Wróć do katalogu

O pisaniu książek i paru innych sprawach... fragme

fragmenty większej całości

dominika ciechanowicz, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dam wam fajną książkę. Opiszę zgrabnie wasz świat językiem, który nie jest mój. Całkiem dobrze opanowałam ten wasz logocentryczny słownik i teraz będę tego słownika używać: dam wam parę binarnych opozycji, bo wiem, że w przeciwieństwie do mnie je skumacie, dam wam męskie i żeńskie, żeby wam było przyjemnie. Pozostanę przy tym tą drugą płcią. Zadowolę was werbalnie, drodzy czytelnicy. Wiem, że wolelibyście, żebym zrobiła to oralnie, ale czyż to nie na jedno wychodzi, jeśli będę się teraz tanio sprzedawać leksyce i składni, którymi w sumie gardzę? Jestem widać zwykłą, językową prostytutką i dam wam teraz to, co dostać ode mnie chcecie, zróbmy to więc, obiecuję że będzie wam dobrze a ja zapewnię sobie niedrogi poklask.

*** Im pewnie kiedyś było łatwiej pisać, tym pisarzom znaczy, bo nie mieli Internetu. Nie zagadywał ich ktoś ciągle na gg, więc jak już mieli wenę, to raczej konkretną. A ja to mam trochę trudniej, bo ilekroć siadam do pisania, okazuje się, że Aśka jest dostępny i przesyła wiadomość. Albo przypomina mi się, że miałam sprawdzić kiedy i na co umarł Steinbeck, więc go wklepuję w Google, po czym klikając w kolejne linki dochodzę, na przykład, do wojny w Korei, zapominam co miałam robić i idę po piwo, zanim mi Żabkę zamkną. Sami zresztą wiecie, jak to jest, a jak nie wiecie, to sobie spróbujcie. Pisać może każdy, ponieważ jest ponowoczesność, co jest oczywiście bardzo dobre, bo dokąd doprowadziła nowoczesność - wszyscy wiemy. A jak nie wiemy, to goglujemy. Tak czy inaczej, opowiem wam coś w rodzaju historii. Zaczęło się od tego, że Grzegorz wskoczył do rzeki i Paweł zadzwonił, żeby mi o tym powiedzieć. - Ten kretyn właśnie próbował się zabić! Utopić!!! - mmm? - Grzegorz! - Dominika. - Ty się nie śmiej! (Się wcale nie śmiałam.) - Zrobili się z Łukaszem! Zero siedem na dwóch! I on nagle w wodzie ląduje! Domiś! Jesteś tam?! - mhm - Słuchasz mnie? - mhm - Wskoczyłem za nim!!! Wyciągnąłem go!!! Wsadziłem do taksówki!!! Jakoś nagle dotarł do mnie dramatyzm całej tej narracji i związany z nim nadmiar wykrzykników. Usiadłam w bieli prześcieradeł i spróbowałam zebrać myśli. - Kochanie, jest druga w nocy i ja nic nie rozumiem. Po kolei proszę. Gdzie jesteś, gdzie jest Grzegorz, gdzie jest taksówka i jakie są straty w ludziach? - Pod twoją klatką stoję! Weź się obudź i mnie wpuść! Wszedł. Wodą ociekał, jebany bohater. Nalałam mu wody do wanny i zrobiłam herbaty. Co tam. Będę miała plusa w niebie. Chciałam mu zrobić jeszcze kanapkę, ale w lodówce znalazłam jedynie musztardę (typowe!), więc pomysł ów samoczynnie upadł. Usiadłam z tą herbatą na skraju wanny i sobie czekam. - Na co tak czekasz? – pyta zawartość wanny. - Aż mi wszystko opowiesz. - No bo Domiś, on tak na mój widok. Nakręcił się, a że był najebany, to skoczył. Przecież wiesz, że on do mnie sporo czuje. Co ja mam z tym zrobić? To jest mój kumpel przecież. Mentor! Wiele mu zawdzięczam, ale nie jestem homo! Co ty tak siedzisz? Siedzę, bo co mam robić. Słucham sobie. - Zresztą, bez sensu, że ci to mówię. I tak nie zrozumiesz, bo jesteś kobietą. No pewnie. Wiadomo, jak to jest z tymi babami. Nie dość, że nic nie kumają, to w dodatku nigdy nie przewidzisz, co takiej może przyjść do głowy. Jeszcze jej tampon wypadnie, albo dziecko urodzi. Cholerne wariatki.

*** Grzegorz wytrzeźwiał i obiecał, że w najbliższym czasie nie będzie się więcej zabijał. Ponoć nic tak nie przywraca chęci do życia jak spartaczone samobójstwo, nawet gdzieś o tym czytał. I bardzo poleca, ale raczej trzeba uważać, bo łatwo jest przegiąć, no a wtedy to już dupa.

*** A Steinbeck umarł na serce w 1968. W sumie ciekawy rok na śmierć, nie sądzicie? Zwłaszcza jak się było Steinbeckiem i wierzyło w społeczną sprawiedliwość. Może mu z radości to serce siadło, jak się przyglądał tłumom, co sprawiedliwość postanowiły sobie same wziąć? Ale z drugiej strony nieszczęsny Wietnam, którego mu nie mogę wybaczyć, dobrze że ten jego Nobel to był literacki a nie pokojowy, bo wtopa by była nawet większa niż z Obamą. Więc może mu jednak siadło z żalu, że młodzież nie chce już ginąć w słusznej sprawie i protestuje, cholera wie. Jak mam wolną chwilkę, w przerwach pomiędzy martwieniem się o los głodnych dzieci w Afryce a los głodnych dzieci w Korei Północnej, to sobie o tym myślę. Bardzo wciąga.

