O ćwierć wieku trudniej
Justyna przyjechała do Polski na zjazd z okazji dwudziestopięciolecia ukończenia studiów. Na imprezie dowiedziała się, że Wiktor, chłopak, z którym była podczas studiów, wstąpił do seminarium i został księdzem. Mimo tego, postanawia go odszukać i pow
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O ćwierć wieku trudniej (Na podstawie prawdziwej historii)
Jadąc na zjazd z okazji dwudziestopięciolecia ukończenia studiów, Justyna leciała do Polski po raz trzeci w ciągu ostatnich 25 lat. Ludzi, z którymi miała spędzić całe popołudnie i wieczór nie widziała od czasu, kiedy odebrała dyplom. Potem jeszcze kilkoro z nich przyszło na jej skromny ślub, cztery dni po którym spakowała się i wyemigrowała z dopiero co poślubionym mężem do Melbourne.
Część oficjalna zjazdu minęła w miarę bezboleśnie – głównie na słuchaniu podchodzących po kolei do mikrofonu osób, które rozpoznawała pod koniec ich przemówień, z trudem odgarniając ich twarze ze zmarszczek i wysilając wyobraźnię, żeby przypomnieć sobie, jak mogli wyglądać w czasach studiów. Pocieszała się, że skoro tak wiele osób ją pozdrawia, może nie zestarzała się aż tak bardzo i została choć odrobina z jej niegdysiejszej urody.
Wieczorem, gdy wciąż jeszcze mało rozmowny tłum absolwentów medycyny, przeniósł się do hotelu „Polonia Palace” poczuła, że jeśli zaraz się nie napije, nie przetrwa tej nocy. Wciąż szukała jednej twarzy. Tej, którą najłatwiej by rozpoznała, ale też, którą obawiała się znaleźć. Szukała Wiktora. DJ puścił „Autobiografię” Perfektu, hymn czasu jej młodości, gdy ktoś znienacka porwał ją do tańca. Tancerzem okazał się Paweł, niegdysiejszy najlepszy kolega Wiktora. Spędzali w trójkę mnóstwo czasu i zawsze była Maćkowi ogromnie wdzięczna, że mimo że zabrała mu kumpla, z którym przyjaźnił się od podstawówki, on zawsze był dla niej miły. Nawet wydawało jej się, że ją lubił. Ale po 25 latach niewidzenia, nie miało to większego znaczenia.
– A Wiktor? Nie przyjechał? – spytała, gdy skończyli tańczyć. Miała nadzieję, że jej głos brzmi obojętnie.
– Dzwoniłem do niego kilka dni temu. Powiedział, że nigdy nie skończył studiów, więc nie powinno go tu być – powiedział Paweł. – Znasz go, jak coś postanowi, nie ma szans przekonać go do zmiany decyzji.
– Aha – kiwnęła głową i zamyśliła się na chwilę. – Co on w ogóle robi?
– Jest księdzem. Nie wiedziałaś? – zdziwił się Paweł. – Wstąpił do seminarium zaraz po tym, jak zrezygnował ze studiów.
Zaskoczenie na chwilę odebrało jej głos. Wzięła duży łyk wina.
– Nie, nie wiedziałam – przyznała po dłuższej chwili. – Nie miałam z nim kontaktu odkąd zrezygnował.
– Kilka lat temu objął parafię w Piszu na Mazurach – dodał po chwili Paweł. – Z tego co mówi, dobrze mu tam. Ale nie żebym był na bieżąco, ostatni raz widziałem się z nim ze 3 lat temu, czasem mailujemy, i tyle. A u ciebie, co słychać? Leciałaś taki kawał tylko po to, żeby się z nami spotkać? – zapytał z humorem.
– Nie schlebiaj sobie – odpowiedziała rozbawiona żartem. – Moja córka wychodzi za mąż i uparła się, że weźmie ślub w Polsce. Zaoferowałam jej pomoc, więc mam tu misję: znalezienie kościoła, księdza, który nie będzie gadał o tym, że żona jest tylko po to, żeby służyć mężowi, jakąś knajpę na imprezę – masa roboty. Do was wpadłam na darmowy alkohol i pocieszyć się, że nie jestem najstarszą osobą na świecie.
Zaśmiali się.
