Nuda w Wenecji - część pierwsza z dwóch
W drodze do Wenecji dwójka przyjaciół postanawia zamienić się rolami. Ona zostaje arystokratycznym młodzieńcem, on jego piękną siostrą.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Od autorki: Moja siostra czytając "Śmierć w Wenecji" raz po raz wykrzykiwała: "Pedofil! Zabierzcie Tadzia od tego pedofila!". Tak narodził się pomysł na to opowiadanie. Bo co by było gdyby Tadziem była jednak dziewczyna? Sama też w końcu przeczytałam "Śmierć w Wenecji" i uznałam, że jednak o pedofilach molestujących małych chłopców to nie jest, ale uśmiech rozbawienia pozostał. Więc oto i jest dłuższe opowiadanie. Publikuję w dwóch częściach, żeby się lepiej czytało. Nie znoszę zbyt długiego przewijania strony, więc Wam też postaram się to oszczędzić.
Nuda w Wenecji Było wpół do szóstej kiedy Fuksik otworzył oczy. Chwilkę przeznaczył na otrząśnięcie się ze snu i ogólne rozpoznanie sytuacji. Nigdzie mu się nie śpieszyło, zresztą podobnie jak pociągowi, którym właśnie podróżował. Młodzieniec przeciągnął się leniwie i zerknął na swoją towarzyszkę podróży. Marianna Karpiowska, znana wszystkim bardziej jako Niki, siedziała z założoną nogą na nogę i czytała książkę. Każdy byłby zaskoczony, czemu ta młoda dama podróżuje w męskim surducie, w dodatku całkowicie sama. Każdy, ale nie Fuksik, którego mało co dziwiło, a jeszcze mniej gorszyło. Zresztą Niki znana była w Warszawie ze swojego skandalicznego zachowania. A skandale były jej specjalnością – parę lat temu wypłynęła artykułem o homoseksualizmie w męskich gimnazjach. Redaktor zgodził się wydrukować powyższe „świństwo” pod warunkiem, że autorka podpisze się męskim pseudonimem. I stąd Niki. Poznali się na jednym z licznych spotkań pseudoartystycznych warszawskich wyższych sfer i Fuksik od razu uznał ją za godną jego osoby towarzyszkę. Młodzieniec, w swoim własnym mniemaniu, był jak obraz, który od czasu do czasu potrzebuje odpowiedniej ramy. A szalona, całkowicie pozbawiona skrupułów dziennikarka pasowała do obecnego pejzażu malującego się w jego duszy. Tylko czy zdoła zapewnić mu dostateczną rozrywkę w Wenecji? Fuksik zmierzył ją krytycznym spojrzeniem. Wtedy właśnie oderwała się od lektury i podniosła głowę. - O, już się obudziłeś – zauważyła. Oparł głowę na rękach, łokcie na kolanach i nadal patrzył na nią z powątpiewającą miną. Niki zamknęła z trzaskiem książkę i obrzuciła go groźnym spojrzeniem. - Coś nie tak? – zapytała ostro. - Wszystko – mruknął Fuksik i westchnął ciężko. Wizja miesięcznej nudy rozciągała się nad nim jak gradowa chmura. Samo myślenie o tym było tak męczące, że czuł się wyczerpany. Jego wysublimowany umysł pragnął pięknych wrażeń, a w obliczu nadciągającej recesji otępiał całkowicie z przerażenia, zostawiając młodziana na pastwę losu. - I nic – powtórnie westchnął i przeniósł wzrok na okno. Kobieta powinna w tej chwili domyślić się, że coś jest nie tak, że coś jej cudownemu towarzyszowi dolega. A że Niki była mądrą osobą, trąciła go czubkiem buta i zapytała bardziej uprzejmie: - Co się stało? - Ach, jak ja się będę tam nudzić! – jęknął Fuksik i ukrył twarz w dłoniach. - Bzdura – Niki uznała, że należy go jeszcze raz kopnąć. – W Wenecji nikt się nie nudzi! W Wenecji można żyć i umrzeć, ale na pewno się nie nudzić! - Ja będę! Czuję to! Będę usychać jak płatek róży wśród pustyni rozrywek. Po co w ogóle opuszczaliśmy Warszawę! Tam przynajmniej miałem towarzystwo, ludzi, którzy rozumieli mój język… - Ciebie ciężko w ogóle zrozumieć, Fuksik. I nie mam pojęcia, o jakich rozrywkach mówisz. Sądziłam, że tobie wystarczy tylko Algabal i miejsce w cieniu… - To samo mogę robić w ogrodzie mojego ojca na Kresach! - Zatem zrób coś, czego zazwyczaj nie robisz! Fuksik prychnął. Zazwyczaj nie robił rzeczy, które napawały go najwyższą odrazą i nie miał zamiaru zacząć ich robić, tylko dlatego, że był daleko od domu. - To ty mogłabyś dla odmiany przebrać się w kobiece szmatki i poudawać, że jesteś damą – mruknął. - To od razu odpada, bo wtedy ty musiałbyś zacząć udawać mojego męża lub przynajmniej brata. Damie nie wypada podróżować samej. Ale akurat mam przy sobie parę sukienek, nie martw się. - A co mnie to obchodzi? Chwila ciszy i: - Może powinno, bo właśnie wpadło mi coś do głowy. Niki wychyliła się do przodu i z ognikami w oczach wpatrywała się w Fuksika. Jej usta rozchylał tajemniczy uśmiech, a bródka spoczęła na nadgarstku. - No co? - Może tak, dla zabawy, zamienilibyśmy się miejscami? Czekała na wybuch entuzjazmu (lub jakąkolwiek reakcję przyjaciela), ale ten tylko spojrzał na nią beznamiętnym wzrokiem i bezgłośnie wyraził swoje zdziwienie. - Ech, no wiesz, jak tylko wysiądziemy z pociągu, ja stanę się panem Cyrylem Metodą, a ty panną Marianną Karpiowską! - Czyli, że mam porzucić swoją cudowną tożsamość i stać się tobą, tak? - Właśnie! – zadowolona z siebie Niki odchyliła się do tyłu – I jak ci odpowiada ten pomysł? Przestaniesz się nudzić? - No nie wiem – Fuksik pokręcił sceptycznie głową. – Nie jest trudno być Niki. W zasadzie wystarczy tylko próbować zachowywać się jak mężczyzna mając na uwadze, że jest się kobietą. - Oj, nie o to mi teraz chodzi! – Mam przy sobie parę sukienek, może się w nie zmieścisz i zaczniesz udawać damę. - A ty? - Twojego młodszego brata! I nie rób takiej miny, to się na pewno uda. A przynajmniej będzie zabawnie. No już, bierz moją walizkę… Powinno coś się dla Ciebie znaleźć, w końcu nie jesteś znów taki wyrośnięty… to znaczy ja jestem całkiem sporych rozmiarów. Na pewno gdzieś tu miałam stary gorset, na wypadek, gdyby w hotelu było paru przystojniejszych dżentelmenów… no co tak patrzysz, rozbieraj się! Fuksik wskazał na drzwi przedziału. - Dama nie rozbiera się w towarzystwie mężczyzny, nawet brata. Dlatego proszę uprzejmie pana o tymczasowe opuszczenie przedziału i powrót na moje wyraźne żądanie. Mrucząc coś w stylu „niejedno-już-widziałam” Niki wyszła. A młodzian faktycznie ukląkł i zaczął przeglądać osobiste rzeczy przyjaciółki. Były wśród nich sukienki wizytowe, na plażę, a nawet jedna koktajlowa. Na szczęcie moda im sprzyjała i wszystkie kreacje były luźne, zupełnie pomijały biust i talię, a linia paska znajdowała się na biodrach. Jedynym problemem mogły być szerokie, kwadratowe wcięcie z tyłu jednej z sukien, ale Fuksik uznał, że ma dostatecznie ładne plecy, by je nosić. Szczególną uwagę zwrócił na elastyczny, lekki gorset zakończony podwiązkami. Takiego jeszcze nie widział (a na pewno nie na Niki) i był przekonany, że jego szanowna matka będzie bardzo zainteresowana takimi nowościami ze świata mody. Miejmy nadzieję, że nie zainteresuje się aż tak bardzo, by dowiedzieć się, że jej syn miał zamiar to nosić. Po chwili namysłu wybrał wreszcie całkowicie pozbawioną wcięć suknię koloru piaskowego, długą na pół łydki z fałdami po bokach. Do tego dobrał czerwony żakiet w kratkę i wreszcie zaprosił Niki z powrotem. - I jak wyglądam? – zapytał Niki powoli studiowała go od stóp do głów. Fuksik z natury był drobnej budowy, nieco tylko wyższy od niej. Jego twarz była idealnie klasyczna, z dużymi niebieskimi oczyma i jasnymi jak len włosami. Mimo wszystko jednak wyglądał jak mężczyzna i miał typowo męskie cechy budowy. Niki przymknęła jedno oko i stwierdziła, że widziała już brzydsze kobiety. - Wyglądasz świetnie! – powiedziała. - Ja zawsze wyglądam dobrze – Fuksik promieniał z dumy. Noszenie damskich ciuchów zupełnie nie zbiło go z tropu i nie uderzało w jego dumne ego. W końcu czy to jakiś problem, skoro ona nosi męskie garnitury i surduty i też czuje się w nich świetnie? - Jest tylko jeden problem – dodał zmartwionym tonem i wskazał na swoje stopy. – Niestety, twoje śliczne pantofelki są dla mnie stanowczo za małe. Będziemy musieli kupić mi jakieś nowe. - Będziesz musiał – poprawiła go. – Ale jeśli mamy zamiar już z pociągu wyjść w przebraniu, to jednak powinieneś jakoś się w te moje śliczne pantofelki wcisnąć. Ale teraz muszę cię jakoś uczesać, droga moja siostro Marianno Metoda – Niki wślizgnęła się na siedzenie (nie zważając, że przy okazji depcze własną bieliznę), ściągnęła mu luźną wstążkę trzymającą kitkę i zaczęła bawić się jego włosami udając, że próbuje uczesać go w koka. Fuksik starał się zachowywać spokojnie, ale myśl, że jego głowa jest w rękach kompletnej amatorki napawała go gęsią skórką. W Warszawie miał swojego stałego fryzjera, który zawsze uprzednio nacierał dłonie wonnymi olejkami, zanim dotknął choćby kosmyk swojego klienta. - Przydałby się grzebień – mruknęła wreszcie Niki i Fuksik odetchnął z ulgą. Po pewnym czasie fryzura była skończona. Teraz dziewczyna zabrała się za własne włosy. Aby rozprostować trwałą ondulację nakładała na nią sporą ilość żelu. Jej głowa skrzyła się w blasku zachodzącego słońca niczym aureola nad świętym. Fuksik zaś mentalnie przygotowywał się do odegrania damy. Na dworzec zajechali późnym wieczorem. Bagażowy, przypadkowi przechodnie, a nawet taksówkarz nie zauważyli nic niezwykłego w tej wyrośniętej młodej pannie i jej drobnym towarzyszu. W hotelu Niki przedstawiła się jako Cyryl Metoda i odebrała dwa klucze. Chwilę zwątpienia przeżyła, gdy miała podpisać się w księdze hotelowej i na czeku, ale skoro jest to zabawa, to niech się bawią do końca. Boy hotelowy również nie wydawał się mieć żadnych podejrzeń, kiedy wnosił bagaże po schodach za państwem Metoda. Gdy tylko młody człowiek postawił walizki w