*** Kochamy się z Pawłem od tyłu, tak jak obydwoje lubimy. Jakoś mi się nagle skojarzyło i strasznie chce mi się śmiać, ale zagryzam poduszkę, żeby nie popsuć całej zabawy. Paweł trzęsie się ze śmiechu. - O czym myślisz? - O Grzegorzu. - Boże. Ja też. Kiedyś przeczytałam na gejowo.pl, że niektórym gejom szybko się nudzi ta pozycja. I chętnie by sobie zmienili. Ale nie mają w sumie innego wyjścia. - O popatrz. A my możemy sobie zmieniać pozycje, ale fajnie. Zmieniamy pozycję a mnie zastanawia, dlaczego on się zupełnie nie zdziwił czego właściwie szukałam na gejowo.pl. Chociaż może i się zdziwił, tylko tego nie okazał, bo akurat był zajęty kopulacją.

*** Siódma rano. Środek nocy. Droga do łazienki jest dla mnie wyzwaniem. Rozbijam się o ścianę. Ten cyborg jest już na nogach. - Ej! Puknąć cię? - Się w głowę puknij.

*** Puknął mnie i poszedł do pracowni, tworzyć wielką sztukę, a ja zostałam sama i zaraz będę pisać wiersze o tym, że mi smutno i źle. Ale pozwólcie, że najpierw jakoś uporządkuję historię Grzegorza, bo mam z nią, szczerze mówiąc, lekki problem, chociaż – bynajmniej – nie jestem homofobką. Rzecz w tym, że cóż, poglądy poglądami, ale jak jakiś pedał zacznie wyrywać wam faceta, to uwierzcie, dziewczyny, można poczuć się nieswojo. Paweł może sobie twierdzić, że nic nie zrozumiem, ale prawda jest taka, że ja rozumiem strasznie dużo, bo mam wyższe wykształcenie, bagaż niechcianych doświadczeń i noszę okulary. I żeby było jeszcze śmieszniej, bardzo lubię Grzegorza. Wiem też, jak smakuje odtrącenie i jak to jest, kiedy się zostaje samemu w lepkiej cieczy bez dna i wiem parę innych dziwnych rzeczy. Zamierzałam wymienić te rzeczy jednym tchem w poprzednim zdaniu, ale chyba byłoby ono za długie, dlatego też wymienię je w następnym. Wiem więc na przykład jak to jest dojść tam, gdzie prośby o pomoc wydrapuje się żyletką na własnym ciele, no ale o tym może będzie kiedy indziej, bo to wcale nie jest taka ciekawa historia, wbrew pozorom. Jest to historia wręcz banalna, toteż jeśli kiedyś do niej wrócę, to tylko dlatego, że postanowiłam się przecież tanio sprzedać.

*** Grzegorz szalenie lubi słowo „pedał”, dlatego pozwoliłam sobie go użyć. Twierdzi, że brzmi ono pieszczotliwie. I obiecuje, że jak będę grzeczna, to może kiedyś wzbogaci mój słownik o kilka innych czułych określeń, których używa w sytuacjach intymnych.

*** A wiecie, co ja jeszcze wiem? Będzie mocno nie na temat, ale przyzwyczajajcie się do tego, dobrze wam radzę, bo ta książka tak właśnie może wyglądać: jedna wielka dygresja, aneks do świata, przypadkowy appendix. Otóż wiem, jak to jest budować własną tożsamość poprzez zaprzeczenie, bo chyba mi się to udało. Oraz jednocześnie nie udało mi się wcale, bo z genami nie wygrasz, jak mawiają różni naukowcy. I dlatego będę was teraz częstować zabawnymi historyjkami prosto z życia, zamiast napisać o paru sprawach, o których chciałabym napisać. Bo gdybym o tych paru sprawach napisała, to zostałabym już całkiem, całkiem sama, co i tak jest, oczywiście, nieuchronne. Jak ktoś nie rozumie, to niech sobie od razu przejdzie do następnej strony, proszę bardzo: www.nastepna-strona.pl. A ci co zostali zapewne sami wiedzą, o co chodzi: jak się chce pisać naprawdę, to trzeba z siebie wyrzygać najgłębsze kompleksy i stany lękowe; trzeba wykrzyczeć światu w twarz rzeczy, o których wie tylko twój psychoterapeuta, jeżeli takowego posiadasz. Ja nie posiadam, bo jestem raczej uboga.

*** Dobrze wiem, co powiecie, uprzedzę was. Że gdybym była facetem, to rozwalałabym wszystko bardziej bezkompromisowo i nie szukałabym żadnych usprawiedliwień. Że poszłabym dalej w swojej kontestacji, ale ogranicza mnie moja słaba płeć i podatność na łatwe wzruszenia. Ja mogę iść dalej, mogę zanegować więcej, ale wiem dokąd to prowadzi. To na klamkach ludzi wiesza, wpycha im głowy w piekarniki. I owszem, boję się. Chaos mojego umysłu mógłby rozpierdolić właściwie wszystko, ja się tylko staram ten chaos ograniczać resztką społecznych ram, w które desperacko usiłuję wierzyć. Bezskutecznie.

*** Dzwoni Paweł i pyta, jak mi idzie pisanie. Mówi, że gra z Grzegorzem w bilard i że jest fajnie. Ja się wolę nie domyślać, co to znaczy. - Ale ty zrób ze mnie bohatera w tej swojej książce, a nie jakiegoś ciołka! - No zrobiłam przecież. Grzegorza z wody wyciągnąłeś na samym początku. - To…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych