(not) executed
"(...)…to, co ja czułam, do tego faceta… to nie jest coś, co można kontrolować, co można przemyśleć i uznać, że nie warto. To nie było coś, o czym się mówi(...)"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wyrzucił tlący się jeszcze niedopałek, przydeptując go nogą i skierował się do wejścia „tylko dla pracowników”. Zapowiadał się kolejny, nudny dzień pracy, zwłaszcza ze względu na pogodę, ale i bardzo pracowity i owocny weekend dawał wrażenie kilku dni spokoju. Wchodząc do biura zauważył pewne zamieszanie, ale nie miał ochoty ekscytować się niczym, przynajmniej nie przed pierwszą kawą. - O, dobrze, że jesteś! – Andrzej wchodzący do pomieszczenia rzucił swoją teczkę na biurko i pośpiesznie odpalał komputer. – Wydrukuj mi pliki z pulpitu, zapomniałem w sobotę… - Jest poniedziałek, na co ci to teraz? Raporty powysyłane, wczoraj… - zerknął na tablicę z ważnymi informacjami - …nic się nie działo, więc… - To ty nic nie wiesz? – kolega był nieźle zaskoczony. - O czym… - zaczynało go to już irytować, jakby nie można było powiedzieć wprost. - No przecież dzisiaj przychodzą te dwie nowe laski, mam je przeszkolić… podobno są całkiem młode! – Andrzej ekscytował się, klikając nerwowo myszką. – Nie mówili ci, czy zapomniałeś…? - Zapomniałem. Z resztą mam masę własnej roboty… - Oj Michał, Michał, kiedy ty po raz ostatni kogoś przeleciałeś? – Andrzej zawsze stawiał bezpośrednie pytania – To doskonała okazja, wiesz mogę ci jedną odstąpić, podrasować ci opinię… - Nie zbliżaj się do mojej opinii… - oboje zaśmiali się serdecznie. Takie małe złośliwości należały do codziennego programu pracy menadżerów zarządzających w jednym z największych klubów w mieście. – O której mają przyjść? – Andrzej spojrzał na zegar i uśmiechnął się szeroko. - Za jakieś dziesięć minut. Pozwól, że sam się nimi zajmę, ktoś musi przecież pracować i przyjmować dostawy. Michał uruchomił klubową pocztę elektroniczną, zerkając raz po raz w ekran z obrazem kamery przy wejściu. Nie, żeby aż tak interesowały go nowe koleżanki, z tego co sobie przypominał, miały one jedynie kilka tygodni szkolenia, po którym wracały do swoich oddziałów. Z drugiej strony, myśląc o słowach kumpla, zatęsknił za ciepłem drugiego ciała w łóżku, flirtem, tymi pełnymi napięcia i oczekiwania momentami, kiedy prowadzisz z kimś dwuznaczną grę… Szybko jednak zbeształ się za te myśli – nigdy nie był dobry w te klocki, a jego ostatni romans… co tu dużo mówić: nie sprostał wyzwaniu. I nie ważne, czy winą był alkohol, czy presja, czy dość odważne i napastliwe zachowanie dziewczyny – ważne, że przeżył porażkę i nie chciał za bardzo jej powtarzać. Nawet za cenę celibatu… Myślał, że może poczeka. Że pozna kogoś, kim się zafascynuje i kto poruszy czymś więcej, niż jego hormonami, że może właśnie wtedy… Z tych rozmyślań wyrwał go dźwięk głównego domofonu – dwie zgrabne postaci na niewyraźnym ekranie z kamery, potwierdziły jedynie, że nowe współpracowniczki właśnie nadeszły. Michał otworzył drzwi, ale nawet nie ruszył się fotela, wiedząc, jak bardzo Andrzej przejmuje się swoją rolą gospodarza. Poza tym szkolenie pracowników nawet nie leżało w jego zakresie obowiązków, także postanowił skupić się na zwykłych, codziennych elementach swojej pracy.
- Wznieśmy toast! – dziewczyny uniosły kieliszki z szampanem i stuknęły się nimi lekko – Za nowe umiejętności, nowe miejsca i nowych ludzi! - I nowe przyjaźnie! – każda zachichotała i upiła łyk buzującego napoju – Jak myślisz, będą się na nas wyżywać? - Zwariowałaś! Oni nas potrzebują, do odwalania nudnej i prostej roboty, sama wiesz jak to działa, jakbyś nigdy nie szkoliła nowych barmanów… - blondynka mrugnęła przyjaźnie do swojej towarzyszki. - Milka?! – zza brunetki wyłonił się wysoki, młody chłopak, z niedowierzaniem zbliżając się do znajomej – Nie wierzę! Kiedy tu przyjechałaś?! – uścisnęli się zapominając przez chwilę o towarzystwie. - Kilka dni temu, jeszcze nie podłączyli nam internetu, nie miałam jak wszystkich zwołać… - wzrok mężczyzny przesunął się znacząco na brunetkę siedzącą obok. – Ah, przepraszam, to jest Joasia, a to mój dawny znajomy, Dawid. Pracowaliśmy razem kilka lat temu… - …czyli zajęłam twoje miejsce… - Joasia uśmiechnęła się miło i włączyła do rozmowy. - No to musisz uważać, bo to mała diablica, tylko tak niewinnie wygląda… - Dawid przysunął wysokie, barowe krzesło i zamówił butelkę piwa – Co tam słychać, gdzie cię wywiało, jak Łukasz? - Łukasz świetnie, został w domu, pilnuje dobytku. Pnie się po szczeblach kariery, tak jak i ja, tutaj tylko na chwilę, wręcz przejazdem. Trzeba się czasem podszkolić… - No to ładnie, już długo jesteście razem, cieszę się, że ci się ułożyło… no i spójrz na siebie, nawet się nie zmieniłaś! I koleżanki masz, jak zwykle, najładniejsze… - mrugnął przyjaźnie do Joasi. - To gdzie razem pracowaliście? - W „Wiolonczeli” – odparli zgodnym chórem. - Żartujesz?! – Joasia zwróciła się bezpośrednio do Emilii – I zostawiłaś tę fuchę? Musisz teraz żałować… - Dawid spojrzał na dawną znajomą porozumiewawczo – No o co chodzi, nie wierzę, że wolałaś jakąś inną pracę, tam dają ci wszystko, szkolenia, awanse i akcje! Nawet jeśli to było cztery lata temu, musiałaś widzieć potencjał! – Dawid uśmiechał się półgębkiem, Emilia natomiast zapatrzyła się we własny kieliszek. Joanna zaczęła myśleć, że powiedziała coś niestosownego. - Wiesz no, życie… rodzina… Łukasz dostał niezłą propozycję, więc… - uchwyciła wzrok barmana, zamówiła dwa kolejne kieliszki i szybko zmieniła temat. Ostatnie, czego chciała, to wracać wspomnieniami do tamtego okresu w jej życiu. Zwłaszcza, że miała pełną świadomość, iż wszystkie emocje i uczucia, zostały jedynie uśpione i tylko czekają na odpowiedni moment, by znów wybuchnąć.
- Ty kończysz jutro o szóstej, nie? – Andrzej obudził Michała telefonem – Zamieniłbyś się, jest ta impreza integracyjna, a ty i tak… - Nie ma mowy, mam już plany na wieczór… - No weź, bądź kumplem! Nawet zostanę dłużej, do ósmej czy coś, po prostu… mówiłem ci, ta blondyneczka ma w sobie coś… po prostu… - Mówiłeś też, że ma stałego chłopaka czy męża… - Aaa tam, wiesz, że to nic dla mnie… z resztą ja nie chcę jej rozbijać rodziny, tylko wiesz… zapewnić trochę rozrywki… To jak, zamienisz się? To tylko kilka godzin… - Dobra, tylko się nie spóźnij. I ja przyjdę na ósmą, nie chcę żadnych numerów… - Nic się nie bój… z resztą, możesz do nas dołączyć, jak tylko skończysz, zostawię ci namiary na knajpę… - Raczej na to nie liczcie… - Dzięki i do jutra! Andrzej rozłączył się, zostawiając Michała z mieszanymi uczuciami. Miał nadzieję pojawić się jurto na rzeczonej imprezie i poznać wreszcie podopieczne firmy, minęły w końcu prawie dwa tygodnie i jakoś do tej pory nie udało mu się trafić na godziny ich urzędowania. A słyszał o nich dużo, zwłaszcza o pewnej siebie blondynce, która rzucała jakiś czar na wszystkich facetów w swoim otoczeniu. Każdy o niej mówił, a poziom napięcia seksualnego w powietrzu zwiększył się znacznie. Dziewczyna zdawała się robić to jednak nieświadomie, tym bardziej, że podobno była w długoletnim, poważnym związku i nie wykazywała żadnego zainteresowania kolegami z nowej pracy. Andrzejowego gadania o niej i jego nieodpartym uroku osobistym połączonym z wieloletnim doświadczeniem w podrywaniu, Michał nie mógł już słuchać.
- No i jak tam? Poznałyście już wszystkich? Mam dla was dziewczęce, kolorowe drinki.. kelner…! – Andrzej wcisnął się pomiędzy Emilię, Joasię i Magdalenę, która była menadżerem PRu i jednym ze szkoleniowców. - Zaczekaj… - Emilia uśmiechnęła się porozumiewawczo do Joanny - …wolę szoty, nie drinki. – Andrzej stracił na chwilę rezon, analizując to, co usłyszał. - Jakbyś częściej wychodził z nami, to byś wiedział… - dorzuciła złośliwie Magda - …dla mnie również wiśniówka. I dla Aśki. Może najlepiej po dwa. Tylko dla Andrzejka prosimy „kolorowego, dziewczęcego drinka”… - zanim ktokolwiek zdążył zareagować, kelner odszedł w stronę baru, zostawiając rozchichotane dziewczęta i lekko zmieszanego menadżera. - Przepraszam… chciałem dobrze… Poza tym, droga koleżanko, nie ja ustalam grafik, więc nie moja wina, że się nie składa… Nawet dzisiaj, gdyby nie nasz kochany Bomba, pewnie nadal siedziałbym nad raportami… - Bomba? – dziewczyny spojrzały na siebie pytająco. - Nie poznałyście Bomby? – Magda spojrzała na Andrzeja i uniosła wysoko brwi – To dziwne, bo przecież chłopina nie pracuje aż tak ciężko… z drugiej strony nie ma z wami nic wspólnego… - …właściwie, to on się może dzisiaj pojawi. - Ale to kolejny… - …menadżer, w samą porę… - kelner postawił po dwa kieliszki z bordową zawartością przed dziewczynami, Andrzej musiał zadowolić się Cosmopolitanem.
- Uff... strasznie gorąco na tej sali… - Dokładnie! Nie wiem, czy też mają problem z ogrzewaniem, czy to za dużo wiśniówki… - Co to, to nie! – Emilia wyciągnęła puder z torebki i rozpoczęła poprawianie mankamentów urody. – Wiśniówki nigdy dość! - Święta racja! – Magda zgodziła się z towarzyszką i rzuciła, chwytając Joasię pod rękę – Gotowe? – wszystkie trzy opuściły toaletę, zostawiając Emilię trochę z tyłu. Ta walczyła z zamkiem mikroskopijnej kopertówki, gdy torebka wyślizgnęła jej się z dłoni i upadła wprost pod czyjeś nogi. Mężczyzna schylił się i podał dziewczynie jej zgubę, gdy jednak ich oczy się spotkały, jak na filmach: wszystko wokół zamarło. Emilia nie słyszała muzyki, słyszała swoje szaleńczo bijące serce, nie widziała innych ludzi, nie czuła zapachów. Widziała jego. Stał przed nią. Jak duch. Jak postać z najgorszych koszmarów.
Michał stał, przez kilka pierwszych sekund, lekko zdezorientowany, zmiana koloru włosów i uczesania sprawiły, że przez chwilę jej nie rozpoznał. Gdy w końcu dotarło do niego, kim jest właścicielka torebki, z zadziwiającą dokładnością przypomniało mu się wszystko, poczuł lekki ścisk żołądka – ze zdenerwowania – nie wiedział, jak powinien w ogóle się zachować.
Emilia czuła ogromną kulę w gardle. Nie umiała wykrztusić słowa, a wiele zdań cisnęło jej się na usta, wiele pytań i wiele wyjaśnień. - O! Bomba! – nagle obok nich pojawił się Andrzej, obejmujący Joasię i niosący tacę z kilkoma pełnymi kieliszkami – W samą porę! Zmieniamy lokal, strzemiennego? – rozdał kieliszki, nie zwracając uwagi, na zakłopotanie i dziwną atmosferę w powietrzu. – No to siup! – cała czwórka przechyliła zawartość kieliszków - …idę po resztę… A przepraszam… - zawrócił w pół drogi - …to nasz słynny kolega Bomba, to znaczy junior menadżer Michał Skarżyński, a to nasze koleżanki Joasia i Emilia, o których już wiele słyszałeś… - Andrzej mrugnął porozumiewawczo do kolegi - …porywam cię, bo musisz nadrobić straty… - wziął Michała pod rękę i pociągnął w stronę baru. Ten opierał się lekko, co rusz odwracając głowę stronę Emilii, na nic zdały się jego próby, podpity już Andrzej zdążył skrzyknąć pozostały współpracowników i obwieścić przybycie ostatniego członka zespołu…
Emilia poczuła słodki, rozgrzewający alkohol, rozpuszczający pierwszy szok. Spojrzała na Joasię, do której powoli docierało, że coś jest nie tak, szybko chwyciła ją za rękę i pociągnęła spowrotem do toalety. - Emilia, dobrze się czujesz…? Zrobiłaś się jakaś blada… - Pytałaś kiedyś o powód, dla którego wyniosłam się z „Wiolonczeli”… - popatrzyła głęboko w oczy Joasi, a potem odwróciła się do umywalki i ochlapała twarz zimną wodę. Zajęło jej kilka sekund, by spojrzeć w lutro. - …no… tak… ale… - Mój chłopak, Łukasz… dostał ofertę pracy… - Mówiłaś, na pewno dobrze się czujesz? - Jestem ostatnią osobą, która może zrezygnować z siebie na rzecz faceta… Wiolonczela była moim marzeniem, idealnie spełniającym się planem, startem do swojej własnej knajpy... - Wiem… - Joasia nadal nie mogła zrozumieć, dlaczego Emilia mówi jej o tym teraz. - …równocześnie przeżywałam dość ciężki czas w moim życiu osobistym… początki z Łukaszem były trudne i skomplikowane, nakładało się na nie wiele czynników… zawsze byłam mocno stąpającą po ziemi, osobą widzącą tylko czarne i białe, brzydzącą się zdradą i… W „Wiolonczeli” pracował taki jeden facet… chłopak właściwie… ani przystojny, ani szczególny, ale dziewczyno… - Emilia odwróciła się do towarzyszki i mówiła spokojnie, ważąc każde słowo. Mając na myśli każde słowo. - …jak on na mnie działał! Od początku, od pierwszego wspólnego dnia w pracy, gdy musieliśmy obgadać jakieś szczegóły w ciasnym biurze, gdy stałam tuż obok i czułam zapach jego skóry… nie, nie myśl sobie, że to jakieś perfumy, to było coś więcej… Od tego momentu nie mogłam przestać o nim myśleć. Nic się nie stało, nie patrzył na mnie szczególnie, nie podrywał mnie, nie zrobił nic, wiedząc o Łukaszu, wiedząc jakie mam poglądy na życie i znając moje doświadczenia. – Joasia słuchała, jakby ktoś opowiadał jej film. Nie mogła uwierzyć. Może i znała Emilię jakieś dwa tygodnie, ale myślała, że wie o niej wszystko. Że jest zwykłą, uczciwą, spokojną dziewczyną… - I z każdym dniem, z każdą minutą, to narastało. Było nie do powstrzymania, zwierzęce pragnienie, zwierzęca ochota na seks… Nigdy mi się nie podobał, jako materiał na partnera, jako osoba do pogadania, nigdy… ale, gdyby tylko chciał, moglibyśmy się pieprzyć w każdym momencie, w każdym pomieszczeniu w pracy, na oczach wszystkich… Po pracy wracałam do domu tak nakręcona, podniecona, że niemal zrywałam z Łukasza ubrania. Na jednaj z imprez… firmowych imprez, gdy wódka lała się strumieniami, gdy wypiłam na tyle, by rozwiązał mi się język, zaciągnęłam go na bok i powiedziałam wszystko, że nie mogę z nim pracować, bo aż cieknie mi po nogach od samej jego obecności w jednym pokoju, że po prostu nie wytrzymam dłużej i nie obchodzi mnie jak to się skończy… wręcz rzuciłam się na niego… - Boże… - Joasia czuła, że wytrzeźwiała, w kilka sekund. - …pojechaliśmy do jego mieszkania, nie mogliśmy się powstrzymać w taksówce, kierowca był nieźle zszokowany. Wpadliśmy do jego sypialni, zdzieraliśmy z siebie ciuchy, nie szukaliśmy gumek i… do niczego nie doszło. - Co?! – Emilia przyłożyła rękę do czoła i spuściła wzrok. - No… nie wiem. Za dużo wypił? Za dużo się brandzlował przed imprezą? Za bardzo na niego naciskałam? Nie wiem. Po prostu mu nie stanął… - I co…? I dlatego musiałaś odejść? – Emilia uśmiechnęła się smutno - Nie. Dlatego, że mnie to nie zniechęciło. Że nic się nie zmieniło. Że nie czułam wyrzutów sumienia wobec Łukasza, że nadal nie pozwalałam sobie na żadne sam na sam z nim. I że nadal o nim fantazjowałam, myślałam cały czas o niesamowitym, nieziemskim seksie, jaki byśmy mieli, choć już znałam jego mankamenty… I, gdy Łukasz wspomniał coś o swojej pracy, znalazłam największy klub w tamtym mieście, napisałam kilka e-maili, odbyłam kilka rozmów i uciekliśmy. To znaczy ja uciekłam… - Niezłe… - Niezłe? Tragiczne. I najgorsze, że zawsze wiedziałam, że niczego się nie pozbyłam, że to wszystko nadal gdzieś we mnie siedzi i… - Nie mów tylko, że ci się to włączyło na Andrzeja…! – Joasia zszokowana aż złapała Emilię za ramiona. Ta tylko pokręciła przecząco głową. - Bomba… Michał Skarżyński… to ten chłopak z Wiolonczeli…
- No i co, niezła ta Emilka? Mówiłem ci, trzeba było od razu działać, nie teraz, kiedy się wszyscy już w ewentualnej kolejce poustawiali! – Andrzej wręczał koledze kolejne kieliszki i kontynuował własny monolog. – Ta cała Asia też niczego sobie, spokojniejsza jakby, ale zawsze coś… No to panowie, do dna! – rzucił w kierunku reszty znajomych i wychylił kieliszek – Bomba, co z tobą? Zamilkłeś? Chyba nie jesteś zmęczony po tych kilku godzinach…? - Nie, nie… - Aaa…! – Andrzej poklepał Michała po ramieniu – Aż tak podziałała? – Michał zamówił kolejne kieliszki i sam opróżnił trzy z nich. Spojrzał poważnie na towarzysza i już miał wyznać cala historię, gdy obie dziewczyny: Joasia i Emilia, stanęły tuż obok. - No i są nasze zguby, zmieniamy lokal! – Andrzej odwrócił się w stronę grupy i rozpoczął organizację wyjścia, za nim, powoli oddaliła się Joasia. Emilia stanęła przy barze i w końcu zebrała się na odwagę, by spojrzeć na Michała. Oboje byli przerażeni sytuacją, choć każde z innych powodów, oboje czuli się jak w jakimś głupim serialu, być może sequelu tandetnego filmu. - Więc… możemy sobie już odpuścić standardowe „skąd się tu wziąłeś” oraz rozważania nad zbiegami okoliczności… - Możemy. – Michał zgodził się z rozmówczynią. - Tak… - znów nastąpiło milczenie - …od dawna pracujesz w „3D”? - Prawie 3 lata. Wyrwali mnie z Wiolonczeli, świetne warunki… - Dlatego mnie przysłali na szkolenie. Też awansowałam. I to dość szybko. - Myślałem, że już otworzyłaś swoją Planetę? – pamiętał. Po tym wszystkim, po tylu latach, pamiętał nazwę dla jej własnej knajpy, która nawet nie była bliska realizacji. - Jeszcze nie, to znaczy… nawet nie wiem, czy jeszcze mam do tego taki zapał. – oboje pokiwali ze zrozumieniem głowami. Emilia starała się na niego nie patrzeć. Czuła niesamowite napięcie i niezręczność całej sytuacji. - Tu jesteście! – z nieświadomą odsieczą nadszedł Andrzej i reszta grupy. – Uważaj na nią, Michałku! – już ciągnął ich oboje do wyjścia – Mąż, pamiętasz…? – Emilia spojrzała lekko przestraszona na Michała, ten nawet nie patrzył w jej kierunku.
- Andrzejek zachorował… - Magda weszła do pokoju ze smutną miną. – Bomba go zastąpi, ale nie męczcie go zbytnio pytaniami, dopiero co przejrzał materiały… Aha, Emilia, pamiętasz, że dzisiaj musisz zostać nieco dłużej, wy nie macie tego programu sprzedażowego u siebie, a będzie ci to potrzebne w następnym bloku… - Emilia czuła rozlewające się ciepło wewnątrz, połączone ze zdenerwowaniem. Nie chciała przez to przechodzić raz jeszcze. Joasia patrzyła na nią lekko zakłopotana, nie rozumiała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Atomówka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…