apartamencie z widokiem na morze i życzył szanownemu panu dobrej nocy, Niki rzuciła się na łóżko i zakopała w poduszkach, Była wyczerpana długą podróżą, zabawianiem swojego towarzysza i szalonym pomysłem. Chciała nareszcie porządnie się wyspać, a jutro wypróbować swoją nową osobowość. Niestety, na korytarzu usłyszała nerwowe kroki i za chwilę na progu apartamentu stał rozzłoszczony Fuksik. - Panom nie wolno przebywać w pokojach pań po dwudziestej drugiej – mruknęła nadal ukrywając twarz w pachnącej pościeli. - A jeśli panie znajdują się bezprawnie w pokojach panów? Którym te pokoje bezprawnie zagrabiły? - O nie, nie, nie, kochanie! – Niki powoli podniosła głowę i spojrzała odważnie w te błękitne jak niebo oczy, które obecnie ciskały błyskawice. – To ja jestem Cyryl Metoda, który wynajął dla siebie apartament z widokiem, a dla swojej towarzyszki pokój po przeciwnej stronie. No i jak, okna wychodzą na kuchnię? - Przypatrzysz się temu dokładnie, jak wprowadzisz się do swojego pokoju! - Ale ja jestem w swoim pokoju! Siłowali się wzrokiem ze złością patrząc w twarz przeciwnika i robiąc zuchwałe miny. Fuksik przeczuwał, że Niki zawsze dostaje to, czego pragnie i krzykiem nie zrobi na niej wrażenia. Zmienił więc natychmiast taktykę i z przymilnym uśmiechem zaszczebiotał: - Ale pan Cyryl Metoda to prawdziwy dżentelmen i nie pozwoli swojej towarzyszce spać w pokoju z widokiem na śmietnik kuchenny, mimo, że właśnie za to zapłaciła, O nie, pan Cyryl Metoda poratuje piękną damę z opresji i zamieni się z nią na pokoje. Dziewczyna wydęła wargi, ale widać było, że rozbawił ją swoimi słowami. „W końcu Cyryla Metodę zdobywa się pochlebstwami, nie groźbą” – pomyślał Fuksik i od razu poczuł się lepiej. - Zatem – zaczęła – czemu pan Cyryl Metoda nie chce pięknej pannie ustąpić? - No właśnie? – młodzieniec poprawił swoją luźną sukienkę i zawinął za ucho niesforny kosmyk, który zdołał się wysunąć z ciasnego koka. Niki westchnęła i zsunęła się z łóżka. Obserwował ją, jak ciężko wstaje, zdejmuje marynarkę, przewiesza ją przez ramię i powoli, bardzo powoli wlecze się w stronę drzwi. - Gdybyś nie udawał kobiety i tak byś nie oddał mi pokoju – mruknęła, gdy mijali się w progu. - To oczywiste. Ale wtedy nie wpadłabyś na to, żeby mi go zabierać. - Mógłbyś przynajmniej odstąpić go w ramach zamiany tożsamości. - Przykro mi, ale to ja zapłaciłem za te wygody i ja będę w nich mieszkać. A w recepcji możesz najwyżej wytłumaczyć, że twoja siostra dostaje mdłości, jak mieszka w za małych pomieszczeniach. Niki już nic nie odpowiedziała. Nacisnęła klamkę do swojego prawdziwego pokoju i weszła do środka. - Dobranoc Niki! – usłyszała jeszcze za sobą. - Dobranoc – mruknęła i zatrzasnęła drzwi. Hotel, w którym się zatrzymali, był stosunkowo niewielką, przytulną rezydencją. Oddalony od centrum Wenecji zapewniał swoim gościom własny kawałek plaży i spokój. Pokoje wynajmowali głównie ludzie zamożni, którzy osiągnęli w życiu stabilny status społeczny albo swoim tytułem (mniejszość) lub poważną, wzbudzającą społeczny szacunek pracą (większość). Można więc tu było spotkać lekarzy, wyższych rangą oficerów, cenionych pisarzy, akademickich profesorów czy wiecznie znudzoną, pomniejszą arystokrację. Narodowościowo towarzystwo też było dość wymieszane, jako że właścicielem pensjonatu był Grek, weteran na emeryturze. W młodości jego pasją były podróże. Pewnego razu będąc w Wenecji, kiedy już opuszczał miasto, zauważył wśród zieleni wynurzający się ku niemu biały dom. To musiała być miłość od pierwszego wejrzenia, w dodatku odwzajemniona, bo gdy po dwudziestu latach powrócił w to miejsce, okazało się, że dom wciąż tam na niego czeka i jest do kupienia od zaraz. Grek zapłacił żądaną cenę i rozpoczął modernizację w stronę hotelowych standardów. Myliła się Niki myśląc, że jej pokój (za którego zapłaciła połowę mniej niż jej przyjaciel za apartament) będzie mieć okna wychodzące na kuchnię czy przykuchenny śmietnik. Rozplanowanie pokoi gościnnych zostało tak przemyślane, żeby żaden z przyjezdnych doświadczył takich niewygód. Oczywiście nie było porównania z pięknym, szerokim widokiem na włoską plażę i morzem, ale ze swojego okna widziała park i podwórko i mogła obserwować nadjeżdżających gości. Było to jej na rękę, bo z natury była ciekawska. Posterunek przy wejściu dawał jej możliwość kontrolowania, kto wchodzi, a kto opuszcza pensjonat. Już w nocy zaobserwowała grupkę hałaśliwych młodych ludzi wracających zapewne z jakiejś szalonej zabawy w klubie. Rano zaś, podczas porannej toalety zauważyła starszego jegomościa przemykającego się do ogrodu. Zwrócił jej uwagę niezwykle eleganckim, białym garniturem i dziwacznym, kaczym chodem, który zupełnie nie pasował do postawy starszego pana. „Wylizany” – określiła go i odprowadziła spojrzeniem aż do krzaków róż, gdzie postanowił spocząć. Usłyszała pukanie do drzwi. - Otwarte! – mruknęła i dalej w zamyśleniu rozczesywała włosy. Do pokoju wszedł Fuksik. Swoją obecność musiał jednak zaznaczyć chrząknięciem, żeby zwrócić jej uwagę. Dopiero wtedy odwróciła głowę. - A, to ty – powiedziała na widok towarzysza. – Myślałam, że to służąca. - I dlatego siedzisz przy lustrze w samym szlafroku, z odsłoniętym dekoltem i nogami? Gdyby cię tak zobaczyła, naraziłabyś całą naszą zabawę! - Oj, przestań, tylko się zamyśliłam – jęknęła, ale mimo wszystko naciągnęła rąbki skąpego szlafroczku w kwiaty na szyję. Zmierzyła Fuksika krytycznym spojrzeniem i stwierdziła, że był ubrany nie lepiej od niej. - Ty też biegasz po korytarzu w szlafroku! - Ja nigdy nie biegam! – żachnął się Fuksik (przecież mógłby się spocić!) – I zanim poszedłem do ciebie, sprawdziłem, czy nikt by mnie nie zauważył! Jak się okazało bardzo dobrze, bo jesteś całkowicie beztroska! I odejdź od okna, jeszcze cię ktoś zobaczy w tym czymś, czego praktycznie nie masz! A przyszedłem w bardzo ważnej sprawie – muszę się przebrać! Chyba nie oczekujesz, że będę nosić suknię, w której wczoraj tu przyjechałem! Dama nigdy nie pokazuje się w tej samej kreacji dwa razy. - Może ograniczymy to do stwierdzenia, że ty się nigdy nie pokazujesz – mruknęła i odeszła od okna. Wyciągnęła na środek pokoju swoją walizkę i wyciągnęła ją. W pokoju Cyryla stała ta z męskimi ubraniami, damska trafiła do pokoju