś za sobą krzyk Nightshade’a, jednak nie przejmował się nim. Teraz beżowy mech stanął przed dużo cięższym wyzwaniem niż samo przyśpieszenie – problemem zostawało manewrowanie. Przeszkody po bokach migały swoimi kolorami, zlewając się w wielobarwne pasmo.
Con już dawno wylądowałby na jednej ze skał, gdyby nie to, że postanowił torować sobie drogę strzałami z broni. Ale to był tylko środek doraźny. Musiał znaleźć jakiś sposób, by poruszać się w gąszczu szybko zbliżających się przeszkód na tyle płynnie, aby skupić się na prędkości.
Czy Nitrocrusherowi udała się ta trudna sztuka? Mniej więcej. Nie raz i nie dwa był bliski spotkania z kamiennymi blokami, jakby wyrastającymi spod ziemi. Ale szło mu całkiem nieźle jak na Transformera, który w każdej chwili może wybuchnąć.
Bo taka była prawda. Nie tylko sam silnik musiał znosić niecodzienne obciążenia. Również i pozostałe obwody i całe ciało Nitrocrushera były narażone na zniszczenie. Ale, jak wszyscy wiemy, ten Decepticon był zbyt uparty w dążeniu do swojego celu i zupełnie nie przejmował się ostrzeżeniami swojego systemu.
Miejsce, do którego mieli dotrzeć, było kilkadziesiąt metrów od niego. Widział dokładnie jak myśliwce transformują się i lądują. Zaraz potem jego wizja zaczynała się rozmazywać. Tracił siły zbyt szybko, ale nie mógł (bądź nie chciał) się teraz zatrzymywać. Jeszcze tylko trochę…
Zatrzymał się tuż przed swoimi towarzyszami. Gdyby mógł teraz zobaczyć ich miny, zaśmiałby się pewnie w pełnym poczuciu spełnionego obowiązku. Problem w tym, że w tej chwili nie widział praktycznie nic, a z rury wydechowej wydobywała się smużka czarnego dymu.
- …rusher… …ilu… …i… …st… - dochodziły do niego strzępki słów. Chyba to ich kochaniutki lider je wypowiadał.
Na szczęście stan, w jakim znalazł się Con, nie trwał długo. Widocznie uszkodzenia nie były na tyle poważne, by autoregeneracja nie mogła sobie z nimi poradzić sama.
Crusher przetransformował się, nie czekając nawet na raporty systemowe, które stwierdziłyby poprawność działania organizmu, w wyniku czego zachwiał się. Wystarczająco, by narazić się na wredne uwagi ze strony myśliwców, jednak nie na tyle, by mógł się tym jakkolwiek przejąć.
Doszedł do siebie akurat w momencie, gdy dołączył do nich Nightshade. Widać było, że granatowy mech starał się ze wszystkich sił, by dotrzeć na miejsce jak najszybciej. Szczegółem pozostawał fakt, iż przybył dużo później niż reszta grupy. Oczywiście nie przeszkadzało mu to w ochrzanieniu Nitrocrushera za lekkomyślność, której się dopuścił. Ten tylko machnął dłonią i całkowicie zignorował słowa kolegi. Przecież przeżył, prawda?
Do celu było jeszcze dobrych kilkanaście metrów. Grupa szła w milczeniu nie z powodu tego, że ich głosy mogłyby zwrócić na nich uwagę, ale dlatego, że już nic nie mieli sobie nawzajem do powiedzenia.
Kiedy w końcu zauważyli cel, ukryli się za jakąś większą skałą. Z zaskoczeniem stwierdzili, że ich cel, Insecticon, miał intensywnie żółty kolor.
Nitrocrusherowi od razu przyszły na myśl jakieś dziwne, radioaktywne bronie, którymi ich przeciwnik mógł się posługiwać. Prawda była jednak bardziej prozaiczna – Insecticon był w ten sposób oznaczony do odstrzału. Widocznie nie był już nikomu przydatny. Albo wymknął się spod kontroli i jedynym sposobem pozostawało odstrzelenie go. Kto by jednak mógł zajrzeć w nieprzeniknione umysły decetpicońskich dowódców?
Fakt był faktem – robala należało zastrzelić jak najszybciej.
Tutaj właśnie zaczynały się schody. Ani Nitrocrusher, ani Nightshade nie mieli wystrzelić, co było jasne dla obu myśliwców. Pozostawała kwestia latających Conów. Czy to lider miał pozbyć się celu? Czy to może jego zastępca miał się tym zająć? Oczywiście każdy z nich chciał to zrobić sam, nie dając innym nawet szansy na reakcję.
Zaczęli się kłócić. Głośniej, coraz głośniej. Aż w końcu doszło do rękoczynów i Insecticon, który, wbrew pozorom, nie był taki głupi za jakiego go wszyscy brali, zorientował się, że coś jest na rzeczy i ruszył w stronę niepokojących go dźwięków. To, co odkrył, wywołało na jego twarzy krzywy uśmiech.
W jednej chwili chwycił kłócących się i uniósł ich nieco nad ziemię. Przyjrzał się im dokładnie, co wykorzystał Nitrocrusher, zaciągając Nightshade’a za jakąś inną skałę. Miał wrażenie, że robal ich nie zauważył, a nawet jeśli, to bardziej zainteresowały go jego nowe zabawki.
- Co ty wyprawiasz?! Przecież musimy im pomóc! – pieklił się granatowy mech, na co Crusher tylko uciszył go ruchem ręki.
- Taka lekcja życia im się przyda, nie uważasz, Shade? – spytał spokojnie, wychylając się lekko z kryjówki.
Musiał przyznać – Insecticon znał się na rzeczy. Co…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SaZuNo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…