Ale wiedziała, że prawda jest znacząco inna. Głównym powodem, dla którego zdecydowała się przyjechać była właśnie rocznicowa impreza i nadzieja, że spotka Wiktora. Wiedziała, że to bez sensu, że po 25 latach bez kontaktu szanse, że będzie przynajmniej „miło”, były nikłe, ale czuła, że jest to silniejsze od niej. Kryzys związany ze zbliżającą się pięćdziesiątką? Być może; chciała w końcu pozbyć się wyrzutów sumienia - zobaczyć, że Wiktor jest szczęśliwy, nie żywi do niej urazy, mogą normalnie porozmawiać. Albo, że jest łysy, z brzuchem, zaniedbany, co pozwoli jej w końcu przestać o nim myśleć. Po tylu latach.
Nazajutrz spontanicznie zdecydowała, że zamiast jechać z siostrą nad morze, odszuka Wiktora. W końcu przyleciała z innego kontynentu, głównie po to, żeby go wreszcie zobaczyć. Nie planowała łatwo się poddać.
Do Pisza dojechała wieczorem. Nie poszukała hotelu, pojechała prosto do kościoła. Zanim otworzyła drzwi, musiała wziąć kilka głębokich wdechów. Odruchowo poprawiła włosy i wygładziła spódnicę. Weszła w trakcie mszy i usiadła w końcowej ławce. Wygłaszał kazanie. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Po nabożeństwie wyszła niezauważona i poszła do samochodu. Siedziała w nim dłuższą chwilę, zapatrzona w budynek. Gdy zobaczyła, że zamyka zakrystię, powoli wysiadła z auta.
– Wiktor – bardziej powiedziała niż zawołała. Odwrócił się. Nie był łysy. Ani gruby. A jego oczy nie straciły chabrowej barwy.
RETROSPEKCJA Na studiach byli nierozłączni. Wiktor i Justyna. Justyna i Wiktor. Na drugim roku „zaskoczyło” między nimi tak bardzo, że nie tylko oni sami, ale wszyscy wokół nazywali ich mężem i żoną.
– Wiktor, chodź jak już się obronimy, to będziemy razem pracować w małym miasteczku. Ty i ja razem w lokalnym szpitalu, a popołudniami zajmować się będziemy naszą gromadką dzieci. Będzie tak? Obiecujesz? – zapytała Justyna, gdy leżeli razem na polu, a słońce świeciło im w twarz.
Wiktor uśmiechnął się.
– Obiecuję. A ty mi obiecaj, że jak pierwszy będzie chłopiec, to będzie Wiktorek, a jak dziewczynka – Wiktoria.
– Obiecuję.
Objął ją ramieniem i pocałował w czoło.
POWRÓT Justyna postarzała się, ale nadal była piękną kobietą, Wiktor od razu ją poznał. Poszli na kawę. Na początku rozmowa się nie kleiła, ale po godzinie było już łatwiej.
– Byłam względnie szczęśliwa, dużo jeździliśmy po świecie, ale już kilka miesięcy po ślubie zaczęło brakować tej iskry. Było miło, ale, hmm, nudno – opowiadała bez większych emocji. – Dziesięć lat temu rozwiedliśmy się. Gwoździem do trumny, było że nie mogliśmy mieć dzieci.
– Nie jesteś jedyna. Ja też nie mam dzieci – spróbował zażartować Wiktor.
Przez dłuższą chwilę Justyna tylko się na niego patrzyła. W końcu powiedziała.
– Ale ja mam córkę. Wiktorię. W tym roku bierze ślub. Wiktor podniósł brwi.
– To twoja córka – powiedziała prawie szeptem.
Nie wiedział jak zareagować. Walczył pomiędzy wstaniem i wyjściem, wydarciem się: „co takiego?!” i nie skomentowaniem ani słowem. Wybrał ostatnie wyjście. Dłuższą chwilę siedzieli bez słowa. W końcu Justyna zaczęła szybko, niczym karabin maszynowy, relacjonować, co się stało ćwierć wieku temu.
– Zorientowałam się, że jestem w ciąży po zimowej sesji na ostatnim roku. Ciebie już wtedy nie było. Właściwie kamień spadł mi z serca, że nie widzisz mnie z brzuchem i że przez to nie cierpisz jeszcze bardziej. Byłam pewna, że dziecko jest Kuby. Dlatego tak szybko zdecydowaliśmy się na ślub i na wyjazd z kraju – chciałam za wszelką cenę uniknąć skandalu. Wiktoria urodziła się już w Australii – śliczna, okaz zdrowia i radości. Po kilku latach chcieliśmy mieć drugie dziecko. Ale nie mogłam zajść w ciążę. Badania wykazały, że Kuba jest bezpłodny. Zawsze był – na chwilę przerwała. – Tylko raz z nim o tym rozmawiałam. Postanowiliśmy nic nie mówić Wiktorii. Traktuje ją jak swoją córkę. Do ciebie nie odważyłam się odezwać.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zuzu_zu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…