Wróć do katalogu

Nuda w Wenecji - część druga

W drodze do Wenecji dwójka przyjaciół postanawia zamienić się rolami. Ona zostaje arystokratycznym młodzieńcem, on jego piękną siostrą.

Psutki, opublikowano , 45 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od autorki: część druga dłuższego opowiadania o przebierankach w Wenecji.

Tymczasem prawdziwy Cyryl Metoda wychodził właśnie z eleganckiego sklepu z obuwiem. Zawsze uważał, że jego arystokratyczne stopy są dostatecznie drobne, okazało się jednak, że nie dość jak na kobiece standardy. Był zmuszony kupić największe trzewiki, jakie mieli na składzie! I w dodatku dużego wyboru nie miał. Do tego jeszcze zaczynało mu się robić gorąco pod obszerną sukienką i gorsetem utrzymującym jego sylwetkę. Z paciorkowej torby wyciągnął chusteczkę i przetarł spocone czoło. Rozejrzał się dookoła. Wokół niego kłębił się tłum szczebioczących kobiet i podziwiających ich mężczyzn. Narzeczeni pieścili wzrokiem damy swoich serc, ojcowie czujnie spoglądali na córki w najmodniejszych kreacjach, synowie dumnie kroczyli koło eleganckich matek, a wszelcy inni nie sparowani połykali wzrokiem każdą kobietę na placu. Fuksik poczuł się nieswojo. Czemu on nie ma teraz przy sobie żadnej osoby do podziwiania go? Niki powinna była przewidzieć, że każda niewiasta musi mieć przy sobie mężczyznę do adorowania jej urody. Irytacja rosła w nim jak balon. W dodatku ten upał! Przy fontannie przycupnął lodziarz ze swoją białą budką. Rozeźlony i samotny młodzieniec ruszył w jego stronę mając nadzieję, że przynajmniej pokrzepi swoje ciało. - Truskawkowe – wydyszał. Lodziarz spojrzał na niego pytającym wzorkiem. Widocznie niemiecki nie był dla niego znanym językiem. - No te, głupi człowieku – krzyknął Fuksik pełnym pretensji głosem po polsku wskazując na pożądany smak. Lodziarz nadal nie rozumiał, ale wyczuł, że ta postawna dama chyba go obraża. Już formował usta by odpowiedzieć jej po włosku, gdy nagle przy pannie pojawił się młody człowiek i powiedział do niego: - Pani życzy sobie truskawkowe. - Przecież rozumiem – żachnął się lodziarz i zaczął nakładać. Fuksik próbował spojrzeć z wdzięcznością na poliglotę, ale że nie był przyzwyczajony do okazywania wdzięczności, w rezultacie trochę zezował w jego stronę. Nie zniechęciło to jednak językowego wybawcy, który skłonił się przed nim i powiedział po polsku: - Pani wybaczy, przez przypadek znalazłem się w pobliżu i pośpieszyłem na pomoc Polce. Moje nazwisko Dokładny. Zbigniew Dokładny. - Cyr… Marianna Metoda. - Och, Metoda! Czyżbym miał do czynienia z dziedziczką rodu Metodych? - Tak jakby – mruknął Fuksik zagłębiając usta w zimnym kremie. - Hmm… gdzie są moje maniery? Zapewne moje nazwisko nic pannie nie mówi. Jestem inspektorem z Warszawy, ale proszę się nie martwić, na urlopie. - Nie będę – Fuksik przekręcił wymownie oczyma. Teraz już wiedział, czemu jego nazwisko zostało tak szybko skojarzone. W swoim czasie Metoda cieszył się wielką sławą. Ojciec Fuksika, podobnie jak syn, zmanierowany arystokrata z Kresów, postanowił zająć się biznesem. Ponieważ nie miał pojęcia o ekonomii (jak większość magnaterii) szybko zaczął tracić fundusze. Aby jednak zachować twarz i ratować firmę, straty ukrywał wpisując je w