Wróć do katalogu

Nowe życie

Jedno z moich opowiadań :) Opowiada o chłopaku, którego rodzice sie przeprowadzają i zostawiają go samego w domu. On, z chęcią na nowe życie wyrzuca klucz do mieszkania w studzienke kanalizacyjną i zrywa z przeszłością. Jednak potem poznaje prawde o

Edzia16opublikowano 31 maja 201218 min czytania 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jest 21.30,sobota, ładna, wiosenna pogoda na dworze.Gdyby był dzień, wyszedłbym z Nickiem pograć w baseball czy poszwędać się po mieście.Ah, fajnie jest.Chociaż siedze w domu i się nudze.Nick jest zajęty.Musi napisać nową strategie dla drużyny.Jest trenerem tutejszego zespołu, nasz sport to baseball. Gram w tej drużynie J A jeszcze kilka miesięcy temu nie było tak fajnie… Ja,ChrisTurner,urodzony 21 grudnia 1997,wychowałem się w niezbyt bogatej rodzinie. Mieszkamy, a raczej mieszkaliśmy na Brooklynie.Biedna dzielnica, ale klimat i ludzie fajni.Nigdy bym z tamtąd nie odszedł, gdyby nie ta sytuacja… Posłuchajcie jak zmieniło się moje życie. Wszystko zaczęło się ok.rok temu. Byłem trudnym dzieciakiem. Wiecie, hormony, huśtawki nastrojów i takie tam. Rodzice pracowali w sklepie 3 ulice od domu.Ja chodziłem do gimnazjum. O moich ocenach szkoda pisać.Jakoś dawałem rade, ale rodziced ciągle cisnęli mnie do nauki.Dla nich powinienem być prymusem, szóstkowym ucznie, bo co ludzie powiedzą. I też chcieli żebym wyrwał się z tego bagna, którym dla nich był Brooklyn.Ja nie chciałem z tamtąd odchodzić.Chciałem zarabiać na życie inaczej. Wiecie, że Bronx i Broklyn to stolice rapu w Nowym Jorku.Rapowałem dla kumpli,a oni mówili że jestem dobry.I tak zaczęły się marzenia o zostaniu profesjonalnym raperem.Ale dobra, posłuchajcie co wydaryło się pewnego dnia po powrocie ze szkoły. Dostałem 3 z matematyki.Dla mnie to dobra ocena, a mama znowu będzie krzyczeć, ze powinienem się bardziej postarać. Wszedłem do mieszkania.Tata w pracy,mama robiła obiad. Pierwsze pytanie,jak każdego dnia: -Dostałeś jakieś oceny? Nie chciałem,ale i tak by się dowiedziała. -3 z matmy.-Zaraz zacznie się awantura. -Znowu? Chris, to kolejna zła ocena! Masz szlaban!-Jak zwykle.Czy kiedyś nie będę miał szlabanu? -Mamo!Ostatnio dostałem 4 z chemii. -I ty z 4 się cieszysz?To powinna być piątka lub szóstka! Eh, co za dziecko. Poszedłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do Elli.Zawsze pomaga mi gdy się smuce. -Hej, co tam?- zaptałem. -Co się stało? Znowu awantura w domu?-Kurcze, zawsze poznaje że coś jest nie tak. -Tak.Uziemiła mnie. -Mieliśmy pójść na kręgle… -Tak,wiem.Przepraszam.Jakoś to naprawie. Z kuchni zaczął dobiegać jakiś okrzyk.Ni radość, ni… nie wiem co.Musiałem tam pójść. Mama stała przytulona do taty.Cieszyła się,bardzo. -Co się stało?-zapytałem. -Tata dostał duża premie.Teraz możemy się przeprowadzić.Zacząć nowe lepsze życie,. Wiedziałem, że mają dużo na koncie, ale że aż tyle,żeby się przeprowadzić. Nie chciałem tego, a zraniony wcześniejsza kłotnią o oceny wybuchłem. -Nie zgadzam się! Nie wyjeżdżamy.Możecie jechać, ale beze mnie.-Wkurzony poszedłem do swojego pokoju. Reszte dnia spędziłem tam.Nie miałem ochoty się z nimi widzieć.I to był błąd.Wtedy widziałem ich po raz ostatni… Nie wyhodząc z pokoju wiedziałem , że coś jest nie tak.Obudziłem się o 9,a zwykle już o 6 budzi mnie rumor w kuchni. Gdy wyszedłem z pokoju, przeraziłem się ponieważ w domu nic nie było.Dosłownie, NIC! Nawet zdjęcia rodziców ze ślubu.Bez niego nigdzie by nie wyjehali.Kurcze, chyba słowa „ beze mnie” znaczyły naprawde że…beze mnie. Poszedłem do kuchni.Na podłodze leżała kartka. „ Chris, przepraszamy, ale nie mogliśmy inaczej.Przez ostatnie lata zachowywałeś się jako dorosły, robiłeś wszystko co chciałeś nie mówiąc nam o tym.Traktowałeś nas jakl smieci, na co nie zasłużyliśmy.Także, pojechaliśmy do Queens,tata kupił mieskzanie, i zaczynamy tu nowe życie,bez ciebie,dokładnie tak jak chciałeś.Koło łóżka masz śniadanie i troche pieniędzy.Chciałes żyć jak dorosły to masz.Powodzenia.Ty maszs swoje życie, a my swoje. Żegnaj. Rodzice

P.S Niedługo trzeba zapłacić czynsz.Radze znaleźć jakąś prace,chociaż nie wiem czy zatrudniają nieletnich.” Poszedłem do pokoju i znalazłem 50$ koło łóżka.Była tam też zupa w puszce. Nie miałem zamiaru znajdować pracy i płacić tego durnego czynszu.Zresztą, i tak bym nigdzie nie dostał pracy.Wiele dzieciaków w NY mieszka na ulicy,więc chyba i ja dam rade.Wyszedłem z domu i wyrzuciłem klucz do studzienki kanalizacyjnej.Czas na zawsze zerwać z przeszłością.Tylko… zacząłem czuć się dziwnie.Tak bez rodziców,sam.Ej,tam.Pójde do Elli,chyba jest w domu , skoro mamy weekend. Ella mieszka niedaleko.Jednak jej rodzice są jacyś… nie wiem.Nie lubią mnie. Chyba dlatego że Ella ma same 6, a ja? Zadzwoniłem do niej i powiedziałem, niech wyjdzie na skwerek. -Co jest?-zapytała. -Rodzice mnie zostawili.Przeprowadzili się do Queens,a ja wyrzuciłem klucz od domu i postanowiłem żyć na ulicy. -Wow…eee…że co?=Była zmieszana. -Rodzice przeprowadzili się do Queens i mnie zostawili.Chyba dlatego, że byłem dla nich nie miły.Ale, spoko.Dam rade.Mam 50$,kupie zapas jedzenia i gdzieś się zaszyje. -Długo tak nie pożyjesz.Wiesz,ile jest teraz napadów,pobić, i to głównie dla pieniędzy.A jak nie masz, to biorą co masz albo po tobie. -Daj spokój.Dobra,znasz jakieś miejsce w którym moge zamieszkać? -Skoro, żyjesz na ulicy,tak? To praktycznie całe miasto to twój dom.A może po prostu pogadaj z rodzicami? -Nawet nie znam adresu.A po drugie nie mam ochoty.Potraktowali mnie jak zwierze.Wykopali z życia. -Ale ty podobnie ich traktowałeś.Dobra,musze wracać do lekcji.Mamy dużo zadane.Powodzenia.Nie daj się temu miastu. Było jeszcze rano, więc poszedłem na spacer po mieście.W zaułkach często można spotkać jakiegoś bezdomnego.Ciekawe, jak oni to robią,że potrafią żyć na ulicy kilka lat? Znalazłem jakiś zaułek i wiate na samochód, dawno nie używaną.Opuszczoną.Pomyśłałem,że ona będzie moim domem. Ale po chwili zjawił się tam jakiś gościu i zaczął gotować zupe.Zaraz, gotować zupe w wiacie na samochód?A, podłączył się z grzałką do sąsiedniego budynku.SApryciarz.Dobra,trzeba szukać dalej. Miasto które nigdy nie śpi.Faktycznie tak jest, ale gdy mrok nad chodzi ono zamiera.Tylko nieliczni mmogą sobie pozwolić imprezy w klubach i podtrzymywać Nowy Jork, aby nie zasnął. A mrok właśnie nadszedł.Cały dzień błąkałem się po nim,ale i tak nie znalazłem miejsca do spania. Akurat byłem w Central Parku.Usiadłem na ławce,zaczęło padać.W normalnej sytuacji siedziałbym teraz w domu.Ale mokne,siedze na deszczu i mokne.Jak…bezdomny.Jak śmieć.Często przechodziłem koło takich ludzi i myślałem „ Śmiecie,brudasy,debile” A teraz sam nim zostałem.Przez jeden dzień byłem bezdomnym i chyba nim zostane.Nie mogłem znaleźć schronienia.Nałożyłem kaptur i wszedłem pod ławke.Au,i na dodatek walnąłem się w głowe.Ławka była za niska. -Co tak siedzisz? – usłyszałem głos.Siedziałem z głową pochyloną do tyłu i myślałem, że tylko mi się wydaje.Kto by zagadał do…śmiecia. -Młody-Ktoś mnie szturchnął.Otworzyłem oczy i spojrzałem.Stał nade mną jakiś chłopak.Starszy, chyba dorosły.Miał czapke i płaszcz.Nie marzł jak ja. -Zgubiłeś się?- zapytał.Ja dalej siedziałem milcząc. -Co się stało? W końcu oprzytomniałem.Odpowiedziałem. -Nie mam domu.Rodzice mnie zostawili. I..-wtedy zdałem sobie sprawe… że płacze.Nie tylko deszcze spływał po moich policzkach.To też łzy.Ale ja…nigdy nie płakałem…dlaczego?Dlaczego teraz płacze? -Jak to cie zostawili?-przysiadł się do mnie. -Nie ważne.Nie moknij.Zostaw mnie.Chyba na to zasłużyłem-powiedziałem i odwróciłem głowe. Uśmiechnął się. -Jestem Nick-podał mi ręke. -Chris.-Pociągałem nosem, chyba coś mnie bierze.-A teraz idź do domu.Nie moknij. -Chris…-zaczął, ale przerwałem mu. -No idź! Zostaw mnie tu! Nie potrzebuje pomocy! Poradze sobie! Popatrzył na mnie, i jakby się zasmucił. -Cześć-powiedział odchodząć. Ja milczałem. Rozpadało się bardziej, i chyba ja zacząłem płakać bardziej. I nagle zacząłem krzyczeć.Wstałem, darłem się i kopałem ławke, ąż się rozpadła.Nie pamiętam co się działo.Byłem a amoku. Kopałem, krzyczałem w niebogłosy i myślałem , żeby tylko wrócić do domu.Ale jak? Klucz pływa w ściekach. Nagle… zatrzymałem się.Poczułem że ktoś na mnie patrzy.Stoi za mną, czułem czyjś wzrok na plecach. Nie był to Nick.To był ktoś…zły, ten wzrok nie był miły. Powoli się odwróciłem.Stało za mną kilku chłopaków z nożami i kijami baseballowymi.Nie wiedziałem co robić. Znieruchomiałem.Jeden zbliżył się do mnie. -Masz jakieeś pieniądze? Lepiej dla ciebie żebyś miał.-powiedział.Cały czas patrzył na mnie tym złowrogim wzrokiem. -Sam dasz czy mamy sobie wziąć?- ciągnął dale chodząc dookoła mnie.Mógł w każdej chwili zaatakować.Nie reagowałem, chyba…bałem się? I wtedy padł pierwszy cios.W plecy.Przewróciłem się.Potem inny kopnął mnie w głowe. I kilka razy walnął kijem w plecy. Potem chwila przerwy.Czekali aż się podniose. Wstałem. -I co, dalej nie masz pieniądzy,tak?-powiedział i znowu obszedł mnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych