Maszynka szczęścia – sekret bycia szczęśliwym
Tytuł mojego eseju brzmi tak wznośle, a wręcz patetycznie, że chwilami sam podejrzewam się o brak skromności, no ale trudno... Rzeczy, które sprawiają nam ogromną radość, po osiągnięciu celu tracą część swojego uroku. To, co było niezwykłe, staje się zwyczajne. Można ten proces nazwać przebodźcowaniem. Gdy pierwszy raz zobaczymy coś naprawdę wyjątkowego, przeżycie jest intensywne. Później potrzebujemy podobnego bodźca albo jeszcze mocniejszego, by uzyskać zbliżony efekt.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Maszynka szczęścia – sekret bycia szczęśliwym
„Byle jakość odstrasza magię”
Wstęp
Tytuł mojego eseju brzmi tak wznośle, a wręcz patetycznie, że chwilami sam podejrzewam się o brak skromności. Usiadłem jednak do pisania z dobrym piórem i całkiem niezłym zeszytem w kratkę. Jednym z celów powstania tego tekstu będzie więc po prostu wykorzystanie tak dobrego pióra, zamiast trzymania go w szufladzie. Znacznie ważniejszym celem jest jednak próba opisania pewnego sposobu patrzenia na życie. Interesuje mnie to, jak cieszyć się nim bardziej, jak sprawić, by codzienność była przyjemniejsza i jak nie dopuścić do sytuacji, w której to, co jeszcze niedawno zachwycało, po pewnym czasie przestaje robić na nas wrażenie. Nie będzie to recepta na szczęście. Raczej zbiór obserwacji i próba opisania mechanizmu, który na własny użytek nazywam „maszynką szczęścia”. Rzeczy, które sprawiają nam ogromną radość, po osiągnięciu celu tracą część swojego uroku. To, co było niezwykłe, staje się zwyczajne. Można ten proces nazwać przebodźcowaniem. Gdy pierwszy raz zobaczymy coś naprawdę wyjątkowego, przeżycie jest intensywne. Później potrzebujemy podobnego bodźca albo jeszcze mocniejszego, by uzyskać zbliżony efekt. Dobrze widać to na przykładzie gór i jaskiń. Moją pierwszą większą jaskinią była Jaskinia Raj w Górach Świętokrzyskich. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Później zacząłem odwiedzać kolejne, coraz większe, głębsze i bardziej imponujące. Te, które wcześniej wydawały mi się niezwykłe, z czasem przestawały robić aż takie wrażenie. Oczywiście jest to pewne uproszczenie. Wiele osób wraca przecież w te same miejsca, na te same szlaki, ponownie ogląda te same filmy i słucha tej samej muzyki, za każdym razem znajdując w tym przyjemność. Mimo wszystko istnieje wyraźna tendencja do poszukiwania coraz silniejszych bodźców. Podobny mechanizm opisują Daniel Z. Lieberman i Michael E. Long w książce „Dopamina. Mózg chce więcej. Naturalny dopalacz”. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że dopamina wiąże się z oczekiwaniem, poszukiwaniem i dążeniem do czegoś. Przyjemność może więc przynosić nie tylko samo osiągnięcie celu, ale także gonienie królika. Problem zaczyna się wtedy, gdy po osiągnięciu celu emocje opadają i niemal natychmiast pojawia się potrzeba następnego, większego. Wędrówki mogą wyglądać podobnie: najpierw wystarczają nam niewysokie góry, później Bieszczady, Tatry, Alpy, a w końcu Himalaje. A co po Himalajach? No właśnie. Rozwój jest czymś dobrym, ale co zrobić z tym, co już osiągnęliśmy? Jeśli pojechałem do Jaskini Raj dwa razy i za drugim razem przeżyłem mniej, czy powinienem przestać tam wracać? Odwiedziłem później między innymi Morawski Kras, czyli swoiste „Królestwo Podziemi”, a także największe europejskie jaskinie w okolicach Lublany. Być może kiedyś przyjdzie kolej na jaskinie w Teksasie. A co dalej, skoro zejście szczebel niżej będzie wiązać się z utratą radości i doświadczania piękna, które jeszcze parę lat temu zwalało mnie z kolan? Jak więc uniknąć przebodźcowania i sprawić, by na każdym szczeblu nadal umieć chłonąć piękno? Nie próbuję odpowiadać tutaj na te wszystkie, dość ambitne pytania. Nie bójmy się mówić: nie wiem. Równie dobrze mógłbym zakończyć w tym miejscu. Pióro jednak dobrze leży w dłoni, litery wychodzą zgrabnie, więc piszę dalej. Nie po to, by stworzyć instrukcję obsługi szczęścia, lecz by podzielić się refleksjami i pomysłem, jak nieco poprawić działanie naszej maszynki szczęścia.
Rozwój moralny
Trudno byłoby naukowo i empirycznie dowieść, że rozwój moralny wpływa na zdolność do odczuwania radości. Nie mam ani pieniędzy, ani zaplecza do prowadzenia takich badań. To, co teraz napiszę, jest więc przede wszystkim przypuszczeniem, niepotwierdzoną hipotezą opartą na obserwacji świata i własnym namyśle. Uważam, iż im wyższy poziom rozwoju moralnego jednostki, tym większa jest zdolność do przeżywania autentycznej radości i doświadczania poczucia szczęścia. Maszynka szczęścia dobrego człowieka („dobrego człowieka” oczywiście w cudzysłowie) ma, moim zdaniem, stokroć wyższe parametry niż maszynka łotra. Dobro i piękno mają ze sobą wiele wspólnego. Mogą współistnieć, wzmacniać się i pozwalać człowiekowi głębiej doświadczać świata. Zło stoi natomiast w opozycji do piękna i może utrudniać pełne jego przeżywanie. Można więc wysnuć przypuszczenie, że człowiek czyniący zło nie jest w stanie w pełni chłonąć piękna, a tym samym nie może być naprawdę szczęśliwy. Kiedy patrzę na krwawych dyktatorów w drogich garniturach, siedzących w samochodach w otoczeniu wysoko postawionych ludzi, trudno mi dostrzec na ich twarzach szczęście. Władza, pieniądze i wpływy niewątpliwie mają, ale często zamiast uśmiechu widać na nich jakieś napięcie. Mordy mają skwaszone. Oczywiście wyraz twarzy jest bardzo słabym dowodem, więc nie zamierzam na tej podstawie budować teorii naukowej. Znacznie ciekawsze byłoby przeprowadzenie pogłębionego wywiadu dotyczącego poczucia szczęścia, poprzedzonego bardzo szczegółową oceną moralną badanego, wykonaną według wymyślonych przez nas metod. Można by na przykład zapytać: czy prezydent Rosji jest szczęśliwy, mając krew na rękach? Prezydent Rosji niewątpliwie wyraziłby zgodę na udział w badaniu. Problem polega na tym, że takie badanie byłoby niezwykle trudne, a być może wręcz niemożliwe do przeprowadzenia w sposób naprawdę miarodajny. Nie mogę więc powiedzieć, że moja teza została udowodniona. Jest empirycznie niezweryfikowaną hipotezą, w którą jednak mocno wierzę. Mam też inne przypuszczenie: samo czynienie dobra może człowieka uszczęśliwiać. Dobro tworzy pewnego rodzaju aurę, w której wszystko wokół wydaje się piękniejsze. Człowiek moralnie zepsuty potrzebuje natomiast coraz mocniejszych bodźców. Brutalny seks, narkotyki i inne ekstremalne doznania nie wystarczają już po prostu dlatego, że jest ich za mało. Potrzebują więcej. Ludzie dobrzy — zabawne to rozróżnienie, sami widzicie, że tak się nie da — potrzebują mniej. Święty Franciszek mógł czuć się dobrze, patrząc na przyrodę. Mnisi, pustelnicy czy szamani poszukujący rozwoju duchowego często przyjmowali pozycje ascetyczne. Być może ich maszynka szczęścia działała sprawnie właśnie dlatego, że do odczuwania radości nie potrzebowali coraz silniejszych bodźców.
Unikanie ułatwiaczy
Najprostszym sposobem podkręcenia doznań jest sztuczne ich wzmacnianie. Nazwijmy to „ułatwiaczami”. Mam na myśli przede wszystkim alkohol i różnego rodzaju substancje odurzające. Dzięki nim można poczuć się lepiej stosunkowo niewielkim wysiłkiem. Substancje psychoaktywne potrafią sprawić, że świat nagle nabiera kolorów technikoloru. Wszystko wydaje się piękniejsze, łatwiejsze i ciekawsze. Maszynka szczęścia pracuje wtedy na najwyższych obrotach, a do wywołania silnego efektu potrzebne są znacznie słabsze bodźce. Przeciętny film może wydawać się znakomity, zwykła piosenka zachwycająca, a miejsce, obok którego normalnie przeszlibyśmy obojętnie, zaczyna mieć swój urok. Nie trzeba wtedy jechać do Teksasu ani do Lublany, żeby znaleźć odpowiednio piękną jaskinię. Wystarczy znacznie mniej spektakularne miejsce. Wszystko zyskuje dodatkowy czar i, co najważniejsze, jest łatwo dostępne. No i jaki w tym problem? Wystarczy sobie coś zaaplikować i zaczyna być piękniej. Ktoś, kto zatrzymałby się w tym miejscu swojej drogi do uzależnienia, mógłby uznać, że właśnie odkrył eliksir szczęścia. Mechanizm jest jednak zdradliwy. Im częściej korzystamy z ułatwiaczy, tym trudniej osiągnąć przyjemny stan bez nich. Coraz trudniej także doświadczać i celebrować piękno na trzeźwo. Sztuczna pomoc zaczyna więc być potrzebna do tego, co wcześniej przychodziło naturalnie. Maszynka szczęścia…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Podróżnik Szary
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…