Nocny chór.
Gdy nocą budzi Cię nocny chór ... czy warto podążyć za jego głosem??
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
‘ Tylko w drodze znajdziesz ukojenie.’ cichy śpiew wyrwał mnie delikatnie z głębokiego snu. Przez chwilę nie byłam nawet pewna, czy oby to nie jest po prostu moja kolejna fantazja. Moje noce życie zawsze było pełne najdziwniejszych tworów, więc rytmiczna pieśń nie była by dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem.. ‘ Nie idź samotnie, bo wtedy szybko zabłądzisz.’ Nie otwierając oczu postanowiłam wsłuchać się w kojącą melodię. Muszę przyznać, że była całkiem przyjemna. Mimo swej prostoty, brzmiała całkiem imponująco w wykonaniu wielu osób. ‘ Cel nasz jest daleko we wszechrzeczy, a dotrzeć do niego mogę tylko wybrańcy.’ głosy stały się teraz bardziej wyraziste. Powoli uświadomiłam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ochota na sen przeszłą mi już całkowicie. ‘Jak wielu przed nami, dołączysz do wszechrzeczy.’
Otworzyłam szeroko oczy i powoli podniosłam się z cieplutkiego łóżka. Wyjrzałam przez okno. Wokół panowały wyjątkowe ciemności. Na ulicy nie paliła się żadna latarnia ani nikt nie miał zaświeconego światła w oknie. Wydało mi się to przez chwilę trochę dziwne, ale potem pomyślałam, że widocznie znowu wysiadł prąd na naszym osiedlu. Na szczęście księżyc był prawie w pełni i po chwili, przyzwyczajona do mroku, zaczęłam dostrzegać znajome kontury mojej okolicy. Nie zauważyłam w nich jednak nic niepokojącego. Na zewnątrz jedynie jakiś bezdomny pies zaczął nerwowo ujadać. Poza tym, w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby być sprawcą tego całego zamieszania. ‘Ty już wiesz, że musisz z nami iść.’ Tymczasem pieśń zaczynała mnie coraz bardziej intrygować.
Rozejrzałam się po pokoju. Na zegarku była jak raz za pięć pierwsza. ‘Napiłabym się czegoś.’ stwierdziłam po chwili czując bolącą suchość z gardle. Powietrze tej nocy było wyjątkowo ciężkie i gorące, nawet jak na środek lata. Leniwie ziewając weszłam do kuchni.
- Tato? – przy oknie zobaczyłam czyjś cień – To ty?
- Tak, to ja Jolu.
- Co robisz?
- Nie słyszysz córciu tej piosenki?
- Słyszę ... ale co robisz? – mój ojciec w pomiętej podkoszulce z niewiadomego dla mnie powodu stał przy oknie z lornetką w ręku uparcie się czemuś przyglądając. Znając jego zwyczaje, wiedziałam jednak, że życie nocne sąsiadów nigdy go nie interesowało.
- Widzisz ich? Już są tu. Chcą żebyśmy się wszyscy do nich dołączyli.
- Gdzie? Kto? Nic nie widzę – spojrzałam w kierunku w którym pokazywał ojciec, ale nic tam nie było, a już tym bardziej nie widziałam żeby ktoś tamtędy szedł.
- Ta pieśń. To oni ją śpiewają.
- Już chyba przestali. – wokoło nagle zapanowała cisza. Piosenka umilkła tak samo niespodziewanie jak rozbrzmiała.
- Tak, przestali. Chodźmy spać lepiej. Jest już po pierwszej w nocy. To nie pora na takie dyskusje. Jutro porozmawiamy. – ojciec odłożył lornetkę na stół
- Ale o co ci chodziło ... kto chce żebyśmy się do niego przyłączyli? Tato ... – naprawdę zaniepokojona uparcie próbowałam się jeszcze czegoś dowiedzieć. Ojciec jednak nie miał ochoty na rozmowy ze mną.
- Idź spać. Jutro porozmawiamy.
Zła wróciłam do pokoju w duchu obiecując sobie, że jutro już nie przepuszczę tak łatwo ojcu. Będzie mi musiał powiedzieć, co to za śpiewy odbywały się pod naszym blokiem. Z radością jednak weszłam do swojego, cieplutkiego jeszcze łóżeczka. Oczy zaczęły mi się same kleić. ‘Ty już wiesz, że musisz z nami iść ... chodź z nami’ ... zaczynałam być już wściekła. 'Czy oni mi całkiem spać nie dadzą tej nocy?' Ciekawa, czy tato dalej się stoi przy oknie z lornetką, poszłam do kuchni. Była jednak pusta. ‘Pewnie rodzice śpią sobie smacznie u siebie. Z ich strony tak przecież nie słychać tego śpiewu’ stwierdziłam i poszłam do dużego pokoju. Zastałam jednak jedynie puste łóżko. ‘No po prostu świetnie. Najpierw nocne chóry, a teraz moi rodzice znikają ... Co to ma być?’ Moja irytacje osiągnęła już punkt kulminacyjny. ‘Nie mogli przecież daleko odejść. Muszę ich poszukać’ zdecydowałam.
Szybko nałożyłam na siebie dżinsy i jakąś podkoszulkę. Próbowałam też znaleźć latarkę, ale niestety jak to zwykle bywa, gdzieś się zapodziała w momencie, kiedy była mi najbardziej potrzebna. Zdążyłam jedynie wziąć ze sobą mały nóż z kuchni na wszelki wypadek, gdybym miała jakieś nieprzewidziane przygody a coś mi mówiło, że to wcale nie było takie nieprawdopodobne. Po chwili byłam już na klatce schodowej. ‘Boże, jak ja nie lubię ciemności.’ stwierdziłam z przerażeniem pośpiesznie schodząc wąskimi schodami. Przez chwilę chciałam nawet wrócić się do mieszkania, ale raz podjętej decyzji nie mogłam już cofnąć...
- Jolka, dobrze, że jesteś.- gdy tylko wyszłam przed blok, usłyszałam czyjś głos. Brzmiał on jednak na tyle obco dla mnie, że nie rozpoznałam kto mnie wołał.
- Kim jesteś?
- Jola, nie poznajesz swojej najlepszej przyjaciółki?? – usłyszałam w odpowiedzi.
- Agata? Masz jakiś inny głos ... taki poważny ... przepraszam. Ale ... co ty właściwie robisz o tej porze przed moim blokiem. – wszystko to zaczynało mi się coraz mniej podobać
- Słyszysz tą piosenkę?
- No słyszę ... i co z tego?
- Oni wołają nas. Wszyscy musimy tam iść.
- Gdzie? Kto nas woła? Przecież tu nikogo oprócz nas nie ma. Czy ktoś mi wreszcie to wszystko wytłumaczy?
- Chodź ze mną. Sama się przekonasz. Prawda, że pięknie śpiewają? Te głosy ... chodź, szkoda czasu. – Agata mówiła jednym tchem. Była rozgorączkowana ale i wyjątkowo spokojna.
- Przestań, zaczynam się ciebie bać.
- Nie bój się ... nie ma czego. Chodź ze mną. Nasi rodzice też tam są. Zobaczysz, będzie cudownie.
- Rodzice?? Skąd wiesz, że moich rodziców nie ma w domu? Widziałaś ich jak wychodzili? Gdzie oni teraz są? Mów, szybko! – powoli przestawałam tracić cierpliwość.
- Po prostu chodź z nami. Wszystkiego się dowiesz. Szybko, szkoda tracić czasu.
- Dobrze, w takim razie prowadź. – poddałam się widząc, że moja przyjaciółka zaczęła iść w kierunku szosy.
‘ Dzień się skończył, księżyc obejmuje panowanie. Niech wszystko co żywe powstanie.’ Im dłużej przysłuchiwałam się pieśni, tym bardziej zaczynała mi się ona podobać. W miarę zbliżania się do siedziby chóru, głosy stawały się coraz mocniejsze. Gdy dotarłyśmy wreszcie na miesce, Agata stanęła przy jednym z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil viteria
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…