jego domniemanej siostry. O ile Niki nie miała żadnych problemów, bo już w Warszawie zamawiała wyglądające na męskie ubrania, to jednak Fuksik nigdy sukien nie nosił i żadnej nie przechowywał w swojej walizce, nie licząc tej, którą miał wczoraj na sobie. Gdy Niki lawirowała z otwartą walizką między łóżkiem, a szafą i próbowała uklęknąć podtrzymując jednocześnie swój skandaliczny szlafroczek, Fuksik rozejrzał się dokładniej po pokoju. W świetle dnia nie wydawał mu się aż tak mały, jak wieczorem. Na pewno miał w sobie dużo dobrego smaku i wskazywał na niezły, acz oszczędny gust gospodarza. Przede wszystkim był podłużny, co mogło wywołać wrażenie ciasnoty. Od drzwi pod okno biegł prosty dywan. Po prawej stronie stało wygodne łóżko z fantazyjnie wygiętymi żerdkami, po lewej zaś komoda służąca za szafę i toaletka. Ściany były pomalowane na biało, ozdobione dwoma obrazkami przedstawiającymi kanały weneckie. Taki pokój z pewnością całkowicie wystarczał osobie przyzwyczajonej do prostego życia jak Niki. A przynajmniej tak uważał Fuksik. - Mam tutaj taką ładną sukienkę spacerową. Może chciałbyś się wybrać do miasta? Na pewno mógłbyś wtedy kupić sobie jakieś buty. Nie będą zapewne jakieś wyszukane, ale powinny na razie wystarczyć. - Na razie? – zdziwił się – Zabrzmiało, jakbyś zamierzała mnie przebierać w swoje ciuchy na o wiele dłużej. - Chodzi mi o to, że dla ciebie lepsze by były te od modnego szewca, ale na to nie mamy czasu. Ciężko będzie znaleźć w ogóle pantofle dla męskiej stopy, ale widzę, że twoja w końcu nie jest taka duża. - Małe stopy to cecha rodzinna Metodych – powiedział z dumą. - Wraz z pogłębiającą się psychozą – mruknęła, pochyliwszy najpierw bardzo nisko głowę, aby nie mógł jej usłyszeć. Wkrótce nowy strój był skompletowany i rozpoczęło się przebieranie młodzieńca. Tym razem Niki nie została wyproszona, zresztą i tak by odmówiła ze względu na swój skąpy ubiór. - Mała poduszka i zwinięte rajstopy powinny załatwić kwestie biustu – mruczała wypychając mu stanik. – Do twojej budowy powinien być nieco większy niż oryginał – wskazała na siebie – ale sądzę, że przy tej luźnej sukience i tak nie będzie za dużo widać. Chodzi po prostu o wrażenie, że „tam coś jest”. Głupio by było, gdyby przy silniejszym wietrze okazało się, że jesteś zupełnie płaski. - Byłbym wtedy najmodniejszą, najatrakcyjniejszą damą w Wenecji – zauważył, podnosząc włosy do góry, by mogła pozapinać wszystkie sprzączki stanika na plecach. - Moda modą, ale mężczyźni wolą kobiety o bujniejszych kształtach. Zresztą o tym sam mógłbyś mi coś powiedzieć. Fuksik pomyślał, że jego znajomość z Niki nigdy nie miała dojść do takiego momentu, żeby mógł się z nią podzielić swoimi upodobaniami do kształtów kobiet. O takich rzeczach z paniami się nie rozmawia, zwłaszcza tymi, które przyjmują panów bez zażenowania w takich strojach. I które bez skrupułów machają mu przed oczyma swoją bielizną. - Ty pójdziesz sobie na miasto, a ja spróbuję rozejrzeć się wśród tutejszych gości. Na pierwszy rzut oka jest tu paru takich, co w życiu nie słyszeli o emancypacji. - A ty o niej słyszałaś, skoro zazwyczaj przebierasz się za mężczyzn i ukrywasz swoją płeć? - Ja nic nie ukrywam! Mój strój to sprzeciw wobec męskiej dominacji nad tradycyjnym ubiorem kobiety: suknia plus gorset! Fuksik tylko wzruszył ramionami. Zastanowił się, czy skoro on teraz nosi sukienki, to Niki dominuje nad nim? Nie, nad nim dominuje tylko poczucie piękna i wzniosłe uczucia. Coś takiego jak płeć jest zbyt przyziemne i nie ma wpływu na jego wysublimowany charakter. Zatem wszystko jedno, czy zakłada spodnie, spódnicę, czy chodzi nago. Przebrani i wyszykowani zeszli na śniadanie do sali bufetowej, gdzie rano podawano śniadania, a wieczorem wykwintny lokaj serwował luksusowe drinki. Właściciel hotelu, wspomniany Grek, powitał państwa Metodych i usłużnie wypytywał, czy dobrze się państwu spało. - Znakomicie – odpowiedział brat, kiedy siostra ze spuszczonymi grzecznie oczyma rzucała przelotne spojrzenia na stół jadalny. – Chciałbym tylko poinformować, że nastąpiła wymiana pokoi. Moja biedna siostra dostaje mdłości w małych pomieszczeniach, dlatego odstąpiłem jej swój apartament. - Ależ oczywiście, nie ma problemu – Grek skinął uprzejmie głową w stronę wysokiej panny. – Zaraz poinformuję służbę o zamianie. Nie chcieliśmy też od rana państwa niepokoić, z uwagi na długą podróż, dlatego pokojówka nie przyniosła dziś kawy z grzankami. Cieszę się jednak bardzo, że pojawił się pan z siostrą tak punktualnie na śniadaniu. Proszę tędy, służący zaraz wskaże państwu wasz stolik. Okazało się, że stół śniadaniowy znajduje się dla nich w równie dogodnym miejscu, jak okno Niki. Ukryci we wnęce mieli widok na całą jadalnię i jej gości. Część sali widzieli bezpośrednio ze swojego miejsca, część przez otwór w ozdobnej ściance postawionej zapewne dla większego komfortu śniadaniujących. Za sobą zaś mieli okno z widokiem na piaszczystą plażę i morze. Pierwsze, co zrobiła Niki, gdy kelner zniknął by zrealizować zamówienie, to przestawiła wszystkie donice z kwiatami na parapecie otworu. Potem chwilkę siedzieli w milczeniu i studiowali twarze gości. Zajęci jedzeniem nie spodziewali się, że są podglądani i zachowywali się dosyć swobodnie. Naprzeciwko Niki i Fuksika siedzieli młodzi, którzy w nocy obudzili dziewczynę. Wskazała na nich i razem zaczęli przyglądać się obu parom małżeńskim. A przynajmniej Niki utrzymywała, że muszą nimi być: - Zauważ, że zakochani zazwyczaj tulą się do siebie, pieszczą, nie zważając na konwenanse. Ci natomiast owszem, blisko siebie, ale z pewnym dystansem. Zapewne młode małżeństwo, tak ze dwa lata po ślubie. - Co do tej parki bliżej drzwi to owszem, mogę się zgodzić. Ale ta druga para… no sama popatrz, on wyraźnie szuka jej ręki pod stołem! - Może jeszcze jest w niej zakochany? - Jeszcze? – zdziwił się. - Wybacz Fuksik, ale pensję kończyłam i co nieco o zawieraniu małżeństw wiem. Te dziewczyny są zbyt młode, żeby same wybierały sobie narzeczonych. Na pewno to jacyś nasłani przez rodzinę, pobłogosławieni przez tysiące ciotek i wujów. Młoda dziewczyna nie ma szans na przebywanie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Psutki
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…