zyski. Podjął również szereg rozpaczliwych, ale całkowicie błędnych decyzji. W ten sposób przez pięć lat przepuścił pół miliona i doprowadził do bankructwa swoich wspólników. W końcu jednak został aresztowany w kwietniu dwa lata temu i, mimo protestów elity, trafił do więzienia. Tam napisał książkę „Dom świętych grzeszników”, w której szczegółowo opisał swój pobyt w jednostce karnej. Publikowana najpierw w tygodniku powszechnym, potem wydana w formie książkowej osiągnęła prawdziwy sukces w Polsce i zagranicą. Rozpatrywano nawet jej kandydaturę do nagrody Nobla, Jednak policja w Polsce kojarzyła pana Metodę przede wszystkim z jego zuchwałymi malwersacjami i od jego czasów w każdym większym mieście była jednostka do walki z przestępczością gospodarczą. - Panna podróżuje sama, czy z przyjaciółmi? – ciągnął dalej inspektor z wielkim zainteresowaniem przyglądając się potężnej córce Metodych. - Z bratem – Fuksik rozważał, czy warto rozmawiać z tym człowiekiem. W końcu był mężczyzną, więc mógł znakomicie wypełnić rolę podziwiania urody Marianny. Dlatego młodzieniec po krótkiej chwili śmiało wsunął rękę pod ramię inspektora i pokierował go w stronę kanału. - Trochę zwiedzamy z bratem. Niestety nikt nam nie towarzyszy. Większość naszych znajomych została w Warszawie lub rozjechała się po świecie. Ale mi to nie przeszkadza. Lubię czasem pozostać sama. Mam wtedy mnóstwo czasu na kontemplacje. - Ach, a co panna kontempluje? - Różne rzeczy. Zastanawia mnie, dokąd zmierza świat. Ten nagły rozwój techniki, przemysł, tak bardzo mnie niepokoi. Ludzkość nie jest przyzwyczajona do takiego szybkiego rozwoju, jak to przetrzyma? Obawia się, że wszystko zmierza w bardzo złym kierunku. Już teraz słyszy się o jakiś komunistach, uniach robotników. To bardzo mnie martwi. To nie jest przecież naturalne! Przecież zawsze są ludzie którzy pracują, aby inni mogli nie pracować. To harmonia, której nie można tak bezmyślnie zaburzać! Och, te wszystkie złe myśli tylko przysparzają mi migren i drobnych zmarszczek! - Niech panienka zatem nie zaprząta sobie głowy czymś takim. Komuniści nie zrobią panience krzywdy, a z pewnością nie w Wenecji i nie przy mnie. - Och, jest pan w stanie mi to zapewnić? - Oczywiście! Ale nie rozmawiajmy już o tym. Bardzo chciałbym usłyszeć, co panna już zdążyła obejrzeć. „Niki w negliżu i zakochanego starca robiącego z siebie pośmiewisko” – pomyślał Fuksik i uśmiechnął się do siebie. - Różne rzeczy – powiedział. – Ale jeszcze nic na dłużej nie przykuło mojej uwagi. – „Może poza Niki, ale ona stanowi moją rozrywkę też w Warszawie.” – Dlatego mam do pana prośbę: niech mnie pan oprowadzi i co nieco opowie, dobrze? - To wspaniały pomysł! A co na to panny brat? - Na pewno nie będzie miał nic przeciwko. Wie pan, jak to jest z braćmi. Całymi dniami tylko piją i grają w bilard. - To straszne, więc panienki brat się nią nie opiekuje? - Och, to nie do końca tak. – „W końcu usłużnie wypchała mój biust swoimi pończochami.” – Po prostu nie wszystko musimy robić razem. Na przykład dziś ja wolałam pójść do miasta po nowe trzewiki, a on został w hotelu i prawdopodobnie zacieśnia znajomości z eleganckimi pannami. - Haha, no tak. A z panną nikt nie chciał „zacieśniać znajomości”? - No jak to, pan właśnie to robi! Inspektor znów się roześmiał. Spojrzał z ukosa na pannę. Było w niej coś niepokojącego. Twarz miała kościstą, z szarymi dołami wokół oczu zdradzającymi epikurejski styl życia (przyjęcia do białego rana, nieregularne jedzenie, może jakieś używki?). Cienka batystowa skórka powlekała wystające kości policzkowe i spinała się na ostrej bródce. Dalej była długa, chuda szyja i kościste, ale szerokie ramiona. Resztę figury dama skrywała pod luźną suknią, ale nie ukryła swojej wysokiej, zadziwiająco mocnej jak na tak żylastą kobietę postury. Nieomylny zmysł policyjny podpowiadał inspektorowi, że za tym musi kryć się jakaś brudna tajemnica. Dlatego towarzyszył pannie przez kolejne dwie godziny. Razem zwiedzili małe uliczki Wenecji, obejrzeli kanały i cieszyli się cieniem w jednym z uroczych kawiarnianych ogródków. Rozstali się w porcie, gdzie pan Zbigniew wsiadł na statek zmierzający do hotelu, a Fuksik poczekał na taksówkę. Machali sobie jeszcze przez chwilę, aż wreszcie nie mogli się już dojrzeć i młodzieniec mógł rozluźnić mięśnie policzkowe po nieustannym uśmiechu. Czuł jednak pewne zadowolenie, że tak długo udawało mu się zwodzić swojego towarzysza. Nie wiedział, że dokładnie w tym momencie inspektor układał treść depeszy do swoich przyjaciół z komisariatu w Polsce. Gdy Fuksik wrócił, zastał Niki siedzącą na werandzie. Dziewczyna, cały czas w swoim obowiązkowym męskim przebraniu, w zamyśleniu piła napój chłodzący przez słomkę. Swojego przyjaciela zauważyła dopiero, kiedy pomachał jej przed nosem ręką. Fuksik usiadł naprzeciwko i rozciągnął się. A ponieważ w pobliżu nie było nikogo poza nim, zdjął trzewiki i kopnął je pod stół. - Ale miałem dzień! - Hmm, a jaki ja miałam! - Spotkałem polskiego detektywa na urlopie. Ale zabawa! Oprowadzał mnie po mieście! Niki zerknęła z niepokojem na Fuksika. - I co? - I nic! Nie miał absolutnie żadnych podejrzeń! Ale się ubawiłem, kiedy za każdym razem zwracał się do mnie „panno Metoda”! Uff, te buty strasznie mnie cisnęły! Co pijesz? Hej, kelner! Dla mnie to samo! Francuski kelner pojawił się jak zjawa ze schłodzonym kieliszkiem i tak samo niepostrzeżenie zniknął. Młodzieniec dalej kontynuował opowieść o swoim sprycie i zabawie, jaką miał z oszukiwania detektywa. Niki słuchała tego z właściwym jej spokojem, od czasu do czasu rzucając pytania zachęcające przyjaciela do dalszego monologu. Kiedy rozmowa zaczęła tracić tempo, a Fuksikowi brakowało tchu, przejęła inicjatywę: - Wiesz kto to jest Gustaw Człowiek? – zapytała. - Kto? A, ten. Taki jeden niemiecki pisarz, bardzo mierny. – Fuksik powiedział to z lekceważeniem, pokazując jak mało obchodzi go ta postać. - Może mierny, ale bardzo zadufany w sobie. Co napisał? - Długą i bardzo nudną powieść o starzeniu się króla Francji. Po dziesięciu tomach, chyba żeby wreszcie skończył pisać, przyznano mu nagrodę literacką za całokształt twórczości. Oczywiście szło to w parze z nadaniem tytułu szlacheckiego. I tak oto mieszczanin stał się panem. - Acha – Niki oparła głowę na rękach i utkwiła wzrok w dalekim punkcie. – Mówił o tym, jaki to jest wspaniały i wielki. Zadeklarował również nienawiść do takich osób jak ja czy ty. - No to chyba długo sobie nie porozmawialiście. - Nie, nie, wziął mnie za jakiegoś dandysa. Cały czas gadał coś o Fajdrosie i Platonie. - Naprawdę? – Fuksik nie mógł powstrzymać uśmiechu. - Nie znam dokładnie tych antycznych bazgrołów, ale widzę, że ty coś kojarzysz… - Tak – chłopak roześmiał się. – Mówiąc ogólnie Fajdros był kochankiem Platona. - A to świntuch! - A jakże! Wtedy to chyba było modne. - No jasne, bo jak się zamyka kobiety w domach i nie dopuszcza do głosu, to potem tak jest, że jedyną sensowną miłością może być mężczyzna! - Lepiej od ciebie już tylko ujął to Platon. Twierdził, że jedyna słuszna miłość to uczucie do mężczyzny, w szczególności młodego chłopca. - Z tych Greków to były straszne świntuchy! Jakim cudem ta ich „wielka kultura” przetrwała? - Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z dualnym charakterem miłości. Kochać można tylko mężczyznę, pożądać – kobietę. - Zatem obawiam się, że według norm Platona wszyscy jesteśmy dewiantami. - Ty przynajmniej na pewno – mówiąc to puścił do niej oko. Niki zagryzła filuternie wargi i po raz pierwszy od początku rozmowy spojrzała dłużej na swojego przyjaciela. Chciała już coś powiedzieć, kiedy na werandę wbiegł zdyszany mężczyzna. Rozpoznali w nim owego galanta ze śniadania, który rzucał ukradkowe spojrzenia na lewo i prawo, męża Margarethe. Wydawał się wyjątkowo niespokojny. Teraz też jego głowa chodziła na wszystkie strony, a gałki oczne wywracały się w niekoniecznie synchroniczny sposób. Włosy miał w nieładzie, a guziki przy koszuli rozpięte, jakby biegł i dla ochłody rozpiął je. Gdy dostrzegł parę od pewnego czasu gapiącą się na niego z zainteresowaniem, nerwowo potarł dłonią spocone czoło i zrobił niezdecydowany krok w ich stronę. Niki odchyliła się na krześle i uprzejmie skinęła głową. - Przepraszam, ale zdaje mi się, że pan czegoś szuka. Czy możemy panu jakoś pomóc? - A-aa… - człowiek znów postąpił dwa kroki naprzód. – Cóż, państwo mnie możne nie znają, ale zdaje mi się, że pan – tu zwrócił się do Niki – rozmawiał dziś z moją żoną Margarethe. - Zgadza się – dziennikarka skinęła głową. – Spotkaliśmy się przypadkowo w ogrodzie i wymieniliśmy parę uwag. - A-ach tak, doprawdy? – młodzieniec zdawał się być jeszcze bardziej zdenerwowany. Dodatkowo rzucał teraz częstsze spojrzenia na Fuksika i marszczył brwi. - Właśnie tak było. Och, ale pan się zdaje być bardzo wzburzony. Czy coś się stało? Ja, Cyryl Metoda i moja siostra Marianna może moglibyśmy panu jakoś pomóc? - Siostra… - przybysz zdawał się być zupełnie zaskoczony. – A-aa to ta dama nie jest… pańską żoną? – wypalił i szybko zaczerwienił się czując, że palnął głupstwo. – B-bo widzą państwo, podobieństwo… panna Metoda nie jest do pana podobna. - Bystry facet – mruknęła Niki po polsku, a do mężczyzny zwróciła rozpromienioną uśmiechem twarz. – Ha, chyba rzeczywiście nie jesteśmy do siebie zbyt podobni. To przez naszą babkę. Widzi pan, była zupełnie spoza rodziny. Jakaś arystokratka z Czech, zupełnie nie skoligacona z Metodymi. No ale cóż, nasz dziadek się zakochał i nic nie mogło mu przeszkodzić w tym małżeństwie. To zresztą bardzo romantyczna historia, ale zapewne nie chce pan jej teraz słuchać. Wspomniał pan coś o swojej żonie. Czyżby to jej pan teraz szukał? - Co? A-aa… Tak, szukam Margarethe. Nazywam się Frans i jestem jej mężem. - Miło nam jest poznać – Fuksik skinął uprzejmie głową. - Zapewne ucieszy się z pańskiej troskliwości – kontynuowała Niki. – Gdy ją dziś rano spotkałem, skarżyła się, że się odrobinę nudzi. - Nudzi? – mężczyzna ze zdenerwowania wybuchł krótkim, urywanym śmiechem. – Proszę wybaczyć moją natarczywość, ale skoro jeszcze w dodatku ta dama nie jest pańską żoną tylko siostrą… proszę mi powiedzieć, czy podoba się panu moja żona? - Jest niczego sobie – mruknął rozbawiony Fuksik, ale Niki nagle spoważniała. - Nie rozumiem celu pańskiego pytania – powiedziała nieco wyższym głosem zdradzającym poirytowanie. Spojrzenie mężczyzny nieco złagodniało. Widocznie wziął zmianę zabarwienia głosu za znak, ze ma przed sobą wyjątkowo młodego chłopaka. Jakiś ciężki kamień spoczywający na jego sercu nieco się nadkruszył. - A-aa, nie wiedziałem, że pan jest aż tak młody. To bardzo ułatwia sprawę. Proszę się na mnie nie gniewać za moje zachowanie i śmiałość, z jaką rozmawiam z panem, ale ja muszę pana ostrzec. Widzi pan, panie Metoda, ja bardzo kocham Margarethe, ale tak samo mocno zdaję sobie sprawę z jej wad. Widzi pan, ona lubi bawić się mężczyznami. Niki i Fuksik zerknęli na siebie. Następnie prawdziwy pan Metoda zaoferował Fransowi krzesło i z uwagą zaczął wpatrywać się w tę młodą, zatroskana twarz. - Uwielbiam Margarethe do szaleństwa – ciągnął dalej mąż – i dlatego tym bardziej nie lubię, kiedy rozmawia z innymi mężczyznami. W dodatku to nie jest zazwyczaj niewinna rozmowa, ot, wymiana poglądów na błahe tematy, ale… rozumieją państwo, ona jest taka piękna. Rzadko który mężczyzna potrafi jej się oprzeć. Wierzę, że naprawdę to tylko nieszkodliwe gierki, ale czasem, gdy tracę ją z oczu, po prostu wpadam w panikę! Teraz też, po śniadaniu bez słowa udała się do ogrodu, gdzie widziałem ją z panem, a potem już zupełnie znikła mi z oczu! Więc biegam tak i szukam jej. - Rozumiem – Niki pokiwała głową. – W czym jednak moja młodość „ułatwia sprawę”? - Cóż, a-aa… po prostu ona nie przepada, za przeproszeniem, za chłystkami. Woli dojrzałych mężczyzn. Fuksik odwrócił głowę by ukryć uśmiech. - Ach, więc jestem wolny od jej nieodpartego uroku ponieważ jestem za młody. Cóż, może coś w tym jest… Nie rozmawialiśmy z pana żoną na żadne tematy, które mogłyby pana zaniepokoić. W zasadzie to mówiliśmy o tej parze, co państwu towarzyszy. Zastanawiałem się, czy taka piękna dama podróżuje z ojcem. - Z ojcem? Nie. To świeże małżeństwo, zaraz po ślubie. Nie mówię „młoda para”, bo on w istocie mógłby być jej ojcem. To był dobry człowiek, zanim poznał tę dziewczynę: majętny i szanowany. A teraz… po prostu stracił głowę dla swojej młodej żonki! - I pięknej – powiedziała Niki. – Skoro już szczerze rozmawiamy, to muszę przyznać, że taka złość mnie bierze, że takie piękne kobiety wychodzą za starców. Co zatem zostaje dla nas, młodych? Mam czekać do pięćdziesiątki, żeby jakaś cudowna niewiasta zwróciła na mnie uwagę? A przecież przede mną najlepsze lata życia! I co, mam je spędzić jak mnich w pustelni? - Haha, może wy młodzi, niedoświadczeni, na utrzymaniu rodziców kawalerowie nie możecie tyle kobietom zapewnić ile ci starsi? - Kobietom czy ich rodzicom? – palnęła Niki, która zaczęła się czerwienić ze złości. - Co, rodzicom?! Mój młody przyjacielu, rodzice w tym wypadku nie mieli nic do powiedzenia. Ta panna po prostu uparła się, że za niego wyjdzie i koniec. Dla niego odrzuciła nawet mojego dobrego znajomego. Jestem przekonany, że zrobiła to z czystej chęci zysku. Stary długo nie pociągnie, aż ona pewnego dnia zostanie młodą, majętną wdową. Do tego czasu będę jednak musiał oglądać ego starca podskakującego jak stary nosorożec i robiącego słodkie minki do kobiety, która nienawidzi go równie mocno, jak kocha jego pieniądze! Frans trząsł się ze złości. Zaciskał dłonie aż mu kostki zbielały, a rozbiegane oczy ciskały pioruny. Wziął oddech, by dalej kontynuować tyradę, ale zamilkł i tylko siedział rozjątrzony i pochmurny. Minęło parę minut i jego wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Niki. Młodzieniec uśmiechnął się niezdarnie, jakby przepraszając za poprzedni wybuch. - Pan jest młody i na pewno zbyt poważnie bierze to, co ja mówię – powiedział, nie odrywając wciąż wzroku od czarnych oczu Niki. – Ale kiedy się pan pobierze, świat nabierze zupełnie innych barw. Masz takie łagodne oczy, nie pozwól, by ktokolwiek zmącił ich spokój. A teraz proszę o wybaczenie, ruszam na dalsze poszukiwania mojej żony. To powiedziawszy wstał i pognał w stronę ogrodu. Przyjaciele chwilę siedzieli w milczeniu rozważając to, co właśnie usłyszeli. Wreszcie Fuksik kopnął dziennikarkę pod stołem. - Co on ci się tak długo przyglądał? – zapytał. - Nie wiem – Niki wzruszyła ramionami. – Może się zakochał. W końcu jestem „przystojnym, bardzo młodym panem”. - Ech, obawiam się, że kryło się za tym coś więcej. On ci się wyraźnie przypatrywał. Zresztą, od razu nie dał się nabrać na nasze pokrewieństwo. - A nawet jeśli, to co z tego? Ma większe problemy na głowie niż odkrywanie, jakie naprawdę stosunki łączą rzekome rodzeństwo Metodych. - Hmm, co do stosunków – Fuksik patrzył ponad ramię Niki, na drzwi prowadzące z werandy do hotelu – to chyba właśnie zbliża się twój drugi amant. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała zmierzającego w ich stronę pana Gustawa. Zmienił się jednak od rana. Włosy nie były już siwe, ale czarne, jakby ufarbowane. To samo stało się z niemieckimi wąsami. Strój miał elegancki i nienagannie wyczyszczony. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej i promienie słońca oświetliły jego twarz, przyjaciele zauważyli wyraźne ślady pudru i różu na twarzy. Niki była tak zaskoczona tą metamorfozą, że zupełnie zapomniała o swojej roli i gdy pan Gustaw wreszcie stanął przed ich stolikiem, nadal bez słowa patrzyła na niego z szeroko rozwartymi oczyma. Dopiero kolejny kopniak od Fuksika przypomniał jej o należytym zachowaniu. Szybko skinęła głową i zaproponowała słynnemu pisarzowi miejsce obok siebie. - Przedstawiam panu moją siostrę Mariannę Metodę. Marianno, to jest ten słynny pisarz, o którym ci opowiadałem. - Bardzo mi miło – Fuksik wyciągnął rękę, a pan Gustaw uprzejmie ją ucałował. Młodzieniec nie był zachwycony i dyskretnie wytarł wierzch dłoni w chusteczkę. - Jestem zaszczycony – odparł pisarz. – To cudowne spotkać tak piękną kobietę. – Niki parsknęła śmiechem. – Muszę powiedzieć, ze ma panna wspaniałego młodszego brata. - Chyba tak – zgodził się Fuksik. – Bardzo się z braciszkiem kochamy i świetnie się razem bawimy. Cyrylek zrobi absolutnie wszystko, bym się nie nudziła. Właśnie zabawiał mnie rozmową o panu i pana twórczości. Świetnie się przy tym ubawiłam. Niki obdarzyła przyjaciela miażdżącym spojrzeniem, ale pan Gustaw musiał wypowiedź wziąć za dobrą monetę, bo roześmiał się i powiedział: - Tak, przyznaję, mimo poważnej tematyki moich dzieł wkładam do nich dużo humoru, zwłaszcza tego wyszukanego. Cieszę się, że pannę zainteresowałem. Wiem, że damy, ponieważ mają troszeczkę więcej czasu niż ich bracia i mężowie, bardziej zwracają uwagi na szczegóły, dlatego starałem się być jak najbardziej wierny epoce. W książce znajdzie panna mnóstwo pożywki dla tak delikatnego umysłu. - Och, z pewnością – mruknął Fuksik, a Niki tylko obracała głowę, by pisarz nie widział jej rozbawionej twarzy. Pan Gustaw jednak nadal niczego nie zauważał. Z czcią wyciągnął książę i pokazał ją dziewczynie. - Proszę, zechce pan spojrzeć. Pozwoliłem wnieść trochę klasycznej literatury w ten piękny dzień. Oto „Fajdros” Platona, a mam też mity greckie. Może zechcesz chwilę posiedzieć i posłuchać, co starożytny geniusz ma do przekazania? - Ohmmm… chyba nie mamy w tej chwili żadnych innych propozycji – mruknęła Niki spoglądając na przyjaciela. - Mój kochany braciszku, ty nie masz. Ja jestem rozrywana – to powiedziawszy Fuksik wstał i złożył dworny ukłon panu Gustawowi. – Pan wybaczy, ale jestem umówiona. Muszę pana opuścić, ale zostawiam go w towarzystwie mojego elokwentnego brata, który z pewnością z wielką ochotą wysłucha dzieł klasycznych mistrzów. - Twoja kochana Niki nie ma ochoty słuchać tych bzdur! – jęknęła dziewczyna po polsku próbując złapać go za ramię. - Niki, bądź grzeczna i nie rozmawiaj w towarzystwie obcokrajowca w niezrozumiałym dla niego języku! – Fuksik uskoczył przed jej ręką i trzepnął jej palce otwartą dłonią. – A przy okazji, ten facet jest całkiem zamożny. Tylko uwiedź go bez zaciągania do łóżka, bo on jest bardziej zafascynowany twoim chłopięcym wyglądem niż kobiecym wnętrzem. - Wnętrza mamy takie same, to ciało mam kobiece! Jakbyś był zainteresowany to wpadnij do mnie wieczorem! - Aufwiedersehn! – krzyknął Fuksik na pożegnanie i uciekł ścieżką prowadzącą na plażę. Niki została sama z wyelegantowanym pisarzem, który był wyraźnie zadowolony z odejścia rzekomej siostry. Robiąc dobrą minę do złej gry dziewczyna wytłumaczyła, że Marianna niezbyt dobrze mówi po niemiecku i dlatego ostatnie parę zdań wymienili po polsku. Pisarz pokiwał ze zrozumieniem głową i zabrał się do czytania. Niki bardzo dobrze rozumiała po niemiecku. Na pensji bezlitośnie wtłaczano jej do mózgu jeszcze grekę i łacinę. Mimo wszystko jednak zdania z uczuciem odczytywane przez wielkiego pisarza odbijały się od niej jak piłeczki od ściany i rozpływały w upalnej atmosferze. Dziewczyna również w swoim czasie poznała trochę tak zwanej mitologii greckiej, wiedziała gdzie argonauci szukali złotego runa oraz o co bili się Achajowie pod Troją. Jednak te wszystkie opowieści były dla niej tak niezrozumiałe i odległe, tak oderwane od rzeczywistości i bieżących spraw, którymi się zajmowała. Z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych